niedziela, 29 września 2013

''W Paryżu dzieci nie grymasza'' Pamela Druckerman

Kiedy zostałam mamą, zdecydowanie nie poszłam w kierunku ''wiem wszystko najlepiej, nie potrzebuje rad, ja wszystko sama''. Całe szczescie;) Lubiłam pytać, zasięgnac rady ale ostateczną decyzję podejmowałam zawsze ja. Dziecko trzeba wychowywać mądrze od pierwszych dni, to jakoś jasne dla mnie było, że musimy współgrać, że obu nam musi być dobrze bo jesteśmy połączonym ogniwem. Książka jest bardzo fajna, to nie poradnik, ot amerykanka mieszkająca w Paryżu przygląda sie jak wychowywane sa tam dzieci i odkrywa wiele zaskakujących dla niej sposobów, prawd. Bo dzieci w Paryżu nie grymasza, sa uczone od dnia pierwszego slowa ''poczekaj'', czyli cierpliwości, która pozniej przynosi efekty bo jak sama autorka pisze: idziesz do restauracji w Paryżu, kazde dziecko siedzi grzecznie, czeka na posiłek nie ma czegoś takiego jak karmienie na rządanie...Bardzo mi sie to podoba, bo zaspokajanie potrzeb dziecka a bycie jego niewolnikiem na każdy krzyk i pisk- to dwie rozne sprawy. Tak samo jak robienie czegoś dla siebie by się spełnić a dla dobra dziecka- też dwie różne rzeczy.  Dobrze przeczytać taką książkę, bo zawsze mozna sie zastanowić, zreflektować, nad czymś pochylić, porównać, czegoś nowego dowiedzieć. Wychowanie francuskie jest mi bliskie, o czym nie miałam pojecia. Np: to, że dziecko zaczyna chodzić, nie oznaczało dla mnie ze ma już w ciagu dnia choć na 20 minut nie siedzieć w lożeczku. Robilam tak caly czas, moj synek do tej pory po poludniu siedzi sobie i czyta ksiazeczke, albo gra na pianinku. W taki sposob odpoczywa od biegania, ma własna przestrzeń, jest samodzielny i umie sie sam zajać i wyciszyć w łóżeczku. To poprostu była konsekwencja nawyku. Nie żebym sie mądrowała tutaj, ale widze na tym przykladzie wyraznie, że to iż nie zawsze mój synek nie umie czekać na jedzenie - jest tylko wyłacznie moim błędem wychowawczym a nie to że ''jest niecierpliwy'' Dzieci są niezwykle madre i bystre. Potrzebują jasnych granic, konsekwencji i szacunku do ich odrębności. Autorka strasznie się dziwiła, że we Francji dzieci przesypiają całą noc mając 2,5 miesiąca. Mnie się też dziwili ludzie. Henio spi całe noce do dnia dzisiejszego. Kwestia nawyków i konsekwencji, poprostu ( czywiscie nie mam na myśi dzieci z alergiami czy kolkami, bo to inna para kaloszy)
Ogarnięte dziecko mam, ale mogłoby byc zawsze lepiej;) Ale nie narzekam. Zawsze jest coś do popracowania i takie ksiązki mi o tym przypominają. Poza tym mamy ot historię związku mieszanego i życie w innym kraju. Wychowanie francuskie bardzo mi bliskie. Popieram, stosowałam i stosuje i są efekty. Polecam!

6 komentarzy:

  1. Dzieci jeszcze nie mam, ale widzę, że taka lektura przyda mi się na pewno. Ostatnio właśnie debatowałyśmy z teściową, że samo urodzenie dziecka to jeszcze nic w porówaniu z samym wychowywaniem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze mówiąc to mam zupełnie inną opinię na temat francuskich dzieci - sa strasznie roszczeniowe, marudne i zdecydowanie z upodobaniem grymasza. Fragment o grzecznym, cichym siedzeniu dzieci w restauracji rozbawil mnie - bylam kilka razy swiadkiem tak skrajnie innego zachowania... dzikich wrzaskow, grymaszenia, biegania po restauracji i przeszkadzania innym gosciom w mysl zasady "dzieciom wszystko wolno". Ale moze mam po prostu pecha ;) Są to moje osobiste spostrzeżenia, poczynione podczas dwoch pobytow w Paryzu i kilku wakacyjncyh pobytow na poludniu Francji, ale mam wrazenie, ze ogolnie dzieci zachodnioeuropejskie sa postrzegane jako okropnie rozwydrzone...

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie zostałam mamą i widzę, że książkę powinnam zakupić raczej wcześniej niż później :) Miałam ją na radarach od dłuższego czasu, ale jakoś dopóki nie zostałam mamą nie brałam jej pod uwagę jako tej, którą muszę kupić przy najbliższej okazji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie troche smieszyla ta ksiazka. Nie wiedzialam, ze wiele rzeczy, ktore stosuje instynktownie to nie jest zdrowy rozsadek i odrobina pomyslunku tylko wyrafinowane francuskie podejscie. Moze dla Amerykanki bylo to odkrywanie eee. Francji, ale tak naprawde uderzylo mnie, jak bardzo ona wydawala mi sie neurotyczna i zastanawialam sie, czy wszystkie Amerykanki sa takie. Padlo nawet zdanie w tej ksiazce "New York likes its women a little neurotic" i pamietam jak pomyslalam, ze winienie miasta za wlasna neuroze to lekka przesada. Poza tym ona szalenie krytycznie sie wypowiada o tym amerykanskim poradniku What to expect co mnie wrecz zdumialo, bo czytajac te ksiazke odebralam ja wlasnie jako bardzo zdroworozsadkowa a w sprawach jedzenia zalecala wrecz typowo "francuskie" sposoby w sensie przyzwyczajania dziecka do roznych smakow, w miare regularnych por posilkow i nie tylko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Do mnie książka nie trafiła za zbytnio z racji tego, że mam dopiero 18 lat i za nim będę miała dzieci to jeszcze trochę ;) jednak książkę przeczytałam. Dałam ją też moim dwóm starszym siostrom, które już mają po dwójce swoich dzieci, i jak jedna była zachwycona tak druga stwierdziła, że nic ciekawego w tej książce nie znalazła. Także rzecz gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, wlasnie, bardzo chce to przeczytac, przypomnialas mi :-).

    OdpowiedzUsuń