niedziela, 6 maja 2012

''12 rozmów o pamięci. Oswajanie nieobecności'' Joanna Racewicz

Usłyszałam, że nie powinnam sięgać w tej chwili po ''takie rozmowy''. Nie zgadzam się. Każdy mądry, zostawiający w nas dialog czy opowieść ma sens. Nawet za cenę grochów łez, pochliptywania ze wzruszenia.
Druga książka Joanny Racewicz to kolejne rozmowy, tym razem o oswajaniu nieobecności najbliższych, którzy zgineli w Smoleńsku. O utrwalaniu pamięci o nich. I wspomnienia, z których płynie prosta prawda- życie jest kruche, krótkie, doceńmy każdą chwilę. Takich refleksji nigdy nie za dużo, bo każdy z nas chyba ma tendencję do zapominania o tym. Tak łatwo założyć, że jesteśmy tu na zawsze a to co najgorsze to oczywiście nie dosięgnie nas. Tylko kogoś obok.

Książkę otwiera tym razem rozmowa samej Joanny Racewicz z przyjacielem jej nieżyjącego męża. Trudno przebrnąć bez dużych emocji kiedy opowiada o swoim mężu ta kobieta kojarzy mi się z moim pokoleniem- młodych małżeństw, zaczynających swoje szczęście... tylko jej los zabrał wszystko na samym początku. Na szczęście ma cudownego synka.
 Poraz pierwszy są też spotkania z bliskimi stewardess tego lotu. Rozmowy taktowne, momentami musiałam brać duży oddech..
Czy mężczyzni radzą sobie z dramatem tak samo jak kobiety? Jak oswajamy nieobecność? Wiele tutaj różnych przykładów wyznań o radzeniu sobie z ''życiem po''  I dużo zdjeć..

Przejmująca książka..i poraz drugi...pełno tu miłości, tej co zostaje w nas, której nie da się wymazać a w jakiś sposób ludzie muszą ją przekształcić na coś pozytywnego...Polecam gorąco.

10 komentarzy:

  1. Nie wiem co jest w takich książkach, ale bardzo lubię je czytać. Może "lubię", to nieodpowiednie słowo... fascynują mnie, są takim świadectwem czegoś nieodwracalnego. Chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swiadectwem jakiś prawd..niepowtarzalnych..

      Usuń
  2. Szkoda, że dopiero takie tragiczne wydarzenia muszą nam uświadamiać, jak niepewne jest życie. Z drugiej strony dobrze, że powstała taka książka, bo może pozwoli ona spojrzeć na tę tragedię inaczej niż od strony politycznej, a w końcu wszyscy uświadomimy sobie, że przede wszystkim był to dramat rodzin tych, którzy zginęli. Zapraszam również do mnie: czarnaliterka.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym temacie czytałam "96 końców świata" upłakalam sie strasznie. I zgadzam się, powinno się rozmawiać o tej prawdziwej tragedii nie o politycznej szopce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam też 96 końców świata.I też się spłakałam. Rozmowy Joanny Racewicz są niezwykle taktowne, delikatne a jednoczesnie ''ważne''

      Usuń
  4. Dziś po raz pierwszy usłyszałam o tej książce. Bardzo chciałabym ją przeczytać. Za każdym razem, kiedy widzę Joannę Racewicz w TV, cisną mi się łzy do oczu... Pewnie czytając jej rozmowy zalałabym się nimi cała, ale czuję, że warto... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inez, mam tak samo...jak ją widzę..kiedyś czytałam jej wywiad dla zwierciadła..i ryczałam jak bóbr..ech..

      Usuń
  5. Jakoś nie mogę nabrac przekonania do tego typu literatury. Tragedia rodzin (nie mówię o jej aspekcie politycznym) zostaje przeniesiona z intymnego-sacrum do publicznego-profanum, choc rozumiem, że ktoś może odczuwac potrzebę publicznego opowiadania o swoich zmarłych bliskich i swojej stracie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię takie książki. Takie rozmowy są niezwykłe. Są cenne, są potrzebne. Myślę, że i nam i tym, którzy je prowadzą w równym stopniu. Choć oczywiście inne są tego motywy...

    OdpowiedzUsuń