środa, 12 września 2012

''Madeleine. Our daughter's disappearance and the continuing search for her'' Kate McCann

Uciekła mi ta sprawa. Nie pamiętam co już wtedy robiłam i gdzie byłam, ale musieliśmy podróżować z mężem. Tak więc nie byłam bombardowana wiadomościami codziennie na temat zaginięcia małej Madeleine, nie widziałam tabloidów z szokującymi nagłówkami, wymysłami, podejrzeniami, nie wydałam osobistego wyroku. Ponoć wszyscy o tym mówili i jak wiadomo z czasem każdy miał już tego dość bo jak zwykle po wielkiej ekstytacji i przeżyciach przychodzi przesyt- a media są w tym genialne.
W każdym razie coś tam po łepkach wiedziałam, że rodzina na wakacjach w Portugalii, jedli kolację z przyjaciółmi, dzieci same śpiące w pokoju i ktoś porwał Madeleine.

Byłam w Tesco na lodówkowych zakupach i tak nagle ta książka przykuła moją uwagę, nie pytajcie dlaczego, mam prawie czteromiesięczne dziecie, to chyba ostatnia z możliwych lektur po które warto siegnąć w takim czasie. A jednak.
Przejmująca książka matki, która detalistycznie opisała co się wydarzyło przed i po. Współczuje tym ludziom strasznie, jedna, mała decyzja i życie staje się koszmarem. Wiem jak jest na wakacjach all- inclusive, przestaje się myśleć, ludzie luzują, to przecież odpoczynek, wszystko masz pod nosem. No, ale. Dzieci nie zostawia sie samych nigdy i pod żadnym pozorem. Może łatwo sie mi to pisze, bo mam mamę, która z nami pojedzie w styczniu i wieczorami będzie w pokoju hotelowym z Heniem, a ja z mężem będziemy mieć te dwie -trzy godzinki dla siebie. Inaczej bym nie jechała i kropka. Ale jak jest gdy nie masz pomocy, masz półtoraroczne blizniaki, trzyletnią dziewczynkę. Jedziesz z dużą grupą znajomych, czujesz się bezpieczniej, od restauracji do pokoju czterdzieści sekund drogi, co pół godziny idziesz sprawdzać czy dzieci śpią..Trójka malutkich dzieci to praca ponad moje wyobrażenia..a tu wakacje, słoneczko..i jak napisałam jedna decyzja..i koszmar.

Matka w tej książce siebie nie wybiela, przyznaje że to był błąd, ale kto sie spodziewa czegoś takiego w bezpiecznym kurorcie? Jedno jest dla mnie bardzo dziwne, daleka byłam od oceniania i wieszania psów na rodzicach...ale jednego totalnie nie rozumiem. Ich apartament był na totalnym obrzeżu kurortu, przy bramie bocznej. Nie w środku nad recepcją, ale przy samym końcu, za bramą której jest ulica..nie rozumiem, że ten fakt nie miał wpływu na to, że dzieci nie zostawili samych. Przecież to są bezwarunkowe myśli każdej matki, o tym się nie dywaguje. Jak kładę Henia w bujaczku na stole w kuchni, bo on taki Big Brother- ja gotuję obiad, on śledzi mnie wzrokiem i obserwuje i gotuje ze mną- ale kładąc go w bujaczku zawsze patrzę na lampę, która wisi nad stołem, przesuwam tak bujaczek by nie była lampa nad głową Henia- to są bezwarunkowe odruchy, jeden z milionów, które się pojawiaja czy chcesz czy nie, gdy stajesz się matką-chronienie własnego dziecka.  Dlatego to dla mnie dziwne, że miejsce apartamentu nie przeczuliło rodziców, by jednak inaczej rozegrac wieczorne kolacje w gronie znajomych. Poza tym to ludzie wykształceni, lekarze, starali sie wiele lat o pierwsze dziecko- Medaline. Tyle paradoksów..
Smutno było mi czytając tę książkę( oczywiście zaraz upewniłam się czy drzwi w domu są pozamykane), nie jest to może lektura do polecenia, ale raczej dla takich osób jak ja, które nie miały pojęcia o tej sprawie i naszła ich ochota wklimienia się jak to było plus dochód z ksiażki jest wykorzystany na prywatne sledztwo rodziców, które prowadzą sami.
Dzieci są najcenniejszym skarbem jaki posiadamy. Mam nadzieje, że nic już takiego nigdy się nie wydarzy a mała Madeleine się odnajdzie...bo nadal jest poszukiwana.

17 komentarzy:

  1. Pamiętam jak usłyszałam o tej sprawie pierwszy raz, ogromnie mną wstrząsnęła bezmyślność rodziców. Mam sześcioletnia kuzynkę, pamiętam jak zostawałam z nią sama, jak miała niespełna dwa lata, a ja... piętnaście. I nigdy mi nie przyszło do głowy, by wyjść bez niej nawet do drugiego pokoju, brałam ją do kuchni, gdy grzałam jej mleko, a nawet jak musiałam do łazienki to ją zabierałam... A przecież dorośli powinni być jeszcze bardziej opiekuńczy zwłaszcza, że to ich własne dziecko, a nie krewnych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nie wstrząsnęła bezmyslność, ja tej kobiecie współczuje, widziałam na youtubie wywiady z nimi- zacisnięta szczęka, nerwica co po twarzy widać..ta kobieta przeszła i przechodzi piekło i nigdy to nie minie dopóki się mała dziewczynka nie odnajdzie..:(((

      Usuń
  2. Strasznie dużo czasem lekkomyślność kosztuje, te lata poszukiwań i zastanawiania się nad losem własnego dziecka. Koszmarna historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszmar nadal trwa...i to jest najgorsze...

      Usuń
  3. Ja byłam w UK akurat wtedy. Pamiętam ogłoszenia na wszystkich szybach wystawowych i Madeleine na okładkach tabloidów, gazety pisały o tym nieustannie. Trzymałam kciuki za pozytywne rozwiązanie, ale niestety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ktos chodzi po tje planecie i wie co się stało...smutne strasznie..

      Usuń
  4. Kiedy sie ma pierwsze dziecko to czlowiek straszliwie latwo panikuje. Lekko podwyzszona temperatura i wizje zapalenia opon mozgowych. Dziecko sie zmaga z opanowaniem ukladu wydalniczego a ty dzwonisz do mamy w panice ze äle ona cierpi!!!". Chowa sie stojak z nozami w obawie przed ewentualnym wlamywaczem (vide: Nigella Lawson). Czlowiek przezywa chwile paniki przed wyjazdem do Portugalii "bo przeciez tam porwali Madeleine" Wszystko wydaje sie zagrozeniem. Paradoksalnie oczywiscie nie ustrzeze sie dziecka przed wszystkim. Moze spasc, moze wyrwac sie podczas spaceru i wybiec na jezdnie itp. OCZYWISCIE NIE MOWIE ZE WOLNO JE POZOSTAWIAC SAME W DOMU BEZ DOZORU albo lekcewazyc oczywiste zagrozenia. Generalnie przy drugim dziecku panikuje sie mniej i na ogol jest to pozytywne zjawisko - znacznie mniej stresu dla ciebie i dziecka. I czasem idzie sie w tym za daleko jak widac. Jesli zdecydowali sie wyjsc to prawdopodobnie nawet nie pomysleli o tej bocznej bramie. Zalozyli ze jest zamknieta i juz. Tak mi ich zal, czesto o nich mysle, to musi byc przedsionek piekla albo pieklo samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz pewnie rację, każdy tak mówi, ponoć drugie dziecko chowa się inaczej, mnie stresów, człowiek nie panikuje..no i zgadzam się czasem jednak za daleko może to pójść:( mi też ich żal, ta babka była niedawno w tv, bo na youtubie widziałam- znerwicowana, zaciśnięta szczęka jak mówi..nie wiem jak ona daje radę..naprawdę..

      Usuń
  5. Sprawa chyba do dzisiaj nie została wyjaśniona , wtedy pisano o tym mnóstwo, były nawet podejrzenia, że zabili córkę.
    Mnóstwo niejasności , ale nie widziała, że jest o tych faktach książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, ale oskarżenia w ich strone zostały oddalone.

      Usuń
  6. Mnie wkurzają spekulacje na temat zaginięcia dziecka. ludzie tak szybko oceniają i stawiają wyroki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak bywa jak coś budzi wielkie emocje i codziennie dostaje się dawkę kolejnych informacji- a raczej spekulacji

      Usuń
  7. Nie miałam pojęcia, że na temat porwania małej Madeleine powstała książka. Co nieco słyszałam o tej sprawie. Nie wyobrażam sobie cierpienia rodziców żyjących w niewiedzy co stało się z ich córeczką, chociaż według mnie zachowali się nieodpowiedzialnie zostawiając dzieci w obcym bądź co bądź miejscu.

    Może jestem przewrażliwioną mamą, ale gdy widzę wózek z maleństwem zostawiony na chodniku przed sklepem, a mama robi zakupy w środku mam ochotę wejść i potrząsnąć taką kobietą. Po co kusić zły los?

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie takie książki rozkładają totalnie. Sama jestem mamą i nie wyobrażam sobie, jak wyglądałoby moje życie, gdyby przytrafiła mi się taka historia. Pamiętam tę sprawę dokładnie, też mnie dziwiła beztroska rodziców, ale tak łatwo się ocenia, i tą swoją oceną można skrzywdzić człowieka, więc zamiast tego wolę mieć nadzieję, że dziewczynka żyje i kiedyś wróci do rodziców...

    OdpowiedzUsuń
  9. zdaje się, że jest druga książka o Maddie - tyle tylko, że demaskująca jej rodziców. Szczerze mówiąc powyższa lektura, którą opisujesz odrzuca mnie od razu na wstępie - rodzice mogli darować sobie pisanie książki, bo to tylko potwierdza tezę o chęci rozgłosu i zarobku.

    OdpowiedzUsuń
  10. O tej sprawie było głośno i coś tam słyszałam, ale nie wiem zbyt wiele, więc chętnie sięgnę po tę książkę.
    Nie wyobrażam siebie w takiej sytuacji i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała. To musi być okropne uczucie, którego nie można życzyć nawet wrogom. Nie wiem dokładnie jak to wszystko wyglądało, ale przyznam, że ja mając pod opieką dziecko, cały czas patrzę co robi i nie spuszczam z niego oka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda Małej, taka śliczna dziewuszka. Nie, nie mogę czytać na razie takich książek. Moja kondycja psychiczna jest w rozsypce po takich lekturach. Bardzo mi żal rodziców Madeline. Ale napisać o tym książkę? no nie wiem...

    OdpowiedzUsuń