niedziela, 10 marca 2013

''Mama dookoła świata''

Każda kobieta, która rodzi dziecko przechodzi na pewien sposób na stronę wszystkich matek. Nagle łączy nas jeden, wspólny cel- nie ważne pod jaką szerokością geograficzną mieszkamy, jak żyjemy, jaką wyznajemy religię, jak chowamy dzieci, jaki mamy kolor skóry- wszystkim nam zależy na tym samym- mieć zdrowe, szczęśliwe dziecko. Borykamy się z podobnymi obawami, dylematami, mamy te same lęki. Wszystkie przeszłysmy rewolucje życiową i wiemy z czym to się je.
 Kiedy jestem na jakimś lotnisku i widzę marudzące dziecko oraz mamę, która próbuje je uspokoić, często nieswiadomie wymieniamy jedno spojrzenie:''wiem, jak to jest''- i masz poczucie przez sekundę że z obcą osobą rozumiesz sie bez słów. Wszystkie wiemy jak było ''przed'' dzieckiem i jak zmienia sie świat, gdy sie pojawia maluszek w naszym życiu. Może dlatego z obcą matką w przypadkowej rozmowie nie ma granić i dystansu niż z kimś, kto nie ma jeszcze dzieci. Bo tematów jest tysiące. Bo macierzyństwo to taki ląd, gdzie zawsze jest przestrzeń na zrozumienie.

''Mama dookoła świata'' to nie poradnik, a cudownie ciekawe opowieści o macierzyństwie matek z najrózniejszych stron świata. To książka wyjątkowa, bo daje wspaniałe uczucie wolności i dystansu. W każdym kraju chowa się dzieci inaczej, mniej lub bardziej podobnie, nie ma jednych utartego ''regulaminu'' na świecie. W Indiach kąpie się dzieci w południe, u nas wieczorem, W Japoni dzieci nie noszą skarpetek, itp itd... ile ludzi tyle prawd i zasad.
Cudna ta książka. I BARDZO MĄDRA- nie ma ani presji, ani spekulacji co się powinno a co nie, co lepsze czy gorsze. Ta książka leczy ze stresu tysiąca decyzji, które podejmuje się podczas macierzyństwa.

7 komentarzy:

  1. nie jestem jeszcze mamą, ale to bliższa, niż dalsza przyszłość ;) przeczytałabym tę książkę dla samej siebie i swojego przyszłego macierzyństwa. Na pewno się za nią rozejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie ją przeczytam, aby poznać rożne odcienie macierzyństwa na świecie.

    Tak, lotnisko i moje dziecko to jeden wielki stres, czasami mam wrażenie, ze tylko moje dziecko ucieka (a londyńskie lotniska są przecież ogromne), tylko moje wyje w samolocie, tylko moje mnie nie słucha... chętnie przechwyciłabym jakieś pokrzepiające spojrzenie lub słowo otuchy...

    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie czytam mądre i interesujące książki na temat dzieci, macierzyństwa, wychowania. W tym roku podobała mi się "pod presją", o której napisałam kilka słów u mnie na blogu: http://nawiedzonaulala.blogspot.com/2013/01/pod-presja.html

    OdpowiedzUsuń
  4. To może być naprawdę interesująca książka. I chociaż mamą jeszcze nie jestem, z chęcią bym po nią sięgnęła. Z czystej ciekawości - aby dowiedzieć się więcej o wychowywaniu dzieci w różnych zakątkach świata :-) To z pewnością mądra i wartościowa lektura!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi też się bardzo podobała, faktycznie pozwala nabrać dystansu, choć mi go chyba nie brakuje akurat :)
    No i zgadzam się, dwóm matkom na pewno łatwiej się dogadać niż dwóm innym przypadkowym osobom :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, przypomnial mi sie zwiastun filmu dokumentalnego Babies (na youtube mozna obejrzec http://www.youtube.com/watch?v=1vupEpNjCuY) - jak ekipa filmowa towarzyszyla czworce noworodkow w skrajnie roznych kulturach (plemie afrykanskie, mongolscy pasterze, Japonia i Stany Zjednoczone). Oczywiscie od zawsze planuje obejrzec, bo wydaje mi sie, ze jest teraz cos w rodzaju obsesji zeby idealnie chowac dziecko. Tu stymulacja Mozartem, tu jeszcze masaz, koniecznie jakies intelektualne zabawki i najnowsze zdobycze psychologii zeby sie dziecko nie straumatyzowalo.. ta presja sie na matkach odbija, bo oczywiscie zadna z nas idealem nie jest i byc nie moze. No i niektore fragmenty rozczulily mnie - dziecko sie kapie w misce do miski zaglada koza zeby sobie troche wypic i nikt sie nie zrywa zeby dezynfekowac. A dzieci szczesliwe. Ta ksiazka wydaje sie niesc podobne przeslanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja córka urodziła się we Włoszech, pierwszy raz leciałyśmy, gdy miała 3 miesiące. To był 2002 rok, kilka miesięcy po zamachach na WTC, ależ ja miałam paranoje! pozdrawiam Moni!

    OdpowiedzUsuń