piątek, 30 września 2011

''Czekaj na odpowiedz'' Dan Chaon

Zawsze gustowałam w tego typu lekturach:  kiedy nie jest może do końca klarownie,  nie zawsze kawa na ławę i nie ma interesującego, zaspokającego moje oczekiwania zakończenia. Nie ważne, bo gdy w powieści chodzi zwyczajnie o wnikliwą analizę ludzkiej psychiki, refleksje na ten temat ukazane w intrygujący sposów- ja takie książki uwielbiam i czytanie jest czystą przyjemnością.

Tajemnicza powieść przedstawiająca trzy odrębne historie, które z czasem okażą się powiązane dyskretnie ze sobą. Tak więc poznajemy młodą dziewczynę Lucy, która ucieka z domu ze swoim nauczycielem.Szybko jednak okazuje sie, że życie nie jest takie proste i kolorowe.  Jest też Miles, który ma obsesję na punkcie swojego zaginionego brata i podąża jego śladami.. Poznajemy również losy Rayan'a , który ciężko przeżywa fakt, że jest adoptowany. Odnajduje swojego prawdziwwego ojca..a w swoim rodzinnym mieście uznany jest za zmarłego..Zakończenie jest niesamowicie przewrotne. Cała powieść spełniła moje oczekiwania, bo lubię tego rodzaju ''ciasteczka''.

środa, 28 września 2011

''Biała Maria'' Hanna Krall

Na taką lekturę trzeba mieć zdecydowanie nastrój. Smakować ją powoli, z uwagą i skupieniem, wchłaniać każde słowo- a nie ma tu zbędnych. To mądra książka. Dużo postaci, przedmiotów, ludzkich historii przejmujących, dramatycznych i wzruszających. Reportaż połączony z literacką fikcją w sposób mistrzowski.  Powieść utkana z chwil, gestów i różnych scen. Donosy, wywózki, Niemcy, Rosjanie, Polacy. Pisarka zwraca uwagę na winę, której nie można podać do sądu- siedzi w nas i naszych zachamowaniach.
 To nic, że przecież temat niby obstukany i wytarty- czasy wojenne i ludzkie losy. Wciąż mam wrażenie, że to kopalnia bez dna, wciąż można o tym ciekawie opowiadać, niepowtarzalnie i tak, że człowiek zatrzymuje się i słucha. A Hanna Krall to potrafi. Niezaprzeczalnie.

poniedziałek, 26 września 2011

''The Caller'' Karin Fossum

Pisarka ponownie, snując swoją opowieść, nie jest zainteresowana scenami niczym z horroru ani krwawymi mordami. Raczej wnika w psychikę bohaterów, w przyczynę motywów. W związku z tym kryminał ten nie jest może mrożącą w żyłach krew opowieścią, ale interesująco z pewnością jest. Lubię takie książki, pod warunkiem, że nie potrzebuję emocji jak fajerwerków.

Ktoś robi potworne żarty. W pierwszej chwili dezorientacja, ogromny strach a potem ulga. Tylko zaraz człowiek sobie uświadamia, że nikt normalny nie robi ''takich dowcipów''- wylanie czerwonej farby na malutkie dziecko w wózku, które śpi w ogrodzie..Ktoś zaczyna emocjonalnie szantażować mieszkańców miasteczka...Powieść ta podobała mi się, pisarka wodzi nas za nos, zaskakuje. Czytało się przyjemnie i szybko choć Karin Fossum nie jest moją ulubioną pisarką kryminałów.
Dobra rozrywka na zabicie czasu w samolocie.

sobota, 24 września 2011

Spojrzenie niemieckimi oczami na Polskę:''Kawiarnia Saratoga'' Malin Schwerdtfeger

Zdecydowanie nietuzinkowa powieść. Ciepła i zaskakująca realizmem historia dorastania dwóch dziewcząt. Lata 80te, Półwysep Hel. To tutaj ojciec dziewczynek prowadzi kawiarnię Saratoga a dziewczyny spędzają każde wakacje. Wspomnienia związane Polską są niezwykle kolorowe, czasem szokujące a przede wszystkim bardzo ciekawe, napszpikowane poetyką i symboliczne- rodzina od lat mieszka w Niemczech. To właśnie spojrzenie niemieckimi oczami na Polskę jest tak intrygujące i ciekawe. Ludziom o dekadę starszym ode mnie pewnie zabłyśnie łezka w oku- peerelowskie wakacje na Helu są tutaj bardzo dokładnie opisane, z ironią i wszystkimi absurami np: sławne smażalnie ryb i jak naprawdę działały.

Podobała mi się ta powieść o dorastaniu, mieszance dwóch kultur, bardzo ciekawi bohaterówie- szczególnie rodzice dziewczynek- matka zakochana w Tołstoju oraz specyficzny ojciec,  intrygujące wydarzenia oraz rewelacyjnie zarysowane tło społeczne( np. w jaki sposób i na jakiej podstawie sprawdzano Polaków na granicy polsko-niemieckiej trzepiąc ich samochody).

Świetnie napisana powieść, jak najbardziej dla wybrednych czytelników i szukających czegoś nietuzinkowego. Aż zapragnęłam więcej. Książkę poleciła mi blogowa kasia.eire, dziękuję!
Jedynym mankamentem jest tragiczna okładka. Twarz kobiety o irytującym spojrzeniu, taki typ, przy której byś podskoczyła, salto wykonała, zaśmiała się, a ta kobieta i tak miałaby taką samą, niezmienną kamienną twarz bez wyrazu, zdystansowaną- może by jedynie jej kącik ust się delikatnie uniósł o milimetr. Są takie kobiety. Ale po co na okładkę?
A książkę szczerze polecam. Może się bardzo spodobać.

piątek, 23 września 2011

''Wszystkie moje matki'' Luiza Piotrowska

Powieść, którą ciężko mi zdefiniować jednym słowem. Ale ja chyba ogólnie mam ten problem z niektórymi polskimi książkami. Chodzi mi o przerysowanie, decyzje bohaterów, które są niewiarygodne dla mnie, nie wierze, że ktoś by coś takiego zrobił- zwyczajnie jestem wyczulona na to.
Z jednej strony powieść ta jest ciekawa, na pewno przejmująca, ale chwilami nierealna i zbyt baśniowa. Weronika ma trzydzieści lat i pewnego dnia dostaje bardzo nietypowy list, od swojej biologicznej matki. Sama jest osobą dość zagubioną, łykającą różne świństwa podsuwane przez rodziców. Rozumiem więc jej decyzje o potrzebie odszukania swojej matki. Ten czas dla młodej kobiety jest jak przeniesienie się w inny wymiar. Kim jest jej matka? Znachorka? Czarownica? Czy zwyczajnie była pacjentka szpitala psychiatrycznego? Podobało mi się wiele przemyśleń w tej książce, zgrabnie jest wszystko ujęte, lęki i dezorientacja osób, które dopiero w dorosłym życiu poznały swoich rodziców. Bardzo emocjonalnie jest to przedstawione. Natomiast dlaczego nasza bohaterka została aż tak długo u swojej biologicznej matki- w dość dziwnych warunkach i atmosferze- demony, śmierć, choroby, zabobony- to już nie wydaje mi się realne czy wiarygodne.Wydaje mi się,że to zbyt wiele jak na pierwsze spotkanie po latach.. Tak samo postać matki- jej dialogi to często były monologii, była momentami irytująca dla mnie, bo nie odpowiadała na pytania, tylko zaczynała o czymś innym. I tak cały czas.

W każdym razie powieść w porządku. Może się bardzo podobać. Ciut inna i przewrotna. Ma coś w sobie, choć bez fajerwerków.

czwartek, 22 września 2011

Krótki powrót do czasów, gdy byłam dziewczynką: ''Oto jest Kasia" Mira Jaworczakowa

Jako uczennica trzeciej klasy podstawowej przeczytałam tę powieść i pamiętam do dziś jakie emocje we mnie wywołała. Oburzenie, gniew, smutek, straszny żal. Rysunki potęgowały emocje, szczególnie obrazek łóżeczka z siostrzyczką Kasi i otwarte okno. Piękna opowieść o prymusce, rozpuszczonej Kasi, która w szkole rządzi koleżankami, wyśmiewa się z innych. Wraz z narodzinami siostry przeżywa wielki bunt. Bo nie jest nagle w centrum uwagi, nie jest najważniejsza. Pastwi się nad swoimi koleżankami w szkole coraz bardziej, staje się niemożliwa, przestaje się uczyć, próbując zwrócić na siebie uwagę. No i dochodzi do tragedii. Jest tak zazdrosna o malutką Agnieszkę, że kiedy nagle zostaje z nią sama w domu...oj, oj...otwiera się okno, wieje wiatr a Kasia nic. Mała rozchorowała sie na dobre...a Kasia w końcu się opamiętuje...- ta scena jest bardzo mocna dla małych dziewczynek, ale chyba oto chodzi.

Jaka to mądra książka, ciepłym, pięknym językiem napisana, ponadczasowa, tak do bólu wymowna i przejmująca. Koniecznie musiałam zakupić sobie wydanie, które jest mi bliskie, z tą samą okładką i rysunkami z moich wspomnień. Widziałam inne, nowsze okładki i moim zdaniem są tragiczne. Ta jest najładniejsza. Oczywiście nie mam dystansu, bo do wspomnień z dzieciństwa się ich nie ma;) Ale frajda na jeden wieczór!! Uwielbiam takie powróty i szykuję sobie ich więcej.

środa, 21 września 2011

Wrażenia raczej letnie czyli ''Klaudyna w Szkole'' Colette

Niestety rozpływania się w zachwycie nie będzie. Nie wiem co się stało. Jestem przecież niepoprawną romantyczką, ''Mała Księżniczka'', ''Abigail'' piekielnie mi się podobały- czyli książki, które łączą w sobie to ,że akcja dzieje się na pensji. Wszystkie te klimaty małych kobietek, zdarzeń szkolnych są mi bardzo bliskie. Natomiast w przypadku ''Klaudyny w Szkole'' jest inaczej. Trudno mi uwieżyć, że może z tego rodzaju książek wyrosłam, bo uważam, że pewne rzeczy nie mijają:)

Perypetie Klaudyny wydały mi się trochę naciągane,  z niczego coś, świetna promocja oczywiście, same pozytywne recenzje...a mi ta powieść w ogóle nie wydaje się cudowna ani wyjątkowa. A wręcz przegadana i za mało klimatyczna czy tajemnicza.  Momentami nudnawa. I bardzo przereklamowana- w tym pies pogrzebany. Chyba oczekiwałam cudu z nieba.  Sama postać Klaudyny podobała mi się. Zadziora z niej, pyskate dziewuszysko niesamowicie bystre i zakochane w swojej nauczycielce. Uważam jednak, że zdarzenia, które ją spotkały na pensji nie były aż tak ciekawe i oryginalne i zaskakujące. Nic wyjątkowego ani podsycającego wyobraznię. Książka dla mnie przeciętna, bez magii i tego czegoś szczególnego.
W każdym razie drugą część przygód Klaudyny posiadam i przeczytam, kto wie, może rozkręci się to w nieoczekiwanym kierunku? Zobaczymy.

wtorek, 20 września 2011

''Czas Zamknięty'' Hanna Cygler

Od dawna miałam ochotę na jakąś trylogię czy sagę, ale nie dotyczących elfów ani wampirów czy upadłych aniołów ponieważ zwyczajnie nie czuję tego klimatu.
I tak oto sięgnęłam po ''Czas zamknięty''- piewszą część cudownej opowieści o ludzkich losach w nieludzkich czasach. Pisarka przenosi nas do Wolnego Miasta Gdańsk,. Jest kwiecień 1939 roku. Główny bohater to Władek Hallmann- głowę ma nabitą marzeniami. Mieszka z matką i siostrą Laurą. Opowieść zaczyna się tuż przed samym wybuchem II Wojny Światowej. Młody chłopak nie do końca zdaje sobie sprawę, co za chwile się stanie..jego rodzina postanawia udać się statkiem do Anglii, czyli uciec w ostatniej chwili przed wojną. Splot wydarzeń sprawi, że Władek nie zdąrzy na statek...

Jestem pod wrażeniem tej powieści. Błyskawiczna, wciągająca akcja, dzieje się naprawę dużo. Czas zawieruchy, tajemnic rodzinnych, tragicznych wydarzeń. Jest to również świadectwo przemiany, dorastania Władka poprzez wiele ciekawych i często ciężkich doświadczeń, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć. Trudno nie lubić tego bohatera, kibicowałam mu od początku. Pisarka pisze przejmująca a jednocześnie czyta sie na jenym oddechu. Strasznie podobały mi się sceny miłosne, których tu nie brakuje, często pełne dramatyzmu ale i niesamowitej niewinności- umiejętnie, zgrabnie i z łatwością przyszło to pisarce.
Oczywiście,że sięgnę po drugą część. I myślę, ze z prozą pani Hanny Cygler zaprzyjaznię się na dłużej. Zauroczyła mnie sposobem w jaki pisze i snuje opowieść. Nie może być!;) Już zacieram rączki na drugi tom '' Pokonani''

niedziela, 18 września 2011

Zapraszam na Wyspę Księcia Edwarda..czyli moja podróż śladami Ani z Zielonego Wzgórza

W prowincji Nowa Szkocja, gdzie zatrzymaliśmy się kilka dni u kanadyjskich przyjaciół, wypożyczyliśmy samochód i udaliśmy się dalej, czyli na upragnioną przeze mnie Wyspę Księcia Edwarda. To około czterech godzin jazdy autem. Ostatni odcinek drogi to długi most na wodzie.
Wyspa wita czerwonymi plażami i klifami, fioletowymi kamykami i latarniami. Spokój, cisza...bo tutaj się odpoczywa i czas zwalnia. Z każdej strony atakują malutkie restauracje z homarami- tutejsza specjalność, smażalnie ryb i sklepy z krowimi lodami- najlepsze kanadyjskie lody- rzeczywiście, pyszne, tysiące smaków i fajny pomysł na lodziarnie. Poruszanie na wyspie jest niezmiernie łatwe. Przy wjezdzie- dom informacyjny, możesz zabrać sobie za darmo mapy i jechać przed siebie.
My udaliśmy się drogą numer 13, która prowadzi wprost na północ do Cavendish...na Zielone Wzgórze....to zaledwie 45 minut jazdy, wyspa jest naprawdę mała.

 Miejsce od razu sprawiło, że przeniosłam się do książki, w świat wyobrazni. Wszystko na Zielonym Wzgórzu jest wiernie oddane temu, co opisuje powieść o Ani. To ogromne miejsce, ale jakże warte spędzenia przynajmniej pół dnia jak i nie całego. Zielone Wzgórze nie trąci komercją...jest tajemnicze, romantyczne i pełne szczegółów znanych z książki..popatrzcie sami..
Witamy na Zielonym Wzgórzu! Nawet nie wiecie co czułam w tym momencie..

Przekraczając bramę, wchodzimy w wielki i obszerny świat Ani..ale nie ma to wymiaru miasteczka z gadżetami, to bardzo spokojne i tajemnicze miejsce.
Jezioro Lśniących Wód..
Stodoła Mateusza, w pełni wyposażona
Dom Ani, Maryli i Mateusza..
  
Dom Ani z przodu, z widokiem na ogród i dolinę gdzie...
schodki prowadzą do...Sosnowego Lasu czyli..
Las Duchów, gdzie Ania była przekonana, ze ukazuje się duch dziecka..piekny, długi spacer zaciemnioną drogą przez drzewa..
A to już w domu Ani..na piętrze, jej pokoik..
Pokój Mateusza
Pokój Maryli
Spiżarnia Maryli, gdzie stoi wino pożeczkowe, którym Ania niechcący upiła swoją przyjaciółkę Dianę
Jadalnia
A to już..Aleja Zakochanych, wychodzi od południowej strony domu Ani..czerwone dróżki..
Spacer Aleją Zakochanych..to prawie 2 km przepięknych widoków i romantycznych, cichych miejsc..
Drzewo pod których trzeba się cmoknąć i wyryć swoje inicjały..( Aleja Zakochanych)
Zakupiłam na Zielonym Wzgórzu książkę- oczywiście ''Anię z Zielonego Wzgórza'' z okładką pierwszej edycji oraz kilka pamiątek oczywiście.

Odwiedziłam również miejsca związane z pisarką, które prowadzą jej krewni.Dom, w którym pisała i przebywała ale nie zamieszczam fotek bo chyba za dużo jak na jeden post już.
A mieszkaliśmy z mężem w Kindred Spirit, bardzo sympatyczne kanadyjskie domki letnie urządzone w pełni:trzy sypialnie, kuchnia i jadalnia z kominkiem. Wieczorami gotowałam kukurydzę i siedzieliśmy na werandzie.

Zajadam krowie lody..moje ulubione to smak gum do żucia kuleczek..mniam..
Tak, kupiłam perułkę Ani i tak, mam trzydzieści lat :P

Wyspa jest urocza, chciałabym tam wrócić kiedyś..Spokój, piękno i romantyczne zakątki. Czego chcieć więcej?

piątek, 16 września 2011

'' Trzeci cud '' Richard Vetere

Witajcie! W niedziele zapraszam was na relacje z Kanady, a dokładnie z jednego przystanku moich wojaży- Wyspy Księcia Edwarda bo wiąże się to oczywiście ze światem literatury.. Ale piszę już teraz  notkę o książce bo piekielnie się stęskniłam za swoją błękitną biblioteczką, za pisaniem, za czytaniem was wszystkich. O moich zaległościach nie wspomnę..
''Trzeci cud '' to w moim odczuciu ciekawa powieść poruszająca tematykę wiary, ludzkich słabości. Mowa głównie o cudzie, jaki zdarzył się w Queens- figura płacząca krwawymi łzami na oczach małej dziewczynki. Bardzo szybko miejsce te staje się rozsławione i walą do niego tłumy. Jak ludzie reagują na cuda, dziwne zjawiska? To powieść o przemianach również w nas samych. A może każdy z nas jest w stanie poczuć cud w sobie? Mnóstwo tutaj niedopowiedzenia, rozważań bohaterów, nawet śledztwo małe będzie miało miejsce. Ale najważniejsi są ludzi. Tajemnicza, spokojna książka, może bardzo się podobać, bo jest troszkę inna, powiedziałabym nawet, oryginalna. Seria z galerią ma to do siebie, że prezentuje ciekawe pozycje, choć moim zdaniem nie wszystkie pozycje są warte uwagi. Ale ta jak najbardziej. Warto sięgnąć, szczególnie jak ktoś ma ochotę na coś niepopularnego.