piątek, 4 października 2013

'' Diana. Moja historia'' Andrew Morton


Życie...Kiedy jesteś jak młody ptak, masz dziewiętnaście lat i wszystko przed tobą, młoda Diana wleciała do złotej, szczelnie zamknietej klatki. Z racji wieku, człowiek wtedy nie ma wielkich oczekiwań, żyje chwila, do zakochania potrzeba tak niewiele.. A klatka choć piękna, pełna przywilejów, blichtu i możliwosci spotykania niesamowitych ludzi- jest też zimna, samotna, bez wsparcia choć jednej dobrej duszy i pozbawiona milości. Tak żyła przez wiele lat. Skąd czerpała siłę, nie wiem, bo dzieciństwo miała równie paskudne i zimne.

Przez wiele lat ukazywało się masę publikacji na temat tej wyjątkowej kobiety. Nigdy nic nie czytałam i chyba dobrze bo jak już po coś sięgnąć to po najbliższe prawdy zródło- z prostego powodu- sama Diana współpracowała przy tworzeniu tej książki, nagrywała na kasety swoje wspomnienia, przemyślenia i refleksje. W tajemnicy. Nie jest to bez znaczenia, bo przez wiele lat nigdy nie miała prawa nic sprostować, nie mogła być sobą do końca, musiała żyć w klauzurach, układach królewskich i dyplomatycznie milczeć. Wyobrażacie to sobie? To, co opowiada w rozmowie z Andrew Morton'em jest potwornie przygnębiające, czyta się z ogromną ciekawością, strasznie chciałam zrozumieć tę kobietę i to o czym mówi i ma to dla mnie sens i jest logiczne.

Podczas lektury towarzyszył mi ciągle smutek. Słoneczny promyk to myśl co było potem.. to odrodzenie Diany, jak po tylu latach życia w małżeństwie z ''tą trzecią'', po bulimi, depresjach, próbach samobójstwach..odradza się jak feniks z popiołu. I ciągle pod ostrzałem mediów. Praca nad sobą, działalność charytatywna, podróże, wizerunek. Szkoda, że ten ostatni okres jej życia był tak krótki..choć niesamowicie intensywny. Zmieniała świat. Mam wrażenie, że to miała być tylko rozgrzewka, dopiero się rozkręcała i wszystko niestety przerwał tragiczny wypadek samochodowy w Paryżu.

Jeśli już czytać coś o Dianie, to właśnię tę książkę. Ta lektura urochomiła lawinę zmian. Skostniała od swoich reguł angielska monarchia nie jest już tą samą instytucją. Niesamowite jak świat poszedł do przodu, o tę refleksję też nie trudno po lekturze tej książki. Syn William w jakiś sposób idzie drogą swojej matki. Pokazał z żoną synka, zwyczajnie ubrany, sam wsiadł do auta i zawiósł swoją nową rodzinkę do domu. Za czasow jego ojca bylo to nie do pomyslenia(monarchia była ponad ludem).
To Diana uchyliła drzwi zamku, zapoczątkowała zmiany pokazując że jest inna bo zwyczajna. Choć szamotała się sama z sobą przez lata, okazało się że miała w sobie nieprzeciętną siłę rażenia. Jako pierwsza wyszła do ludzi i za to ją pokochano.
I na zawsze będzie już królową ludzkich serc.
Książkę gorąco polecam.


6 komentarzy:

  1. O! Na pewno po nią sięgnę, jak na nią trafię.

    OdpowiedzUsuń
  2. też nie czytałam żadnej książki o Dianie, a chciałabym sięgnąć właśnie po coś, co jest bliskie prawdy i ta pozycja z tego co piszesz wydaje się być idealna :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem bardzo ciekawa tej książki, a Twoja recenzja tylko mnie 'pobudziła"

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam wszystko co o Dianie :) Muszę wybrać się jeszcze na film do kina :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze mam dystans do takich książek, czy filmów, o nie, nie uprzedzam się, nie skreślam z góry, czy z dołu. Myślę, że osądzi nas Historia, ta przez wielkie H. A pisanie pod publiczkę, cóż, było, jest i będzie, tak jak zawsze znajdą się ludzie, by czytać takowe książki (nie, nie chce nikogo obrazić, czy dotknąć słowem), po prostu myślę, że jest za wcześnie, a słowa, czasami, tak jak tym przypadku są nadużywane. Złota klatka? Hmmm...Zapytajmy, osobę, która jest chora, sparaliżowana, czy woli być taka, mając 600 zł renty, czy perspektywę, "złotej klatki" jak to napisałaś...Myślę, że zbyt prosto, szybko i nieskrępowanie przychodzą ludziom pewne porównania. Kto czyta takie książki? O czym chce się przekonać?

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziś odebrałam książkę , bo siostra mi kupiła na imieniny!!! Jupi :)
    Ps. W biedronce jest w dobrej cenie:)

    OdpowiedzUsuń