poniedziałek, 8 października 2012

Monika Richardson: '' Pożegnanie z Anglią''

Pierwsza myśl po tej lekturze-ludzie, którzy myślą za dużo i wnikliwie- mają przerąbane. Wiem, że ta pozycja ma na celu pokazania różnic- między nami Polakami a Anglikami i są tutaj rzetelnie przedstawione różnice w takich nawet drobnostkach, jednak wszystko oparte na prywacie pani Moniki Richardson. I choć lektura ciekawa to trochę mnie ta książka wpieniała i irytowała- właśnie ta mini spowiedz. Od razu prostuję- nie denerwuje mnie ta silna, przebojowa część osobowości Moniki Richardson- podkreśla to również w ostatnich wywiadach- że nie wstydzi się być sobą, że jest kobietą, która kocha być aktywna zawodowo i nie godziła się nigdy i nie godzi na bycie ofiarą i ma prawo być szczęśliwa. Super. Fajnie, że taka jest i ma odwagę taką być.

 Ale ta jej miłość do Anglii od dziecka- jako przepustka do lepszego swiata, fascynacja językiem, uwielbienie dla bycia wśród snobów, klasy wyższej, która tak ją zawiodła i nie wpuściła w swoje szpony bo taka okropna mentalność a ta tak się starała- to już dla mnie trochę za dużo. Irytująca jest ta piekielna potrzeba być ''ą'' i ''ę'', jak ona próbowała się wkupić w tamten świat.  Ta jej ambicja i zacięcie bycia Angielką. Wiem, że dziennikarka jest z pokolenia, którym Zachód jawił się jako przepustka do raju, ale w jej przypadku- dochodzę do wniosku- to była jakaś choroba raczej. A już po przeczytaniu zdania iż zawsze najpierw myśli o innych i że wyrzekła się swoich tradycji polskich by mężowi zapewnić komfort, bo jako angol tego co inne nie cierpiał- to ogarnęło mnie zdumienie. Nie jestem aż tak świetnie wykształcona jak ta pani, nie miałam nigdy tak intelektualnych aspiracji i nie byłam prymuską w szkole- ale serio, nigdy mi przez myśl nie przeszło by być irlandką oraz dla męża fina wyrzekać się moich polskich korzenii i zwyczajów. Więc mało wiarygodne dla mnie takie gadanie, serio, albo się nie dobrali, albo jest jakiś drugi cel w takim zachowaniu. Jakoś mi to się nie składa. I te trzymanie nazwiska po pierwszym mężu Amerykaninie, na co to? Bo swietnie brzmi? A czemu nie panieńskie, jak jest tak wyzwolona i do przodu.

Piękna kobieta, ale ciężka chyba w obcowaniu. Niby fajna i ludzka a egzaltowana i z topornymi zasadami. Ta książka budzi we mnie dziwne emocje. Ciekawa a jednocześnie bardzo irytująca, bo pełno prywaty  włącznie z tym jakie buty nosiła jej teściowa.
Różnice kulturowe- to zawsze niesamowicie dobry temat i wciągający- ale ta książka ma w sobie jakiś niesmak. Bardziej niż te różnice kulturowe, rzuca się obraz dziennikarki, jej charakter i sposób bycia i recepta na życie w planach i działaniach. Naprawdę ciężko ją lubić choć ta pani chce dobrze na pewno.

27 komentarzy:

  1. Nie wiem, czy ta pani chce dobrze, rwie cudzych, wielodzietnych mężów, bo jej się należy szczęście i nie godzi się na to, zeby nie mieć tego, co chce. A my potem musimy o jej miłości do Zamachowskiego wysłuchiwać. Gdyby się tak zdarzyło, że go zostawi, albo on ją, to będzie nowa książka, o tym jakie on buty nosił i co ją w nim denerwowało i dlaczego nie można się wiązać z mężczyznami poniżej 1.70
    Mierzi mnie to jej gadanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaszczele cię, kasia. Dostałam ataku smiechu po twojej notce..

      Usuń
    2. Najbardziej irytujące jest to że pani Richardson twierdzi iż jest irytująca dla welu kobiet rzeszy kobiet niespełnionych zawodowo itp, a j uważam że to bzdura. są w życiu ważniejsze rzeczy niż zaspokajanie własnego Ego na własnych warunkach.

      Usuń
    3. tak, to jest obłęd, że ona takie głupoty gada i jeszcze w to wierzy. Poza tym nie wiem, gdzie ona tak spełniona zawodowo, bo jak na razie żadna telewizja jej nie chce, a te jej książki, proszę cię, na Nobla chyba nie mają szans, a rozrywka to dla wielu osób wątpliwa

      Usuń
  2. Nie podoba mi się postawa tej kobiety i nie będę marnować czasu na jej wynurzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie najbardziej poraziło to, kiedy przed końcem książki wyznała, że przez tyle lat ani razu nie pokłóciła się ze swoim mężem i to był chyba zły znak. :D Na to rzekłam do mojego narzeczonego (który też jest Szkotem) że skoro my też się nigdy przez tyle lat nie pokłóciliśmy, to znaczy, że nie powinniśmy brać ślubu ;-) Do końca książki nie doczytałam bo została mi zabrana i schowana :P ale to chyba dobrze że nie doczytałam jej do końca :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie ten fragment gdy pisze, że Zbyszek w nerwowych sytuacjach mówi do niej używając imienia byłej żony. Co w takim razie w takiej chwili czuje ta była kobieta? I nie chodzi mi o to kto kogo zostawił i dlaczego, nie wnikam, ale tak upubliczanie tak prywatnych rzeczy? Nie liczenie się z nikim, kompletnie, tylko z własnym EGO bo 'MAM PRAWO DO SZCZĘŚCIA'' -owszem, ale wypadało by z klasą.

      Usuń
  4. Mnie najbardziej 'rozbroił' moment w którym pani R. pisze, że przez 12 lat małżeństwa NIE pokłóciła się z mężem ani razu i to był według znak, że to małżeństwo skończy się rozwodem. Na to ja rzekłam do mojego narzeczonego (też Szkota), ze skoro przez tyle lat bycia razem my też nie pokłóciliśmy się ani razu, to znak że nie powinniśmy brać ślubu :P Książki nie doczytałam do końca bo została mi zabrana i schowana :D ale to może lepiej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, w tej książce wszystko jest wyssane z palca by dorobić ideologię, która pisarce pasuje

      Usuń
  5. To na pewno nie książka dla mnie ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolejna książka, którą będę omijać szerokim łukiem. Pomijając mało przyjemny aspekt osobowości pani Moniki, który jawi się tu jak na dłoni, jakoś nie czuję potrzeby słuchania spowiedzi wyzwolonej kobiety z aspiracjami :/ Również czuję się zniesmaczona.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bardzo podobne odczucia miałam po "Marzeniach..." D. Wałęsy. Niby fajnie, niby chciała dobrze, ale niesmak po lekturze wielki. Wracając jednak, do Richardson... Mierzi mnie ta Pani ostatnio mocno. Abstrahując już od jej nowego związku o którym tak radośnie wszem i wobec rozpowiada, to właśnie ta postawa "ą" i "ę" wychodzi z niej w ostatnim czasie każdą stroną. Nie mam też litości dla tesktów "dla niego zrezygnowałam z polskich tradycji". Maaaaatko jedyna! Co to za facet, że wymaga czegoś takiego i co to za baba, która na to pozwala?! Nie jestem jakąś maniaczką odnośnie polskości, ale mieszkam od lat w Niemczech i wiem, że równie ważne co szeroko pojęta intergracja, jest pamięć o własnym pochodzeniu, a już zwłaszcza jeśli w związku są dzieci.

    Chyba nie sięgnę po tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie.Wiesz, w tej książce są ciekawe informacje ale przebija przez to wszystko ciężka osobowość tej pani. Niby chce być fajna a jednoczesnie EGO tak wielkie i ambicje, że serio, strasznie to irytujące jest.

      Usuń
    2. I to właśnie jej ego doprowadziło do rozpadu tego małżeństwa.... przecież nie od dziś wiadomo, że nie można mieć wszystkiego.... no ale w końcu ważniejsza jest przynależność do brytyjskiej ynteligencji niż miłość....

      Ja się nie dziwię, że nie chcieli wpuścić jej w swoje kręgi.... może od razu poznali z kim by mieli do czynienia ;-)

      Usuń
    3. I to właśnie jej ego doprowadziło do rozpadu tego małżeństwa.... przecież nie od dziś wiadomo, że nie można mieć wszystkiego.... no ale w końcu ważniejsza jest przynależność do brytyjskiej ynteligencji niż miłość....

      Ja się nie dziwię, że nie chcieli wpuścić jej w swoje kręgi.... może od razu poznali z kim by mieli do czynienia ;-)

      Usuń
  8. Rozumiem, że ważne w życiu jest realizowanie własnych marzeń, jednak nie wtedy, kiedy odbywa się to kosztem innych. Rozumiem, że związki się rozpadają, a byli partnerzy wchodzą w nowe relacje, ale obowiązuje szacunek dla tych eks, odrobina pokory. Tym bardziej, ze brak szacunku dla matki dzieci partnera jest brakiem szacunku do partnera. A jak można mówić o miłości bez szacunku? Moim zdaniem nie można. I nie ma co sobie mydlić oczu..

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie nie i jeszcze raz nie! Nie trawię pani Moniki R. Gdy widzę ją w tv przełączam kanał, ona jest taka.. nie wiem jak to określić.. niby ładna, miła powierzchowność ale coś mnie od niej odrzuca. Chyba to jej gadanie bez sensu i takie właśnie za wszelką cenę chęć bycia ę ą. Po co ona książkę napisała? ;> Bo ma parcie na szkło, a nie, to że ma coś ciekawego do przekazania. Daruję sobie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i nawet baba nie rozumie, że ludzie mają po prostu klasę lub nie, nie da się jej zagrać lub udawać. Ona niby taka gładka, a gdzie nie gdzie dziadostwo charakteru jakieś przebija.

      Usuń
  10. Czy ktoś zna dobre, sprawdzone książki o tej tematyce, ale bez tej kobiety? Byłabym bardzo wdzięczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jak byc cudzoziemcem" jest calkiem fajne. I jeszcze podobno "Przejrzec Anglikow" Kate Fox, ale tego nie sprawdzilam osobiscie :)

      Usuń
    2. Liddy..heheh toś dała komentarz..i wszystko w temacie.

      Usuń
  11. Ja jestem bardzo dotknieta tytulem. Bo przyznam ostrzylam sobie zeby. Pozegnanie z Afryka jest na pierwszym miejscu listy ksiazek ktore zmienily moje zycie i kocham Karen wlasnie za to ze pisala o Afryce a nie o sobie. Owszem duzo mozna sie dowiedziec o samej Karen, ale to miedzy wierszami. Jej sytuacja byla w sumie jak z dzisiejszych portali plotkarskich, ale z ksiazki sie tego nie wyczyta, bo ksiazka jest wlasnie - o Afryce. Z cudowna wrazliwoscia, otwartoscia, poczuciem humoru, fantazja. Wiec ja liczylam na cos takiego - o Anglii. A Anglia, no coz, przynajmniej jedna z komnat mojej twierdzy wewnetrznej to Anglia dziewietnastowieczna i edwardianska, wiec ja kompletnie rozumiem taka absolutna fascynacje. I myslalam, ze to jest dobra podstawa do ciekawej ksiazki. A tu widze Pudelek w miniaturze. Jak ona smiala nawiazywac do Karen? Mam wrazenie ze ona sie mimo wszystko probuje usprawiedliwic i to jedno wskazuje, ze nie jest do konca OK, to co zrobila. Moze mimo wszystko poczytam zeby sie popastwic? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że tytułu nie skojarzyłam z ''Pozegnanie z Afryką'' ...rzeczywiście..teraz wiedząć też mnie ten tytuł denerwuje..i przeraża, bezczelność.

      Usuń
  12. Nie miałabym ochoty na czytanie spowiedzi celebrytki, nawet gdybym nie poznała Twojej opinii. Wyjątkowo nie znoszę snobów podlizujących się Anglikom na poziomie czyszczenia butów. Jestem z pokolenia, gdy wyjazd na Zachód był nieosiągalnym najczęściej marzeniem. Pamiętam jak mi się nie podobał pełen egzaltacji tekst koleżanki z liceum, która wybierała się na studia na anglistykę: "jak ja uwielbiam wszystko co angielskie!!!".
    Znam również przypadek, gdy matka nigdy nie mówiła do swoich dzieci po polsku - to dla mnie niewyobrażalne. Używała tylko języka ojczystego męża, argumentując tym, że nie chce obniżać wartości dzieci w tamtym środowisku. W rezultacie te dorosłe już dzieci chcą się uczyć teraz polskiego, żeby się między innymi dogadać z polską rodziną.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zerknęłam na Twoją recenzję, bo przed chwilą sama napisałam swoje zdanie na temat tej książki. Cóż, wrażenia mamy trochę podobne, choć nie do końca ;)))

    OdpowiedzUsuń