środa, 31 sierpnia 2011

Wrzesień w podróży.

 Pierwsze wakacje bez biura podróży, na własną rękę- a to oznaczało mnóstwo planowania. W takich chwilach internet jest jak skarb- można sprawdzić wszystko, najlepsze restauracje, hotele, centra handlowe itp itd. Wplątłam w ten czas wizytę u starych znajomych kanadyjczyków no i porcja spotkań zawodowych- a będzie ich troszkę, więćc trzeba wziąść sukienki i szpilki, uff. Wszystko już dopięte na ostatni guzik. Dużo atrakcji: Halifax, Nowa Szkocja, Toronto, Niagara Falls.. ale najbardziej cieszę się podróżą wypożyczonym autem na Wyspę Księcia Edwarda- to będzie książkowa wycieczka- śladami Ani z Zielonego Wzgórza, a jest co zobaczyć, boję się, że zwyczajnie narobie w gacie z wrażenia i będę ponownie dziewczynką- nie ma co, mąż będzie miał ubaw...tak więc szykuję małą niespodziankę dla miłośników Ani i zrelacjonuje wam miejsca związane z tą bohaterką:) O księgarnie też zachaczę, jestem ciekawa, co tam na półkach serwują.

Po powrocie z Kanady nawet do domu nie dojedzemy, wsiadamy w Dublinie w samolot do Hiszpanii- północna część- Kraj Basków.
Tak więc większość września będę w podróży.
Do zobaczenia!

niedziela, 28 sierpnia 2011

Poprostu Bette Davis..

Była sobie taka era..drastyczna cenzura, o komputerowych poprawkach i wizualnych wygibasach nikt nie słyszał. Liczył się dialog, gra aktorska, gesty. Od jakiegoś czasu zaczęłam kompletować różne filmy z lat trzydziestych, czterdziestych i pięćdziesiatych. Stare, klasyczne Hollywood. Urok i czar tamtych lat porwał mnie całkowicie.. i tak nagle moj wzrok przykuła pewna kobieta. Osobiście uważam, że to jest właśnie miarą wybitnego talentu- nie znasz, nie słyszałaś, nie obiło ci sie nawet o uszy.. a jednak nagle zatrzymujesz się i wiesz, wyczuwasz w sekundę, że masz przed sobą zjawisko i nie możesz przejść obojętnie.
Kiedy przez przypadek zobaczyłam Bette Davis w ''Dark Victory'' oniemiałam. Tak zagrać..co za naturalność, kreatywność..i co najdziwniejsze ta bohaterka nawet teraz wydaje się na czasie. To Bette Davis poraz pierwszy użyła papierosów jako ważny gest w scenie filmowej. Do historii przeszedł jej sposób zapalania papierosa w filmie ''Now, Voyage''. Te oczy, które potrafiły wyrazić więcej niz miliony słów, nawet w scenach, gdy miała mniejszą rolę- potrafiła przyćmić wszystkich. Stworzyła bohaterki krnąbne, rozpieszczone, pełne namiętności i silne- bez sztuczności a z ponadczasowym urokiem. Pozostawiła po sobie kilkanaście niezapomnianych kreacji aktorskich. A ja strasznie się cieszę, że mam co odkrywać nadchodzącej jesieni, choć troszkę mi wstyd, że tyle lat przeżyłam nie wiedząc o jej istnieniu. Takie to moje prywatne odkrycie, pewnie należę do mniejszości.

" The Girl Who Walked Home Alone'' to zbiór wywiadów, jakich udzieliła laureatka dwóch Oscarów, a z nich wyjawia się historia jej życia własnymi słowami. Przeżyła 81 lat. Autorka książki rozmawiała z nią godzinami, u kresu jej życia. Mnóstwo wspaniałych podsumowań, refleksji i informacji o świecie filmu, którego już nie ma i jak zmieniała się ta branża. Duzo ciekawostek: Bette odrzuciła rolę w ''Tranwaj zwany pożądanie"..
Ale to również portret kobiety, która nigdy nie żyła przeszłością...zawsze patrzyła przed siebie zdobywając kolejne szczeble kariery. Obsypywana nagrodami, w życiu prywatnym nigdy nie zaznała szczęścia. '' Wybierałam niewłaściwych mężczyzn. Za każdym razem. Sprawdzałam ile wytrzymają, a potem wiedziałam, że odejdą..tak jak zostawił mnie mój własny ojciec'' Silna, pyskata, często trudna na planie filmowym. Prawdziwa i konkretna.
Ta książka była cudowną podróżą w świat, którego już nie ma, ale również bliższe poznanie kobiety, której filmy podziwiam. Oto kilka z jej wielu niezapomnianych ról..

''Dark Victory'' 1939

''Now, Voyager'' 1942
'' Mr Skeffington'' 1944

''All About Eve" 1950

piątek, 26 sierpnia 2011

'' Mężczyzna w brązowym garniturze'' Agatha Christie

Anna, młoda dziewczyna przypadkowo jest świadkiem tragedii w londyńskim metrze. Do tej pory życie ją nudziło i narzekała na brak adrenaliny. Ale właśnie dzięki incydentowi na stacji...wszystko się zmienia. Zaczyna dociekać i myśleć oraz układać w całość wydarzenia. Dlaczego lekarz, który nagle wyłonił się z tłumu i zbadał rannego...natychmiast zniknął? Pytań jest wiele, a Annę już nic nie powstrzyma..udaje się do Afryki i natrafia na trop afery diamentowej...różne postacie, powiązania...Kryminał ciekawy i była to pyszna rozrywka.  Czytało się lekko i przyjemnie. W moim odczuciu jeden z tych dobrych kryminałów pisarki, na pewno nie z półki najlepszych. Trzeci rok czytam książki Agathy i nadal mnie nie nudzą, regularnie sięgam po następne. Nie wiem co będzie, kiedy przeczytam już wszystko...no ale do tego jeszcze daleko, więc nie ciągnę tej myśli, bo zacznie boleć..
Powtarzam się jak zdarta płyta, ale niestety takie są fakty- ponownie nie odgadłam zagadki.

środa, 24 sierpnia 2011

Z literatury amerykańskiej: ''Modliszki'' Joyce Carol Oates

Troszkę fruwam ostatnio, staram się dopiąć i zamknąć jakieś domowe obowiązki przed naszym wyjazdem, plus praca więc tak jakoś ten czas leci produktywnie bardzo- a to najważniejsze. Oczywiście czytam, codziennie, ale o ilości zaległych recenzji nawet nie wspomnę a będzie coraz gorzej...wyjeżdżamy niebawem na prawie 3 tygodnie.

Joyce Carol Oates  bardzo cenię i mam ogromny szacunek do jej twórczości. ''Modliszki'' to ciekawy zbiór opowiadań. Głównym podmiotem są cierpienia kobiet, małe- większe dramaty w niezwykle ciemnym, mrocznym klimacie. Samotność, urazy z dzieciństwa, itp itd. Nie jest to lekka lektura, ale intrygująca na pewno. Do końca nie wiadomo w sumie, czy te historie wydarzyły się na prawdę, czy tylko w głowie bohaterek..
W każdym razie wolę powieści tej pisarki- zdecydowanie. Czar i urok jej stylu jakoś do mnie przemawia bardziej w dłuższej formie. Poza tym wiadomo, opowiadania są generalnie specyficzne i chyba nie aż tak popularne jak powieści. Dla wszystkich fanów pisarki- oczywiście obowiązkowa lektura. Osobiście nie poleciłabym ''Modliszek'' na pierwsze spotkanie z twórczością amerykańskiej autorki. Ale zawsze przychodzi czas na deser:)

niedziela, 21 sierpnia 2011

'' The Homecoming Of Samuel Lake'' Jenny Wingfield

Do tej pory byłam beznadziejna jeśli chodzi o smakowanie powieści, gdzie jest przynajmniej siedmioro ważnych bohaterów, czy nawet więcej. Odstraszał mnie fakt, że pewnie trzeba bedzie wertować kartki wstecz, bo zaraz się pogubię kto co i jak, że za dużo treści, biadolenia, że potrzeba super koncentracji zabije radość czytania i pojawi się uczucie, że pisarz tylko się popisuje jak to nasmarować potrafi itp.
Tak było tej pory.
Teraz skończyłam czytać ''The homecoming of Samuel Lake" i wyjść z podziwu nie mogę. Zwyczajnie nie mieści mi się w głowie, że można tak genialnie opowiedzieć pozornie prostą historię i na dodatek stworzyć wielu bohaterów a każdy od razu zapada w pamięć, jest żywy, budzi emocje. Pisarka świetnie panowała nad wszystkim- wątki są klarowne, przejrzyste, znakomita dynamika przeplatania się sytuacji i każdy rozdział kończy sie taką puentą, że nie możesz odłożyć ksiażki na bok i czytasz dalej.
Kiedy myślę o tej powieści, nachodzi mnie jedne słowo- klasycznie dobra powieść o wielowymiarowym przesłaniu. Poznajemy rodzinę pastora Samuela Lake'a- jego żonę, trójkę dzieci, teściów, bratową z mężem, oraz- pewnego sąsiada- oj ta postać budzi emocje, generalnie tak, że ja się go zwyczajnie bałam, ale chciałam jak najszybciej odkryć co mu tam w głowie siedzi i co zrobi...Każda postać i dzieci wnoszą dużo do całej historii, w sumie twórzą interesującą całość, co sprawia, że można o tej historii dyskutować na wiele sposobów. Rodzina pastora z pewnych przyczyn musi zatrzymać się na dłużej u rodziny żony. Tło powieści to lata pięćdziesiąte, ''stolica trąb powietrznych''-czyli Arkansas. Podczas tego pobytu wydarzy się wiele. Każdy członek rodziny tworzy jakby ważną część całej tej histori. Symboliczna jest nawet nazwa rodzinnego baru: ''Never Close".

To opowieść o sile rodziny. O momentach, kiedy rodzina scala się w jedność. Pomimo naszych sekretów, ciemnych stron, rozdarciem między honorem, szacunkiem , miłością a tradycją.. są chwile, kiedy łączymy się natychmiastowo. Momentami okrutna to opowieść, ale bardzo wciągająca i równie dowcipna, i pełna ciekawostek.  A przede wszystkim pisarce udało się uniknąć tego, czego nie lubię w powieściach- miałkich sytuacji prze które nie przebija się charakter postaci. Chciałabym rzec, ze na jednym oddechu się czyta, ale nie mogę tak napisać...bo celowo zwalniałam, by chłonąć klimat tej książki, a nie było to trudne. Czysta przyjemność i emocje w najlepszym wydaniu.

Tych bohaterów się nie zapomina...zamknęłam książkę...i nadal widziałam ich twarze..i czułam co w ich duszach grało..

sobota, 20 sierpnia 2011

Z literatury rosyjskiej: '' Na Górnej Masłowce'' Dina Rubina

Jeśli pogoda była by kobietą, to oświadczam, iż irlandzka pogoda dostała szału i trzeba wysłać ją na leczenie. Dziwne te tegoroczne lato...Tak tytułem wstępu z innej beczki.
" Na Górnej Masłowce" to lektura z tych, które nie zapadły mi w pamięć, momentami nużyła, denerwowała, co nie znaczy, że nie jest ciekawa. Osobiście nie przypada mi do gustu obecnie trudniejsza forma odbioru tekstu, który w zasadzie mógłby być przedstawiony bardziej klarownie i dostępnie. Chyba nigdy za tym nie przepadałam, możliwe, że kiedyś poczuję potrzebę takiego przekazu i czerpania z niego przyjemności. Skusiłam się, gdyż Dina Rubina to uznana pisarka i bardzo ceniona. Ma rzesze zwolenników.

Powieść przenosi nas do rosyjskiej bohemy, świata malarzy i rzezbiarzy. Owe środowisko ma swojego guru- jest nim już w podeszłym wieku Anna Borisowna. Młodzi do niej lgną, a ona manipuluje nimi jak się da. Krytykuje, manifestuje swoją siłę, przytłacza.Tak więc poznajemy kilku bohaterów, którzy na różne sposoby są związani, a może oplątani siecią starszej kobiety. Zamiarem było również ukazanie royjskiego społeczeństwa. Nie wiem, ale zauważyłam, że czasem jest tak, iż opis wspaniałych książek jest nudny i przecietny, a opisując coś , co może nie dostarczyło nam mnóstwa wrażeń- na papierze czy w poście brzmi całkiem intrygująco. Takie mam odczucia do tej powieści. Streszczając w kilku zdaniach- podoba mi sie zamysł, ale czytając tę lekturę- miałam totalnie inne odczucia. Może to nie ten czas na tę powieść.

czwartek, 18 sierpnia 2011

''The Pull Of The Moon '' Elizabeth Berg oraz stosik..

Niezwykle kobieca powieść. Refleksyjna, zmuszająca do myślenia a jednocześnie przyjemna, lekka, z humorem. Życiowa. Bohaterka ma pięćdziesiąt lat. Postanawia wyjechać samotnie. Oderwać się od codzienności i tego co kocha. Nie jest to ucieczka. A raczej potrzeba oddechu i perspektywy. Z każdego hotelu, w którym się zatrzymuje, pisze listy do swojego ukochanego męża. Piękne wspomnienia różnych kobiecych etapów na przestrzeni dekad. Analiza naszych poczynań, mądrości i głupoty. Ciepłe te listy, zabawne ale i przejmujące. Tak naprawdę Nan wraca do siebie, do korzeni, do tego co w życiu ważne i co wciąż przed nami. Urocza powieść, chyba najbardziej podobały mi się te refleksje nad zmianą ciała kobiecego, kiedy nie wygląda się już jak dwudziestolatka, czy trzydziestolatka. Szczera i tak z serca kobiety, która już przeżyła dość dużo, by móc dojrzale poukładać swoje doświadczenia i wyciągnąć wnioski. Moim zdaniem to powieść dla wszystkich kobiet, bez znaczenia, ile mają lat. Nie jest to nowość wydawnicza, ale wyszperana książka na amazonie. Przyjemna lektura- momentami bardzo zabawna.

Sporadycznie zamieszczam stosiki...ale dziś to chyba ''ten dzień''. Stosik po angielsku, z irlandzkiej księgarni oraz z amazon.co.uk:

środa, 17 sierpnia 2011

'' Kinoman '' Walker Percy

Uwielbiam starszą literaturę amerykańską. Naprawde nie nastawiałam się na świetny, głęboki obraz Południa, z kilkupokoleniową rodziną i tajemnicami w tle. Jakoś czułam, że będzie to coś zupełnie innego. Zwyczajna codzienność byłego weterana wojennego. Binx Bolling dobiega trzydziestki, pracuje w rodzinnej firmie, sypia ze swoimi sekretarkami, kocha kino. W pewnym momencie zastanawia się nad życiem i jego sensem. Zaczyna analizować i patrzyć na swój los inaczej. Niby taka obyczajówka, ale jednak mnie nie zachwyciła. Przeczytałam z uwagą i nie mogę przyczepić się do niczego, no może ten tytuł jakoś mało moim zdaniem ma wspólnego z powieścią. Lubię takie klimaty, styl narracji z lat sześćdziesiątych. Ale nie porwała mnie ta historia. Zwyczajnie. Nie wiem, może jest troszkę przebrzmiała? W każdym razie to w Ameryce ważna książka, która weszła do kanonu klasyki. Ja w tej książkce jednak nie dostrzegłam porywającej historii.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

" SPA pod Czerwoną Latarnią " Kasia Kropka

To pierwsza książka w moim życiu z gatunku powieści erotycznej. Nie to, żebym tutaj chciała odrazu zaznaczać jaka ze mnie grzeczna dziewczynką z nienagannie ułożonymi włosami, która całuje męża w policzek na dobranoc, następnie modlitwa i lulu spać. Chodzi zwyczajnie o to, że ja nigdy powieści erotycznych nie widziałam ani w polskich księgarniach, ani sklepach. Reklam ani recenzji też nie zauważyłam. Nie wiem nawet czy na rynku jest wiele takich powieści czy cisza totalna. Z Kasią gadałam wielokrotnie na necie ale o zupełnie zwyczajnych sprawach jak'' koty, porządki, ludzie na mieście'' nie mając zielonego pojęcia , że pisze książki. W pewnym momencie jednak powiedziała i zaproponowała, że mi prześle. Zgodziłam się od razu, czemu nie? Byłam ciekawa.

Nie mam żadnego porównania do innych pisarzy w tej materii, ale śmiało mogę stwierdzić, że przede wszystkim autorka pisać potrafi. Nie ma tu gramofonii, za to są żywe, wiarygodne a nawet śmieszne dialogi. Opisy erotyczne płyną, nie bolą sztucznością. Lekkie pióro. Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to na mój gust imiona bohaterów mi się nie podobały, były takie nickowate. Myślę, że odrobina tajemniczego wątku pobocznego by nadała lekturze dodatkowej barwy. Nie jest to gruba książka, ale czytanie mi jej zajęło długo, bo mąż odrazu chciał, żebym mu zaczęła tłumaczyć na język angielski hihih;) Oczywiście kulminację rodziału, bo którego mężczyzne obchodzi wstęp w tych książkach albo w ''filmach''.hihih Czytając łapałam się na tym, że czekam na jakieś inne wątki- chodzi o to, że autorka naprawdę dobrze włada piórem, nie przypuszczałam, przyznam się, ze aż tak.
Wszystkim zainteresowanym polecam, a samej autorce życzę rozwijania swej pasji i kolejnych, nowych książek:) Ciekawa rozrywka:)

niedziela, 14 sierpnia 2011

Trzymająca w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.."Before I go to sleep" SJ Watson

Wyobraż sobie, że budzisz się rano i czujesz, że wydarzyło się coś bardzo, bardzo złego..nie wiesz gdzie jesteś, pokój wydaje się obcy. Nagle dostrzegasz w łóżku obok śpiącego mężczyznę w średnim wieku. O rany, nie! - myślisz- pewnie za dużo wypiłam i przespałam się z nieznajomym...po chwili jest jeszcze gorzej- dostrzegasz obrączkę na jego palcu- kurde, na dodatek poszłam do łóżka z żonatym facetem- przerażona biegniesz do łazienki..boisz się, że nagle może wyskoczy jakiś szesnastolatek ze zdziwieniem, co obca kobieta robi  w jego domu. Ale nie, nikogo nie ma...tyle, że w łazience patrzysz w lustro i widzisz ......kobietę w średnim wieku. A mężczyzna budzi się i mówi do ciebie: '' Kochanie, jestem twoim mężem od dwudziestu lat, zaraz ci wszystko powiem, jak co ranek..''

Tak zaczyna się mniej więcej ta powieść, zaledwie pierwsze kilka kartek, a już nie można się oderwać. Narratorką jest Christine- cierpiąca na bardzo nietuzinkowy rodzaj amnezji. Codziennie rano nie pamięta już niczego. Ale jest dziennik ukryty w szafie, w pudełku z butami. Codziennie dzwoni do niej lekarz i każde jej go przeczytać i mówi gdzie dziennik się znajduje..dlaczego na pierwszej jego stronie pisze ''nie ufaj swojemu mężowi''?  Codziennie Christine zapisuje co się dzieje, póki pójdzie spać, więc jutro może to odczytać..jak lekarz do niej zadzwoni... Tylko co tak naprawdę się dzieje? Kim jest, kim są jej bliscy? kto kłamie a kto mówi prawdę?

Błyskawiczna akcja, ciekawa forma,  świetne wodzenie czytelnika za nos...ten psychologiczny thriller był świetnym wyborem. Ostatnio, kiedy zaczęłam poraz pierwszy w życiu kupować ksiażki po angielsku według rekomendacji listy bestsellerów na wyspach i Nowym Jorku- przeżywam same strzały w dziesiątkę!
Jestem pdo wrażeniem. Super rozrywka na weekend. Czyta się na jednym oddechu.

piątek, 12 sierpnia 2011

Ach.. ta seria z Miotłą!

Wszystko zaczęło się w 2005 roku. Ktoś wpadł na pomysł, by stworzyć serię z miotłą i wydawać bardzo różnorodne powieści, z wielu krajów ale o wspólnym mianowniku- wykwintna proza dla kobiet. W owym czasie przebywałam w Warszawie i udzielałam wywiadu w Radio Wawa ( nie miało to nic wspólnego z literaturą). Jest taki zwyczaj radiowy, że każdy gość dostaje upominek w postaci kilku książek- i tak wpadła mi w ręce izraelska powieść ''Płacząca Zuzanna'' a reszta to już historia. Zakochałam się w serii z miotłą. Nie cierpię czytać na jedno kopyto, lubię przenosić się w inne kraje i smakować dobrą prozę. Odkrywać i mierzyć się z nią. Nie chodzi mi tu o opisy natury, ale o ludzi. Od dekady przebywam wśród ludzi różnej narodowości, więc może stąd taka potrzeba, nie może być jednolicie dla mnie. Seria z miotłą mi to umożliwiła...i tak jest po dzień dzisiejszy. Posiadam 44 książki z tej serii, nie mam tylko tych Majgull Axelsson, które zakupiłam w innym nakładzie. Przeczytałam prawie wszystkie, a te co jeszcze przede mną to celowo- w razie gdyby już nic nowego nie wychodziło, by mieć na póżniej. Ale z moich obserwacji, od lat regularnie ukazują się kolejne pozycje. I jak to bywa są moim zdaniem niesamowite tytuły, bardzo dobre, niektóre bardzo ambitne i trudne, no i takie, które do mnie nie przemówiły kompletnie- ale ich malutko. Nie wiem kto pracuje przy serii z Miotłą, ale szczerze gratuluję: wyboru, okładek, wyobrażni i wrażliwości. Moim zdaniem to coś nietuzinkowego na naszym rynku i mam nadzieje, że będzie jeszcze tak długo, bo ja już tak przywykłam, że jak nie widzę w zapowiedziach nic nowego z serii z miotłą to czuję się dziwnie. Wrosła we mnie, o!

A to moje najpiękniejsze i najciekawsze doznania, czyli książki, które uważam za najlepsze z tej serii: genialna powieść ''Czas Czerwonych Gór''- czyli Mongolia i kobiety, które stają się czytelnikowi bliskie jak siostry, zbiór felietonów Soni Raduńskiej ''Kartki z białego zeszytu'' ( ukazywały się w Zwierciadle), ''Ja Tituba, czarownica z Salem''- mega pozytywne zaskoczenie i smaczek, oczywiście również wszystko co Majgull Axelsson napisała oraz cała reszta na zdjęciu, a zapomniałam o świetnej, mieniącej się barwami brazylijskiej powieści: ''Osiem Zeszytów'' Heloneida Stuard- nie ma na zdjęciu, polecam gorąco:



A to książki w moim odczuciu bardzo trudne i niesłychanie ambitne, dla wybrednych i pragnących czegoś trudniejszego- kiedyś jeszcze się za nie wezmę ponownie:)



A te powieści uważam za najsłabsze, co więcej -jeden niewypał: ''Kazirodztwo'' uważam za koszmarnie przetłumaczoną książkę, czytało się jakbym góry pokonywała w szpilkach.

Reszta książek, których nie zamieściłam na zdjeciu i nie opisałam: podobała mi się. Literatura irlandzka, afrykańska, polska, czeska- przyjemne, ciekawe, i czasem smutnawe ale zawsze przejmujące.
To tylko moja osobista opinia, ale zachęcam was serdecznie do odkrycia serii z miotłą. I po jednym niepowodzeniu nie warto się poddawać, naprawdę duży wachlarz ciekawej, bardzo dobrej prozy:)

I tak oto wyplułam swoją miłość do książek z serii z Miotłą. Amen:)

czwartek, 11 sierpnia 2011

Z literatury kanadyjskiej:"Opowieść Żony'' Lori Lansens

Książki z ''serii z miotłą'' to dla mnie zawsze uczta literacka na bardzo dobrym poziomie. Każda lektura z innej części świata, na inny temat, ale zawsze o kobietach i dla kobiet. Moje czytelnicze cukiereczki, które pieczołowicie kolekcjonuje na swojej błękitnej półce. 
''Opowieść żony'' nie ma nic wspólnego z Bridget Jones, komercyjnym odchudzaniem się i dylematami tego typu.  Chyba dlatego właśnie podobała mi się ta powieść. Mary czeka na męża. Jest to szczególny wieczór, bo ich wielka rocznica ślubu. Tyle lat razem! Tylko, że mąż nie pojawia się. Znika, przepada na dobre. Mary zaczyna myśleć. Może poraz pierwszy w życiu. Wyrusza śladami męża, odwiedzając swoją matkę, teściów, pierwszy raz wsiada do samolotu do USA..tak naprawdę poznaje i odnajduje siebie samą. A my z nią śledzimy podczas tej wyprawy jej wspomnienia i refleksje. Cała podróż nie jest niczym szczególnym, odwiedza rodzinę, poznaje nowych ludzi, ale uczy się wiele o sobie i świecie.
Bardzo ciekawa powieść o duszy i sercu kobiety, która wiecznie zajadała swój głód, o wielkiej nadwadze i z czego ona wynikała. O obsesyjnych myślach, dlaczego nie wrzuciło się do koszyka tych cukierków koło kasy dziś po południu w supermarkecie- myślach, które były ważniejsze niż wieczór z mężem. Potworna tusza jako tarcza ochronna. Lęki i frustracje. Bezsilność i kobieca niemoc. Samotność w małżeństwie i doprowadzenie drugiej osoby do granic wytrzymałości.

Strasznie podobało mi się, w jaki sposób pisarka zbudowała postać Mary, jak krok po kroku poznajemy ją coraz bardziej i trudno jej nie kibicować. Bohaterka wcale nie denerwuje, nie irytuje, nie wywołuje sztucznego wspólczucia. Choć to tłusta lektura, czyta się naprawdę szybko. Bardzo kobieca powieść.  Czyta się lekko, porusza i przykuwa uwagę. Ciekawa. Osobiście bardzo mi się podobała ta powieść.

środa, 10 sierpnia 2011

Rewelacyjny tegoroczny debiut: ''When God was a Rabbit'' Sarah Winman

Będąc zaledwie na stronie czterdziestej trzeciej, zaczęłam zamęczać męża zachwytami nad tą powieścią i chciałam o niej trąbić na prawo i lewo. Pamiętacie serial ''Cudowne lata''? Albo emocje przy filmie ''Forest Gump''? To jest tego rodzaju książka: wymowna, wielowarstwowa, wzruszająca, do bólu życiowa i świetnie napisana.

Osią powieści jest historia brata i siostry, najpierw śledzimy ich dzieciństwo w latach 60tych- zwyczajne życie rodziny w tamych niewinnych czasach, gdy szkoła była za rogiem, interent nie istniał ani telefony komórkowe. Poprzez pozornie zwyczajne wydarzenia, pisarka genialnie maluje swoje postaci, rodziców, samą Elly i jej brata poprzez kolejne dekady.Każdy bohater, nawet bezdzietna ciotka ma ważne znaczenia dla całości i wymowy opowieści. Dzieje się dużo..są i wzruszające momenty, ale i tragiczne, napisane nieslychanie wymownie i mocno- nic nie powiedziane wprost, ale za to tak sugestywnie,że wiemy od razu o co chodzi i to sprawia, że książki odłożyć nie można. Druga część powieści dzieje się kilkanaście lat póżniej, ukazując dorosłe życie rodzeństwa. Dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, ze choć przydarzyły im się inne rzeczy w dzieciństwie- obydwoje muszę przejść tę samą drogę, by sobie z tym wszystkim poradzić. Ale uwaga- to nie jest książka o rodzeństwie i ich historii. To książka na pewien sposób o każdym z nas..i o naszym świecie.

Tak naprawdę jest w tej książce wszystko- przyjażń, utrata niewinność, sekrety dzieciństwa, które odbijają się czkawką w dorosłym życiu, rodzina, sąsiedzi...a przede wszystki przępiekna powieść o miłości we wszystkich formach.

Świetnym zabiegiem pisarki jest umieszczenie w tle pewnych wydarzeń XX wieku: zamieszki w latach 60 i 70, śmierć Lennona, Gianni Versace, Lady Diany, wydarzeń z 11 września 2001 roku- ten zabieg jest celowy i niezmiernie symboliczny dla powieści. Tak samo jak królik w tytule- nie będę zdradzać, ale ma też swoje znaczenie symboliczne.
Krótkie rozdziały mówią więcej o życiu niż tysiąc poradników z biblioteki. Świetne puenty.To życiowa, barwna, wzruszająca książka o tym jak piękne dzieciństwo w jednej chwili może dotknąć zło jak i całe nasze życie...do bólu pawdziwa, momentami wstrząsająca i wielowymiarowa.

Szkoda przegapić taki debiut. Coś niesamowitego.

wtorek, 9 sierpnia 2011

'' Rozświetlone pokoje '' Richard Mason

Długo stała ta powieść na mojej błękitnej półce, zanim schwytały ją moje dłonie. Przyznam się, że lubię szperać we własnych zbiorach i ''odkrywać'' książki, o których zwyczajnie zapomniałam, a jeszcze nie czytałam.
''Rozświetlone pokoje" to niesłychanie spokojna i subtelna powieść o odpowiedzialności za najbliższych, powolnym odchodzeniu i sekretach rodzinnych, która burzą pozorny porządek naszego życia. Eloise wiedzie życie karierowiczki, realizując się krok po kroku w kolejnych wyzwaniach. Od wielu lat w związku, ale praktykując '' osobne mieszkania'' gdyż pod jednym dachem jest za trudno i niewygodnie. Powieść zaczyna się jednak w momencie, gdy Eloise postanawia umieścić swoją matkę w domu opieki. Stara się jak może, wybiera najlepszy ośrodek, ale bez przerwy gdzieś buzują w niej bąbelki wyrzutów sumienia. Postanawia więc zabrać swoja sędziwą mamę na ostatnie wakacje do RPA. Ta wyprawa będzie swoistym punktem zwrotnym i w życiu matki i córki. Znaleziony tam pamiętnik nie daje spokoju matce i po powrócie z podróży będzie próbowała dociec wiele spraw choć jej coraz mniej sprawny umysł nie pozwoli na wiele. Dwa portrety kobiet i obraz starości i wszystko z tym związane.
Dobra powieść, choć nie przebojowa ani z tych ''rewelacyjnych''. Ale takie też bardzo lubię, szczególnie gdy mam w sobie jakiś spokój i wyciszenie a za oknem pada deszcz. Może się spodobać.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Amelie Nothomb: ''Kwas siarkowy'', '' Podróż zimowa"

Wystarczy spojrzeć na zdjęcia Amelie Nothomb, by szybko zauważyć, że to nietuzinkowa osobowość. Mieszkała w dzieciństwie niemal w każdej części świata, ze względu na pracę swoim rodziców. Uwielbiam te jej krótkie, cieńkie powieści, ale zawsze nasycone treścią. Maksymalna zwięzłość i konkretność. Krótko, ale na temat i zawsze ciekawie. ''Kwas siarkowy'' porusza temat manipulacji medialnych, opowiada o ludziach, którz chcą zostać celebrytami i biorą udział w ''Big Brotherze''. Przypomina to troszę obóz nazistowski, każdy ma swój numerek a pisarka niezwykle zgrabnie maluje ten obraz w biało-czarnych kolorach. Nie ma nic tutaj ''pomiędzy''. Ciekawa powieść, daje do myślenia.

'' Podróż zimowa'' troszkę mnie rozczarowała, tzn zabrakło mi zwyczajnie  tej szczypty wyjatkowości, która cechuje książki tej pisarki. Jakby wszystko było już utarte i bez zaskoczenia opowiedziane. Poznajemy tutaj Zoila, który przeżywa wielki zawód miłosny i właśnie z tego powodu postanawia wysadzić samolot. Nie jest terrorystą, to zwyczajny mężczyzna, który nie może przetrawić uczucia do ukochanej. Wiem, że Amelie Nothmob genialnie operuje małą formą, ale w tej lekturze miałam nieodparte wrażenie, że cały wątek jakoś tak nie jest rozwinięty i przemyślany. W każdym razie była to bardzo miła lekturka, i przyjemna, nie przeczę. Ale moim zdaniem na pewno nie najlepsza w dorobku pisarki.

niedziela, 7 sierpnia 2011

'' Wypadek polityczny '' Maria Anna Potocka

Są takie tematy, które zostają zatrute, znoszone jak stare spodnie, wyprane, wyciśnięte jak cytryna, przejedzone, wymaltretowane do granic możliwości..A wszystko to dzięki mediom.
Ta mała książeczka jednak się obroniła w moim odczuciu. Dzięki genialnej formie. Masz wrażenie, że czytasz science- fiction, snuta bajka o katastrofie smoleńskiej, w prosty, bardzo klarowny sposób wyłapuje ogrom absurów w naszym kraju. Obnaża naszą narodową psychikę i mentalność, system działania i reakcji ludzi. Ale ta forma przekazu!
Wielkie pozytywne zaskoczenie. Ta cieniutka książka niesamowicie mi się podobała. Trafiła do mnie. Nie męczyła a wręcz przeciwnie, wciągnęła od pierwszej strony. I piękne, jak nie z tej ziemi ilustracje. Ciekawa i nietuzinkowa lektura choć o tematyce, o której w tej chwili polacy nawet słyszeć nie chcą. A jednak coś w tej książce jest...to chyba ten dystans do tematu i bajkowa forma..

sobota, 6 sierpnia 2011

''Dom Tysiąca Latarni'' Victoria Holt

Tę książkę chwalono jako najlepszą w dorobku pisarki. Ja zaczęłam moją przygodę z Victorią Holt od książki ''Czarny opal''- miłe, sympatyczne czytadło gdzie akcja jest umieszczona w czasach wiktoriańskich. Błyskawiczna akcja, ciekawa historia- czemu nie- na czas, gdy ma się ochotę na coś lekkiego, ale wciągającego- w sam raz. Tak więc skusiłam się na nastepną pozycję i postanowiłam zabrać ze sobą na wakacje. Tym razem jednak coś mi zgrzytało. " Dom Tysiąca Latarni'' nie zachwycił mnie, ani specjalnie nie podziałał na wyobrażnię.  Banał za banałem, choć nie powiem, napisane umiejętnie.

Dziewiętnastowieczna Anglia i enigmatyczny Hongkong- to dwa miejsca, przez które przewijają się losy głównej bohaterki. Młodziutka i biedna, wychodzi za mąż bogato, ale jej mąż okazuje się z czasem kompletnie innym człowiekiem niż myślała. A w głowie mężczyzna, którego kochała w młodości. Oj historia stara jak świat, powielana i nawet ciekawe małe motywy nie specjalnie mi ubarwiły całą przygodę z ta powieścią. Nuda i zero zaskakujących zdarzeń. Książka, po która można sięgnąć w ostateczności, ale i taka, którą można sobie zwyczajnie darować. Takim powieściom mówię już nie, bo zwyczajnie się ich już w przeszłości naczytałam.

piątek, 5 sierpnia 2011

'' Okruchy dnia '' Kazuo Ishiguro

Kiedy natknęłam się na " Pejzaż w kolorze sepii ''- poczułam od razu, że mam do czynienia z wyjatkowym pisarzem. Choć z pochodzenia japończyk, Ishiguro wychował sie w Anglii, te dwie kultury gdzień fantastycznie potrafi połaczyć, przeplatać na swój własny sposób w niektórych powieściach. " Nie opuszczaj mnie '' oczarowało mnie totalnie. Nie czytałam opisu na tyle okładki, to wyobrazcie sobie jak się głowiłam o co chodzi? No niby szkoła, no chyba sierociniec..a tu z każdą kartką coś mi nie pasowało..cudowna powieść i uważam, że lepiej nie czytać żadnych streszczeń czy recenzji dla lepszego odbioru.
Nie wiem co to jest, ale styl tego pisarza uważam za niepowtarzalny- ta japońska powściągliwość, tajemniczość...i europejskie emocje wychylające się nagle miedzy słowami.. nie wszystkim podchodzi, niektórzy nie czują książek Ishiguro. Ja należe do fanów.

''Okruchy dnia'' to kultowa powieść, ale uważam, że trzeba do niej dorosnąć. Cieszę się, że dopiero teraz ją przeczytałam. Piękna lektura.. Stevens to angielski kamerdyner- świetna postać, która - miałam takie wrażenie, że zwyczajnie stoi koło mnie- oddany pracodawca, nawet po śmiercie swojego pana opiekuje się jego domem. Postanawia poprosić o pomoc kobietę, która dawno temu też pracowała w tym domu, więc wyrusza do Kornwalii. Nachodzą go miliony wspomnień, refleksji...To powieść o tym, jak łatwo przegapić ważne rzeczy w życiu, zrezygnować z siebie i ''żyć życiem innych''. Jak nasze wartości, poukładane sprawy w głowie mogą nie okazać się do końca takim dobrym patentem na życie, a zwyczajną ucieczką. Cudowna podróż w głąb siebie, ciekawe opisy pracy służby, gości no i rewelacyjna narracja. Polecam, choć pewnie wiele z was przeczytało już tę powieść.  Ja pokusiłam się o obejrzenie kilku wywiadów z pisarzem na youtube. Oj ciekawy mężczyzna i niesamowicie mówi o swoich książkach i co spowodowało,że je napisał.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Dziwny natłok a może się czepiam? Co myślicie?

A więc tak, od pewnego czasu dostaję meile. A to od osoby, która oświadcza, że doczepiła mojego bloga na swoją stronę i cytuje moje zdania z pewnych recenzji, po czym w tym meilu proponuje współpracę. Przepraszam, czy nie powinno być odwrotnie? Najpierw spytać, czy chcę współpracować a potem działać z tymi linkami i mnie cytować? Bo mi się wydaje, że najpierw jednak wypada spytać, szczególnie jak tytuł meila brzmi ''propozycja współpracy''. Dostaję też meile od wydawnictw. Fajna sprawa, ale zdecydowałam się nie korzystać, dlatego że za chwilę mam zadania do wykonania- umieszczać konkursy na swoim blogu, podczepiać linki, itp itd- nie mam na to czasu ani ochoty- żeby było jasne- nie  krytykuję tego- droga wolna, każdy może robić co chce. Fajnie dostać książki za darmo i nie widze w tym nic złego. Ale ja jednak dziękuję, nie.

 Dzisiaj dostałam meila od młodego poety, który wysłał mi swój tomik poezji i pewnie milionom innym ludziom też. Nie jestem oburzona, ale zwyczajnie nachodzi mnie myśl- gdzie granica? Jest to w jakiś sposób zobowiązujące. Chyba jednak sama chcę wybierać to co czytam, sugerować się waszymi recenzjami, dyskusjami i moimi własnymi poszukiwaniami i wizytami w księgarniach polskich czy stronach internetowych- zawsze tak było.

  Nagle okazuje się, że ludzie sami do ciebie docierają ze swoimi książkami, projektami, linkami, i nagle czujesz się że musisz to i tamto, a jak chcesz to, to doczep tamto. Nie odnajduję się w tym za bardzo. Co nie znaczy, że to neguje. Nie mam też na myśli konkursów, które są organizowane na blogach książkowych, bo uważam je za fajne, a jak nie biorę udziału, to zwyczajnie nie mam do tego głowy albo czasu. Poza tym, sama umieściłam swoj adres skrzynki meilowej, więc każdy może napisać, ale z drugiej strony, to nie znaczy, że cokolwiek muszę. Ale.

Chodzi mi zwyczajnie o to, że zauważyłam, że ludzie przestają pytać i wysyłają ci swoje rzeczy na skrzynkę pocztową- i to daje mi do myślenia. Czy to jest do końca w porządku?
A wy co myślicie? Jakie są wasze doświadczenia w tej materii?

Ponownie w świecie Agathy..

To druga ksiażka, którą napisała Agatha Christie w swoim życiu, czyli w roku 1922. Aż dziw bierze, że tak stary kryminał nadal można czytać z przyjemnością i nie brzmi staroświecko. Gratką wielką jest w tej opowieści pierwsze spotkanie z Tommy i Tuppence. Są młodzi, pełni życia i otwartości na przygody. Trafiają na trop międzynarodowej organizacji, która chce obalić brytyjski rząd. Perypetii, dziwnych zdarzeń i niebezpiecznych sytuacji nie będzie brakować naszym bohaterom. Jak zwykle nie rozwiązałam zagadki, ale czytało się bardzo przyjemnie i z ciekawością śledziłam całą akcję.



''Dlaczego nie Evans ?'' podobał mi się jeszcze bardziej. Wszystko zaczęło się na polu golfowym, gdy Bobby szuka swojej piłeczki. Nie jest to łatwe, bo mgła obległa pole a na dodatek koło urwiska znajduje umierającego mężczyznę. Sytuacja jest dość tajemnicza, ostatnie słowa umierającego mężczyzny to ''Dlaczego nie Evans?'' a w swojej kieszeni ma zdjęcie kobiety.  Cała powieść jest strasznie ciekawa i przewrotna, ciągle nie mogłam się doczekać kiedy odkryję co oznacza ten tytuł i jakie ma znaczenie. Świetny kryminał, dla miłośników Agathy Christie jak najbardziej obowiązkowa lektura. Niestety, będę monotematyczna- ponownie nie zgadłam kto i jaki miał motyw, ale mężowi nie powiedziałam o tym;P

wtorek, 2 sierpnia 2011

'' Sister '' Rosamund Lupton

Ta pisarka to moje największe w tym roku odkrycie. Po genialnych wrażeniach i zachwytach nad ''Afterwards'', postanowiłam w trybie natychmiastowym sięgnąć po jej pierwszą powieść, czyli najlepiej sprzedający się debiut na wyspach 2010 roku: ''Sister''- ta powieść porwała mnie równie mocno. Brak mi słów. Jest tutaj więcej niż wszystko co świetna powieść powinna posiadać. Przede wszystkim genialne zwroty akcji, nieoczekiwane zakończenie a przede wszystkim fantastyczne łączenie thrillera z empatią, emocjami i ludzkimi uczuciami. Pisarka wie jak poruszyć czytelnika do głębi oraz świeżo i oryginalnie snuć swoją opowieść...

Narratorem jest Beatrice- pisze list do swojej siostry, która zaginęła. Krok po kroku opowiada jej jak sama doszła do każdego szczegółu jej zaginięcia, jak układała puzzle w całość- a jest to mrożąca krew w żyłach oraz dramatyczna historia. I niesamowicie emocjonalna. Wszystko się zaczęło od telefonu. Beatrice mieszka w Nowym Jorku. Nagle dzwoni mama i informuje ją, że zaginęła Tess. Beatrice w trybie natychmiastowym przylatuje do Londynu. Dochodzenie oraz dowody pokazują, iż Tess popełniła samobójstwo. Jedynie jej siostra Beatrice w to nie wierzy i nie spocznie dopóki nie dowie się całej prawdy...i tak zaczyna drążyć i odkrywać po swojemu, za pomocą małych detali....wiele przerażających zdarzeń...czy na pewno znała swoją siostrę tak dobrze?

Jednym słowem- świetna powieść, która zaskakuje na każdym kroku. Poza tym naszła mnie refleksja, że lista bestsellerów na wyspach jest warta śledzenia, gdyż znajdują się na niej bardzo różnorodne, dobre książki. Nie idzie to falą, jak w Polsce, że jest np tylko i wyłącznie właśnie bum na jedną kategorię powieści czy dwie i tak kilka lat z rzędu.

Tę książkę przetłumaczono już na język polski, niestety nigdzie recenzji nie znalazłam ani nie zauważyłam w księgarniach. Dla zainteresowanych:

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

''Niewidoczna góra'' Carolina de Robertis

'' Dziewięćdziesiąt lat historii Ameryki Południowej w XX wieku splecionej z losami trzech pokoleń silnych, niezależnych kobiet. W tle wydarzeń urugwajska prowincja, stolica kraju Montevideo i Buenos Aires czasów Evity Peron''. Trudno nie zauważyć takiego opisu i nie skusić się na tę lekturę. Śledzę cały czas, co ukazuje się nakładem wydawnictwa Albatros, bo bardzo go lubię i cenię. Tym razem ponownie nie zawiodłam się.

Początek silnej lini kobiet w pewnej rodzinie rozpoczęła Pajarita- to od jej losów zaczyna się ta powieść. Jako mała dziewczynka w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła, a po roku czasu zostaje znaleziona na drzewie. Chowa się u ciotki- zielarki i znachorki. Przez lata, nawet jako już mężatka, jej opowieść z dzieciństwa staje się swego rodzaju legendą i inspiracją kolejnych kobiet w rodzinie. Poznajemy losy jej cóki- Evy i cały szereg spraw, z którymi będzie musiała się zmierzyć...a w tle oczywiście historia Ameryki Południowej.

To lektura z tych, które bardzo trudno streścić, czy opisać w skrócie. Jest przede wszystkim bardzo dobrze i ciekawie opowiedziana, z małą nutką realizmu magicznego. Może nie jest to poziom Isabele Allende, ale moim zdanie, jest blisko. Urzekająca książka. I dobra lekcja o Ameryce Południowej, oczywiście jeśli kogoś interesuje. Książka zdobyła kilka nagród i została przetłumaczona na dwadzieścia języków. Nie zauważyłam, aby zrobiłą furorę u nas, ale kto wie. Dobra proza. Cieszę się, że po nią sięgnęłam.