wtorek, 8 maja 2012

''Małe trzęsienia ziemi'' Jennifer Weiner

Po cichu miałam nadzieję, że będzie więcej o perypetiach kobiet w ciąży, którym hormony walą w łep- a to są historie rzeki co się wtedy wyrabia w domu wobec najbliższych. Można by zapisać tysiąć stron. Coś o tym wiem :) Nie proście bym zaczęła przytaczać przykłady bo do wieczora bym nie skończyła..;)
 Weśmy na przykład coś, co ujawnia się niektórym ciężarówką tzn'' teorie spiskowe''. Dopiero w ciąży jest mi naprawdę szkoda ludzi, którzy na codzień mają skłonność do teorii spiskowych- ten jest dziwny, ta raz mówi tak, za chwile inaczej, poobserwuję i sobie udowodnie że mi z tą osobą ''nie po drodze'' bo wszyscy są przeciwko mnie i szykują atak! O tak!. Jak wiadomo, człowiek gdy chce to sobie tak poukłada wszystko, że przekona siebie jak to ''zna się na ludziach'' Takich osób mi bardzo żal. Oj muszą się nagłówkować..Dobrze, że nie mam takiej natury ufff.

Ale w stanie ciążowym ''teorie spiskowe'' to coś innego. Czemu ich nie ma w tej książce?? to przecież patent na hit. ''Mąż położył paprykę na niższą półkę niż normalnie- specjalnie to zrobił przeciwko mnie!'', itp, itd....Szkoda, naprawdę. Bo oto mamy powielane tematy- kilka kobiet, jedna oczywiście standardowo nie może zajść w ciążę lub poroniła, inne mają albo złych mężów, albo głupie teściowe i problemy finansowe. Ile takich powieści i filmów było? Na pęczki.

W każdym razie powieść czytało się średnio co nie znaczy że innym się nie będzie podobało oczywiście. Moim zdaniem jest tysiąc lepszych powieści. A jak już miałabym czytać o ciężarówkach, to chyba jest to jedna z najmniej oryginalnych powieści. Czytadło typu '' z braku laku..''. Przebrnęłam do końca, gdyż mam zasadę, że doczytuję do końca książki co kupuję. Nie było tragicznie, momentami fajnie, ale generalnie ogólne wrażenie: słabe to.

13 komentarzy:

  1. A czytałaś "Zimowe dzieci"? Mnie się bardzo podobała, gdy byłam w podobnej sytuacji :)
    To książka o kobietach w ciąży. Akcja dzieje się w Kopenhadze.
    A "Małe trzęsienia ziemi" przeglądałam kiedyś, lecz nie zainteresowała mnie, więc odłożyłam.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja miałam zupełnie odmienne wrażenie, pochłonęłam książkę w dwa czy trzy dni (po porodzie) i bardzo mi się podobała :) W moje doświadczenie wpisała się świetnie. Ale ja w ciąży byłam aniołem (nie to, co na co dzień...) i nic nie wiem o teoriach spiskowych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz...ja aniołem w ciąży nie jestem...:(

      Usuń
  3. Mi się też książka podobała. Spodziewałam się lekkiego czytadła, jakie to zabawne sytuacje przydarzają się ciężarówkom, a dostałam całkiem konkretną powieść obyczajową. W ogóle mam pozytywny stosunek do powieści Jennifer Weinner :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki nie czytałam ale twoja recenzja mnie zachęciła.Na pewno po nia sięgnę przy najbliższej okazji.Bardzo podoba mi się Twój styl pisania recenzji dlatego dodałam sie do obserwatorów.Jeśli chcesz równiez możesz dołączyć się do obserwatorów u mnie.Serdecznie zapraszam na: www.in-world-book.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie się książki Weinner podobają, od czasu kiedy czytałam "Kochając większą kobietę". Uważam je za dobrzy przykład Hen Lit. Jedna jej książka czeka na półce... Hmmm....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To druga książka tej pani i chyba sobie już odpuszczę, nie czuję zbytnio..

      Usuń
    2. A pewnie, że jak ci nie idzie to się nie mecz!

      Usuń
  6. Ach te hormony... Faktycznie, kobiety w ciąży mają swoje dziwne stany. :) Ja dośc długo myślałam, że to mit... Do czasu, aż zobaczyłam kilka "akcji" mojej starszej siostry, gdy była w ciąży... :) Ale to chyba bywa różnie. Jak zaszła w drugą ciążę, to była już bardziej "ludzka". :D

    Co do książki, to myślę, że spasuję. Może gdybyś wyżej oceniła, to bym kwestię przemyślała, ale wobec takiej a nie innej Twojej oceny, spasuję. :) Pozdrawiam. i zapraszam czasem do mojego recenzenckiego kącika: http://recenzje-nati.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem tego samego zdania co Ty, dobrze, że krótka była ta książka. nic nowego nie wniosła do mojego życia, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń