piątek, 31 sierpnia 2012

Wakacje w tradycyjnym domku letniskowym w Skandynawii i dwa gniotki co mysli moje zgniotły..

Domek letniskowy z przodu sauna wychodząca na zatokę
Wróciliśmy wczoraj z wakacji w Finlandii. Nie było mnie w domu pięć tygodni, po ciąży to duży oddech, czuję się wypoczęta i nie mogę nacieszyć się domem i powrotem do codzienności.
 Jak wiadomo, domki letniskowe w Skandynawii to częsty element kryminałów z Północy. Ktoś ukrywa się tam przed kimś, musi udać się na weekend by coś przemyśleć, samochód wtedy nie odpala na czas, wkoło las, skałki, jedyna ucieczka to łódz. W rzeczywistości są to naprawdę piękne posiadłości z drewna, łączy się to z tradycją- kiedyś budowano je by przechowywać w zimie złowione ryby, na przestrzeni lat Finowie czy Szwedzi zaczęli wypoczywać w nich w czasie lata. Wielu ludzi stara się nic nie ulepszać w tych domkach- jak moi teściowie- jest kominek, wodę trzeba przynosić, ubikacja za zewnątrz, wystrój pamiętające przeszłe pokolenia rodziny, widok z werandy na morze- no i wszystko po to by być bliżej natury a po powrocie docenić co się ma na codzień. Nie są to spartańskie warunki, minimum jest a nawet więcej-sypialnie, pokoiki. W każdym razie tak spędzałam wakacje. Z widokiem na Zatokę Botnicką.
Widok z domku na niezamieszkałą wysepkę na morzu

Wyjące wilki w nocy, skały wynurzające się z morza, sauny na wodzie, słoneczko, borówki, grzyby i akrtyczne powietrze- w takiej scenerii aż chce się czytać kryminały skandynawskie-oczywiście wzięłam ze sobą dwa. Jedno jest pewne- momentami się bałam bo jak się czyta w takiej scenerii to automatycznie pracuje wyobraznia. Ale to było by na tyle. Reszta- wielka klapa. Powtarzalność, powielanie motywów, nagle brat przyrodni się ujawnia, zbiegi okoliczności tak śmieszne, że gorzej już wymyślić się nie da...a najgorsze jest, że na okładce dziesięc opini wydawnictw jaki to świetny kryminał. Nabijanie ludzi w butelkę przechodzi już ludzkie pojęcie. Moda na kryminały skandynawskie trwa, ale trzeba uważać- publikuje się wiele słabych pozycji moim zdaniem.

Dwa gniotki, które tak mi zgniotły myśli że nie zamierzam opisywać, bo szkoda czasu. Szczególnie po''Chłopcu w walizce'' spodziewałam się czegoś świetnego bo tak za zakładce zapewniali w superlatywach najwyższych lotów, że trudno było nie podniecić się..ej, szkoda. ''36 tygodni'' jest jeszcze gorsze. Banał i słaby rozwój akcji. Niestety. Mąż za to wziął się za Muminki jednego wieczoru w oryginale i strasznie mu zazdrościłam, czytał na głos, choć nic nie rozumiałam, ale słyszałam że ponoć są w oryginale trzy razy lepsze.

W saunie rozpalamy świeczki ...
W każdym razie wakacje się udały, a zakończenie lata świętuje się co roku tak samo- każdy na werandach, kamieniach ustawia przed domkiem świeczki i puszcza się fajerwerki a potem pije piwo czy wino z sąsiadami, pali się ogniska i je kiełbaski:)


...by rozstawiać je na kamykach..

 
 
 

piątek, 10 sierpnia 2012

'' Mój Egipt '' Jarosław Kret

Choć jestem na wakacjach w Polsce i bardzo nam tutaj sympatycznie czas mija- tęsknię trochę za wypoczynkiem pod palmami, ale na wszystko jest czas- do stycznia wytrzymam:) W każdym razie w sklepie z kosmetykami wypatrzyłam tę książkę i stwierdziłam a co tam, poczytam o Egipcie. Byłam tam dwa razy, zwiedziłam wszystko co sie dało i mam masę miłych wspomnień, wypoczywałam jak typowa turystka typu all inclusive- tak, tak- ostatnio atakowany  typ wypoczynku co mnie osobiście tylko i wyłącznie śmieszy- jak mam być szczera. Ja tam nie narzekam. Lubię i nie zrezygnuje. I nikt mi nie będzie mówił jak mam wypoczywać i wpędzać mnie w poczucie winy. Niech inni z plecakiem i w trampkach zwiedzają na własną rękę mając na uwadze wszystkie dobra tego świata, już ponoć lot samolotem jest krytykowany bo zanieczyszczenia w powietrzu, niestety, siedząc w domu też produkujemy śmiecie. Idzie zwariować.

W każdym razie wracając do opowieści o Egipcie pana Kreta. O ile jego ksiazka o Indiach bardzo mi się podobała, ta jednak budzi mieszane uczucia. Jest ciekawie, dowiedziałam się masę rzeczy nowych, są zdjęcia, historyjki, bardzo osobiste to zapiski, bo autor przebywał tam w innych czasach za komuny i wracał przez lata.  Ale mam jedno ALE. Pan Kret się powtarza, rozwija jedną myśl i do niej wraca i to samo pisze tylko innymi słowami. Jest to zbędne moim zdaniem a bardzo widoczne. Trochę tak, jakby nie był pewny że czytelnik potrafi czytać ze zrozumieniem.
Fajna pozycja z jednym minusem:) Miło było przeczytać te wspomnienia, bo one też obudziły moje:)

środa, 8 sierpnia 2012

Książka, która znalazła mnie...czyli poprzez pewne odwiedziny, rodzinne tajemnice okryłam powieść : ''Iwa zielona'' Franciszek Sikorski

Cztery lata temu pojechałam na Dolny Śląsk odwiedzić siostrę mojej nie żyjącej już babci. Ciocia mieszkała w wielkim domu otoczonym orzechowcami, właściwie drzewa tajemniczo zasłaniały cały dom. Wiekowa ciocia miała ku mojemu zaskoczeniu głos identyczny jak moja babcia stąd było to emocjonalne spotkanie- ale charaktery miały jednak różne. Jak ciotka zaczęła gadać tak skończyć nie mogła. Nie przeszkadzało mi to jednak wcale, wypytałam ją o naszą rodzinę, o przeszłość, o życie ''Za Bugiem'', bo moja rodzina to przesiedleńcy z Ukrainy z Uszni dlatego urodziłam się na Ziemiach Odzyskanych- pomorze zachodnie.

 Oj co to było za spotkanie..spisywałam wszystko. Ciotka otworzyła piekarnik, w którym trzymała pudełka ze zdjęciami, wiele z nich mi podarowała. To było niesamowite, dowiedziałam się dużo o rodzeństwie mojej babci, jak się moja babcia z dziadkiem poznali i wiele, wiele innych rzeczy..bezcenne. A wiekowa ciotka to była niezłym ziółkiem za młodu;) Uprzedzono mnie bym nic u cioci nie jadła bo słynęła przez dekady z przeterminowanej żywności, którą szykowała na zaś. Rzeczywiście, trzy lodówki w domu, pełne słoików z sałatkami itp itd...no ale wypadało coś zjeść- padło na kiełbaskę- trzy dni jeżdziła mi po żołądku, a że nie męczyłam się w toalecie to zganiam to na mój mocny żołądek. Choć ciocia wygadana- o czasach wojny nie umiała mówić otwarcie- wiadomo..jak nieludzkie były to czasy i jak ci co przeżyli też byli emocjonalnymi ofiarami.

Ale przejdzmy do rzeczy..
Ciotka Stasia w pewnym momencie wstała i przyniosła tę o to książke- i podarowała mi ją. Nigdy o niej ie słyszałam...czekała na mnie cztery lata zanim tu w Polsce postanowiłam w końcu zdjąć ją z półki i przeczytać. Pewien felietonista dostaje pewnego dnia list od pensjonariuszki domu dla starszych, schorowanych ludzi. Postanawia tam się udać i odkrywa, że kobieta, która napisała do niego to Marta- znał ją w za młodu, w czasie wojny. I tak oto znalazłam się na Ukrainie..powiem tyle - dzięki tej powieści zrozumiałam więcej, powieść ciekawa bo moja rodzina tam żyła..uświadomiłam sobię bardziej jak musiało wyglądać ich życie i przez co przeszli moi przodkowie..jest historia miłosna i kawałek historii.

Mnie zawsze interesował los moich przodków, bo przecież nie urywamy się z choinki..dzięki spotkaniu z ciocią dowiedziałam się jacy byli, ich charakter, usposobienie..Uśmiechałam się do siebie ra po raz, bo mam pewne identyczne cechy, a dzięki tej powieści przez chwile znalazłam się w ich życiu i czasach , w których żyli. Usznia to wioska na Ukrainie, gdzie żyli moi pradziadkowie, wspomniana w książce. Domu mojej rodziny już nie ma, ale ulica ta sama ponoć, moja ciocia tam wróciła kiedyś...wzięłam adres.

Pojadę kiedyś i ja.

A wy kochani póki macie babcie i pradziadków...pytajcie. Kiedyś przychodzi czas, kiedy żałuje się, że o tyle rzeczy można było spytać, wypytać...a potem okazuje się że już za pózno. 

sobota, 4 sierpnia 2012

''Tak sobie myślę...'' Jerzy Stuhr

Wspominałam o tym nie raz, lubię posłuchać co mają do powiedzenia mądrzy życiowo ludzie, uznani, z dorobkiem, wybitnie zdolni, których się podziwia. Jerzy Stuhr- świetny aktor znany jest oczywiście wielu pokoleniom. Nigdy jakoś nie zauważyłam, żeby wyskakiwał niczym z lodówki z gazet czy programów, więc kiedy zauważyłam tutaj w Polsce, w księgarni, jego pamiętnik- byłam zaintrygowana i pomyślałam- chętnie połknę. Miałam małe obawy, że będą to wywody czysto o chorobie- a to nie jest czas w moim życiu na tego typu lekturę. Zakup okazał się miłą niespodzianką. Dużo tutaj zwyczajnych spostrzeżeń o otaczającej nas rzeczywistości polskiej, takie wywody ujęte w ciekawy, prosty sposób. Porównywanie jak podchodziło się kiedyś do aktorstwa a jak jest obecnie. Gdzieś poprzez to płyną myśli rodzinne i również przewija się motyw niemocy w związku z chorobą ale bardzo ''drugoplanowo''. Ten pamiętnik to zapis myśli z ostatnich dwóch lat.
 I naprawdę nie ma znaczenia, że nie ze wszystkim zgadzam się z panem Jerzym, jest ''ze starej szkoły''- mam na myśli podejście do aktorstwa ale to jest piękne. Bo inne.
 Gdy skończyłam czytać, poczułam się jak po spotkaniu z wartościowym człowiekiem, kiedy wracając do domu myślisz sobie- warto było-czegoś nowego się nauczyłam albo o czymś ważnym sobie przypomniałam.

Nie ma nic pięknięjszego niż posłuchać co ma do powiedzenia człowiek, który jest pogodzony z sobą, spełniony i świetnie puentuje otaczający nasz świat. Polecam!!

piątek, 3 sierpnia 2012

''Czekam na Ciebie" Veronique Olmi

Moja zachłanność została poskromiona. W końcu. Za sprawą synka, który jakoś w przedziwny sposób porządkuje mój świat. Na czytanie jest czas, ale są wakacje, jestem w Polsce i wieczorami albo spotykam się ze starymi znajomymi, albo z rodziną. Chcą nie chcąc zrozumiałam, że etap kupowania kiążek bo piekna okładka- mam za sobą jak i kupowanie pod wpływem impulsu lekkich lektury itp. Cenię sobie zwyczajnie swój czas dla siebie i szkoda mi pochłaniać byle co. Wolę mniej a cos konkretniejszego. Jeśli coś lekkiego- to na poziomie, jak coś trudniejszego- to też wyjątkowego. Z tego punktu widzenia zmierzam do owej lektury ''Czekam na Ciebie'' - moim zdaniem szkoda zachodu, pieniędzy i czasu. Tak przewidywalna powieść że aż nudna. Niby czyta się szybko ale płyciej i banalniej to już chyba się nie da. No i najwazniejsze- powieść niewiarygodna totalnie. Kobieta niby szczęśliwa pod wpływem ogłoszenia w gazecie rzuca swoje życie i wyrusza za facetem- ta scena to jakaś makabra-napisana śmiesznie wręcz i bez polotu. Nie uwierzyłam. Tak samo jak ciezko mi uwierzyć że ktoś, kto czyta bardzo dużo może wychwalać tę pozycję..jest tysiąc lepszych powieści lekkich moim zdaniem.
 I to było by na tyle. Szkoda czasu.