niedziela, 1 marca 2015

"W kleszczach leku" Henry James

Jestem strachliwa-a tu ani widu ani słychu o strachu. Nudaaa potworna. Wiktoriański dom, nowa guwernantka przybywa do opieki nad dziećmi. Człowiek narobił sobie ogaromnego smaku gdyż powiesc zaczyna sie w Wigilie, gdy grono przyjaciół siedzi sobie przy kominku i powraca temat pewnej sprawy, mrocznej tajemnicy...wiec tym bardziej czekałam. No i co. Guwernantka, główna bohaterka, która opowiada historie rozwleka swoje mysli okropnie. Co tu sie dzieje, a no widzi jakieś osoby w oddali. I leci do kuchni z inna służąca o tym rozmawiać ze niby duchy. Taka fabula.Nuda. Gniot. Słabe to. Strasznie. Szkoda czasu i pieniędzy.

3 komentarze:

  1. Nuda? To mało powiedziane. Dla mnie ta książka to jakaś pomyłka. Starchu także nie doświadczylam. Tytuł spisałam na starty. Szkoda było mojego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że nie tylko ja mam takie odczucia jeżeli chodzi o tą książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się podobało. Bo nie wiadomo czy guwernantka naprawdę te duchy widzi, czy dzieci są z nimi w zmowie, czy moze kobiecie odbija, bo doświadczenia życiowego ma zero, a wyobraźnię zbyt bujna.

    OdpowiedzUsuń