czwartek, 20 września 2012

Marian Keyes: ''The Mystery of Mercy Close''

Nie wiem czy w Polsce Marian Keyes jest popularna, ale tutaj w Irlandii to jedna z najbardziej uznanych pisarek. Ludzie generalnie ją uwielbiają i czekają ze smakiem na kolejną powieść. Wszystkie jej książki są lekkie i niesamowicie wesołe, pełne humoru że boki można zrywać.

 Mam za sobą  sześć przeczytanych książek i bez zastanowienia po długiej przerwie sięgnęłam po tę świeżą ''bułeczkę''. Znowu wracamy do rodziny Walsh'ów, tym razem opowieść jest o Helen. Warto zaznaczyć- książek Marian Keyes nie trzeba czytać w kolejności by pokochać tę rodzinę, każda opowiada o innej córce i zawsze mamy też coś o charakterystycznych rodzicach. W tej rodzinie nikt się ze sobą ''nie pitoli'', jest szczery do bólu a nawet więcej.
Nie można pisarce odmówić świetnego humoru, sarkazmu,trzyma poziom jak zawsze tylko że opowieść Helen nie jest w niczym zaskakująca dla czytelnika, który ma na koncie poprzednie książki. Niby chodzi o zagadkę kryminalną ale to tylko sposób autorki by opowiedzieć o depresji głównej bohaterki. To też już było. W zabawny, przejmujący sposób- to fakt, bo główna bohaterka tropi członka niegdyś słynnego boysbandu- super jest tutaj wyśmiane ten typ zespołów- jak były tworzone i na czym polegał ten twór. Na pewno książki Marian Keyes uczulają na temat depresji, można poniekąd bardziej zrozumieć tę chorobę, która nie nie ma nic wspólnego z''widzi mi się, jestem leniwa i użalam się nad sobą''. Ale jak mówię, myślałam, że pisarka wplecie coś zupełnie innego. Rozumiem, że sama boryka się od lat z tą chorobą, ale oczekiwałam czegoś nowego. Lubię jej wywiady na youtubie, bo jest niesamowicie dowcipna i sarkastyczna.

Moja ukochana powiesć tej pisarki to ''Is anybody out there?''- i szczerze polecam- ukazała się w Polsce.
W każdym razie  nowa kisążka pisarki trzyma poziom, dla tych co nigdy nie mieli styczności z autorką- pewnie sie spodoba, wiernym fanom również. Osobiście jestem zadowolona ale nie do końca. Lubię być choć trochę zaskakiwana przez ukochanych pisarzy.

16 komentarzy:

  1. właśnie czekałam na Twoją opinię o tej książce, co prawda na razie nie uda mi się jej przeczytać (nie wydana w Polsce), ale może kiedyś... mam nadzieję, bo autorkę bardzo lubię, mam do niej jakiś taki sentyment, jedna z pierwszych autorek, które czytywałam jako nastolatka i studentka...:) i nawet zaraziłam nią parę innych osób.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo rzeczywiście jest dowcipna i wesoła, przejmująca i momentami wzruszająca:))

      Usuń
  2. Faktycznie, szkoda, że w każdej książce można przewidzieć dalsze zdarzenia, a wszystkie są "na jedno kopyto", aczkolwiek nie miałam jeszcze przyjemności zapoznać się z twórczością tej autorki, więc chętnie sięgnę po jakąś powieść, która wyszła spod jej pióra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie kwestia przewidzenia w jej przypadku, ale zwyczajnie tematyki, którą rozwija.

      Usuń
  3. Kiedyś chciałam się zapoznać z twórczością tej autorki. Zaczęłam od audiobooka "Sushi for beginners" i był to jedyny audiobook jakiego nie mogłam dosłuchać do końca, z tym, że nie z powodu treści książki, ale z powodu lektorki. Książkę czyta Caitriona Keyes. Nazwisko wskazuje zatem na rodzinne koligacje z autorką toteż wygląda na to, że akurat ta książka nie jest czytana przez profesjonalnego lektora. Po twoich rekomendacjach chętnie jednak zapoznam się z jakąś książką Marian Keyes. Tym razem sięgnę po drukowaną wersję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi znowu chick-lit czyta się lepiej po angielsku niż po polsku, nie wiem czemu. Może to ma wpływ na odbiór? nie wiem.

      Usuń
    2. Ja mam zasadę, że jeśli coś było napisane po angielsku to czytam to po angielsku, jako że czasami książka traci trochę uroku przy tłumaczeniu a także dlatego, że do książek po angielsku mam łatwiejszy dostęp.

      Usuń
  4. Ja też (jak w komentarzu wyżej) czytałam tylko Sushi for beginners (po polsku to chyba też wyszło) i bardzo mi sie podobało. Raczej nie czytam literatury typu chick-lit, nie ciągnie mnie, ale to była bardzo przyjemna odmiana i chętnie przeczytam coś więcej tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to mistrzyni chick-lit:) poprostu jest śmiesznie hihih

      Usuń
  5. Brzmi ciekawie. Czytalam tylko Lucy Sullivan wychodzi za maz i bardzo pozytywnie bylam zaskoczona. Na poczatku spodziewalam sie rzeczy wylacznie humorystycznej i ta zmiana tonu mnie zaskoczyla. Ale naprawde dobrze zrobione. I kupilam sobie ksiazke kucharska Marian :)

    Piszesz ze spodziewalas sie ze wplecie cos zupelnie innego czyli co konkretnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ..że nie będzie o depresji ponownie.

      Usuń
    2. No patrz a ja zrozumialam z opisow ze depresja to tylko w ostatnim tomie, tym o Helen. Nawet sobie Wakacje Rachel zakupilam, ale tam tez sie na depresje nie zanosi, choc niewesolo jak na chick-lit...

      Usuń
  6. Uwielbiam ją. Wiem, że to nie jest ambitna literatura, ale jakoś mi bliskie to poczucie humoru.
    Nie lubię tylko arbuza.
    Wakacje Rachel za to - to naprawdę bardzo dobra książka - i chyba nawet nie jest to już chik-lit. Moim zdaniem lepsze to niż wiele innych książek uważanych za tzw poważną literaturę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po Twojej recenzji chętnie sięgnę po tą książkę. Może akurat i mnie przypadnie do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo tę autorkę lubię. Pisze lekko zabwnie i mądrze: )

    OdpowiedzUsuń