sobota, 26 maja 2012

...dziękuję!

Wszystkim chciałabym z calego serducha podziękować za moc ciepłych słów. Nie wiedziam, że tyle serdecznych ludzi tutaj wchodzi, będę pamiętać.
 Synek ma tydzień, unosiliśmy się nad ziemą, powoli opadają emocje i adrenalina. Choć to narazie aniołek, który przespia mi 3-4 godziny po każdym jedzeniu więc czas mam dla siebie- to jeszcze nie jestem gotowa na pełną koncentację do zanurzaia się w literaturę. Wdycham nową atmosferę, obserwuję dni i noce, uczę się synka a przede wszystkim trwa jeszcze połóg, dochodzę do siebie i muszę wypoczywać. Wrócę za kilka dni, może już za tydzień.
 A narazie jak w piosence:
                     
 '' Wszystko jest takie nowe, takie piękne i takie pierwsze...''
Takich chwil nie można przegapić- trzeba chwytać w garść tu i teraz.


środa, 23 maja 2012

Henrik

Jednym słowem: oszaleliśmy:)
 4, 350 kg szczęścia, o jakim się nie śniło, dopóki człowiek nie doświadczy..
Synku, mama nauczy cię czytać, obiecuję;D



środa, 16 maja 2012

''Być jak Adele'' Caroline Sanderson

Dzięki tej kobiecie, na świecie coś się obudziło z długiego letargu. Coś drgnęło na dobre. Ludzie tęsknią za prawdą, prostotą, za czymś co ma wartość samo w sobie. Świecidełka, plastik, cyrk na scenie, efekty specjalne- tym świat muzyczny karmił masy ludzi ostatnią dekadę. Ileż można? MTV stało się stacją, gdzie ciagle nadają powtórki jakis durnych reality show o ciężarnych nastolatkach, trudno rozpoznać tę stację z lat 90tych- to była klasa sama w sobie, gdzie leciała Bjork, Nirvana, Guns&Roses, Madonna itp... Rozdanie różnych muzycznych nagród też straciło swoją renomę od lat.
Aż nagle wyszła na scenę ONA. Przeciętne kobiece proporcje, czarna sukienka. Mikrofon i fortepian. Tyle. I świat zwariował. Przypomniała nam, czym jest muzyka, jej esensja. Przekaz emocjonalny, świetny tekst, melodia. Ludzie oszaleli, wrecz zamarli gdy usłyszeli ''Someone like you''. Bo oto Adele sprzedaje prawdę, prostotę. Jest sobą. Zwykłą brytyjką jakich wiele, która lubi włóczyć się po barach, palić papierosy i dobrze zjeść- z ta różnicą, że to genialnie utalentowana osoba.

''Być jak Adele'' to moim zdaniem naprawdę ciekawie zaprezentowana historia tej młodej dziewczyny. Jej blask talentu jest tak wielki, że osobiście nigdy mnie nie interesowało kim była przed, jak doszła do sławy, gdzie mieszka. Teraz, kiedy wysłuchałam się juz dobrze jej albumu, jej historia jest naprawdę miłym dodatkiem. Żadnych skandali czy pikantnych tajemnic. Dbająca o swoje interesy Adele, bardzo dojrzała jak na swój wiek, konsekwentnie dążyła do realizowania swoich pomysłów muzycznych. Świetna rozrywka na chłodne, majowe wieczory. Połknęłam w jeden wieczór.

piątek, 11 maja 2012

''Złodzieje Nieba'' Peter Prange

Nasączona kolorami miłości powieść o sztuce i namiętności. Paryska Cyganeria na chwile przed wybuchem Drugiej Wojny Światowej i dwoje ludzi...Laura Paddington, młoda, ciekawa świata studentka malarstwa oraz ekscentryczny, dziwny, szalony- dużo starszy Harry Winter. Tych dwóje ludzi spotyka się na wernisażu i zakochuje się w sobie bez pamięci. I tak oto poznajemy historię miłości na tle zawieruchy wojennej w Europie. Tych dwoje łączy silne uczucie, naszpikowane absurdem, obsesją, egoizmem i wszystkim co można sobie wyobrazić..a ich losy łatwe i proste nie są. Najpierw ucieczka z Paryża i błogie życie w malutkim domku, w remont którego wkładają całe serce-tynkowanie, usuwanie śmieci..malują-dom pełen metafor, symboli, magiczny , prawdziwy pałac marzeń- jest oryginalny, inny jak oni sami. Piją wino na łące, kąpią się nago w odnodze rzeki...małe chwile szczęścia przed wielkim sprawdzianem..Rozłąka, lata wojny, spotkania i rozstania, granice fantazji i rozsądku...dziwne wydarzenia i dwoje butnych artystów....

Nigdy nie słyszałam o Peterze Prange, ale z pewnością sięgnę po kolejną jego powieść:'' Ostatni harem''. Pisze barwnie, zabiera nas w inny świat, bardzo skurptulatnie stworzony, pełen detali i odcieni.

''Złodzieje nieba'' to spokojna, ale niesamowicie kolorowa opowieść o miłości. Pięknie wydana przez ''Sonię Dragę'' ma w sobie coś, co kazało mi regularnie czytać dalej, ale jednocześnie samkować powoli każde zdanie i rozdział. Subtelna powieść...z tych, przy których słyszy sie w głowie delikatną grę pianina, przy której mozna się zamyślić i zdecydowanie czytać powoli. Sączyć jak dobre wino...
Bardzo mi się podobała ta powieść.

wtorek, 8 maja 2012

''Małe trzęsienia ziemi'' Jennifer Weiner

Po cichu miałam nadzieję, że będzie więcej o perypetiach kobiet w ciąży, którym hormony walą w łep- a to są historie rzeki co się wtedy wyrabia w domu wobec najbliższych. Można by zapisać tysiąć stron. Coś o tym wiem :) Nie proście bym zaczęła przytaczać przykłady bo do wieczora bym nie skończyła..;)
 Weśmy na przykład coś, co ujawnia się niektórym ciężarówką tzn'' teorie spiskowe''. Dopiero w ciąży jest mi naprawdę szkoda ludzi, którzy na codzień mają skłonność do teorii spiskowych- ten jest dziwny, ta raz mówi tak, za chwile inaczej, poobserwuję i sobie udowodnie że mi z tą osobą ''nie po drodze'' bo wszyscy są przeciwko mnie i szykują atak! O tak!. Jak wiadomo, człowiek gdy chce to sobie tak poukłada wszystko, że przekona siebie jak to ''zna się na ludziach'' Takich osób mi bardzo żal. Oj muszą się nagłówkować..Dobrze, że nie mam takiej natury ufff.

Ale w stanie ciążowym ''teorie spiskowe'' to coś innego. Czemu ich nie ma w tej książce?? to przecież patent na hit. ''Mąż położył paprykę na niższą półkę niż normalnie- specjalnie to zrobił przeciwko mnie!'', itp, itd....Szkoda, naprawdę. Bo oto mamy powielane tematy- kilka kobiet, jedna oczywiście standardowo nie może zajść w ciążę lub poroniła, inne mają albo złych mężów, albo głupie teściowe i problemy finansowe. Ile takich powieści i filmów było? Na pęczki.

W każdym razie powieść czytało się średnio co nie znaczy że innym się nie będzie podobało oczywiście. Moim zdaniem jest tysiąc lepszych powieści. A jak już miałabym czytać o ciężarówkach, to chyba jest to jedna z najmniej oryginalnych powieści. Czytadło typu '' z braku laku..''. Przebrnęłam do końca, gdyż mam zasadę, że doczytuję do końca książki co kupuję. Nie było tragicznie, momentami fajnie, ale generalnie ogólne wrażenie: słabe to.

niedziela, 6 maja 2012

''12 rozmów o pamięci. Oswajanie nieobecności'' Joanna Racewicz

Usłyszałam, że nie powinnam sięgać w tej chwili po ''takie rozmowy''. Nie zgadzam się. Każdy mądry, zostawiający w nas dialog czy opowieść ma sens. Nawet za cenę grochów łez, pochliptywania ze wzruszenia.
Druga książka Joanny Racewicz to kolejne rozmowy, tym razem o oswajaniu nieobecności najbliższych, którzy zgineli w Smoleńsku. O utrwalaniu pamięci o nich. I wspomnienia, z których płynie prosta prawda- życie jest kruche, krótkie, doceńmy każdą chwilę. Takich refleksji nigdy nie za dużo, bo każdy z nas chyba ma tendencję do zapominania o tym. Tak łatwo założyć, że jesteśmy tu na zawsze a to co najgorsze to oczywiście nie dosięgnie nas. Tylko kogoś obok.

Książkę otwiera tym razem rozmowa samej Joanny Racewicz z przyjacielem jej nieżyjącego męża. Trudno przebrnąć bez dużych emocji kiedy opowiada o swoim mężu ta kobieta kojarzy mi się z moim pokoleniem- młodych małżeństw, zaczynających swoje szczęście... tylko jej los zabrał wszystko na samym początku. Na szczęście ma cudownego synka.
 Poraz pierwszy są też spotkania z bliskimi stewardess tego lotu. Rozmowy taktowne, momentami musiałam brać duży oddech..
Czy mężczyzni radzą sobie z dramatem tak samo jak kobiety? Jak oswajamy nieobecność? Wiele tutaj różnych przykładów wyznań o radzeniu sobie z ''życiem po''  I dużo zdjeć..

Przejmująca książka..i poraz drugi...pełno tu miłości, tej co zostaje w nas, której nie da się wymazać a w jakiś sposób ludzie muszą ją przekształcić na coś pozytywnego...Polecam gorąco.

sobota, 5 maja 2012

''Klaps'' Christos Tsiolkas

Powieść na pewno warta uwagi bo dość nieszablonowa, choć może niektórym wydać się ''za bardzo w jednym kierunku''.
 Australia. Niepozorny grill znajomych, kilka par, nagle jeden z  dorosłych w przypływie gniewu uderza ''nie swoje dziecko''- i tak na bazie tego incydentu mamy opowieść o barwach i urokach małżeństwa, seksu, zdrad i rodzicielstwa i to w wydaniu ''jazda bez trzymanki''.
 Z jednej strony strasznie podoba mi się w jaki sposób pisze Christios Tsiolkas- nie patyczkuje się z językiem wcale. Ogrom wulgaryzmu, brzydkich słów, agresywny ton i zero hamulców- w końcu coś innego i nie ''zagłaskanego''. Wyrażne postacie, odważne sceny- wszystko to sprawia, że ta niepokojąca lektura wciąga i nie można się oderwać. Wszystkie ciemne strony człowieka są tutaj uwydatnione porządnie.
 Z drugiej strony nie wiem czy ten styl pisania był aż tak potrzebny na każdym kroku? Czy powieść by coś straciła? Hm..Może tak miało być..bo atmosfera jest dość mroczna w rytm stwierdzeń ludzi z w depresji i  z problemem zaufania: '' kazdy zdradza, nie ma miłości prawdziwej, wszyscy faceci to dupki a kobiety to kurwy, małżeństwo nie ma sensu, wszyscy są żli i przeciwko nam''. Nie lubię takiego podejścia i cynizmu ale pisarz stwarza coś wiarygodnego za pomocą swoich bohaterów- ciekawy film;) co dla mnie oznacza, że historia jest przemyślana i zlepiona logicznie.
Koniecznie muszę przeczytać jeszcze jedną książkę tego pisarza by sie przekonać i mieć jakąś klarowniejszą opinię co do jego stylu.

W każdym razie zamysł oraz treść- bardzo dobra. Lektura inna, odważna, choć porusza tematykę znaną od dziejów. Tylko tym razem wszystko jest mega mroczne, intrygujące, pełne absurdu, cynizmu. ''Druga strona medalu'' z życia wzięte w całej okazałości, rozpatroszona do krwi i kości. Warto przeczytać.

środa, 2 maja 2012

Książka na ''nietypowy wyjazd''

Tydzień do terminu, ale kto wie kiedy dokładnie wybije ta godzina czy chwila. Samochód wymyty- torby spakowane- czeka przed domem a my używamy tylko drugiego auta. Jak każdy wyjazd w moim życiu-nie objedzie się bez lektury. Nie ważne czy w szpitalu w ogóle dostrzegnę kątem zmęczonego oka książkę, nie ma znaczenia czy będę w stanie dotknąć okładkę zaledwie.  Książka MUSI jechać ze mną, inaczej nigdzie nie jadę rodzić. Kropka. Różnica tylko taka, że nie ma mowy o stosiku rzecz jasna. Jak ciężko było wybrać, uff! Bo czy ja się gdzieś ruszam z jedną książką??? Nie jestem przyzwyczajona, a podróżowałam notorycznie. Zawsze kilka do Polski, choć tam w mieszkaniu mam świeżutką biblioteczkę pełną książek nowych też. Na wakacje pod palmy- zawsze stos piętrowy książek. A tu wybierz jedną!

I wybrałam:) Film widziałam setki razy, już jako dziewczynka jedenastoletnia..rysowała na papierze wszystkie sukienki z filmu...a moja ulubiona to była ta uszyta przez Scarlett z domowych, zielonych zasłon, gdy wybierała się do więzienia przekabacić, pokłamać i obamucić swoimi pięknymi oczkami Rhetta Butlera:)
A książki nie czytałam nigdy...(jak mogłam???)
Więc myślę,że wybór trafny. Nawet jak tylko spojrzę- na pewno sie uśmiechnę;)





wtorek, 1 maja 2012

''Niezwykłe akty prawdziwej miłości'' Danny Scheinmann... oraz moja mini-majówka

Wydawnictwo ''Sonię Draga'' uwielbiam, mam całkiem sporą kolekcję powieści, które ukazały sie ich nakładem. Tym razem również zostałam zaskoczyna pozytywnie. Nie jest to żaden ckliwy romans ani mdła opowieść. Okładkę kojarzyłam od dawna, gdzieś mi ciągle śmigała..albo podczas częstych wypadów do Polski, lub zwyczajnie buszując po stronach książkowych na necie.

Dwie emocjonalne, mocne historie. Dwóch mężczyzn, ich osobne, ciekawe losy, które w pewnym momencie się splotają.
 Leo kocha Eleni- młodzi zwiedzają  Amerykę Południową. Tragiczny wypadek autobusowy niszczy wszystkie sny. Leo budzi się nagle w szpitalu a czeka na niego tylko koszmar- jego ukochana nie żyje i musi ją zabrać do rodzimej Grecji..
Moritiz - drugi bohater, to cżłowiek, który ucieka z dalekiej Syberii by wrócić do ukochanej mieszkającej w Polsce. Tułaczka długa, ciężka i dramatyczna. Ale serce i nadzieja daje mu siłę przetrwania i chęć by dopiąć swego celu. Pewnego dnia losy dwóch mężczyzn przetną się w dość zaskakujący sposób..

Lektura momentami naprawdę wzruszająca, moga polecieć łzy. Dobra rozrywka z tych troszkę smutnawych a jednocześnie pięknych i budzących wiele emocje.

Majówki w Irlandii nie ma, troszkę mi żal tego polskiego klimatu grillowego, odpoczynku w ogrodach z rodzinami, znajomymi, czas na plaży, na rowerach w parku...tu w Irlandii kompletnie tego nikt nie paktykuje. W tym roku nie mogłam wpaść do Polski ze względu na mój stan a bardzo lubię żyć w kilku światach ale trudno...zato zrobiłam sobie mini majówkę dziś przed domem na ławeczce oczywiście z lekturą...pogoda dopisała. A mama po pracy zrobiła naleśniki z białym serem i cynamonem...mniam..
Bezalkoholowe piwo, ''Klaps'' Ch. Tsiolkas i wiaterek we włosach..