piątek, 7 listopada 2014

"Wiza do Iranu" Artur Orzech

Iran jest mi bliski tylko z opowieści przyjaciół, z którymi chodzimy na obiad raz w miesiącu. Zawsze sie dopytuje, bo lubię, widziałam nawet wesele na DVD irańskie z ubiegłego roku, szczeka mi opadła( jedna orkiestra w ogrodzie i catering, drugi zespół w środku, śmiesznie tańczący ludzie, taniec młodej pary z nożami,wszystko na bogato a jednocześnie nowocześnie). Wiem tez o niesamowitej jaskini, która chciałabym zobaczyć, niestety nie ma o niej w książkę, a jest ogromna i turystycznie mozna płynąc lodziami po niej.
Pan Artur Orzech kojarzy mi sie z festiwalem w Opolu z lat dziewięćdziesiątych, pięknie, z klasa, swoim ładnym głosem zapowiadał artystów. Długo nie wiedziałam, ze jest wykładowca na uniwersytecie, ze zna perski, kulturę irańska, ze jest pasjonatem i znawca oraz tłumaczem w tej dziedzinie.
Książka jest bardzo metodyczna i profesorka, okraszone zdjęciami i niestety przeplatana ciagle rozdziałami pod tytułem " W oczekiwaniu na wizę " nie dość ze tytuł "Wiza do Iranu" to jeszcze to. Nie rozumiem tego, wydaje mi sie ten zabieg kompletnie zbędny. Już na wstepie jest o tym ze trudno zdobyć wizę do Iranu oraz zdanie "Iran to nie Irak" pojawia sie kilkakrotnie. Miałam takie wrażenie, ze autor nie do końca wierzy, iż ludzie czytają ze zrozumieniem. Ja naprawdę rozumiem zdanie Iran to nie Irak, czy muszę czytać te wplecione powtórki? Mie wiem, moze pan Artur Orzech to tak wielki pasjonata, ze chciał mieć pewność, ze wszystko każdy zrozumie, jeśli tak to przedobrzyl.
Abstrahując od tego, pozycja jest na pewno cenna, bo to solidne i ciekawe informacje na temat tego mistycznego, fascynujacego kraju.

1 komentarz:

  1. Nie wiedziałam, że Orzech tak się interesuje Iranem. Książki tego typu lubię, więc i w tę się chętnie zagłębię ;)

    OdpowiedzUsuń