wtorek, 11 grudnia 2012

''Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu'' Zbigniew Korpolewski


Wpadłam do pociągu i nie mogę się zatrzymać. Przedział nazywa się literatura faktu, a dokładnie wspomnienia i biografie. I wyjść nie mogę. Leci hurtem, czytam i czytam...na belerystykę jakoś nie mam ani głowy ani ochoty...ale może magia błekitnej biblioteczki podziała, jak napiszę o tym to może zaraz przejdzie? Bywało i tak. Myślę też, że gdy dojdzie do mnie niebawem stosik zamówiony z merlina, to się zmieni cykl czytelniczy. Narazie się nie zanosi..W każdym razie jest jak jest...kolejna wielka osoba. Kapelusze. To pierwsze słowo, które wpada mi do głowy gdy myślę o tej kobiecie, skojarzenie bliskie wielu ludziom. Wielka osobowość, nieposkromniona, ogromna witalność, energia i pozytywne nastawienie do życia...Hanka Bielicka. Tyle dekad i tyle sukcesów, wielkiej pracy i pasji. Trudno zabłysnąć w kabarecie, utrzymać się przez tyle lat..i jeszcze zdobyć sławę i mieć swoją własną niepowtarzalną markę. Hanka to miała. Wspomnienia przyjaciela ujawniaja wiele ciekawych informacji, podsumowują dorobek artystyczny, opisuje z humorem wdzięk, usposobienie artystki...oczywiście jest i droga do kariery, dzieciństwo...jeśli mam się do czegoś przyczepić to hm...może troszkę zbyt dużo refleksji na temat samego kabaretu, jego formy itp. Ale i tak, była to lektura bardzo ciepła i ciekawa. Jak miło obcować z takimi ludzmi choć na chwilę poprzez magię książki!

2 komentarze:

  1. Postać z jaką kojarzy mi się ogromne poczucie humoru, geniusz komedii i piękne kapelusze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja właśnie czytam tę książkę w ramach naszego DKK;)
    Świetna lektura:)

    OdpowiedzUsuń