niedziela, 29 kwietnia 2012

''Druga dal. Nowe listy do Agnieszki Osieckiej'' Hanna Bakuła

 ''Agusiu, wszyscy dali się zwariować, nawet resztki inteligencji dolepiają sobie włosy, paznokcie i zagęszczają rzęsy. Też byś musiała, bo inaczej nie zaprosili by cię do Tańca z Gwiazdami.W ogóle podoba sie wygląd ofiary gwałtu zbiorowego. Należy wstrzyknąć sobie preparat w usta, który je powiększa, do rozmiaru parówek..(..) Rzęsy musiałabyś zagęścić, teraz ma się długie jak krowa. Czesto myślę, jak byś sobie dała radę w tym depresyjnym, nieinteligentnym świecie, gdzie artysta stoi niżej niż garażysta. I wiesz..nikt dziś nie pije wódki ani winiaków, ani nie wpada bez uprzedzenia, ani nie spaceruje z piersiówką, pijąc zdrowie domków z Kępy...''

Ach..jaki smakołyk, jak nie mogłam się oderwać od tych niesamowicie bystrych, inteligentnych przemyśleń, ripost, sarkastycznych podsumowań i spostrzeżeń o naszej rzeczywistości- które Hanna Bakuła owinęła i zlepiła jako ciepłe, pełne humoru listy do jej przyjaciółki- wybitnej Agnieszki Osieckiej. Te listy to oczywiście malutki portret samej poetki: ''(..byłaś kosmosem lubiącym towarzystwo i nigdy nie było wiadomo, co z twojego barometru wyjdzie:góralka na pogodę czy góral na niepogodę'') ale oddają również niepowtarzalny klimat rzeczywistości w jakiej żyła Osiecka w porównaniu z dzisiejszym światem i jego plastikowym wymiarem:

 ''Serwetka bibułkowa i długopis. Stara koperta. Kwit z pralni, lista zakupów na zeszłe święta- to były nasze laptopy''
 
Poza tym zawsze uwielbiałam Hannę Bakułę za jej dystans do siebie i poczucie humoru na każdy temat. W listach oczywiście tego nie brakuje:

 ''Aguś, bardzo lubią mnie kobiety, kłaniają mi sie w Krakowie na ulicy, jak kiedyś tobie. Z uwzględnieniem mściwych rozwódek i młodych , rozczarowanych singielek''

Sposób w jaki opisuje ostatnie wydarzenia w kraju swojej przyjaciółce- chichrałam cały czas. Mogłabym bez końca cytować wam perełki..Podoba mi się również, że Hanna Bakuła nie stara się stawiać swojej przyjaciółce pomników za pomocą słów a niezmiernie ludzki i szczery wyłania się obraz poetki z tych listów. Bo przecież pomimo wybitnego talentu, Osiecka miała również pełno wad, zamiłowanie do kieliszka ( co dziwnie niektórzy traktują jako tabu) oraz kochała Sopot- aż zatęskniłam za tym miastem, bo w listach pojawia się często.

 Wiecie co..jak ja się cieszę, że jeszcze daje się mądrym, nietuzinkowym ludziom dojść do głosu za pomocą książek..no bo w telewizji nie ma miejsca. Wszystko co wartościowe albo jest po północy albo wcale. Ostatnia dekada to jakaś porażka kulturalna w dużym stopniu - promowanie głupoty, dziwnych ludzi, programów, rozrywka w kolorach tęczy. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, wiem. Ale czy czasem nie poszły media ''zbyt'' w jednym kierunku?
Trudno nie mieć takich refleksji po tej lekturze. Genialna są te listy o życiu, świecie, absurdach, o przeszłości..wszystko to okraszone zdjęciami. Dużo sentymentu, wspomnień na tle dzisiejszych wydarzeń. Cudeńko. Mogłabym bez końca cytować wam perełki z tych listów..

Dleczego już przeczytałam tę książkę? Chcę więcej, więcej..ale żal..:(

czwartek, 26 kwietnia 2012

Stosik...weekend utopię w literaturze?

To szczególny stosik, bo ostatni przed wielką zmianą w naszym życiu, więc zdecydowałam się pochwalić. Wącham te okazy, głaszczę, przyszły dzisiaj...bez dwóch zdań chcę weekend utopić w literaturze. Chcę wszystkie przeczytać na raz, oczywiście, wypieki na twarzy, podniecenie. Ile dam radę przeczytać..''przed''?


niedziela, 22 kwietnia 2012

''Lód i woda, woda i lód'' Majgull Axelsson

Skandynawia ma w sobie chłód, tajemnicę, enigmatyczne pejzaże i ciekawy smutek..taki, który intryguje do głębi..w te wakacje wracamy tam z mężem- stęskniliśmy się za skałkami wynurzającymi się z morza, wilkami wyjącymi w białe noce, naszą sauna na morzu i za innymi atrakcjami.
Skandynawia w literaturze zdecydowanie działa na wyobraznię. Majgul Axelsson odkryłam kilka lat temu, przeczytałam z zachwytem wszystko co wyszło. ''Kwietniowa czarownica'' to było ciemne, mroczne wyzwanie, ale niezwykle smaczne. ''Droga do piekła '' była deserkiem dość lekkim ale ciekawym. ''Ta, którą nigdy nie byłam''- dla mnie najlepsza powieść pisarki,wzruszyła mnie do łez. Natomiast ''Dom Augusty''- ta powieść dała mi kopa, piękna opowieść o tym jak nikt z nas nie spada z choinki i jak powielamy błędy przodków...

Niestesty, najnowsza powieść pisarki troszkę mnie rozczarowała. Nadal czyta sie dobrze, ale jest moim zdaniem za długa, przegadana, brakuje jej tego ''czegoś szczególnego'' co cechowało wcześniejsze powieści świetnej pisarki. No cóż, zdarza się najlepszym. W każdym razie przeniosłam się na zimne wody Oceanu Arktycznego, na Lodołamacz ''Odyń''. Znajduje się na statku grupa naukowców- opisy pejzaży- najpiękniejsza część powieści moim zdaniem-cała praca i ekspedycja tych ludzi. Główną bohaterką jednak jest Suzanne- pisrka kryminałów- dzięki niej poznajemy liczne retrospekcje- kobiet w jej rodzinie, licznych problemów, toksycznych relacji. To główny wątek książki- moim zdaniem niezbyt udany porównując do wcześniejszej twórczości Axelsson. Oprócz tego Suzanne ma liczne lęki, wydaje jej się,że ktoś notorycznie zakrada się do jej kajuty w nocy...

Powieść nie jest zła, bardzo dobry język ale jednak coś jest tutaj niedopracowanego lub nieprzemyślanego do końca moim zdaniem.
A ponieważ czytałam wszystkie powieści tej pani, wiem na co ją stać. Na o wiele, wiele więcej. A może to znużenie troszkę powielaną czy podobną tematyką?
Kto nie poznał tej pisarki jeszcze, polecam wcześniejsze powieści.

wtorek, 17 kwietnia 2012

''Chłopiec z Latawcem'' Khaled Hosseini

Wzruszająca opowieść o przyjażni z dzieciństwa.. o nieodwzajemnionej lojalności, która uwiera i nie pozwala zapomnieć o wstydzie na każdym etapie życia. Honor, duma, grzechy dorastania, tchórzostwo i oddanie. Tajemnice rodzinne. Lektura mnie zaczarowała, ale zaskoczona nie jestem tym faktem- pisarz Khaled Hosseini zachwycił mnie parę lat temu, gdy przeczytałam na jednym oddechu ''Tysiąc wspaniałych słońc''. Jak nikt potrafi przenieść mnie do Aganistanu i nie wiem kiedy- zanurzam się w historii z uwagą i skupieniem. Jest w jego pisaniu jakiś ogrom człowieczych emocji, ludzkich dramatów ujętych w przekorach losów.
 Historia Amira jest zachwycająca i wzruszyła mnie to łez. Poznajemy tego chłopca, gdy ma dwanaście lat. Chowa się w domu bez kobiet, w pieknej posiadłości swojego bogatego ojca. Jego przyjacielem jest chłopiec- syn służącego. Przyjażni miedzy chłopcami na przestrzeni lat - ta część powieści mnie poruszyła do głębi. Życiowa, prawdziwa...i namaszczona smutkiem. Tak do bólu mocna. Naznaczy całe życie Amira, który pewnego dnia zostawia swój Afganistan i wyjeżdża do Ameryki...tylko po to by jego życie za parę lat zatoczyło koło...i wróciło do punktu wyjścia. Los ofiaruje mu szansę na zadośćuczynienie...

Dosłownie kocham takie powieści. Wiedziałam, że zapodałam sobie dawkę dużych emocji podczas dwóch interesujacych wieczorów. "'Chłopiec z latawcem'' to oczywiście bardzo znana i popularna lektura, pewnie większość z was już ją czytała. Polecam tym, którzy jeszcze jej nie odkryli. Warto:) Naprawdę.

piątek, 13 kwietnia 2012

''Spadkobiercy'' Kaui Hart Hemmings

Dlaczego urzekła mnie ta powieść? Co takiego jest w niej, że zadrżała jakaś struna mojej duszy? Ubóstwiam, kiedy o czymś zwyczajnym czy o wątku, który powieliło miliony pisarzy- ktoś nagle pisze o tym tak, że jestem zaintrygowana, że mnie to dotyka, jest inaczej lub świeżo i przepadam w historii. Cały sens właśnie w tym.

Napisać o śmierci, odchodzeniu z humorem, dowcipem a jednocześnie z bardzo trafną refleksją- koniec to coś pozytywnego! Zbliżający się koniec może być odrodzeniem, zapowiadającym coś lepszego i nowego- a w nowym- zawsze jest coś ekstytującego. I dlatego powieść bardzo mi się podobała- plus humor, lekkości, sarkastyczne elementy.

Hawaje. Żona Matta po wypadku leży nieprzytomna. Mąż początkowo myśli, że to tylko chwila przejściowa, zaraz wszystko wróci do normy. Okazuje się jednak, że nie. I czeka go pożegnanie- stan żony nie rokuje żadnej nadzieji. I tak oto ten mężczyzna, frywolny do tej pory, spadkobierca fortuny, musi powiadomić całą rodzinę o odłączeniu maszyny utrzymujacej żonę przy życiu. Musi stawić czoło przede wszystkim swoim córkom- dziesięcioletniej Scottie i siedemnastoletniej, zbuntowanej Alex. Nagle mężczyzna odkrywa, że właściewie swojej rodziny dobrze nie zna...podróż z córkami do kolejnych członków rodziny, znajomych...to tak naprawdę odrodzenie jego relacji z córkami, wszystko w myśl ''pożegnania'' z żoną, co jest dość bolesne, bo odkrywa wiele sekretów...ale życie jednak biegnie dalej.

Nic nie stoi w miejscu a na wartości i budowanie, okazuje sie, że zawsze jest miejsce i czas. I dlatego właśnie ta powieść tak mocno mnie wzruszyła. Polecam.

czwartek, 12 kwietnia 2012

''Drogi Gabrielu'' Halfdan W.Freihow

Opowieść o miłości- relacji ojca i syna. Wszystko to co najważniejsze a ukazujące się w drobinkach, małych sytuacjach, chwilach, przebłyskach. Intymne listy ojca do syna, który cierpi na autyzm. Na podstawie wielu osobistych refleksji, możemy poznać bliżej tę chorobę. Walkę dorosłych, zwątpienia, radości większe i miejsze. Gabriel to mądry i bystry chłopiec. Ale wymagajacy poświęcenia.
 Książka moze wzruszyć, zadumać, zmusić do przemyśleń. Myślę, że takie powieści są bardzo potrzebne. Moga spełniać rolę edukacyjną, zwiększać naszą świadomości. Przeczytałam już jakiś czas temu, z uwagą. Nie są to może moje ulubione typy lektur, ale książka podobała mi się. Chyba najbardziej wzruszające są te momenty, kiedy rodzić zamartwia się kto ochroni i zajmie się jego dzieckiem po jego śmierci. W każdym razie książka dobra. Nie wiem czy jest sens się rozpisywać, chyba takie pozycje zwyczajnie trzeba czytać...

środa, 11 kwietnia 2012

''Wyznanie'' Roman Gren

Jedna z tych książek, na którą natykasz się przypadkiem i decydujesz po krótkim zastanowieniu: ''czemu nie?''. Takie odkrycia mogą być ryzykowne ale również niespodziewanie ciekawe. Jest to opowieść o dzieciństwie, choć język nieadekwatny do wieku bohatera, zdecydowanie. Cofnięcie się do czasu wakacji gdy było się dzieckiem, a sam świat był jakimś wytworem naszej niewielkiej wyobrażni i mało na jego prawdziwy temat wiedzieliśmy.
 Bohaterem jest siedmioletni chłopczyk, który szykuje się do wyjazdu wakacyjnego na nieznaną wieś. Trochę mnie irytowało, że tak naprawdę bardzo mało wiemy o głównym bohaterze i tak jest przez całą opowieść- jest to pewnie jakiś celowy zabieg, ale jak dla mnie, czyta się wtedy troszkę trudniej bo lubię zaprzyjazniać się z bohaterami książek. Chłopiec spędza czas na łonie natury.W każdym razie śledzimy losy chłopca aż kończy jedenaście lat. Wiemy, że chowa się w czasie komunizmu, gdy propaganda antysemicka była wybitnie żywa i zakorzeniona w ludziach. Pewnego dnia dowiaduje się, że jest Żydem..

 Jak to jest odkryć swoją ''inność'? Zmierzyć się z nią, dąrzyć do samowiedzy?
Lektura ciekawa, choć moim zdaniem niełatwa w odbiorze, ale to na mój gust. Może wam wyda się zupełnie inna. Trudno mi ją ocenić. Refleksyjna, ciekawa choć nieprzebojowa i w moim oczuciu bez jakiś fajerwerków. Ale może się bardzo podobać. Na nastroje refleksyjne i egzystencjalne- chyba jak znalazł:)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

''Szampan w nóżce'' Ewa Jabłońska, ''Nie tak...'' Iwona Zielińska-Zamora

Zastanawiam się czy ludzie czytają jeszcze poezje. Nie widzę jej wkoło siebie, w mediach, nie słyszę rozmów na jej temat ani nikt mnie do takowych nie zaprasza. No dobra, z wyjątkiem gdy umiera wybitna poetka- przez chwile ludzie mówią o jej cudownych wierszach. A może zwyczajnie jestem ślepa i tyle. Może poezja jest, tętni życiem a ludzie ją pochłaniają w ciszy, samotności czy na forum większym- tylko ja o tym nie mam pojęcia. Nie wiem.

Raz czy dwa razy w roku zakupuje jakiś tomik poezji wyszukany na merlinie i  czytam. Dlaczego? Nie, na pewno nie dlatego by rozkładać na części pierwsze co miał poeta na myśli ( chyba to też jakaś trauma ze szkoły- suche wkuwanie na pamięć o czym były wiersze).
Myślę, że zwyczajnie jest to tęsknota za ważnym, mądrym, niosącym coś ukrytego w sobie słowem. Za jakąś tajemnicą a nie agresją wszelkiego rodzaju czy nic nie znaczącym dialogiem czy monologiem. Przepływ informacji jest obecnie tak szybki i błyskawiczny, że pochylenie się nad słowem to coś kompletnie innego. Zauważyliście sami na pewno, np w telewizji ciągle ci sami goście zapraszani są do programów, a połowa z nich nie ma nic ciekawego do przekazania. A słowa lecą, ciurkiem, mocno, lecą..O necie nie wspominam już nawet.

 Jestem w takim okresie obecnie, że to co dzieje się i co ma się wydarzyć w realu oraz plany wakacyjne- to absorbuje mnie totalnie i dostarcza wielu wrażeń i emocji, mam potrzebę być z moją rodziną bliżej jeszcze bardziej- a życie w sieci wyblakło już od jakiegoś czasu, przestało rajcować, interesować...z wyjątkiem oczywiście blogów książkowych i podróżniczych, które bardzo, ale to bardzo lubię i na to czas z przyjemnością będę poświęcać oraz na moje dwa bloczki. Reszta to jakaś złuda i nienamacalny świat naszych wyobrażeń i wysiadłam z tego pociągu- bo nie mam zwyczajnie na to energii i siły obecnie- literki to literki- nie ten czas.
Oba tomiki podobały mi się-bardzo kobiece i subtelnie- na pewno. Wyciszające. A że nie umiem pisać o poezji i jej interpretować-dlatego ot taka nic nie znacząca refleksja powyżej przy okazji zanotowania, w jakie kartki włożyłam niedawno swój nos.
Mam nadzieje, że Wielkanoc była dla was wszystkich szczególna i gdzieś tam znalazł się czas na lekturę, pomiędzy czasem z najbliższymi.

sobota, 7 kwietnia 2012

''Mary Poppins'' P.L. Travers

Wielki Piątek spędziłam z najbardziej intygującą postacią mojego dzieciństwa. Kobieta, która nagle przygnana wiatrem ze Wschodu, zjawia się na Ulicy Czeresniowej- dość sennej i spokojnej części Londynu. Ma ze sobą torbę dywanikową, która nie posiada dna- może właściwie wyjąć z niej cokolwiek na każdą okazję. Parasolka z rączką w kształcie papugi, kapelusik i zadarty nosek. Opiekunka do dzieci zmienia życie całej rodziny Banks. Michaś i Janeczka oraz ich młodsze rodzeństwo- blizniaki- od samego początku czują, że wraz z pojawieniem się w ich życiu Mary Poppins, wydarzy się coś niezwykłego. No raczej nikt nie slizga się po poręczy schodów z dołu do góry.


Troszkę oschła, powściągliwa- jest czarodziejką skrytą- '' nikt nie wiedział jak czuła się Mary Poppins ponieważ Mary nikomu się nie zwierzała''. W chwilach niezadowolenia, pociagała nosem a jak traciła humor- ubierała się tego dnia w granatowy kostium i granatowy kapelusz. Dzieki niej, dzieci przeżywają szerego niezapomnianych przygód. Odwiedzają wujka Mary- pana Perukkę- który pękając ze smiechu z byle czego napełnia się gazem rozweselającym i unosi się pod sufit- udziela sie to dzieciom i przeżywają bardzo nietuzinkowy podwieczorek zajadając tort malinowy.  Są też świadkami, jak Mary pomaga Dudusiowi- pieskowi z dzielnicy, który ma dość swojej dziwnej pani i ubranek i fryzjera- chce się zwyczajnie bawić z psami bezpańskimi. Tym samym Mary zdradza swoje umiejętności językowe zwierząt. Poznajemy też Ptaszniczkę, która karmi gołębie przy katedrze Św. Pawła, admirała Buma- sąsiada, którego dom zbudowany był na wzór okrętu. Jest i pani Frania, która z dwiema wyrosniętymi córkami zawiesza nocą gwiazdy na niebie z jakiegoś ważnego powodu...i szereg innych bohaterów i przygód, które doświadczają dzieci z domu pod numerem Siedemnastym.

Pierwsza część powieści australijskiej pisarki L.P. Travers: ''Mary Poppins'' to po wielu latach wspaniały powrót do wspomnień i odświeżenie świata, w który kochałam wnikać. Dosłownie połknęłam tę powieść w jeden dzień i tak jak w dzieciństwie pokuszę się po kolejne części. Cieszę się, że wznowiono w starym stylu piękne wydania ''Mary Poppins''. Na bazie tych powieści powstał słynny musical, który również widziałam jakieś tysiąc razy i teraz mam ochotę zobaczyć ponownie. Ale powrót to lektury był o niebo lepszy.
A sama postać Mary Poppins jest dla mnie niesamowita. Ta bohaterka nie jest oczywista, prosta, taka wylewna ...ale bardzo tajemnicza i lekko zarozumiała- na pewno nie do końca odgadniona. Może dlatego guwernantkę z Londynu pokochało miliony dzieci? :) Cudowna lektura. Czytaliście może w dzieciństwie? A wszystkim oczywiście życzę Wesołych Świąt i smacznego jaja!!!!

wtorek, 3 kwietnia 2012

Ponownie Anna Quindlen: ''The Blessings''

Podcza ubiegłorocznych wakacji w Grecji byłam zachwycona powieścią ''Every last one''- od niedawna w Polsce jako ''Do ostatniej łzy'', którą szczerze wam polecałam tej autorki. Do tej pory pamiętaj jak w połowie książki prawie spadłam z leżaka:) Zakupiłam po angielsku kilka jej innych powieści. I przyszedł czas, by je odkryć. Tym razem pisarka troszkę mnie zaskoczyła, opowieść jest bardzo spokojna, ale nie można ponownie odjąć jej uroku i ciekawej historii choć ostrzegam- takich mocnych emocji jak w ''Do ostatniej łzy'' to tutaj zdecydowanie nie ma. Szkoda, wielka szkoda.

Skip Cuddy, samotny mężczyzna pracuje dla bardzo bogatej kobiety w przepięknej posiadłości. Zajmuje się domem, ogrodem, najróżniejszymi pracami. Pewnego dnia znajduje po drzwiami porzucononego noworodka w tobołku...Postanawia się zaopiekować dzieckiem w tajemnicy przed szefową i resztą pracowników. Wkrótce właścicielka przepieknej rezydencji  odkrywa jego sekret. Lydia to wyjątkowo zgorzkniała, oschła w podeszłym wieku kobieta.. Owe dziecko jednak zmienia i naznacza ich życia. Popycha do refleksji nad własną przeszłością..Pełno tutaj pieknych opisów, powrotów do przeszłości. Powieść o przemianie, wybaczeniu.

Anna Quindlen pisze niezwykle zmysłowo, ma dar by ukryć wątki i sedrno całej opowieści trzymając czytelnika  w niepewności. Tym razem jednak nie odczułam zachwytu i wielkich emocji. Spokojna, bardzo dobrze napisana powieść. Urokliwa, inna. Ale zdecydowanie wolę pisarkę w innej odsłonie.książka kojarzy mi się z lekturami, po które sięgają starsze panie, ot dla świętego spokoju czytając jedną książkę jakiś miesiąc dla zabicia czasu cichymi popołudniami w sanatoriach. Ciekawa jestem czy jej kolejna powieść będzie jeszcze w innym stylu czy nie. Tymczasem ''The Blessings''- może w sumie być. Oczekiwałam zwyczajnie wielkich emocji, moze stąd wrażenia letnie.
Udało mi się gdzieś dokopać do informacji, że owa powieść została dawno temu wydana w Polsce jako ''Posiadłość Blessingów'':

niedziela, 1 kwietnia 2012

''Huragan'' Laurent Gaude

W tego rodzaju powieściach nie sposób się nie zanurzyć.Człowiek się zwyczajnie delektuje- stylem, treścią i przesłaniem.
 Laurent Gaude pisze plastycznie, obrazowo choć oszczędnie. Tłem historii jest nadchodzący, złowieszczy huragan Katrina w Nowym Orleanie. Dramat nadciąga. Jest coraz bliżej. W takiej atmosferze poznajemy piątkę bohaterów- zwykłych, można by rzec, przypadkowych ludzi. Stuletnia Murzynka  jako pierwsza wyczuwa nadchodzący kataklizm. Nazywa huragan suką. Nienawidzi białych, nie mogła pochować zamordowanego męża, przeżyła własne dzieci. Nie boi się żywiołu. Bo już dawno temu uległa zagładzie- jej dusza i serce. Została wredność, teorie spiskowe.
Drugim bohaterem  jest zagubiony ksiądz, który nie do końca rozumie swoją misję i powołanie. Pomoc i przygotowanie na przyjście Katriny uznaje jako szanse na bycie dobrym, może wreszcie poczuć się lepiej i byc spełnionym.
Poznajemy też więznia, którem udaje się uciec wraz z grupą innych, gdy miasto pustoszeje, a do więzienia napływa woda..okazuje sie jednak, że ucieczka przed samym sobą nie jest możliwa- na wolności popełniają kolejne morderstwa, niby przypadkowo, pod wpływem chwili, ze strachu..ale to tylko pozory.
Jest też Keanu- mężczyzna, który pod prąd, w czasie gdy wszyscy opuszczają Nowy Orlean- on wraca tam, w sam środek ciemności, by spotkać sie z kobietą, którą bezmyślnie, bez logiki, opuścił i zranił sześć lat temu. Czy ona mu wybaczy? Czy dotrą do siebie?

Delektowałam się tą prozą. Moc siły i destrukcji przewija się na tych kartkach bez przerwy. Huragan to tylko gwiżdżące, szumiejące okropnie tło tej przejmującej opowieści o ludzkich demonach i siłach w nas samych.
Powieść smakowita, wykwintna, na spokojny wyciszający wieczór. A pisarz mnie zaintrygował, chyba sprawdzę, czy są jego inne dostępne pozycje po polsku.