wtorek, 29 listopada 2011

" Okna " Ewa Pawlik

Książka przypadkiem wynaleziona poczas jednego z  tysięcy seansów pod tytułem '' szperam na necie na stronie merlina -dział- książka ''.
Odrzucenie matki. Wychowywanie się z dziadkami na wsi. Autorka dokonuje głębokiej autorefleksji, opisuje tamten czas niezwykle dokładnie. Zapachy, widoki, sytuacje. Miliony wspomnień. Pisze tak, jak było, bez owijania w bawełnę. Wyłania się z tego kalejdoskopu obraz dziecka, a potem już kobiety bardzo wrażliwej,  a przede wszystkim niosącej w sobie pewną samotność. Książka niezwykle kobieca, napisana starannie, choć niedługa, ma w sobie jakiś własny urok. Może się podobać. Bardzo podobał mi sie opis dziadków...to jak ich postrzegamy jako dzieci i potem...wydało mi się bardzo prawdziwei celne.
Cóż, to kolejna ''nieprzebojowa'' powieść, ale jak najbardziej z pozytywnymi wrażeniami.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Skandynawska powieść obyczajowa: ''Na Syberię'' Per Petterson

Przeniosłam się do Danii, w opustoszałą, północną jej część, gdzie wioski to cztery zagrody. W świat małych portów rybackich, do których dobijają kolejne kutry. Tańczące mewy na szarym niebie, wiszące dywany mgły nad ziemią. Porywisty wiatr. Latarnie na falochronie- miejsce zabaw dzieci. W zimne wieczory opowieści rodziców o przerażających legendach morskich. A na skraju lasu mieszka staruszka Sara, która wróży z fusów, zna wszystkie nazwy roślin i gwiazd. Po wioskach chodzi plotka, że zabiła własne dziecko.
W takiej scenerii rozgrywa się dzieciństwo głównej bohaterki, która sama wraca do wspomnień i bardzo detalistycznie wprowadza nas w ten świat. Opowieść o rodzeństwie, ich wcześnym życiu, doświadczeniach, przeżyciach. Samobójstwo dziadka, chłodni rodzice, zabawy po świt.  Nie sugerujcie się tutułem- to raczej przenośnia niespełnionych marzeń, które weryfikuje czas i życie. Nasz bohaterka marzy o tym by pewnego dnia zwiedzić Syberię, jej brat natomiast śni o Maroko.

Smutna, momentami smętna, ale tak klimatyczna powieść- właśnie dla tej aury, opisów- czytałam bez przerwy i to z zachwytem. Nie zawsze powieść musi być przebojowa by zachwycać sie czule. W taki mokry i zimny listopadowy wieczór czytało się niezwykle intrygująco tę powieść. Chyba najbardziej podobała mi się pierwsza połowa, czyli wczesne dzieciństwo rodzeństwa, niż ich dorosłe, dość tragiczne losy..
Jest to zdecydowanie lektura trudna, niełatwa i dość wymagająca. Mająca ''ukryte piękno''. Pisarz zdecydowanie potrafi przepięknie opisać miejsca, atmosferę, pogodę i nastroje dni i ludzi. To jego najmocniejsza strona.

Per Petterson to uznany  pisarz norweski, do tej pory przeczytałam ''Przeklinam rzekę czasu'', w kolejce jeszcze ''Kradnąć konie'' na mnie czeka, zakupiłam w języku angielskim jeszcze inną powieść pisarza.  Jakoś taka wyciszona jestem po tej lekturze.. lubię czasem wpaść w taki nastrój. Jakie to niesamowite, że tyle różnych nastrojów może nam zaoferować literatura. Chyba bym umarła, gdybym czytała na jedno kopyto książki. Albo smutne, albo tylko wesołe. Oj nigdy! To tak jak z jedzeniem, co nie?

niedziela, 27 listopada 2011

''Morderstwo odbędzie się...'' Agatha Christie

Nie jest tajemnicą, że co jakiś czas muszę koniecznie powrócić do Anglii, do dawnych, minionych lat i pożyć w świecie Agathy Christie. Zaległości w notatkach o przeczytanych powieściach mam sporo nadal..ciągle piszę o tym co czytam obecnie, a przecież w kolejce pierwszeństwo mają inne...ech.
'' Morderstwo odbędzie się...'' to sympatycznie spędzony czas z kolejną , ciekawą intrygą i morderstwie stworzonych przez naszą wybitną Agathę.
W lokalnej gazecie ukazuje się bardzo nietypowe ogłoszenie.. zapowiadające że w tym miejscu i o tej godzinie odbędzie się morderstwo...Wszyscy mieszkańcy małej mieściny są ciekawscy, myślą, że to zwyczajnie żart i zapowiedz niezłej zabawy i postanawiają przybyć.. To co się wydarzy, spędzi ludziom z powiek sen. Bo dojdzie to perfekcyjnie przeprowadzonego zabójstwa.CO gorsze, na tym nie koniec. Pani Marple będzie miała nielada orzech do zgryzenia. Co się wydarzy? Przekonajcie się sami.

No i co, z bólem serca muszę na koniec napisać, jak powtarzająca się zdarta płyta- nie odgadłam rozwiązania zagadki ani mordercy..:(

piątek, 25 listopada 2011

''..and All Things Kardashian'' Kris Jenner

Sympatyczna gratka, ale tylko dla tych, co lubią klan Kardashian.
Najpopularniejsza rodzina amerykańska o armeńskich korzeniach. Niedługo siódmy sezon reality show o ich kolejnych, terazniejszych losach. Od samego początku, wraz z mężem śledzimy tą zwariowaną, szaloną ale i bardzo ze sobą zżytą rodziną. Kochają glamour, pieniądzę, ale śa również bardzo rodzinni, związani ze sobą i mają problemy jak wszyscy. Otwarci, uczuciowi, pracowici i dramatyczni. Głośny dom. Nie zastanawiam się dlaczego oglądamy ten program. Lubimy. Zwyczajnie.
Biografia Kris Jenner, czyli menagera całej rodzinki, to ciekawe swiadectwo jak w Stanach można z niczego zrobić coś. Jak może odmienić się tam życie człowieka, jeśli tylko jesteśmy zdeterminowani, odważni, podejmujemy ryzyko i mamy pomysł na siebie. Bo to jest taki właśnie kraj. Kris Jenner odkąd poznała swojego pierwszego męża- byli znani w Los Angeles, wśrod zamożnych rodzin. Nie będę opisywać ich losów, bo kto ich zna, ten wie a kto nie lubi to się nie przekona na pewno. Duża rodzina, w którą wplątane są losy największego procesu sądowego w historii USA - sprawy O.J Simpson'a- który wraz z zamordowaną pózniej żoną, byli bliskimi przyjaciółmi Kardashian'ów. Na dodatek Rob Kardashian prowadził i wygrał sprawę o jego niewinność. Kris opisuje jak cała ta sprawa odcisnęła piętno na jej rodzinie i o tym jak jej mąż po kilku latach stwierdził, że ''ma wątpliwości'' do wyroku, choć to przecież on go bronił. Choroby, smierć, nowa miłość, a potem rozkręcenie całej machiny tv show ''Keeping up with Karashians''- cała rodzina zawsze marzyła by mieć własny sklep i ciuchami i zanim byli znani wszystkim- mieli swoje sklepiki, a sławę użyli to tego by te marzenie poszerzyć.

Lubię ich, bo zawsze cała rodzina trzyma się razem. Pomimo wszystko- to również moje motto. Życie jednym słowem. Książka mi się podobała, wydaje sie szczera i bez ogródek. Miło spędzone dwa wieczory. A ja czekam na następny sezon Kardashianów.. ostatnio małe załamanie sławy spowodowane Ślubem Kim oraz szybkim rozwodem, w jakiś sposób stracili wiarygodność...no ale zaraz się przekonamy co tam się naprawdę wydarzyło. Jak w operze mydlanej...

czwartek, 24 listopada 2011

Otworzyłam paczkę.

Bardzo sporadycznie zamieszczam moje kolejne zdobycze, dziś pomyślałam sobie a czemu w sumie by nie:) Wróciłam z Polski, a tu paczka na mnie czekała, dwie inne w drodze jeszcze. Zaledwie cztery książki przywiozłam z Polski, upolowane przez siostrę na allegro Magdy Szabo- ''Piłat'', ''Świniobicie'', ''Bal Maskowy'' oraz coś co ponoć jest perełką ale niewiele osób o tym wie - ''Marta'' Elizy Orzeszkowej- przekonamy się niebawem;) Paczkę otwierałam nożyczkami, rękoma i w ogóle na szybkiego a wiadomo, wtedy jeszcze dłużej to trwa. Mąż twierdzi że nagra mnie kiedyś na kamerę jakie miny tworzę gdy otwieram przesyłki książkowe- mówi że ponoć nie do podrobienia są te rumieńce, język na wierzchu, rozbiegany wzrok i szaleństwo w oczach.
Ale mam do czytania! I nowości i coś wyszukanego..kto ma ochotę niech ogląda, pozdrawiam. Wystarczy kliknąć na zdjęcie i w powiększeniu wszystko pięknie widać. Opisywać nie będę, bo po co niszczyć tajemnicę tytułów...

środa, 23 listopada 2011

Ale klapa..'' Obiecaj mi'' Richard Paul Evans

Banał za banałem, proszę państwa! Można nie czytać kilka stron- bez obawy- odnajdziecie się w historii natychmiast i to bez używania intensywnie zwojów mózgowych. Uff..Nie wiem czemu, ale widziałam nazwisko tego pana często w księgarniach czy na necie i choć słyszałam, że jest bardzo poczytny i popularny, ubzdurałam sobie, że może jakiś poziom też reprezentuje. I coś mnie naszło, kupiłam jego najnowszą książkę i bardzo żałuję. Zwyczajnie szkoda mi pieniędzy na tak nudnie przewidywalną powieść. A już dosłownie szczęka mi opadła jak to autor zastosował ''szczyptę magii'' Ot ni z gruszki ni z pietruszki, gdzieś w połowie, po obyczajowej akcji powieści nudnej jak flaki z olejem- nagle mężczyzna wali z mostu do bohaterki, że jest z przeszłości i nie każe jej latać samolotem gdy nadejdzie jedenastego września i ciurkiem wymienia jej co to sie stanie za kilka lat. O rety, ludzie! To już naprawdę koszmarek- tak prostacki zabieg- nie miał autor lepszego pomysłu? Musso Czy Cecelia Ahern mają przy nim naprawdę mega polot i wyobraznię.

O dziwo powieść zapowiadała się naprawdę fantastycznie- to znaczy pierwsze dwa rozdziały- narobiłam sobie smaka, intrygująco, fajne wprowadzenie...a potem klapa.
O tej powieści można powiedzieć w trzech zdaniach: Kobieta odkrywa,że zdradza ją mąż, wtedy kiedy chcą dać sobie szanse- umiera on na raka. Córka choruje, w sklepie coś jej wypadło, stuknęła sie z głową z mężczyzną, który stara się o jej względu. Najpierw bierze go za oszusta potem on jej wyznaje,że jest z przeszłości. Kto chce znać koniec, niech przeczyta.

Powiem tak, tego rodzaju powieści lekkie i przyjemne bardzo lubię, romantyczne i ze szczpytą magi- uwielbiam- ale nie w tak miernym wydaniu. Osobiście moim skromnym zdaniem ta książka to klapa i jest milion lepszych w tym gatunku co nie znaczy że się ludziom nie spodoba. A ja ostatnio odnajduję się w powieściach trudniejszych i wymagających. Nie mam pojęcia dlaczego, może to ta pogoda  czy jak..

wtorek, 22 listopada 2011

Jerzy Kosiński: ''Wystarczy być''

Takie odkrycia są dla mnie zawsze cenne. Lubię tego typu pisanie, styl, stworzony świat. Pierwsze spotkanie z Kosińskim zaliczam do bardzo udanych, nie wiem, czy moje porównanie będzie trafne w sumie, ale troszkę przypomina mi ta powieść klimat książek Ian'a McEwan'a- którego uwielbiam.

Główny bohater intryguje od pierwszej strony. Oto poznajemy człowieka, który nie zna rzeczywistości a świat z telewizora. Nigdzie nie wychodzi poza dom, w którym mieszka kilka lokatorów. No i jest rzecz najważniejsza- serce jego życia- ogród. Prostaczek, bo tak nazywa się owy bohater- poświęca każdą chwilę na pielęgnację ogrodu. Przycina, podlewa, rzezbi roślinki dla wizualnych efektów. I tak sobie żyje spokojnie, nikt nic od niego nie chce, nie wymaga, nie płaci za nic. Kiedy natomiast umiera właściciel budynku, wkracza policja. Okazuje się że nasz Prostaczek nie jest nigdzie zarejestrowany, jakby nie istniał!..Kiedy zmuszony jest opuścić jego ''cały świat", nastanie cała lawina dziwnych zdarzeń...a jego los nieopacznie odmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. Nagle spotka na swojej drodze różnych ludzi, którzy wyniosą go na piedestały glorii i chwały. A Prostaczek z niczego nie będzie zdawał sobie sprawy. Jak to możliwe? A przekonajcie się sami, nie będę zdradzać.

Przewrotna, zaskakująca powieść wyśmiewająca systemy społeczne,w których  żyjemy i jak funcjonujemy. Czyta się błyskawicznie, a sam bohater moim zdaniem ma coś z Foresta Gumpa. Bardzo fajna lektura i na pewno przeczytam coś jeszcze tego pana.

niedziela, 20 listopada 2011

Ta genialna węgierka Magda Szabo:'' Świniobicie''

Dla tych, co kochają powieści obyczajowe na najwyższym poziomie..dla tych co mają ochotę początkowo wbić się w skupieniu w tę powieść tylko po to by z rozdziału na rozdział poczuć coraz większą radość, zaciekawienie i satysfakcje. By zacząć żyć tą nietuzinkową historią...

To opowieść o braku komunikacji między najbliższymi w rodzinie, o małych i większych nieszczęściach, które nie potrafią nas scalić, zbliżyć a budują ''betonowe mury'', o ludzkich ułomnościach w najbardziej wrażliwym wydaniu.  Wszystko to na przykładzie trzynastu osób, z ich punktu widzienia wyłania się obraz dwóch rodzin, są to bracia, siostry, służba itp. Wydaje się początkowo, ze głównym bohaterem jest Janos i Paula- małżeństwo nieszczęśliwe i zaplątane w swojej matni nieporozumień. Janos pochodzi z ubogiej, biednej rodziny, Paula z rodziny szlacheckiej. To w jaki sposób funkcjonuje ich związek przeraża. Nawet ich dzieci nie są szczęśliwe..pisarka we wspaniały sposób pokazuje tragedie każdego bohatera w książce..Dwie skłócone rody...ale tak naprawdę mam wrażenie, że najważniejszą rolę pełnią w tej powieści kobiety...a tle grudniowy śnieg.

Świetnie zbudowani bohaterzy, fantastyczy język, powieść dopracowana, ciekawa ale i wymagająca. Jest przede wszystkim opowiedziana w niesamowity sposób.  To naprawdę niecodzienna sprawa, bym w trudnej książce znalazła tyle przyjemności..perełka!
Udało mi się zdobyć dzięki mojej siostrze, jeszcze dwie powieści wspaniałej Magdy Szabo, mówią że  niekoniecznie ''Świniobicie'' jest dobry początkiem z pisarką bo to jedna z jej trudniejszych powieści. Ja czytałam tylko szukaną po necie przez wszystkich ''Tajemnica Abigail''- kuzynka mi znalazła we wrocławskiej bibliotece i przyleciała kiedys z tą powieścią do mnie na wakacje:) Chcę wszystkie powieści mieć tej pani, a to wcale nie łatwe...dlaczego nie wznawiają Takich Pisarzy??? Pytam? Czy ktoś mi jest w stanie to wytłumaczyć??

piątek, 18 listopada 2011

''Kobieta bez twarzy'' Anna Fryczkowska

Jestem okrutna, wybredna i ciężka, jeśli chodzi o współczesną, polską literaturę. Nie będę się tłumaczyć bo u siebie nie muszę, a poza tym o gustach się nie dyskutuje. Ale wiecie co - tym kryminałem jestem zwyczajnie zachwycona. Kocham powieści polskie z lat 70tych, w starym, świetnym stylu, plastyczne językowo, barwne, dopracowane, tworzące jakąś wyjątkową atmosferę. W tamtych czasach nikomu na kasie nie zależało, bo nikt nie zarabiał kokosów, myślę, że się to wyczuwało- książki nie były na siłę pisane. Pisali ci, którzy potrafili. Anna Fryczkowska tak właśnie pisze - czysta przyjemność czytania plus nie mogłam się oderwać, intrygowało mnie wszystko, musiałam wiedzieć co, kto i dlaczego. Akcja wartka, ciekawa fabuła. Klimat.

Historia opowiadziana jest z perspektywy matki i młodej córki. Hanka po samobójczej śmierci męża postanawia przenieść się z synem i córką na wieś. Jest to swego rodzaju ucieczka, nabranie oddechu. Świątkowice to tajemnicza, mroczna mieścinka. Każdy tam kąt budzi mieszane uczucia. Rodzina wynajmuje wielki, stary dom, do centrum wioski trzeba udać się przez mały las. Każdy sąsiad jest jakiś dziwny, nie do końca budzi ''pozytywne wrażenia''. Hanka zaczyna pracę w szkole gdzie uczy języka angielskiego. Szybko zaczyna się seria dziwnych zdarzeń, dwulicowi ludzie, trupy, tajemnice, skrytka w podłodze pod rzuconym mimochodem dywanikiem.
Książkę czyta się rewelacyjnie. Tyle napiszę. Warto odwiedzić Świątkowice...ale nie oczekujcie wesołych wrażeń. Niesamowite zaskoczenie. Polecam.

środa, 16 listopada 2011

''Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia'' Iza Michalewicz, Jerzy Danielewicz

Jestem w Polsce i już odwiedziłam, rzecz jasna, księgarnie. Strasznie cieszę się, że natknęłam się na tę książkę..to naprawdę solidny obraz fascynującej osobowości jaką była Violetta Villas. Co najcenniejsze w tym wszystkim- poprzez lekturę można zrozumieć dlaczego jest tak a nie inaczej- czemu nikt nie jest w stanie pomóc tej kobiecie od lat. Klarowny i logiczny obraz życia i charakteru wybitnej piosenkarki, bez skandaliczynych wstawek, ale cóż, wesoła książka to nie jest...no i poraz pierwszy nowe, szokujące dosyć informacje, ale niestety, sprawdzone..

Czesława Cieslak - tak brzmi jej prawdziwe imię i nazwisko- zawsze lubiła się wyróżniać i zawsze miała wielką wyobraznię. Każdy potwierdza to samo- sposobem śpiewania wyprzedziła epokę, niestety nikt tego w szarej, komunistycznej Polsce nie zrozumiał. Nie pasowała do kraju, ale z drugiej strony polska mentalność była w niej mocno zakorzeniona. Ludzie, którzy ją znali twierdzą jednoznacznie: była światowa jeśli chodzi o talent, ale też posiadała prostacką naturę: nie była elestyczna, ani otwarta na nowości ani na to by siebie kształcić i rozwijać się, nie znosiła narzucania jej czegokolwiek. W Polsce miała kompleks Lewina, z którego pochodziła, w USA kompleks Polski z zażelaznej kurtyny. Okazało się, że ''do przodu też nie była'' gdyż udowodniono, iż pracowała dla służb wywiadowczych, stąd mogła wyjeżdżac za Ocean, jej nick to było imię ''Gabriella''.

Nie była pracowita, jej repertuar jest nierówny, masę prostych, wręcz wstydliwie ''przyśpiewkowych'' kompozycji. Zawsze jednak chciała zrobić światową karierę. Miała w sobie klejnot- niepowtarzalny, wybitny głos. Udało jej się wyjechać do USA i spiewać w Las Vegas, nosić sukienki od Diora oraz występować obok Franka Siniatry. Te wyjazdy odchorowywała mocno- nie znała języka, szok kulturowy był ogromny w tamtych czasach, kontrakty mierne i nastawione na wyzysk Violetty.

Przykre jest jednak to, że juz od początku swojej kariery zmyślała namiętnie, ubarwniała dzieciństwo, swoje małżeństwo w wieku 16 lat, młode macierzyństwo, które okazało się pomyłką bo kariera była zawsze najważniejsza. O okresie w Stanach- też mnóstwo bajeczek wymyśliła, co udowodniono i wiele kłamstw obalono. O tym, że zabroniono jej w pewnym momencie wyjazdów do Stanów- też układała własne historyjki na ten temat. Wielką tajemnicą było również to, że Stany zniszczyły jej psychikę. Wróciła w nałogu, mówiło się o narkotykach, tabletkach nasennych a potem doszedł alkohol. Spózniała się na próby, trwoniła majątek, chodziła w futrze i jezdziła mercedesem po szarej Polsce. Z czasem środowisko artystyczne przestało jej ufać, bo nie dotrzymywała umów, zobowiązań. Niezrozumiana, odrzucona, potwornie samotna Violetta Villas zamknęła się w swojej twierdzy wśród zwierząt. Ale w wywiadach wobec siebie bezkrytyczna i zarzucająca wszystkim, że się od niej odcieli. Jak był finał - wszyscy wiemy. Mnóstwo zwierząt w opłakanym stanie i sama artystka w ubóstwie, nędzy i biedzie...życie zdominowane przez koleżankę- pomoc domową, na którą wszystko przepisała w testamencie a tym samym rodzina artystki miała związane ręce gdy trzeba było pomóc piosenkarce. Kiedy robiono dokument na temat artystki i jej życia w tej chwili- wypowiadały się na ulicy jej ''koleżanki''- lokalne pijaczki bez trzech zębów z przodu i z napuchniętymi twarzami...strasznie to przykre..

Z dwa lata temu, jedyny syn piosenkarki udzielił wywiadu- pamiętam to do dziś. Facet przeszedł piekło, miał koszmarne dzieciństwo, podrzucany był wszędzie, nie stać go było na studia nawet i na obiad, odrzucony, zaniedbany- ale jego wywiad to była klasa- tak mówił o matce i jej życiu- taktownie, dyskretnie choć wymownie, bez niepotrzebnych słów. Kto umie myśleć, domyslił się wszystkiego. Klasa. Jak mówił, jest dumny, ze udało mu się wyjść na człowieka, że ma kochającą żonę od lat i swoją rodzinę.W jego przypadku to naprawdę sukces.

Obnarzone jest wiele w tej książce- ale również pokazane, jak talent a nasza osobowość to dwie różne rzeczy. To przede wszystkim delikatny ale dosadny obraz choroby psychicznej, której nie można ujarzmić czy pomóc przez polskie dziwne prawo i zaniedbania pracowników.
Smutne to wszystko....szkoda. Naprawdę. A talent to nie wszystko. To co się dzieje w głowie również ważne..a może nawet ważniejsze...

poniedziałek, 14 listopada 2011

Sylwia Chutnik: ''Dzidzia''

O lala..co za powieść. Okrutna, przerażająca momentami, do bólu prawdziwa i dotykająca życia od trzewi. Zastanawiająca. Lubię prawdziwość, taką co odczuwam dogłębnie choć może szokować, zniesmaczyć i zgorszyć. Ale wiecie co? Wolę przeczytać taką lekturę niż dziesięć słodkich opowiastek na jedno kopyto. Bardzo wyjątkowa proza. Nie spodziewałam się. Myślałam, e tam, pewnie Sylwia Chutnik, ta młoda i uznana pisarka ( moje pokolenie)- pewnie to druga Masłowska, której czytać nie potrafię, bo boli, bo nie rozumiem i ''kupy się nie trzyma''. A tu proszę. Sylwia Chutnik pisze bardzo ciekawie, można jej zarzucić tematykę, grzebanie w ludzkich umysłach i czynach no ale to jest zwyczajnie wciągające i świetny język na dokładkę, który nie nuży. Bez zbędnych opisów i wypruwania się pod tytułem ''patrzcie ile to ja stron umiem nasmarować a teraz męczcie się i czytajcie''.

''Dzidzia'' - główna bohaterka to prawdziwe mnostrum, na początku wydaje się zwyczajnie biednym, upośledzonym dzieckiem, ale z każdym rozdziałem zdajemy sobie sprawę, że  Dzidzia to symbol- złości, matki polki,hipokryzmu i samej Polski. Kreatywność to mocna strona pisarki. Na przykładzie chorego dziecka kreśli właściwie wszelkie bolączki natury człowieka. Może się zrobić niedobrze po tej lekturze, niektórzy rzucą ją w kąt np w momencie gdy  niezłe wianki wyprawiała mamusia Dzidzi zanim miała Dzidzię jako karę.., ale będą i tacy, co docenią. Jak zawsze w powieściach kontrowersyjnych. Trudno opisać tę powieść- momentami nierówna, różna stylistyka, chwilami zapiera dech. To tylko bardzo '' lekki fragment'' o wypalonych matkach:

'' Wokół inne balkony, które z oddali żarzą się milionami ogników od papierosów palonych przez znerwicowane matki.Zamykają się zmęczone oczy(..) Zostawiając za sobą ryczące bobo, umorusane w spagetti i wściekłego męża zdziwionego całym bałaganem.Wchodząc do windy, jak w hipnozie, jadąc na dworzec i wsiadając do najbliższego pociągu.(..)A potem wysiadając w obcym mieście i idąc na jego rynek, do restauracji. Zamawiając najdroższą potrawę jedząc palcami. (..) bezszelestnie wychodząc bez płacenia. i gapiąc się z mostu na dół, do rzeki lub na pas drogowy. Pod koła samochodów.''

Porywająca powieść dla ludzi o mocnych nerwach. Podziwiam polot, wyobraznię pisarki i ''to coś'' czego nie umiem nazwać, ale to poczułam. Porywająca ale nie dla każdego. Sama jestem zaskoczona, ze mi się podobała..Prawdziwa jazda bez trzymanki..kto się na to pisze?

piątek, 11 listopada 2011

''Morderca bez twarzy'' Henning Mankell- pierwsze spotkanie z pisarzem..

Kryminay skandynawskie nie są mi obce, czytałam różnych autorów, ale dziwnym trafem po Mankella sięgnęłam dopiero teraz. Tak go wszyscy chwalą, że najlepszy, tak bardzo uznany na całym świecie...a moje prywatne odczycia są przeciętne. Podobały mi się bardziej kryminały innych szwedzkich, fińskich, islandzkich i norweskich pisarzy:( Zaczęłam od ''Mordercy bez twarzy'' czyli pierwszej powieści z serii z Komisarzem Wallenderem, bo stwierdziłam, że jeśli mi się bardzo spodoba, to w kolejnoście będę czytać...a tu klops. Smiem twierdzić, że jeśli ta powieść byłaby moją pierwszą w życiu z gatunki ''kryminału skandynawskiego'' to chyba po nic więcej nie sięgnęłabym ani po innych autorów.

''Morderca bez twarzy'' jawi mi się jako czysto sensacyjna powieść, a ja ani sensacyjnych filmów, ani książek zwyczajnie nie trawie, ziewam, zasypiam. Bardzo męski ten kryminał, oczywiście dobre dialogi, wartka akcja, komisarz budzi sympatię, choć jest w dołku, dopiero co zostawiła go żona a kontakt  z córką ma sporadyczny..ale ja zwyczajni wolę, kiedy jest ''coś więcej''- tzn wątek miłosny, kobiecy, coś intrygującego z boku, klimat..A tak odczucia przeciętne. Owszem, intrygowało mnie kto zamordował w bestialaski sposób starszych ludzi, a następnie ktoś bez skrupułów jeszcze nakarmił ich konia. Ale to w jaki sposób przebiegło całe śledzctwo, było dla mnie przeciętnie interesujące. Pewnie może kiedyś sięgnę po inną powieść tego pisarza, ale nie szybko. Nie była to książka oryginalna, ani klimatyczna Jeśli wszystkie są w duchu sensacyjnym - to ja dziękuję. Na dzień dzisiejszy wolę Kallentoft Mon'a, Arnaldur Indridason'a oraz Ase Larsson.

czwartek, 10 listopada 2011

Powrót do dzieciństwa, czyli ''Dzieci z Leszczynowej Górki'' M. Kownacka i Z. Malicka

Aż mi się przypomniały moje wakacje na wsi u dziadków..rosa na trawie, czerwone słońce za lasem, babcia wołająca mnie na bułkę z konserwą pod jabłonką przed domem. Dziadek kosił żyto a ja latałam za kurczakami , które miały malutkie kurczątka. Albo brałam rower i na polanie tańczyłam i śpiewałam dopóki ciocia mnie nie zawołała, bo sąsiedzi zaczęli się pytać co z tym dzieckiem nie tak;) Psociłam z kuzynami ile się dało, bałam się krów, podziwiałam konie a z tatą za stogiem siana w jeziorku ryby łowiłam...A wieczorami tata rozpalał ognisko  i z dziadkami, kuzynami siedzieliśmy do pózna jedząc kiełbaski i latając wkoło. Ale to były czasy...twarz zakurzona, umorusane nogi...a w sercu szczęście i usmiech od ucha o ucha..Beztroska. Całkowita.
Ale się rozmarzyłam...a to za sprawą tej książki:)

Postanowiam odbyć podróż do swojego dzieciństwa, poczuć się przez chwilę małą dziewczynką, która targała stosy książek z biblioteki wraz z przyjaciółką a weekendy spędzała na czytaniu. Kokosowe groszki, paczka chipsów i świat był piękny. Nagrywałam swoje brzdęki na pianinie na kasetę i ją otwarzałam na okrągło by mama myślała iż ćwiczę gamy i pasaże, a ja tymczasem smacznie pożerałam lektury..
Powrót za pomocą literatury nie równa się z niczym. Moc słów i przekazu robi swoje. Pamiętacie tę książkę z dzieciństwa? Ja zapamiętałam tylko tytuł oraz to, iż strasznie mi się lektura podobała, więc postanowiłam połknąć ją ponownie po wielu, wielu latach..

Był sobie taki świat, kiedy dzieci po spacerze w lesie, strugały łódeczki z kory, majstrowały ludziki z szyszek i opowiadały sobie bajki.  Dziewczynki szyły sukienki szmacianym lalkom, chodziły z mamą narwać w fartuszek młodego szczawiu na obiad...ach! taki jest właśnie klimat opowieści o trójce rodzeństwa, która mieszka w Leśniczówce na skraju lasu. Jaka to mądra książka i jak zbliża do natury, pór roku, wszystkich ciekawostek, które kryje las bo dzieci je odkrywają przy okazji zabaw i wypraw z tatą. Bardzo pouczająca to lekturka, w dawnym,świetnym stylu językowym. Dowiemy się o sasankach i innych pod ochroną roślin, o żołędziach, które warto zbierać na szkółkę, by wyrosły piękne dęby. Masę przygód mają dzieciaki..
 Troszkę już przedawniona, ale jakże chce się dotknąć tamtego swiata, kiedy latanie na bosaka nie wywoływało infekcji, dzieci rąk nie myły i wszyscy żyli, nikt nie słyszał o boleriozie i tysięcu bakteriach itp, itd.. Jaka piękna wolność w tym dzieciństwie opisanym w tej powieści.

środa, 9 listopada 2011

''Pałac Północy'' Carlos Ruiz Zafon

''Marina'', '' Książe Mgły'' za mną, a teraz również ''Pałac Północy''. Zaczęłam czytać tego hiszpańskiego pisarza od jego powieści dla młodzieży, choć można się uprzeć że również dla dorosłych. O ile ''Marina'' mnie zachwyciła tak ''Książe Mgły'' średnio. Natomiast ''Pałac Północy'' uważam za bardzo fajną powiastkę i czytało się przyjemnie, sympatyczny relaks. Dwie najważniejsze powieści, którymi wszyscy się zachwycali swojego czasu, nadal przede mną i naprawdę nie mam pojęcia dlaczego wzlekam. Czasem wybory czytelnicze są niewytłumaczalne. I nie ma na to rady.
Tym razem przeniosłam się do Kalkuty, w pewnym sierocińcu dorasta chłopiec imieniem Ben. Jego przybycie do przytułku jest owiane tajemnicą, gdyż wiąże się z tym misterna zagadka i niebezpieczna gra. Chłopiec nawiązuje przyjaznie z paroma osobami, które stają się jego rodziną. Przed grupą dość trudny moment, wszyscy w wieku szesnastu lat muszą opuścić sierociniec i dorosnąć..i tak zaczynają dziać się dziwne rzeczy.. Powieść intrygująca, tajemnicza, troszkę może przewidująca, ale jak zawsze w przypadku tego pana- jest klimatycznie i chce się czytać dalej.
Żadne tam mistrzostwo świata. Ale miiło spędzony czas:)

wtorek, 8 listopada 2011

''Martha Quest'' Doris Lessing

Jestem bezkrytyczna do mojej najukochaszej pisarki, noblistki Doris Lessing. Zastanawiałam się niedawno, co sprawia, że kocham jej prozę tak mocno, przecież niekoniecznie musi każdemu się podobać, nie są to ksiązki typowo przebojowe i komercyjne. Po kilkunastu przeczytanych jej powieściach dochodzę do jednego wniosku- mistrzowski język, dystans a jednocześnie wielkie emocje, ogień, mądrość i ''to coś'' czego nie można się nauczyć ani wytrenować- wielki talent.
Dla tych, którzy nie zetknęli się jeszcze z tą pisarką- każda powieść jest inna, Lessing jest bardzo wszechstronna. Polecam zacząć od '' Piąte dziecko'' a druga część to ''Podróż Bena''. Na youtubie można znaleść wiele wywiadów z pisarką, z których jasno wynika, że ta kobieta ma wiele do powiedzenia, jest wielką osobowością, wiekowa kobieta, bo ponad dziewięćdziesiąt lat na karku- warto posłuchać o czym mówi. Nie obce jej najróżniejsze nurty społeczne, polityczne, itp itd.

''Martha Quest'' to powieść o dojrzewaniu młodej dziewczyny a jednocześnie świetnie sportretowany obraz społeczny Afryki Południowej w latach trzydziestych.  Dla mnie ten czas i historia jest wyjątkowo bliska i szczególna- babcia mojego męża mieszkała w tamtych czasach w koloni Brytyjskiej. Żeby było śmiesznie- jest w wielku Doris Lessing, nadal w świetnej formie i wiele mi opowiadała o Aparheidzie, o tamtych czasach. Więc powieść Doris Lessing jest tym bardziej intrygująca dla mnie. Główna bohaterka Martha przechodzi bunt, krytycznym okiem przygląda się realiom, w których żyje. A codzienność farmerów z dalekiej Europy wcale w Południowej Afryce nie jest prosta. Dom Marthy jest tymczasowy, rodzice liczą na ''szybkie dorobienie się''. Meble to zbite, pomalowane skrzynki po benzynie i naftalinie. Zasłony jeszcze z Londynu, wiekowe, wypłowiałe. Stary, rozpadający się samochód. Podział rasowy najbardziej dotyka młodą dziewczynę. Na każdym kroku doświadcza tego. Próbuje się wyrwać z farmy na bezludziu, gdzie tylko przydróżny sklep jest miejscem spotkań ludzi, w tumanach kurzu, gdy robią zakupy. Martha przenosi się do miasta. Jest to swoista ucieczka również od matki, która nadal kupowała jej dziecięce sukienki i nie potrafiła zaakceptować faktu, że córka dorasta. Miasto i praca w kancelarii adwokackiej nie spełnia do końca oczekiwań dziewczyny...zauważa te same zahamowania ludzi, rasizm, absurdy...Książka spełniła moje oczekiwania.
 Jest to pierwsza część z cyklu ''Dzieci przemocy'', zostawiłam sobie ten pięcioksiąg specjalnie na pózniej czyli na teraz.

A wszystkim, którzy chcą poznać smak kolonii brytyjskiej z tamtych lat w najlepszym, ciekawym wydaniu polecam pierwszą część biografii pisarki '' Pod skórą''- to nie bla bla o życiu z datami i opisami ciotecznych stryjków. To niesamowita opowieść o Afryce w takim wydaniu, jakbyście słuchali z otwartą buzią babci na bujanym fotelu. Polecam!

niedziela, 6 listopada 2011

''Ktoś we mnie'' Sarah Waters

Prawdziwa, soczysta i solidna powieść obyczajowa. Jestem pod wrażeniem, czuję w  pełni satysfakcje. Choć pisarka mi nieznana, już wiem, że sięgnę po wszystkie jej powieści bo pisze wspaniale. Która wam sie najbardziej podobała? Powieść ta była nominowana do ważnej nagrody literackiej, co warto podkreślić, gdyż wcale nie jest coś nowatorskiego ani ''trendy''.

Doktor Faraway opowiada nam historię starej posiadłości Hundreds Hill, w której pracowała kiedyś jako służąca jego matka. Po latach przybywa do miasta i owy stary, podupadły dom niezwykle go intryguje. Mieszka w nim zdziwaczała pani Ayres, jej syn, który przeżywa traume powojenną oraz niezależna, silna córka. Doktor stopniowo zaprzyjaznia się z mieszkańcami ogromnej posesji. Jest nimi oczarowany, można powiedzieć uzależnia się od kontaktu z nimi. Dom to ciemne korytarze, tysiąc pokoi zamkniętych na kłódkę, jedna służąca, witoriański, stary styl wystroju. Trudno rodzinie utrzymać ten dom. A zaczynają dziać się w nim bardzo dziwne rzeczy...powieść ma elementy grozy, nie można się oderwać od czytania, na taką powieść czekałam długo.
Mamy tutaj jakby spotkanie przebrzmiałej przeszłości z czymś nowym- stary dom i czas po wojnie czyli ciekawy zarys tła społecznego, niewytłumaczalne zdarzenia, które naznaczą mieszkańców domu- szepty, pożar, wykaligrafowane litery, smugi na suficie..lekarz nie wierzy w duchy, stara się przyjacielom dodać otuchy. Co się dzieje? Kto za tym stoi?
Język i prowadzenie narracji to sama rozkosz, czyta się genialnie, powoli i ze smakiem kosztowałam tej opowieści. Szkoda, że już skończyła czytać. Gorąco polecam. Piękna, dopracowana, szczegółowa i porywająca powieść. Ale klimat!

piątek, 4 listopada 2011

Opowiem ci o współczesnej Rosji..: ''Przebiśniegi'' A.D. Miller

''Rosjanie potrafią robić rzeczy niemożliwe: rzeczy pozornie nie do zrobienia, takie, które nie przyszłyby ci nawet do głowy. Podpalą Moskwę, żeby nie zajęli jej Francuzi albo wytrują się nawzajem w obcym mieście. Zrobią to, a potem będą zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. I jak pomieszkasz tam wystarczająco długo, też się taki staniesz''

Ciekawa, intrygująca powieść, dla miłośników Rosji jak znalazł, dla tych, co chcą w wyobrazni pochodzić po ulicach Moskwy i odkryć codzienne specyficzne życie Rosjan oraz ich mentalność- również wielki smaczek. Natomiast w moim odczuciu nie jest to fenomenalna powieść jak informują nas napisy na okładce. Czytało  się niesamowicie szybko, Rosjanie jak każdy wie, ciekawi i inni są:)

''Przebiśniegi''- w moskiewskim slangu to zwłoku ukryte zimą, które wynurzają się ze śniegu. Głównym bohaterem powieści jest młody Anglik, który przeprowaził się do Moskwy ze względu na pracę. Jego oczami śledzimy współczesną Rosję. Opowiada zwracając się do kogoś bliskiego, kogo zostawił w Anglii. Jakby w myślach opowiada o swoim rosyjskim romansie, specyficznych kobietach, zachowaniach i reakcjach na ulicy. Konspiracja, absurdy...pozornie zwyczajne rosyjskie życie w stolicy.

''Rosja jest jak lariam- wiesz, to lekarstwo na malarię, pp którym ma się tak odleciane sny, że można wyskoczyć przez okno. Jeśli zaczynasz mieć lęki, obawy i wyrzuty sumienia, powinieneś rzucić Rosję. Bo zwariujesz''

Powieść ta jeszcze bardziej przybliżyła mnie to marzenia by kiedyś zwiedzić ten kraj. Od dawna o tym rozmawiamy z mężem. Kiedyś na pewno tam zawitamy i to w nie jedno miejsce. Lektura dobra, bez tam pięciu wątków i dwudziestu bohaterów dwuplanowych- ale jak dla mnie była to naprawdę ciekawa wizyta w Rosji.

środa, 2 listopada 2011

Moje nowe odkrycie, czyli pisarka Valerie Martin: ''Pociecha Natury''

Ktoś z was czytał jakąkolwiek powieść tej pisarki? ''W ruchu'', ''Aleksandra'', czy ''Włoska gorączka''?
Ja nie, ale już zamierzam bo wystarczył mi zbiór opowiadań ''Pociecha Natury'', na który natrafiłam przypadkiem na merlinie. Pragnę wspomnieć,że opowiadania nie są moją ulubioną formą i sporadycznie jestem zachwycona.
Martin pisze tak, jak kocham: intrygująco, tajemniczo, kobieco i ciekawie. Nie trzeba napinać się i skupiać by potykać się o słowa- one u niej płyną pięknie i niebanalnie.
Jest piękne opowiadanie o Syrenie, która opowiada o tym jak zdarzyło jej się płynąć przez czerwone morze od krwi- raz gdy wieloryb zderzył się ze statkiem, a drugim razem gdy tonęli ludzie- podglądała ich. O niebezpieczeństwach na lądzie- niesamowicie realne opowiadanie, żadna tam bajeczka. Jest i inne o kobiecie, której miłość do kota wynagradza wszystko i daje więcej szczęścia niż związki z ludzmi. Następne opowiadanie mówi o kryzysie pewnego małżeństwa, jeszcze inne o podróży pociągiem młodej dziewczyny.

Mam wrażenie, że Valerie Martin potrafi wyłuskać jeden czy dwa malutkie kawałki prozy naszego życia i na ich podstawie buduje świetną, ciekawą historię.
Koniecznie kupię jej powieść ''W ruchu''- niestety tylko ta jedna jest dostępna na merlinie. Bardzo jestem miło zaskoczona i nie mogę doczekać się spotkania z prozą tej pani.