wtorek, 30 października 2012

Kitty Kelley: ''Oprah''

Nie mogę powiedzieć, że Oprah Winfrey jakoś specjalnie mnie w przeszłości intrygowała, ale oglądałam jej talk-show regularnie dekadę temu w ramach szlifowania angielskiego- muszę przyznać, że metoda była genialna.
W każdym razie nikomu nie trzeba przedstawiać tej kobiety, była, jest i będzie ''wszędzie''. Zbudowała na przełomie dekad swoiste imperium. Jedni doszukują się pikantnych szczegółów z jej życia i czekają na podtknięcia by je wyolbrzymić lub koniecznie podkreślić, inni wielbią niczym Boga.
Ta książka pokazuje przede wszystkim, że każdy jest tylko człowiekiem, nie ma ideałów i nawet jak sie będzie do tego dążyć- nie uda się. Oprah koloryzuje, obraża się na tych, którzy chca zburzyć czy naruszyć jej wizerunek ale i potrafi być więcej niż szczodra- wydaje miliony na pomoc dla ludzi i różnych organizacji, znana z obdarowywania luksusowymi prezentami swoich przyjaciół. Rodzinie też swojej nie raz pomogła. Na pewno nie można odmówić jej osobowości, motywacji i determinacji. Jest ludzka, swojska, za co pokochały ją setki ludzi, ''wychowuje''amerykanów..ale czy nie ma w tym też po jakiejś części wyrachowania, kalkulacji i obliczenia wszystkiego na słupki oglądalności?

Ta nieautoryzowana biografia bardzo mi sie podobała z dwóch względów- po pierwsze nie jest stronnicza. Płynnie i logicznie pokazuje ''dwie strony medalu'', nakreśla obraz kobiety, która budzi lęk gdyż ma władzę i wpływy i co z tego wynika a jednocześnie mamy tutaj zwykłą, ciężko pracującą kobietę o świetnym poczuciu humoru oraz talencie aktorskim. Po drugie autorka solidnie się napracowała i przygotowała, co widać gołym okiem- informacje, kojarzenie faktów itp. Ta biografia nie razi, nie irytuje, ujawnia zato prawdę, obala mity a przede wszystkim uświadamia jak działają nasze media i walka o przetrwanie w ''świecie gwiazd''. Ciekawa pozycja.

piątek, 26 października 2012

Zawitała, jest i mam nadzieje minie szybko.

Laptop w Błękitnej Biblioteczce nietknięty. Lampka nie świeci się co wieczór. Nie ma kubków po kawie, które trzeba wynieść.
Zawitała i do mnie. Ot tak nagle na jesień i zagościła się na nie wiem jak długo.
Niemoc.
Nigdy nie pisałam notek pod kogoś, pod schemat czy na czas. Błękitna Biblioteczka to miejsce, do którego zaglądam z czystej pasji i skrobię jakieś tam pisiu -pisiu ale zawsze szczerze jak czuję wobec danych przeżyć literackich. Z czystego impulsu moich emocji, jakie dostarczają książki.
Więc nie będę się silić tutaj na notki bo nie ma sensu pisać pomimo zatwardzenia literackiego.
 5 miesięczny synek bardzo mnie absorbuje i straszną frajdę sprawia mi obserwowanie jego rozwoju, zapisywanie na drugim blogu co tam wyczynia ot tak by mieć pamiątkę z pierwszego roku. Tyle się dzieje, niby zwykłych, małych rzeczy pewnie nieistotnych i nieważnych dla wielu ludzi. A ja bardzo przeżywam bycie mamą i obecnie głowy do pisania nie mam.

Przeczytane książki rosną w stosik na błękitnym biurku.
Muszę przeczekać.
Poczuć ten impuls by smarować słowa w swoim błękitnym świecie dalej.
Do zobaczenia.

środa, 17 października 2012

Aleksander Minkowski:'' W niełasce u pana Boga''

Aleksander Minkowski to taki pisarz, który pomalował moje całe dzieciństwo, zaczytywałam się jego powieściami z takim smakiem, że zapamiętałam do dziś. I nie, nie jestem z pokolenia, które mogło uznawać te powieści na czasie. Ale to nie ważne kiedy książki zostały napisane, tylko liczy się jak.  Kiedy na blogu Kasi, która pisała o jego powieści sam autor odezwał się do nas i między innymi pod moim komentarzem napisał ''dziękuję, Moniko''- śmiejcie się do rozpuku- ja mało w gacie nie narobiłam. Dostałam szału radości. Czułam się, jakby moje dzieciństwo nagle pomachało do mnie. W życiu się tego nie spodziewałam, bo myślałam, że ten pisarz nie żyje już i w ogóle takie zdziwienie, że podniecałam się tym cały tamten wieczór.

I tak zamierzam przeczytać wszystko, co napisał Minkowski, nagle dzięki google, dowiaduję się, że w dzieciństwie przeczytałam zaledwie cząstkę tego, co stworzył. Nie było w Miejskiej Bibliotece wiele jego pozycji za moich czasów- szkoda wielka.
Dlaczego warto go czytać? Chociażby dla niezwykle plastycznego, barwnego języka, swietnego stylu, wszystko płynie wartko w jego świecie słów.

Rzuciłam się na ''W niełasce u Pana Boga''- to trochę biografia, wspomnienia, retrospekcja i polemika w jednym. Zaskoczyła mnie ta książka. Najpierw o plusach. To, w jaki sposób pisarz opisuje swoje dzieciństwo- dla mnie mistrzostwo- krótko, na temat, dobitnie i niesamowicie obrazowo...w takim skrócie, ale wszystko jakbym widziała przed oczami- niesamowite. Pózniej mamy wiele wspomnień, które łączą się czysto z polityką, która interesował się autor bardzo. I tutaj już mniej ciekawie, ale rozumiem ten zamysł. Ta książka ma na celu objaśnić i zobrazować pokolenie pisarza-trudne, uwikłane w politykę, nagonkę i strach. Adam Minkowski , jak sam wyznaje, ma trudny charakter, ciągle go wywalano z jakiegoś stowarzyszenia, agencji, redakcji, raz nawet wywalił sam siebie. Na końcu mamy notkę, że ożenił się poraz drugi w 2005 roku i jst szczęśliwy. I zakochany w Tajlandii.
Zabrakło mi..wspomnień o książkach, których tyle dla młodzieży napisał, o okolicznościach, pomysłach...tak króciutko napomknął że je nie pisał, a w sumie trzaskał, jedną za drugą. Szkoda, bo byłam bardzo ciekawa jak rodzili się bohaterowie w jego głowie...ale z drugiej strony może to co niedopowiedziane, ma swoją tajemnice i piękno?

poniedziałek, 15 października 2012

Perełka-Fińska literatura obyczajowa: ''Prawda'' Riikka Pulkkinen

Jak dobrze, że nie przegapiłam tej nowości! Od dawna miałam ochotę przeogromną na literaturę skandynawską ale już nie na żadne kryminały- tyle tego na rynku, trochę mi sie opatrzyło obecnie czytać o kolejnych morderstwach w małym szweckim miasteczku-  przecież nie tylko takie książki piszą w ''Północnych Krainach''.
I tak oto perełka. Rikka Pulkkinen to młoda ale już bardzo uznana fińska pisarka. Prosty styl, ale pełno życia między słowami, emocji, za pomocą bohaterów właściwie ciągle miałam wrażenie, że ujawnia myśli i uczucia ludzkie, które często zachowujemy dla siebie samego, wszystko to, czego nie mówi się na głos, wszystkie myśli, które biegną przez głowę ale ich nie wypowiadamy. Takie powieści się smakuje i nie można się z nich wydostać łatwo.

''Relacje między ludzmi są jak gęste zagajniki. A może ludzie sami, może oni też są jak lasy, otwierają sie w nich ścieżki, jedna po drugiej, ścieżki, które pozostają nieznane dla innych, otwierają się przypadkowo, dla tych, którym dane było akurat znależć sie w pobliżu.''

Anna podczas wizyty u chorej babci, wyciąga z szafy pewną sukienkę..tak oto powoli odkrywamy historię jej dziadków, mamy..i pewnej kochanki. Trzy kobiety, życie, śmierć, nieokiełzane uczucie. Powieść o życiu, napisana niesamowitym prostym językiem ale nie byłam w stanie czytać na raz- chciałam smakować tę opowieść powoli.. rodzinne tajemnice, które raz po raz wychodzą na jaw- niebanalne wątki a jednocześnie prostota. Mam wrażenie, że ta pisarka jeszcze sporo namiesza, strasznie podoba mi się strasznie jak pisze!
Ciekawa i wciągająca powieść obyczajowa na podstawie której powstał już spektakl w fińskim  teatrze. Gorąco polecam..dla wielbicieli powieści obyczajowych- moim zdaniem perełka, po którą warto sięgnąć!



czwartek, 11 października 2012

Guillaume Musso: ''Telefon od Anioła''

Na to, dlaczego lubimy danego autora, składa się czasem również  moment kiedy go odkrywamy..przynajmniej ja tak mam, jakaś dana sytuacja, etap w życiu..i sięgam po następna powieść pisarza, który nie tylko mnie czytelniczo zaspokoił ale i kojarzy mi sie dobrze.
 Ósma przeczytana powieść Musso- autor niezmiennie trzyma poziom choć nie ma już z mojej strony tego zachwytu stylem jaki towarzyszył przy pierwszej czy drugiej jego lekturze. ''Telefon od Anioła'' podobał mi się o wiele bardziej niż poprzednia pozycja- ''Papierowa dziewczyna''. Ale i tak najbardziej miło wspominam te pierwsze lektury: ''Uratuj mnie'', ''Będziesz tam?'' Książki Musso są romantyczne, lekkie, zaskakujące- idealnie wpasują się w mój gust na potrzebę sięgnięcia czegoś łatwego. Tym samym jego powieści są świeże, zawsze toczą się w Nowym Jorku lub Paryżu, młodzi ludzie po trzydziesce,  powiem naszych czasów, tempo w jakim żyjemy. Dlatego czytam Musso.

Dwoje ludzi na lotnisku przez przypadek mylą telefony. On ma jej komórkę, ona jego..pomysł świetny, akcja toczy się błyskawicznie...i tak poznajemy tych dwoje obcych sobie ludzi, ich sekrety, ciemne strony...los bywa przezabawny, nasz świat to wioska- i tu Musso świetnie to przestawił. Co z tego wyniknie? Mężczyzna i kobieta grzebią w swoich prywatnych sprawach, odkrywają coraz to nowsze informacje o sobie..los sprawi, że będą nie tylko musili oddać sobie telefon...ale i spotkać się w ważnym celu..
Dobra rozrywka. Polecam.

poniedziałek, 8 października 2012

Monika Richardson: '' Pożegnanie z Anglią''

Pierwsza myśl po tej lekturze-ludzie, którzy myślą za dużo i wnikliwie- mają przerąbane. Wiem, że ta pozycja ma na celu pokazania różnic- między nami Polakami a Anglikami i są tutaj rzetelnie przedstawione różnice w takich nawet drobnostkach, jednak wszystko oparte na prywacie pani Moniki Richardson. I choć lektura ciekawa to trochę mnie ta książka wpieniała i irytowała- właśnie ta mini spowiedz. Od razu prostuję- nie denerwuje mnie ta silna, przebojowa część osobowości Moniki Richardson- podkreśla to również w ostatnich wywiadach- że nie wstydzi się być sobą, że jest kobietą, która kocha być aktywna zawodowo i nie godziła się nigdy i nie godzi na bycie ofiarą i ma prawo być szczęśliwa. Super. Fajnie, że taka jest i ma odwagę taką być.

 Ale ta jej miłość do Anglii od dziecka- jako przepustka do lepszego swiata, fascynacja językiem, uwielbienie dla bycia wśród snobów, klasy wyższej, która tak ją zawiodła i nie wpuściła w swoje szpony bo taka okropna mentalność a ta tak się starała- to już dla mnie trochę za dużo. Irytująca jest ta piekielna potrzeba być ''ą'' i ''ę'', jak ona próbowała się wkupić w tamten świat.  Ta jej ambicja i zacięcie bycia Angielką. Wiem, że dziennikarka jest z pokolenia, którym Zachód jawił się jako przepustka do raju, ale w jej przypadku- dochodzę do wniosku- to była jakaś choroba raczej. A już po przeczytaniu zdania iż zawsze najpierw myśli o innych i że wyrzekła się swoich tradycji polskich by mężowi zapewnić komfort, bo jako angol tego co inne nie cierpiał- to ogarnęło mnie zdumienie. Nie jestem aż tak świetnie wykształcona jak ta pani, nie miałam nigdy tak intelektualnych aspiracji i nie byłam prymuską w szkole- ale serio, nigdy mi przez myśl nie przeszło by być irlandką oraz dla męża fina wyrzekać się moich polskich korzenii i zwyczajów. Więc mało wiarygodne dla mnie takie gadanie, serio, albo się nie dobrali, albo jest jakiś drugi cel w takim zachowaniu. Jakoś mi to się nie składa. I te trzymanie nazwiska po pierwszym mężu Amerykaninie, na co to? Bo swietnie brzmi? A czemu nie panieńskie, jak jest tak wyzwolona i do przodu.

Piękna kobieta, ale ciężka chyba w obcowaniu. Niby fajna i ludzka a egzaltowana i z topornymi zasadami. Ta książka budzi we mnie dziwne emocje. Ciekawa a jednocześnie bardzo irytująca, bo pełno prywaty  włącznie z tym jakie buty nosiła jej teściowa.
Różnice kulturowe- to zawsze niesamowicie dobry temat i wciągający- ale ta książka ma w sobie jakiś niesmak. Bardziej niż te różnice kulturowe, rzuca się obraz dziennikarki, jej charakter i sposób bycia i recepta na życie w planach i działaniach. Naprawdę ciężko ją lubić choć ta pani chce dobrze na pewno.

wtorek, 2 października 2012

''Korekty'' Jonathan Franzen

Rozumiem dlaczego ten pisarz jest tak uznany i doceniany w Stanach. Obnaża nie tylko amerykańskie społeczeństwo, jego absurdy ale również tak naprawdę dzisiejszy świat, w którym żyjemy. Rzeczywistość w której giną wartości w modnej manierze wystawiania siebie samego na piedestał.
 Po przeczytaniu ''Wolności'', sięgnęłam po drugą powieść i jestem nawet bardziej zadowolona tym razem. ''Wolność'' troszkę w moich oczach była przegadana, rozciągnięta. ''Korekty'' - to również bryła, ale zdecydowanie bardziej ciekawsza. Znowu skupienie na bohaterach, ale akcja toczy sie w przeciągu trzech miesięcy w erze Clintona- a nie w przeciągu kilku dekad, więc może stąd można łatwiej zanurzyć się uważnie i mocno w historię.
''Korekty'' to historia pewnej rodziny, gdzie nikt tak naprawdę nie jest szczęśliwy. Dorosłe dzieci borykające się z problemami, jak i sami rodzice. Świat, w którym dorośli mają prawo być dziećmi do trzydziestego piątego roku życia, gdzie można być egoistycznym i skupionym na sobie.Technologia pozwala nam zapomnieć o problemach. Rodzinny zjazd na Boże Narodzenie- kulminacja powieści wcale ale to wcale nie jest happy endem.

Ta książka porusza, wyłuskuje malutkie i większe dramaty naszego życia. Wielka powieść, moim zdaniem...za pomocą pozornie banalnej histori małżeństwa, które żyje obok siebie i postanawia zorganizować Gwiazdkę wraz z wszystkimi swoimi doroslymi dziećmi- mamy genialną i wielowarstwową powieść. Nie wiem jak Jonathan Franzen to zrobił, ale dla mnie to mistrzostwo. Warto przeczytać.