środa, 8 sierpnia 2012

Książka, która znalazła mnie...czyli poprzez pewne odwiedziny, rodzinne tajemnice okryłam powieść : ''Iwa zielona'' Franciszek Sikorski

Cztery lata temu pojechałam na Dolny Śląsk odwiedzić siostrę mojej nie żyjącej już babci. Ciocia mieszkała w wielkim domu otoczonym orzechowcami, właściwie drzewa tajemniczo zasłaniały cały dom. Wiekowa ciocia miała ku mojemu zaskoczeniu głos identyczny jak moja babcia stąd było to emocjonalne spotkanie- ale charaktery miały jednak różne. Jak ciotka zaczęła gadać tak skończyć nie mogła. Nie przeszkadzało mi to jednak wcale, wypytałam ją o naszą rodzinę, o przeszłość, o życie ''Za Bugiem'', bo moja rodzina to przesiedleńcy z Ukrainy z Uszni dlatego urodziłam się na Ziemiach Odzyskanych- pomorze zachodnie.

 Oj co to było za spotkanie..spisywałam wszystko. Ciotka otworzyła piekarnik, w którym trzymała pudełka ze zdjęciami, wiele z nich mi podarowała. To było niesamowite, dowiedziałam się dużo o rodzeństwie mojej babci, jak się moja babcia z dziadkiem poznali i wiele, wiele innych rzeczy..bezcenne. A wiekowa ciotka to była niezłym ziółkiem za młodu;) Uprzedzono mnie bym nic u cioci nie jadła bo słynęła przez dekady z przeterminowanej żywności, którą szykowała na zaś. Rzeczywiście, trzy lodówki w domu, pełne słoików z sałatkami itp itd...no ale wypadało coś zjeść- padło na kiełbaskę- trzy dni jeżdziła mi po żołądku, a że nie męczyłam się w toalecie to zganiam to na mój mocny żołądek. Choć ciocia wygadana- o czasach wojny nie umiała mówić otwarcie- wiadomo..jak nieludzkie były to czasy i jak ci co przeżyli też byli emocjonalnymi ofiarami.

Ale przejdzmy do rzeczy..
Ciotka Stasia w pewnym momencie wstała i przyniosła tę o to książke- i podarowała mi ją. Nigdy o niej ie słyszałam...czekała na mnie cztery lata zanim tu w Polsce postanowiłam w końcu zdjąć ją z półki i przeczytać. Pewien felietonista dostaje pewnego dnia list od pensjonariuszki domu dla starszych, schorowanych ludzi. Postanawia tam się udać i odkrywa, że kobieta, która napisała do niego to Marta- znał ją w za młodu, w czasie wojny. I tak oto znalazłam się na Ukrainie..powiem tyle - dzięki tej powieści zrozumiałam więcej, powieść ciekawa bo moja rodzina tam żyła..uświadomiłam sobię bardziej jak musiało wyglądać ich życie i przez co przeszli moi przodkowie..jest historia miłosna i kawałek historii.

Mnie zawsze interesował los moich przodków, bo przecież nie urywamy się z choinki..dzięki spotkaniu z ciocią dowiedziałam się jacy byli, ich charakter, usposobienie..Uśmiechałam się do siebie ra po raz, bo mam pewne identyczne cechy, a dzięki tej powieści przez chwile znalazłam się w ich życiu i czasach , w których żyli. Usznia to wioska na Ukrainie, gdzie żyli moi pradziadkowie, wspomniana w książce. Domu mojej rodziny już nie ma, ale ulica ta sama ponoć, moja ciocia tam wróciła kiedyś...wzięłam adres.

Pojadę kiedyś i ja.

A wy kochani póki macie babcie i pradziadków...pytajcie. Kiedyś przychodzi czas, kiedy żałuje się, że o tyle rzeczy można było spytać, wypytać...a potem okazuje się że już za pózno. 

2 komentarze:

  1. W ogóle o tej książce nigdy nie słyszałam

    OdpowiedzUsuń
  2. Też jestem ciekawa swoich przodków, i łykam wszelkie historie który wypływają z ust mojej rodziny.

    OdpowiedzUsuń