wtorek, 31 stycznia 2012

Camilla Lackberg ''Księżniczka z Lodu''

 Zawsze, kiedy za pomocą kryminału z Północy przenoszę się do szwedzkiej małej mieścinki, mam przed oczami dom moich teściów w Finlandii oraz ich piękną, drewnianą chatkę letnią przy brzegu zatoki Botnickiej z sauną na morzu gdzie pełno wystających skał, wyk wilków w białe noce, świeże powietrze, najlepsze pomidory i ogórki świata i ich okrągły, smaczny chleb. Skandynawia jest niesamowicie intrygująca. Tak się rozmarzyłam...

Dla tych, co kochają skandynawskie kryminały, które łączą w sobie wątki powieści obyczajowej i psychologicznej plus historia miłosna w tle- seria Camilli Lackberg to strzał w dziesiątkę. Ja należe właśnie do tych osób. Kto kocha kryminały, które pretendują do powieści sensacyjnej- biurko szefa, szczelanina, pościgi, dziesięć mężczyzn, jakieś bankowości, polityka i mnóstwo krwi- mogą nie być usatysfakcjonowani do końca bo tego tutaj nie ma.


Czemu się tak ociągałam? Na co czekałam!? Ale teraz się nie zatrzymam, kochani. Dosłownie połknęłam pierwszą część sagi czyli: ''Księżniczę z Lodu'' i wcale nie było mi zimno;) Zaraz zabieram się za drugą część. Czytanie było tak przyjemne i szybkie, że nie mogłam się oderwać ani na chwilę. 

Do małej szwedzkiej miejscowości wraca Erika- musi uporządkować sprawy po śmierci rodziców, zająć się domem, na dokładkę pracuje właśnie nad powieścią. Pobyt jednak okazuje się zupełnie inny, gdyż dochodzi do morderstwa. Ginie jej koleżanka z dzieciństwa, z którą od dawna straciła kontakt. Śledztwo to tylko jeden z wielu wątków w tej powieści. Dużo tutaj pobocznych historii, również intrygujących- problemu Eriki i jej siostry, przemoc, sąsiedzi,  powracająca miłość z dawnych lat

Świetna rozrywka. Uwielbiam zapachy, klimaty i mentalność skandynawów w książkach. Zacieram rączki na część drugą, ciekawa jestem, czy będzie podobna czy lepsza, czy zupełnie inna...

poniedziałek, 30 stycznia 2012

''Pokój na poddaszu'' Wanda Wasilewska

Kolejna pozycja wygrzebana żywcem z allegro i kupiona w ciemno.
Smutna to opowieść. Anię poznajemy w momencie, gdy traci mamę. Ojciec zmarł wcześniej. Dziewczynka ma trójkę rodzeństwa i zostają wszyscy zupełnie sami w małym pokoju na poddaszu.. A tu czas nie stoi w miejscu. Trzeba coś ugotować, położyć braciszka do łóżka, opłacić opał, rachunki. Dorosłość spada w jednej chwili na dziewczynkę jak grom z jasnego nieba. To lektura o szybkim dorastaniu do dorosłości ale też o tym, że warto wychodzić ludziom naprzeciw. Owe dzieci, z pomocą sąsiadów i same czyniąc dobre uczynki, zjednują sobie ludzi, którzy im pomogą nie raz. Mają pełno przygód, rożnych rosterek, ale najważniejsze- radzą sobie. Szarość, bieda, malutkie, skromne marzenia i dobrzy ludzie wokół.
Książka ukazała się w 1954 roku, była w czasie PRL-u obowiązkową lekturą w szkole podstawowej. Całkiem fajna książka, szkoda tylko, że nie tak tajemnicza jak okładka.

niedziela, 29 stycznia 2012

Marek Niedzwiecki: ''Nie wierzę w życie pozaradiowe''

Nie należe do tych ludzi, którzy sięgają po biografie czy wspomnienia tylko osób, których śledze losy czy są jakoś mi tam bliscy poprzez filmy czy programy.  Bardzo często jest to wybór przypadkowy, bo ludzie generalnie mnie interesują. Wystarczy, że wiem, iż są uznawani za wyjątkowych.
Książka Marka Niedzwieckiego to prawdziwy rarytas dla największych fanów. Dla mnie osobiście to spotkanie wyjątkowe, bo nie słucham trójki, nie wiem nawet czemu, tak się jakoś potoczyło, widocznie coś też człowieka musi ominąć w życiu. A ja czym starsza jestem tym mniej mam ochotę ''rzucać na wszystko bo jak dają to bierz''

Wielka przyjemność dowiedzieć się czegoś więcej o tym cudownym mężczyznie choć uważam, że nadal pozostawił wokól siebie aurę tajemniczości ale to jego natura, atut i urok. Miło było poznać i liznąć troszkę historii jego przygód radiowych, życia prywatnego, pare wydarzeń z życia. Generalnie wszystko ze szczyptą smaku, wykwintej skromności. Nie jest to zrzucanie szat pod tytułem '' cała prawda o mnie''. I Bogu niech będą dzięki.

sobota, 28 stycznia 2012

Zakupy książkowe oraz mały przerywnik dnia- Adam Bahdaj w odsłonie dla najmłodszych...

Przyznam się, że nie każdy zakupiony stosik prezentuje na bloczku, nie wiem w sumie czemu. Ale dziś postanowiłam się pochwalić ostatnimi zakupami...jeszcze jeden stosik jest w drodze do mnie. Obecna pogoda irlandzka idealna na czytanie, rzecz jasna. Byłam dziś u fryzjera zrobić się na bóstwo;)Dopieściłam drugi bloczek, a po powrócie pijąc kawkę, przeczytałam bajkę dla najmłodszych, którą napisał lata świetlane temu nikt inny tylko jak sam Adam Bahdaj.I deszcz za oknem przestał mnie interesować.
''Podróż w nieznane'' to przykład prostoty ale i głębi. Bajka o nadziei, bohaterstwie i przyjazni w podstawowym, małym zarysie. Dwoje dzieci postanawiają się pobawić drewnianą łódeczką nad rzeką. Kilo cukierków to ładunek ''statku'', który ma jechać na drugi koniec świata. Ale wiatr łódeczkę porywa, a my śledzimy losy ciekawskiej małej myszki, której przydarzą się niesamowite rzeczy i spotka na swojej drodze pare osób. Bajka prościutka jak drut, ale urzekająca. Takie mają moć:)

A oto moje stosiki zakupione na merlinie:)





piątek, 27 stycznia 2012

'' Każdy umiera w Samotności'' Hans Fallada

Jak wiadomo, książki o tematyce II Wojny Światowej mogą nużyć, literatury w brud, nie trzeba szperać specjalnie. Ta powieść jednak jest inna. Bo nie o Polakach tutaj w czasach ciężkich i nieludzkich. Ale o ówczesnych naszych wrogach, czyli zwykłych Niemcach, losach tych  ludzi, czyli ''druga strona medalu''.

Lektura przenosi nas do Berlina. Pewna kamienica i kilka rodzin niemieckich. Poznajemy listonoszkę Ewę Klugę, którą przez lata dręczy mąż kat, hazardzista i nierób. Sprytu i cwaniarstwa mu nie brakuje, dręczy żonę nawet słownie przypominając, że ich synowie pracują w Polsce maltretując żydowskie dzieci. Dla kobiety to za wiele. Nie jest w tej chwili ani Polką ani Niemką, ale zwyczajnie matką, której serce się kroi na samą myśl co jej synowie robią w ramach pracy.
Otto i Anna Quangel to małżeństwo, które traci syna na wojnie. Załamani, postanawiają stawić opór władzą ich kraju..nie mogą wiele, ale szykują ulotki i rozprowadzają po dzielnicach. Zaczyna to być sensem ich życia..Jest jeszcze samotna kobieta, która musi się ukrywać..i nie wytrzymuje presji...oraz kilka innych bohaterów.
Losy wszystkich się przeplatają w ciekawy sposób. Początkowo bohaterzy są zimni, obojętni, z czasem zaczęłam ich lubić, kibicować im, współczuć.

Bardzo dobra to powieść, która ukazuje dramaty Niemców, ich zastraszanie, życie w ciągłym lęku, absurdalna nieufność wobec każdego. Bo wojna dotknęła wszystkich. Niemcy też nie byli wolni. Powieść przez lata zakazana, a jak się ukazała dawno temu to ocenzurowana była. Teraz można poznać ją w całości. Trzyma w napięciu, zaskakuje, zmusza do myślenia. Każdy protest i forma buntu ma jednak sens. To przesłanie moim zdaniem tej powieści. Nic nie jest białe ani czarne na tym świecie- uwielbiam , kiedy to jest pokazywane w powieściach gdyż ludzie mają tendencje do myślenia jednostronnie.

Nie podoba mi się tylko przetłumaczony tytuł na język polski. O wiele bardziej trafny jest w języku angielskim: ''Alone in Berlin''. Ale to już sprawa drugorzędna. Powieść szczerze polecam tym, co lubuja się w tego rodzaju tematyce, bo mogą dotknąć czegoś nowego:)

środa, 25 stycznia 2012

Cudowna Irena Krzywicka i jej powieść ''Wichura i Trzciny''

Zanim wysmaruje milion zachwytów nad tą powieścią, chciałabym napisać choć dwa zdania o Irenie Krzywickiej, którą jestem zafascynowana.To naprawdę nietuzinkowa postać w polskiej literaturze. Nowoczesne podejście do życia w zbyt zamkniętych, zahukanych czasach. Szkoda, że trzeba się dokopywać do takich interesujących kobiet i że tak łatwo gdzieś zapomina się o ludziach wyjątkowych. Było by co wznawiać w Polsce, nie wiem czemu się tak nie dzieje...widocznie prawa autorskie muszą kuleć i na to nie pozwalają, inaczej nie jestem w stanie sobie tego wytłumaczyć. O tej kobiecie jeszcze nie raz będzie wspomniane w zapiskach błękitnej biblioteczki.

 Małe mieszkanko w powojennej Polsce. Młoda kobieta i jej nastoletni syn. Narratorem jest sąsiadka, która obserwuje jak w ciągu jednego dnia zmienia się życie matki i syna. Grzegorz ulega wypadkowi. Wymaga ogromnej pielęgnacji, jego szanse na to, że kiedykolwiek będzie chodził są znikome. Na dodatek daje o sobie znać ciężka choroba: Heide Medina. Ta książka zwyczajnie mnie wzrusza, dotyka i czytam ją poraz drugi w życiu. Przepiękny i przejmujący portret mądrej matki, która nie traci wiary i ''przenosi góry'' by jej syn wyzdrowiał. Choć podczas wojny straciła męża, a pod gruzami zmarła jej córka- nie brakuje jej wewnętrznej siły by ratować syna. Przyjaciel Grzegorza również staje na wysokości zadania oraz krąg najbliższych. W skromnych czasach, gdy ludzie nie mieli zbyt wiele a ciągneli na swoich barkach jeszcze przeżycia wojenne- dobrej woli nie brakowało. Pisarka jednak porusza jeszcze jeden bardzo ważny wątek- stawia czytelnika twarzą w twarz z polskimi zahamowaniami. Kiedyś choroba odstraszała, ludzie unikali, odsuwali się, co wynikało z niewiedzy, lęku i braku informacji w mediach na temat pewnych chorób. Irena Krzywicka świetnie to portretuje za pomocą narracji- sąsiadka opowiada tę historię, poświęcenie matki nazywa głupotą, szaleństwem, ratowaniem się przed załamaniem.

Ta powieść ma w sobie coś wzruszającego a jednocześnie ciepłego. Tęskni się chyba do takich szczerych, prawdziwych ludzkich relacji. Wartka akcja, świetny język i smak tamtych szarych lat..
Książka ukazała się w 1959 roku a nadal ma w sobie coś ponadczasowego. Czytałam ją wiele lat temu a nabycie jej i powtórka z rozrywki okazała się tak samo silnym przeżyciem. Coś w niej jest, co mnie dotyka doszczętnie. Gorąco polecam!

niedziela, 22 stycznia 2012

''Wolnosc'' Jonathan Franzen

Jesli kochacie takich pisarzy jak Updike czy Richard Yates- na bank zanurzycie sie z przyjemnoscia w tej obszernej, rozwleklej powiesci. Ksiazka zdecydowanie swietna w moim odczuciu, ale choc przystepna i ciekawa- nie da sie czytac jej szybko. A to dlatego, iz nawal informacyjny jest ogromny. Mamy zaledwie kilka bohaterow- zwykli ludzie, nie wyrozniajacy sie niczym z tlumu. Malzenstwo z dluga historia, dwojka dzieci. Przyjaciel rodziny. Poznajemy  ich wspolczesne losy ale rowniez wracamy do przeszlosci i mlodosci rodzicow w szalonych latach szescdziesiatych. Portret kazdej postaci jest bardzo gleboki i dokladny. Nie moglam przestac czytac, choc momentami uwazam, powiesc jest zbyt dluga- ale absolutnie nie nudna. Bohaterowie niczym atrament w bibulke- przesiakali moje mysli coraz mocniej. W sumie zaczeli tkwic w mojej swiadomosci..

To powiesc o kazdym z nas, o tym jak rzadza nami ambicje, rywalizacja, jak ulegamy presji spoleczenstwa. Jak trudno nie rozmienic sie na drobne, chwytamy sie wszystkiego, chcemy sprobowac co mozemy, jesli jest okazja, wydaje nam sie, ze ''koniecznie'' trzeba sprobowac. A moral taki, ze wolnosc to kwestia wyboru. Naszego. Ale czy to takie proste? Pokusy, amerykanski kiczowaty obrazek ''super rodziny'', komiczne sytuacje i dramaty, ktore zna wiekszosc z nas. Absurdalny wspolczesny swiat i odwieczne przywary ludzkie.

Czy jest to tak genialna ksiazka jak ja reklamuja wszedzie? Moim zdaniem jest w niej cos wyjatkowego, bardzo dobra powiesc ale dzielem wybitnym nie jest. Dlatego, ze w moim odczuciu zbyt przypomina mi klimat jaki w swoich powiesciach tworza Yates i Updike. Nie ma tutaj niczego nowatorskiego czy zaskakujaco swiezego. Nie ma tajemnicy i czegos nienamacalnego na miare Oates. Zbyt geste opisy i wnikanie w kazdy szczegol moze miec tez czasem odwrotny skutek- moze rozproszyc uwage czytelnika i zmiejszyc przekaz. Czasami, rzecz jasna, bo to kwestia indywidualna.
Jestem ciekawa waszych odczuc na temat tej powiesci...a tymczasem przepraszam za brak polskich znakow, cos mi wysiadlo w laptopie i nie wiem jak to naprawic, ale sie zorientuje, mam nadzieje i dodam znaczki:)

czwartek, 19 stycznia 2012

Kobieta nietuzinkowa: Maria Czubaszek w rozmowie z Arturem Andrusem ''Każdy Szczyt Ma Swój Czubaszek''

Uwielbiam tę babkę. Bo jest prawdziwa. Osobiście nie cierpię, kiedy ludzie powtarzają frazesy typu: ''pieniądze nie są ważne'' zresztą nigdy im nie wierze, kiedy to mówią. Maria Czubaszek to osoba, która nie owija w bawełnę. Przyznaje, że pieniądze potrafią dać szczęście a ludzie z  powodu ich braku umieją się posunąć do najbardziej drastycznych i wstydliwych poczynań. Nie lubi myśleć o wczoraj i jutro. Liczy się dziś. Nigdy nie chciala miec dzieci, woli zwierzeta. Wspominanie przychodzi jej z trudem a przecież jest co. Życie miała ciekawe, jako nietuzinkowa osoba, ma zawsze coś celnego i trafnego do opowiedzenia. A to anegdota, a to mistrzowskie podsumowanie zaobserwowanej sytuacji. Zapis rozmowy jest nieco chaotyczny, ale niewykreowany. Szczerosc. I to sie wyczuwa. Dystans, inteligencja i wewnętrzna wolność, którą niesamowicie cenię u ludzi. Pali jak smok, dziś wszystkim to przeszkadza. Ale ona się nie tłumaczy, tylko zaraz jakis żart wysuwa. Tak reagują ludzie bez kompleksów. Nie tłumaczą się. Biorą siebie jacy są. Tyle.

Kiedy myślę o tych wszystkich celebrytach dzisiejszych, przezroczystych jak kartka, nie mających nic absolutnie do powiedzenia oprócz błyśnięcie tyłkiem i udzielenie na kanapie dennego wywiadu przy okazji wycieczki do ciepłych krajów....to właśnie za takimi osobami tęsknie najbardziej. Jak Maria Czubaszek. Brakuje wystawiania na piedestał osobowości, indywidualności. Promuje się albo zwyczajnie pustaków lub dziwaków. A to nie to samo..
Jak dobrze, że wychodzą takie książki, kiedy można posłuchać kogoś i się zamyśleć. Kiedy stygnie kawa, a ty przyglądasz się osobie z ogromną uwagą i wiesz, że warto dotknąć ich bystrości, talentu i spojrzenia na życie.

wtorek, 17 stycznia 2012

Maria Kruger w odsłonie dla dorosłych: ''Brygida''

Mało komu trzeba przedstawiać Marię Kruger, bo choć w internecie nie ma zalewu stron o niej, ani zdjęć w gazetach- od dekad jest uważana za jedną z czołowych pisarek dla dzieci i młodzieży. Nie żyje od dawna, ale żyją jej książki. Kto nie kocha z nas takich pozycji jak : ''Karolcia'', '' Godzina pąsowej róży'', ''Poprostu Lucynka P.'' itp, itd.
Nie wiedziałam jednak, że w swoim dorobku ma również powieści dla dorosłych. A ponieważ kilka stosów wyłowionych staroci na allegro jest już moich, część mam, a reszta doleci z moją mamą w niedziele, musiałam koniecznie zapoznać się z tą powieścią. Lubię te łowy na allegro. I tyle do czytania mam! Zawsze to jedna wielka niewiadoma, bo kupuję intuicyjnie.

Na Sadybie, w małym mieszkanku mieszka Brygida. Samotna kobieta, która przekroczyła pięćdziesiątkę. Zastyga w małych chwilach cichej codzienności, otwiera swoje stare pamiętniki, wraca do siebie z przed lat. Analizuje, nachodzi ją tysiące refleksji. Nie jest ani szczęśliwa ani kochana. Mocno czuje pustkę w sobie. Wspomina relacje z matką- zawsze w oczach matki robiła coś żle, niepoprawnie, i spływały na nią same negatywne opcje na przyszłość. Nigdy nie rozumiała Brygida, dlaczego matka kreowała obraz ojca jako kogoś strasznie złego. Przed własną córką zawsze psioczyła na męża. Może w ten sposób nauczyła córkę, że każdy mężczyzna jest ''zły''? Powieść spokojna, psychologiczno-społeczna, raczej na wyciszenie. Może się bardzo podobać. Osobiście jestem zadowolona. Solidnie napisana historia o rozliczeniu z przeszłością, o uchwyceniu własnego ''ja'', o próbie znalezienia głębszego sensu. Gdzieś w tle obraz szarej Polski i czasów komuny. Rok wydania: 1970

niedziela, 15 stycznia 2012

''Niedziela bez Teleranka'' Beata Tadla

Cieszę się, że wychodzą książki, które za pomocą fotografii, ciekawych, nie przy długich wspomnień ludzi, segregują naszą wiedzę, porządkują, dają jakiś zarys świadomości, przypominają nam o historii. To jest własnie taka pozycja. Niezwykle porywająca. Dla każdego. Więcej można wyłuskać niż z podręcznika do historii. Bo ona zwyczajnie przemawia do nas. Jak zawsze, w prostocie przekazu jest siła.
Beata Tadla to znana prezenterka kochanej przez moją mamę  telewizji TVN24. Również dziennikarka. I chyba z zamiłowania pisarka, po kilku jej pozycjach dochodzę do wniosku, że jest sentymentalną osobą. Lubi rozmyślać, może stąd jej pomysły na książki:)
''Niedziela bez Teleranka''- nie była moją niedzielą. Zwyczajnie spałam sobie w pieluszce tetrowej w kołysce i ineresowało mnie mleczko oraz sen. Nie mam wspomnień, ale wiem co się działo. Z podręczników, z opowiadań, z powieści, a teraz, jeszcze bliżej dotknęłam tematu własnie dzięki tej lekturze.

Beata Tadla nie tyle skupia się na tym co dani ludzie sobię przypominają o tamtym pamiętnym poranku. To przede wszystkim genialne świadectwo ówczesnej rzeczywistości. Porównywanie sklepów kiedyś i dzisiaj, różnych gadżetów, od pralki, po wodę z syfonu, jedzenie na kartki, rodzaje mieszkań. Jak ludzie się odżywiali, jakie były kina i gazety. Najbardziej zmartwiła mnie sprawa książek- otóż był to czas, gdy jakość wydawanych lektur była tragiczna i najgorsza w historii. Książki dosłownie rozsypywały się w rękach. Mi nawet nie przychodzi do głowy myśl '' o jak świetnie sklejona powieść''- wydaje mi się, że to normalne, iż wydania są bardzo dobrej jakości. Te zestawienie gadżetów z tamtych czasów z dzisiejszymi jest świetnym zabiegiem. Uświadomiamy sobie dobitnie jak mocno zmienił się nasz kraj...

Polecam. Uważam, że to świetny prezent dla nastolatków, licealistów i w ogóle warto mieć na swojej półce te wspomnienia. Mam utrwaloną rzeczywistość mojego kraju, gdy przyszłam na świat. Super.

sobota, 14 stycznia 2012

'' Księżyc nad Toarminą'' Roma Ligocka

Podarowałam sobie dziś Spokój. Słońce od rana rozpycha chmury na błękitnym niebie. Światło styczniowe. Piękne. Wyszłam z domu i nabrałam kilkanaście spokojnych, powolnych, długich oddechów. Przestałam myśleć o przeszłości i o tym co ma nadejść. Zaczęłam być tylko tu i teraz. W terazniejszej chwili. Jak błogo, jaki piękny stan. Żebym mogła tak trwać cały czas. Ciężko, bo nawet z kimkolwiek sie spotkam, też nibo patrzy na mnie ale myśli o czymś innym. Ludzie pędzą gdziś w myślach w swoich tylko znanych kierunkach. Lęki biorą górę. Przestają słuchać w nerwowej matni.

Na taki dzionek tylko i wyłącznie jak znalazł felietony Romy Ligockiej. Cisza domowa, słupy słońca wpadające przez okno, dobra kawa. Spokój. Lekko mi na duszy. Rozkoszuję się każdym słowem. Bo Roma żyje właśnie tu i teraz, zbiera te drobinki chwil codzienności. Jak twierdzi, każdemu z nas przytrafia się coś niezwykłego każdego dnia, tylko nie zawsze chcemy to dostrzec.Po co myśleć o tym co będzie skoro '' Nie da się pisać scenariusza własnego życia. Zawsze się znajdzie ktoś lub coś, co pozmienia nam sceny i puenty'' Lubię spokój tej kobiety.W jej utkanych słowach. W zatrzymywaniu małych chwil i przeglądaniu się w nich. Uwielbiam. Smaczne ciasteczko sobotnie:)
Można się rozpogodzić, uspokoić, zanurzyć w ciszy. Trwać.

czwartek, 12 stycznia 2012

''Niewolnica Isaura'' Bernardo Guimaraes

Z opowieści mamy wiem, że ulice w Polsce pustoszały, gdy pierwszy brazylijski serial ''Niewolnica Isaura'' był wyświetlany w polskiej telewizji. Wszystko zamierało, a ludzie śledzili z zapartym tchem losy biednej niewolnicy Isaury i okrutnego zarządcy Leoncjo. Nie tylko ckliwe wzruszenie i romantyczna historia łapała za serce, ale również palmy, tropiki, ludzie o południowej urodzie- coś dla polaków wówczas bardzo abstrakcyjnego i nieznanego. Kojarzę ten serial, bo też go oglądałam a nawet bawiłam się w Isaurę. Nie miałam pojęcia o co chodzi, ale ja już tak miałam w dzieciństwie, że co w telewizji zobaczyłam to potem z koleżankami ''odgrywałyśmy role'' na podwórku na piaskowej górce obok bloku. Zawsze z tej górki wracałam czarna od piachu, ale to była norma szczęśliwego dzieciństwa- dziecko się wyrzyło. Więc byłam Isaurą, Alexis z Dynastii, Ashton z ''Północ-Południe'' itp itd. Zawsze wybierałam czarne charakterki. Bo miały najładniejsze stroje:) Wyobraznia pracowała na najwyższym poziomie.

Powieść Bernardi Guimaraes powstała w 1875 roku. Ma zaledwie sto pięćdziesiąt stron. Było to ciekawe doświadczenie zanurzyć się w tej historii, poznać ją całkowicie. Ale co do oceny to moim zdaniem jest ona zwyczajnie śmieszna ale i urocza. Bohaterowie tak naiwni, romantyczni, przerysowani- lukier, sam lukier proszę państwa. No ale co tu się dziwić, przecież to brazylijska opowieść miłosna i z jakich czasów! Dla tych co nie znają- w pewnej hacjendzie przyszła na świat prześliczna niewolnica. Córka mulatki i zarządcy. A ponieważ owa Mulatka była przyjaciółką pani domu, kiedy zmarła, Isaura została chowana przez białych ludzi. Ich syn- Leoncjo w dorosłym życiu to prawdziwy potwór- rozpustnik, egoista, agresywny pieniacz. Oczywiście losy Isaury i Leoncjo będą sie przeplatały..On będzie chciał ją zdobyć za każdą cenę i będzie nawet skłonny ją karać, że ona go nie chce. A Isaura..wpadać będzie w kłopoty raz po raz, gdyż jej uroda, wdzięk nikogo nie może pozostawić obojętnym.Potem będzie ucieczka, inna miłość itp itd.....

Ciekawy jest dosyć sposób narracji, bo momentami też śmieszy. W takim stylu: '' Na chwile zostawmy główną bohaterkę i cofnijmy sie dwa dni wcześniej by zrozumieć dlaczego właśnie tak postanowiła. Otóż owego ranka..''

Cieszę się, że przeczytałam tę powieść, było to coś ciekawego i innego, choć nie powiem, że to powalające, wielkie doświadczenie.

wtorek, 10 stycznia 2012

Islandzki kryminał: ''Głos'' Arnaldur Indridason

Pociąg to tego pisarza, nie ukrywam, wynika z czystej mojej miłości do Islandii, którą w końcu udało mi się zwiedzić w ubiegłym roku i to w taki sposób o jakim marzyłam- nie z plecaczkiem na plecach, ale wygodnie, komfortowo i na dodatek poznałam małżeńtwo islandczyków, którzy zaśpiewali dla nas Arię Opery w swoim domu przy fortepianie..jezu znów zbaczam z tematu..ale nic nie poradzę, że czas na Islandii był magiczny i niewyobrażalnie bogaty w doznania widokowe. Bo to inny kraj i inni ludzie niż reszta Europy..

Zbliża się Boże Narodzenie w Rejkiaviku. W hotelu, w którym tłoczą się turyści, pełen rwetes. Szokiem dla wszystkich pracowników jest znalezienie ciała portiera w podziemnej części hotelowej, gdzie ten człowiek pomieszkiwał. Przebrany za świętego Mikołaja, zasztyletowany w pozycji siedzącej i ze spodniami sciągniętymi u dołu - taki widok zastaje nasz komisarz Erlendur. Komisarz nie cierpi Świąt, nadal stara się dotrzeć do swojej córki, z którą zaczął mieć dopiero kontakt gdy dorosła..każda kryminalna sprawa to dla niego ucieczka od życia, domowych pieleszy, których nie lubi i nawet nie ma. Lubię tego bohatera..nie irytuje mnie, jest samotnikiem, ale takim ciekawym. Nie jest to przerysowana postać. Poza tym ja nie lubię, gdy w kryminałach jest mnóstwo sensacyjnych elementów- jak u Mankella w ''Morderca bez twarzy''. Takie kryminały nie interesują mnie zbytnio. Lubię, gdy kryminał to również powieść obyczajowa i psychologiczna.

Czytałam tego islandzkiego autora '' W bagnie''. Uważam, że ''Głos'' jest jeszcze lepszy. Na półce mam również '' Grobową ciszę'' i w niedługim czasie po nią na pewno sięgnę. Mam nadzieje, że ukaże się więcej książek tego pisarza i jeszcze nie raz przeniosę się do enigmatycznego Rejkiaviku, po którym chodzą same indywidualności- bo tacy ci ludzie są.
Ja chcę znowu do Islandii jechać...buuuuuuuuuuuuuuuuuuuu

niedziela, 8 stycznia 2012

'' Moja siostra, moja miłość'' Joyce Carol Oates

Mija kilka dni od kiedy skończyłam tę powieść - a wciąż bezustannie o niej myślę. Mocna, przejmująca, fantastycznie napisana, ale to akurat nie dziwi mnie bo Joyce Carol Oates pisze na najwyższym poziomie jaki może współczesny pisarz nam zafundować. Książka zdecydowanie odważna, przenikliwa, detalistyczna, szokująca i tak daje popalić, że chwilami może męczyć ale tym samym nie byłam wstanie się od niej oderwać. Wielka proza. I wielka prawda o ludziach i społeczeństwie.
Dziewiętnastoletni chłopak- Skyler- chce sporządzić dokument, spisać to co przydarzyło się jego rodzinie dekadę wcześniej- właśnie on jest narratorem tej opowieść i zabieg ten jest jednym słowem powalający. Więc opowiada nam powoli ale dobitnie o swojej rodzinie, pozornie zwykłej. Od zawsze rodzice mieli wobec jego jakieś ambicje. Okazało się szybko,że jest takim nieudacznikiem, który nie ma jakiegoś specyficznego talentu. Uwagę rodzicę więc przerzucają na młodszą siostrę- Bliss. Odkrywają, żę ma zdolności do jazdy figurowej na łyżwach. I tak oto zaczyna się dramat, który najpierw kiełkuje w zalążku, rośnie, nabiera swej okropnej mocy- efekt niczym jak tocząca się z góry kulka śniegowa...coraz szybciej..coraz większa.. Bliss odnosi sukcesy, staje się popularna, znana. Kulminacją- można myśleć- jest morderstwo dziewczynki, ginie w niewytłumaczony sposób. Ale to pozory tylko.

Tak naprawdę ta powieść to wielka epopeja jak zniszczyć psychikę własnych dzieci, jak zafundować im lęki, zahamowania na całe dorosłe życie. Jak odebrać im wiare w miłość, obdarzyć brakiem zaufania do kogokolwiek. Powieść o chorych ambicjach rodzicielskich. O tuszowaniu kłamstw, o absurdach społeczeństwa, o ludzkiej zawiści. Zabieg w jaki jest to pokazane- czapki z głów. Wiele małych sytuacji a tak wymownych, że dech mi zapierało. Śmierć Bliss jest tylko elementem tej opowieści..zato niezwykle mocne, dokładne portrety całej rodziny- matki, ojca, Bliss oraz to jak Skyler pisze o sobie, nie pozwalają oderwać się od tej lektury. Chciałam zrozumieć, pojąć to jednak...serce mnie ściskało nie raz. Co za książka!!!! Można o niej dyskutować godzinami. Dusfunkcyjna rodzina- dysfunkcyjne społeczeństwo- taki dosadny morał bije z tej powieści..

Wybitna proza. Wymagająca trochę dojrzałości czytelniczej. Co tu pisać więcej..gorąco polecam, nie przegapcie tej powieści!
Nadal myślę o tej histori...

piątek, 6 stycznia 2012

''Prześlę Panu list i klucz'' Maria Pruszkowska

Obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanatyków literatury, dla tych co wąchają, głaszczą książki, mówią do nich i dostają wypieków na twarzy jak otwierają kolejną paczuszkę zamówioną z księgarni..tak, mam na myśli nas wszystkich :D
Jest oto rodzinka. Zakręcony tatuś, który na prozaiczne pytania odpowiada cytatami z książek, dwie córki, które czytają namiętnie, romntyczki nieposkromnione, oraz mama, która pod tym względem jest osamotniona- nie czyta tylko wzdycha ale jakoś z rodzinką sobie musi radzić. Piękna opowieść o zwyczajnym życiu ale ujęte to wszystko w oryginalny sposób- motywem miłości do książek. Tak z innego kąta. Obyczajowa powieść ale z pomysłem. Peryptie rodzinki, pierwsze miłości córek- ujęte za pomocą książkowych motywów i w przewrotny sposób.

Coś cudownego. Książka mni zachwyciła, bicie się o nią na allegro było tego warte:)
Mam drugą część, już zacieram rączki...

czwartek, 5 stycznia 2012

''Statki, które mijają się nocą'' Zofia Chądzyńska

Książka nabyta podczas łowów na allegro. Klikam jak głupia, szukam, bo mam potrzebę ''odkrycia czegoś'' co nie bije po oczach  w ramach reklam na internecie czy na półkach sklepowych. Lubię, gdy książka ma w sobie tajemnice, a taką mają te, które sobie istnieją gdzieś tam i nikt o nich nie mówi ani ich nie widać i pewnego dnia przypadkiem na nie sama wpadasz.

''Statki, które mijają się nocą'' to powieść obyczajowo- psychologiczna. Kierowana do młodzieży, ale z powodzeniem dorośli mogą też po nią sięgnąć. Lektura o braku porozumienia między najbliższymi, o lęku przed komunikacją, o życiu razem ale obok. Paweł i Eryka. Dwoje młodych ludzi. On student psychologii, wyuczony regułek i oczytany , ambitny studenciak, który ma głowę nabitą idealnymi rozwiązaniami i bezchmurną przyszłością. Musi w ramach praktyki opisać jakiś'' trudny przypadek''. Wakacje spędza u znajomej swojej matki i tak poznaje Erykę. Ona to zaledwie szesnastoletnia dziewczyna, ale z przeżyciami, które czynią ją o wiele starszą. Na pierwszy rzut wydaje się rozbrykaną, leniwą i nieposłuszną dziewuchą, ale prawda jest taka, że to wrażliwa dziewczyna o mocno poranionej i zniszczonej psychice.  Jak można pomoc drugiemu człowiekowi? Co tak naprawdę się liczy? Czy w ogóle można dotrzeć do kogoś za wszelką cenę? Przyjażń między Pawłem i Eryką nie będzie łatwa.

Morał z książki płynie jasno- to nie jest fajne być samotnym statkiem na morzu życia. Nie warto się poddawać i należy wyciągnąć rękę do ludzi w potrzebie.
Powieść jest przejrzysta, klarowna, dobrze zbudowani bohaterowie, czytało się przyjemnie. Dobra lektura. Na dodatek mądra.

środa, 4 stycznia 2012

''Cień Wiatru'' Carlos Ruiz Zafon, czyli spalone na panewce oczekiwania.

Trudno doprawdy nie narobić sobię wielkich na potęgę oczekiwań, jeśli od lat jest to powieść, o której wszyscy mówią, wspominają, na polskich półkach w księgarniach nadal na centralnym miejscu stoją egzemplarze, a na necie aż roi  się od achów i echów i wiekich zachwytów nad tą powieścią. Najśmieszniejsze jest to, że ''Cień wiatru'' stał na mojej błękitnej półce z trzy lata, bo tak się bałam sięgnąć po taakie cacko, by nie być już ''po deserze''.
Odrazu zaznaczam, kto śledzie mojego bloga wie, że czytam różnorodnie, uwielbiam literaturę z najróżniejszych krajów, bo jestem ciekawa świata. Hiszpańska literatura nie jest tutaj wyjątkiem.

No, ale. Niestety, nie uważam, że ''Cień Wiatru" to powieść wybitna. Z pewnością dobra, solidnie napisana, opisy zaułków Barcelony,oraz prawdziwa, historyczna opowieść o mieście- ten klimat- jak najbardziej mi się podobał. Ale to dla mnie za mało by wpadać aż w takie zachwyty, bo dużo wątków i cała akcja powieści nie zrobiła na mnie jakiegoś mega wrażenia. Momentami się ciągnie, chwilami jest za długo i nudnawo i troszkę wydumanie. Chyba najbardziej nie podobało mi się to, że wątki są a tak rozbite na miejsze. To powieść o niespełnionych pragnieniach, o nienawiści, wiele ludzkich historii i rochę poplątane to, zamazane.. Daniel Semper to dziesięcioletni chłopiec, który pewnego dnia wraz z ojcem trafia na Cmentarz Zapomnianych Książek...ten dzień zmieni jego życie. Ma w rękach niesamowitą powieść a autor będzie go już do końca intrygował i postanowi znaleść jego wszystkie dzieła. Tylko ktoś ciągle będzie chciał mu w tym przeszkodzić.

Opowieść długa, wnikliwa, wielowątkowa, klimatyczna. Dobra. Ale zdecydowanie dla mnie przereklamowana, bo nie uważam, że jest genialna.

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Planuję rok z pewnym panem...Adam Bahdaj: ''Smak Życia ''

Niezwykła plastyczność językowa, warsztat i to ''coś'' z czym trzeba się zwyczajnie urodzić jak Adam Bahdaj:  bo on pisze tak, że bohaterowie wstają z kartek, nagle czuje się zapachy, widzi się wszystko przed oczami. Historia ożywa a my jesteśmy w jej środku. Na książkach tego pisarza wychowały się całe rzesze pokoleń w Polsce. Przypadkiem, przeglądając staruszki na allegro uświadomiłam sobie, że choć powieści Adama Bahdaja kochałam jako dziewczynka- jest wiele nadal takich, których nie czytałam, bo w bibliotece lokalnej zwyczajnie ich nie było. Nie mówiąc już o powieściach dla dorosłych. I tak wpadł mi do głowy pomysł, bo spędzić rok z tym panem. Skompletować jego powieści, przeczytać wszystko, a te co czytałam również odświeżyć. A wyobrażcie sobie kochane robaczki, że Bahdaj pisał też pod dwoma pseudominami- i te perełki również zamówiłam i o nich wkrótce też napiszę.

''Smak życia'' to powieść wojenna jakich już się nie pisze. Prosta, barwna, w starym dobrym stylu, chwytająca od pierwszej kartki. To historia Marcina- łącznika i jego wędrówki przez las. Napotyka dezerterów, niebezpiecznych Niemców, chowa się na wieży kościelnej. Brzmi tak banalnie...a jak to się czyta wyśmienicie!!! W tej krótkiej a tak wymownej opowieści mamy wszystko co ludzkie, prawdziwy smak życia tamtych lat, ludzkich twarzy, reakcji, zachowań, lęków i chęci zemsty a również dorastania w trybie natychmiastowym.
Nie wiem jak to Bahdaj zrobił- ale czar jego języka nie mija, dekady za nami, a jego pisanie ma moc i niepowtarzalny klimat, który chce się łykać jak dobre piwko w najgorsze upały.

''Wiatrak wznosił okaleczone skrzydła jak ptak, który nie może poderwać się do lotu. Nad nimi śmigały jaskółki. A wokół było cicho i słonecznie. I wiatr czesał gęste trawy..''

''..nadjechała furgonetka pełna hełmów. A hełmy wyglądały jak jaja ułożone w kobiałce..(..) suchy strzał rozerwał powietrze..''

'' Ojczyzna to dla niego- te krążące bociany; łoś sadzący przez olszynowe gąszcza, śpiewny głos matki wołający go na obiad, pierwszy wiersz, co pozostał w pamięci jak cukier na dnie nie dopitej kawy; zapach gorącego chleba..''

Jak można nie pokochać takiego sposobu pisania?

niedziela, 1 stycznia 2012

Czytanie w Nowym Roku i rozwiązanie konkursu..

Nie jestem w stanie przewidzieć jak to będzie z czytaniem w tym roku, ale jedno jest pewne- nabrałam olbrzymią chrapkę na stare książki wyszukane na allegro. Już jedną porcję dużego stosiku mam w domu, a połykanie tych trochę zapomnianych lektur świetnych pisarzy jest dla mnie niesamowitą przygodą- wkrótce podziele się z wami refleksjami i może też wam się troszkę udzieli. Właśnie wyszukuję kolejne pozycje do stosiku na allegro.. a skarby są takie, że zacieram rączki z euforii. Naprawdę dochodzę do wniosku, że radość jest większa niż trzy przeciętne nowości z empiku, które podparte są jedynie wielką reklamą. Tak więc w najbliszym czasie większość recenzji to złotka z moich łowów na necie..i to najczęściej za grosze. Oczywiście po nowości też sięgnę jak i po kolejne pozycje nieprzecztane z błękitnej biblioteczki.  Obiecuję też zaległy post mojej podróży śladami pisarki Lucy Maud Montgomery po jej domu, w którym się wychowała a ja go zwiedziłam podczas pobytu w Kanadzie.

Nowy Rok, niech Wam się spełni wszystko o czym marzycie. Miłośc i zdrówka życzę, bo bez tego nie ma nic.

A oto rozwiązanie konkursu, w którym wzięło udział 25 osób. Na zdjeciu oczywiście widać 3 regały, choć tak naprawdę w Błękitnej Biblioteczce jest ich cztery:) Ale poprawna odpowiedz według zdjęcia to 3.
Przygotowałam losy, mąż wyciągnął karteczkę a szczęśliwą osobą okazała się:
Iwona Popek.
Gratuluje i proszę o kontakt na meila:)