poniedziałek, 31 stycznia 2011

"Noc profesora Andersena" Dag Solstad

Uparłam się by mieć tę książkę. Wydawała się idealnym smaczkiem dla mnie pod każdym względem. Sama jestem zdziwiona. Bo po lekturze, niestety nie ma zachwytu, nawet zastanawiałam się, próbowałam szukać czegoś wspaniałego w tej książce. Przykro mi stwierdzić, bez rezultatu. Nie wiem dlaczego, ale opowieść wydała mi się jałowa, nudna jak flaki z olejem ,co więcej, nie umiałam się w nią zanurzyć ani jej przeżyć.

Ja bardzo lubię styl rozmyślań, gdzie akcja toczy się na przykład jednego dnia, albo kiedy cała opowieść ma formę refleksji, na tle niewielu wydarzeń. Tak pisze Ian McEwan, którego kocham ogromnie i mam za sobą jego większość powieść, zostały tylko dwie do przeczytania.

Tym bardziej jestem zdziwiona, że prosta, krótka historia profesora Andersena, który jest niechcący świadkiem morderstwa, nie podobała mi się nic a nic. Człowiek ten zasiada sam do Wigilii, wieczór jak każdy inny- pozornie. W pewnej chwili podchodzi do okna i zauważa  jak ktoś zabija jego sąsiadkę. Zgłosić policji czy nie? Nachodzą go tysiące myśli, dręczą wyrzuty sumienia, wszystko na co go stać to obserwowanie mordercy...


Możliwe, że to nie ten czas był na tę książkę. Nie wiem. Ale przebrnięcie przez zaledwie 110 stron nie było przyjemne i dłużyło się niemiłosiernie.

niedziela, 30 stycznia 2011

Książka odnaleziona ! Losowanie zakończone!

Do błękitnej biblioteczki przybyło 58 osób-czytelniczek, wypiły kawkę, jedna nawet herbatkę, a następnie każda zabrała się do poszukiwania książki. Wszystkie dziewczyny bezbłędnie dorwały "Tajemne serce zegara" Elias Canetti'ego i położyły na właściwe miejsce.
 Właścicielka błękitnej biblioteczki przygotowała losy z imionami. Z pomocą przyszła paryska puszka -swoją drogą ma ona własną długą rodzinną historię- ale o tym kiedy indziej.
No i swoja pomoc zamanifestował również mąż. Jego piękne oczy zostały omotane ''by nie podglądał'' i tak oto wyłowił laureata konkursu.

Nagrodę wylosowała VICONIA, właścicielka bloga http://magiczna-czytelnia-viconii.blogspot.com/
  gratulujemy!!!

A ja chciałabym gorąco podziękować za udział,  fantastyczny odzew, zaangażowanie oraz miłe emaile  wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie. Dziękuję ślicznie i zapraszam za miesiąc na następny konkurs

...tym razem spędzimy noc w błekitnej bibliotece....c.d.n.

sobota, 29 stycznia 2011

" Słońce w Słonecznikach" Dominika Stec

Od zawsze uwielbiałam dobrą literaturę obyczajową. Nie tylko odstrasza mnie fantastyka, ale nawet przerysowanych postaci nie jestem w stanie przełknąć w tak zwanych popularnych polskich czytadłach o domach na wsi. Jestem na to wyczulona, ja zwyczajnie lubię wierzyć bohaterom.
No i proszę, książka o którą pokusiłam się po tysięcznych dylematach ''kupić czy nie kupić?'' okazała się przepiękną gratką.
Teresa jest po siedemdziesiątce. Mieszka w domu pełnym zegarów, które tak z pasją kolekcjonował Kazik- jej mąż. Jest samotną, zwyczajną kobietą, która myśli już o śmierci- postać bardzo realna, świetnie stworzona- jak brakuje mi takich bohaterów w polskiej literaturze!

Za pomocą pewnego dziennika wraz z Teresą odbędziemy podróż do lat pięćdziesiątych, a dokładnie poczujemy lato 1957 roku...Ważne wakacje w życiu młodziutkiej wówczas Teresy. Będzie miłość, zwyczajny świat nastolatek, codzienność tamtych lat, trochę humoru, szczypta głupoty...małe kadry z tamtych lat...

Wszystko w tej książce jest takie prawdziwe, realne, nieprzerysowane- od postaci po fabułę..Świetna książka. Widocznie nie trzeba umieszczać przepisów na chleb,  nie trzeba tworzyć ciepłe, dziwaczne rodziny trzypokoleniowe mieszkające nad rzeką- aby napisać piękną opowieść o tym jak nasze życie determinują małe sprawy, o których nie mamy pojęcia..
Bardzo polecam. Szkoda, że takich książek jest tak mało a nawet jak są, to nikt ich nie promuje za bardzo...

piątek, 28 stycznia 2011

Otwarte drzwi błękitnej biblioteczki: konkurs-zabawa, start!

Witam. Rozgość się. Usiądż wygodnie przy błękitnym stoliku. Nad unoszącym się aromatem kawy, opowiem ci najpierw o nagrodzie, która może trafić właśnie w twoje ręce. Jak widzisz, są to dwie książki. Mam cichą nadzieję, że przypadną komuś innemu również do gustu oraz że podpis długopisem ( moje imię i nazwisko) - nie okaże się problemem dla nowego właściciela. Jest jeszcze trzecia niespodzianka. Nie, nie szukaj jej na błękitnym stoliku- jest niewidzialna. Tylko zwycięzca konkursu-zabawy- ujrzy ją w przesyłce obok dwóch książek. No a teraz poproszę cię o pomoc...


Rozglądasz się. Tak, dobrze zauważyłaś- to półka Noblistów. Niestety, jedna książka zapodziała się, ktoś niechcący umieścił ją na innej półce, zdarza się, prawda? Ważny trop- jest to książka pisarza, któremu przyznano Nagrodę Nobla w 1981 roku.  Wiesz już? Sprawdziłaś?
Jeśli już wiesz, to możesz rozpocząć poszukiwania. Może właśnie na poniższej półce znajdziesz zagubioną książkę? Jeśli udało ci się poszperać dobrze na tej półce- jaki ma tytuł zapodziana książka?

Dziękuję ślicznie za przeniesienie książki na właściwe miejsce.
Imię i nazwisko noblisty oraz tytuł książki przesyłajcie tylko i wyłącznie na adres błękitnej biblioteczki: apolonia7may@wp.pl

Czas w błękitnej biblioteczce płynie leniwie, a nawet powiedziałabym lekko ospale...nie sposób się spieszyć. Macie czas do niedzieli do godziny 19:00 by przesłać odpowiedz. A póżnym wieczorem w ramach losowania, błękitna biblioteczka wyłoni  laureata.

Cieszę się, że zawitałaś tutaj,  mam nadzieję, że zabawa nie byłą nudna czy za trudna lub banalnie prosta..;) może za miesiąc znowu wpadniesz na kawę?

czwartek, 27 stycznia 2011

Z literatury islandzkiej:"W Bagnie" Arnaldur Indridason

Piekielnie byłam rozbudzona ciekawością tej lektury. Islandia intryguje mnie od wielu lat. Wiedziałam, że mam przed sobą mroczny kryminał, ale co tam- myślałam- zniosę wszystko, oby tylko poczuć atmosferę Rejkiawiku, zaobserwować coś niezwykłego, wyczytać, wyłapać drobnostki o codzienności Islandczyków. 
Świetny kryminał - bez dwóch zdań- ale przygotujcie się na najczarniejsze oblicza mroku. Bałam się tej historii, wieczorem nie mogłam czytać, ale strasznie ciągnęło mnie by wiedzieć ''co dalej?" Historia jest niesamowicie napisana i rozgałęzia się z każdym rozdziałem.

 Komisarz Erlendur pali jak automat, żle się odżywia i ma problemy z córką, która jest narkomanką. To jest wątek poboczny- a jednak- strasznie realistyczne są te rozmowy ojca z córką- szokują naturalnością, mocne i oczywiście potwornie smutne. Erlendur pracuje nad dziwną zagadką - w pewnym mieszkaniu ginie mężczyzna od uderzenia popielniczką w głowę. Śledztwo okazuje się tylko wstępem do kluczowych wydarzeń z przeszłości, które będzie miało związek z takimi zagadnieniami jak ''dziedzictwo genetyczne".
Historia prowadzi nas na cmentarze, kostnice- wszystko jest tak upiornie mroczne w tej książce, a zarazem tak wciągające, ciekawe i bardzo dobrze napisane.

Przy tej lekturze, kryminały norweskie to komedia romantyczna. W każdym razie pokuszę się o kolejne spotkanie z tym pisarzem. Bardzo dobra książka.

wtorek, 25 stycznia 2011

Puk! Puk! Zaproszenie do...

Już w piątek, drzwi do błękitnej biblioteczki zostaną przed wami otwarte..
Kto będzie miał ochotę, może wejść, każdy będzie mile widziany.
Dwie półki jednego z błękitnych regałów będą do waszej dyspozycji. Chciałabym w ten sposób zaprosić wszystkich fanatyków czytania do małego książkowego szperanka w formie zabawy- konkursu. W nagrodę czeka i pręży się na stoliku ciekawa lektura.
Mój pomysł zrodził się z bardzo ciepłych uczuć, które mi towarzyszą na tym blogu od samego początku oraz wdzięczności jaką mam dla was wszystkich za dostarczanie mi tylu wspaniałych informacji o książkach, o których nie miałam pojęcia. Do zobaczenia w piątek w błękitnej biblioteczce...ciekawe czy będą chętni do zabawy? :)
c.d.n.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

" Sześćdziesiąt świateł" Gail Jones

Pasjonująca lektura, ale trzeba podarować jej czas i serce. Pochylić się, zatopić myśli, czytać w samotności i skupieniu. Wtedy może okazać się prawdziwą ucztą dla smakoszy.

Daleka Australia rok 1860. Tu zaczyna się opowieść ośmioletniej Lucy, która traci swoich rodziców. Poznajemy słodko-gorzką historię tego małżeństwa. Wraz z Lucy odbywamy wędrówkę poprzez Londyn- gdzie zaopiekuje się nią wuj- aż do Indii, gdzie statkiem uda się parę lat póżniej aby wyjść za mąż i urodzić swoje dziecko.
Pasją Lucy jest fotografia, wrażliwym i bacznym okiem patrzy na świat. Tęsknota za matką, szukanie jej w rzeczach-pamiątkach, w korytarzach przeszłości - to ukształtowało całe póżniejsze życie dziewczyny- stąd miłość do robienia zdjęć. Wspomnienia mienią się w różnych odcieniach światła, są jak fotografie, małe zatrzymane kadry zdarzeń. I taka jest ta opowieść. Leniwa fabuła naszpikowana barwami, ciekawymi historyjkami wielu ludzi pozornie nieważnych w życiu Lucy.

Ta książka ma w sobie zdecydowanie coś pięknego. Nie każdemu jednak przypadnie do gustu. Może wydać się nudnawa- a mam tu na myśli specyficzna dynamikę tej opowieści. Jest to jednak bardzo spójna powieść, o ciekawej konstrukcji. Jakbym miała określić jednym słowem: intrygująca. Reszta to kwestia gustu.

" Cukiernia pod Pierożkiem z Wiśniami" Clare Compton

Do niedawna jedna z najbardziej poszukiwanych książek w antykwariatach i w sieci. A tu proszę, wznowienie i to jakie! W pierwotnym stylu, jakie pamiętamy za dawnych lat i na dodatek z najpiękniejszymi ilustracjami Marii Orłowskiej-Gabryś. Czyli tak, jak kochamy najbardziej.

Lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku.Wyobraż sobie, że masz jedenaście lat i wraz z siostrą, na pół roku musisz przeprowadzić się do Londynu, gdyż twój tato wyjeżdża służbowo do Australii. Dla Ani i Kici to wielkie przeżycie. W Londynie zamieszkują z sympatyczną ciocią, która prowadzi przytulną cukiernię, nad którą znajduje się malutkie mieszkanie i strych. Od tej pory życie dziewczynek będzie pełne zapachów i pozytywnych przeżyć. Ciasteczka w kształcie domina, pokryte lukrem w czekoladowe kropki przyciągają wzrok na wystawie. Zapach kawy unoszący się z każdej strony, pośpiech i rwetes małej cukierni, gdzie każdy spodek i filiżanka jest w czerwone wisienki.
To tylko niezwykle ciepłe tło tej uroczej opowieści o zwyczajnym życiu, codziennych problemach.  Jaka to mądra książka! Na dodatek mamy przepisy na miętowe guziczki, maślane racuchy i czekoladowe chrupki- konieczni muszę coś upichcić w ramach uwielbienia dla tej lektury.

Takich książek już się nie pisze..tak ciepła i klimatyczna ta opowieść, normalna i przytulna,  aż serce się raduje a uśmiech na mojej twarzy gościł jeszcze na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Znacie te uczucie z dzieciństwa?  Ciepełko w duszy, poczucie bezpieczeństwa- moment- spowodowany dotykiem dłoni mamy albo nagłym widokiem motyla.
Tak człowiek czuje się czytając tę książkę.

sobota, 22 stycznia 2011

Z literatury hiszpańskiej: " Płacz, Radosna " Cuca Canals

 Medal za oryginalność- zdecydowanie nietuzinkowa ale i wstrząsająca powieść.  Dla ludzi o mocnych nerwach. Czytałam na jednym oddechu, było mi potwornie smutno i ośmielę się stwierdzić, że lektura ta wprawiła mnie w osłupienie nie raz.

W pewnej biednej hiszpańskiej wiosce na świat przychodzi dziewczynka o imieniu Radosna. Jest wyjątkowa, gdyż nie potrafi uronić łzy, nie mówiąc już o płaczu. Całe jej dzieciństwo to jeden wielki koszmar opisany lekkim, bajkowym stylem, co wzmacnia ''smutny efekt". Ojciec sprzedaje sztuczne szczęki, babka okrada zmarłych, a własna matka popycha ją do małżeństwa, bo na tym zarobi. Wybranek Radosnej to też niesamowity ''okaz''. Żona dla niego ma służyć do dwóch rzeczy: gotowania krokietów z mięsem oraz do seksu. A co się stanie jak w końcu Radosna uroni łzę? Przemienia się ona w złotą kroplę a mąż zaczyna ją bić by płakała dalej. Nic więcej nie zdradzę, ale to tylko początek...

  Nie można odmówić pisarce niezwykłej płynności fabuły, pomysłów, symboli, wyobrażni i błyskawicznie wartkiej akcji. To naprawdę bardzo dobra książka, przemyślana i obnażająca doszczętnie mroczne zakamarki ludzkiej natury z każdej strony. Nie ma ani jednej nudnej strony, słabszych momentów. Dynamika tej książki zrobiła na mnie duże wrażenie.

Polecam tym, którzy nie chcą czytać akurat tak, dla relaksu ani nie zamierzają sobie poprawić właśnie nastroju lekturą. Bo to nie będzie dobry wybór. W każdym razie to świetna , oryginalna powieść. Niestety, przerażająco dołująca.

piątek, 21 stycznia 2011

" Saszeńka " Simon Montefiore

Wiadomo nie od dziś: Rosjanie są nieobliczalni - w przyjażni,  miłości. W ich krwi buzuje zdolność do intryg. Myślę, że ta książka jest idealna dla tych, co nie obcowali zbytnio z tą kulturą i historią do tej pory.

Najpierw przeniosłam się do roku 1916. Rosja w okresie wielkich przemian. Saszeńka ma szesnaście lat i wraca z elitarnej szkoły na ferie do domu. Niestety, cicha fascynacja bolszewickimi hasłami zmienia bieg jej życia i naznacza jej los- to jest w skrócie główny wątek tej książki, który przeniesie nas również do Moskwy, Kaukazu i Londynu, gdzie śledzimy dalsze wydarzenia, a w tle mamy dość prosto i barwnie przedstawioną historię Rosji.

Ale mnie urzekło coś innego- poboczna bohaterka.
 Piotrogród zasypany śniegiem, dom ''rosyjskich bogaczy'', demoniczna, niepowtarzalna matka Saszeńki- zdecydowanie najlepsza postać w książce. Myślę, że gdyby nakręcono film na podstawie tej książki-o rolę matki Saszeńki zabijały by się wszystkie aktorki. Szaleństwo Ariadny i jej destrukcyjna natura sprawiła, że nienawidziłam ją od pierwszego spotkania - a jednocześnie- chciałam dalej śledzić jej losy. Potrafiła wychodzić  pół nago nocą, zaliczała kolejnych kochanków z prędkością światła a za dnia wpadała w zadumę. Szydziła z losu- bo miała wszystko- i nie kryła się z tym. Żyła we własnym świecie iluzji, których się nie wstydziła. Ta dorosła kobieta o naturze rozkapryszonego, agresywnego dziecka przerażała mnie i fascynowała zarazem. I bardzo brakowało mi jej, gdy zmarła-za szybko zdecydowanie.

Czytało się te opasłe tomisko błyskawicznie i przyjemnie, choć ciężko mi jednoznacznie ocenić książkę. Zachwycały mnie fragmenty. Może ta historia jest zwyczajnie za długa? Gdyby skupiła się do jednego okresu z rozwinięciem psychologicznym danych bohaterów- przeczytałabym wspaniałe dzieło? W każdym razie polecam. Dobra lektura z niesamowitymi fragmentami. A bohaterki pobocznej -Ariadny- na pewno nie zapomnę.

czwartek, 20 stycznia 2011

" Życie jak wino" Krzysztof Krawczyk, Andrzej Kosmala

Ile jest w Polsce piosenkarzy, którzy mają tak długą listę hitów? Niewielu. Ilu udało się zaznaczyć swoją obecnością muzyczną kilka ładnych dekad bez podpierania się sensacyjnymi skandalami ? Dlatego z wielką ciekawością przeczytałam biografię i wspomnienia Krzysztofa Krawczyka. Ludzie mnie interesują, nie muszę być fanem aby chcieć dowiedzieć się czegoś interesującego.

Krzysztof Krawczyk z własnych spisanych wspomnień jawi się nam jako pełen sprzeczności i grzechów człowiek- ale ze słowiańską, ciepłą i dobrą duszą, w której zawsze gra muzyka. W oparach sukcesu, zabaw, pieniędzy i bankructwa , okresu fizycznej pracy, romansów i małżeństwa- poznajemy zwyczajnego człowieka i świetnego artystę. Człowieka, który bez ogródek potrafi przyznać, że miał "parcie na amerykańskie szkło"- na sukces w Stanach, ale był za głupi i popełnił szereg bezczelnych błędów. Mężczyzna, który potrafi przyznać, że nie był dobrym ojcem i nie pierdzieli o medytacjach w Tajlandii i swoim rozwoju duchowym jak to wielu w tej chwili robi i co stało się bardzo modne. Dla mnie jest to artysta z krwi i kości ''bardzo polski", który wpisał się już w historię naszej kultury.

Nie ma w tej książce "wybielania siebie", zrzucania win, obsmarowywania ludzi i malowania sobie pięknego świadectwa życia. Tym samym lektura ta wydaje się bardzo prawdziwa, rzetelna i jest w niej wiele informacji jak wyglądał kiedyś polski światek muzyczny. Czas, gdy artyści po festiwalu w Opolu razem świętowali na zapleczu lub w mieszkaniu w bloku- przy wódce i ogórkach kiszonych. Epoka, w której tekst i kompozycja miały wartość samą w sobie. Gdy wydarzyła się tragedia-  katastrofa samolotu, w którym zginęła koleżanka po fachu-Anna Jantar- nikt nie leciał do telewizji z refleksją. Płakało się w domu- razem z bliskimi przy wódce i wspominało się wspólne wakacje z Anią. Muzyczny rynek oczywiście zmieniał się, wszelkie trudności, ewolucje i absurdy na tle przemian politycznych i społecznych- również odnajdziemy w książce. Tak jak wielki i udany powrót artysty, współpraca ze Smolikiem oraz niesamowicie trudne wydarzenia związane z nagrywaniem płyty z Goranem Bregovic. Warto wspomnieć- Andrzej Kosmala- wieloletni przyjaciel i agent artysty- ich przewrotne losy także są opisane w tej książce.

Ciekawa lektura, która może być wspaniałym prezentem dla rodziców, cioci, wujka i dla stryjka również:)

środa, 19 stycznia 2011

" Wszechświat. Dziennik współpracy " Marcin Niziurski

Klops. Czas na wstydliwe wyznanie płynące prosto z ubolewającego serca: przeczytałam książkę i nie wiem o czym. Jak zapewne zauważyłyście drogie panie- szata graficzna niczym bajka dla dzieci - nic bardziej mylnego. Tak samo druk- tłusty, duży, na każdej stronie rysunki-szkice, często na całą stronę. To lektura dla dorosłych- zapewniam- lecz ja widocznie się do nich nie zaliczam choć mam dwadzieścia dziewięć wiosen na koncie.

To książka dla ludzi o specyficznym poczuciu humoru, którzy darzą miłością oryginalną satyrę. Mężczyzna zatrudnia się w pewnym wydawnictwie. Tyle wiem. A co z tego wynika- trudno mi było się połapać: ''Miękkie lądowanie:samoloty i ptaki kołowały w powietrzu. Zszedłem do ogrodu. Pozbierałem samolociki. Wszedłem na dach". Niestety, kompletnie lektura nie dla mnie. Trochę ubolewam, bo wyczytałam, iż Marcin Niziurski to naprawdę postać nietuzinkowa-bardzo wszechstronny człowiek o wielu talentach- wystawia swoje obrazy na całym świecie- i muszę przyznać - są bardzo piękne. Ale po jego książki już nie sięgnę. Dziwy, oj dziwy!

A tymczasem chciałabym się pochwalić prześlicznym aniołkiem, który zawitał w moim domu. Wygrałam go w konkursie, który ogłosiła blogowa Meme: www.ksiazki-meme.blogspot.com
  
Aniołek poleciał od razu na piętro i zdecydował zamieszkać w błękitnej biblioteczce.
Aniołek wyszeptał mi , że chce się nazywać Rozalka. Jej sąsiadką jest tajemnicza paryska puszka.


Dziękuję ślicznie! Rozalka ma się świetnie!

wtorek, 18 stycznia 2011

" Księżyce" Piero Meldini

Szwajcarskie sanatorium - w jego cichości i martwocie Andrea sięga po gruby zeszyt w czarnej okładce. Ma potrzebę spisania dziwnych wydarzeń, które miały miejsce podczas jego samotnej wycieczki do Grecji. Targany własnymi przemyśleniami, których nie potrafi pojąć ani zrozumieć- stara się przynajmniej ułożyć obrazy w jakąś logiczną całość.

I tak wraz z bohaterem przenosimy się do enigmatycznej Grecji. Czy to ucieczka czy może zwykła potrzeba zmiany? Kim jest kobieta- Dimitra i jej trzy córki spotkane na jednej z pustych plaż? Jak to możliwe, że mimo usilnych starań zamiast poznać bliżej tę kobietę, posiądzie jej córki?
Wymowne znaki, pułapki, w które wpędza nas własny lęk i bezradność. Co sprawia, że słoneczne miejsce na południu potrafi zmienić się w mroczną, księżycową noc?
 Na pewno ta krótka lektura nie jest z tych, które ''trzeba od zaraz, natychmiast przeczytać". Spokojna , obyczajowa opowieść może jednak zadowolić czytelnika przede wszystkim ze względu na malowniczy język i ciekawą fabułę.

Lubię sięgać od czasu do czasu po takie książki. A nawet rzekłabym, że coraz częściej. Okres połykania świeżynek literackich okraszonych tysiącem pochwał typu ''bestseller roku" i prześladujące moje oczy na każdym kroku- z każdej strony- ten okres tymczasowo mam za sobą raczej.
Ale nigdy nie mów nigdy..

niedziela, 16 stycznia 2011

Pisarka, która skradła swoimi opowieściami moje serce..

Cecelia Ahern i ja. Dublin, grudzień 2008, promocja książki ''The Gift" -Podarunek
Kilka lat temu, kiedy na dobre zawitałam do Irlandii, pośpieszyłam zwiedzać najbliższe księgarnie. I tak przypadkiem kupiłam książkę Cecelii Ahern, nie wiedząc o niej nic z wyjątkiem tego, iż jest Irlandką. Potem poszło już szybko i schrupałam wszystkie jej książki w oryginale- a każdą nową oczekuję wraz z kalendarzem.
Dla mnie to młoda, niezwykle utalentowana pisarka, a przede wszystkim oryginalna. Stąd myślę jej światowy sukces. W jej książkach zawsze jest szczypta magii, naturalnie i ciekawie wpleciona w intrygującą opowieść. To są książki z przesłaniem. Tak dla was, mały skrót:

''P.S. Kocham Cię"- debiut, który napisała w trzy miesiące podczas wykładów na studiach. Opowieść o stracie ale w pozytywny sposób. Dla mnie to jej najsłabsza książka, która nie odkrywała wówczas całego nietuzinkowego talentu i stylu pisarki.

" Na końcu tęczy" - historia miłości, która zaczyna się w dzieciństwie i poprzez lata oraz turbulencje losu ma swój dalszy scenariusz w dorosłym życiu. Książka pisana w formie listów- ciekawa forma, długa, często śmieszna opowieść o uczuciu, które skazane jest na wygraną.

" Gdybyś Mnie teraz zobaczył" - wielki przełom w karierze Cecelii Ahern- nagle okazało się,że świetnie wiąże realizm magiczny z obyczajową fabułą i robi to we własnym, oryginalnym stylu. To książka o potwornej samotności pewnej kobiety, która wymyśla sobie '' przyjaciela''- a on namiesza poważnie w jej życiu. Prawa do książki zakupił już Walt Disney, który zamierza na kanwie fabuły wyprodukować musical.

" Kraina Zwana Tutaj" -  Sandy jest właścicielką agencji poszukującej zaginionych ludzi. Pewnego dnia myli drogę...i sama się gubi. Oto wtrafia do miejsca, gdzie chowają się wszystkie zaginione rzeczy i ludzie. Zaskakująca fabuła Opowieść o tym jak dziwny bywa nasz świat.

" Dziękuję za wspomnienia"- to opowieść o kobiecie, która doświadcza poronienia i potrzebuje transfuzji krwi. Dawcą jest pewien młody mężczyzna...i zaczynają się dziać dziwne rzeczy, gdyż kobieta ma wspomnienia, które nie zależą do niej- romantyczna historia miłosna w oryginalnym wydaniu!

" Podarunek" - Czas. Jak mało mamy go dla najbliższych, wciąż nam umyka. A co by było gdyby można być w dwóch miejscach naraz? Dla mnie to najlepsza książka Ahern- przejmująca historia- pozornie- świąteczna. Spłakałam się jak bóbr. Gorąco polecam.

" The book of tomorrow" ( Książka Jutra) - jeszcze nie ukazała się ta książka w Polsce- życie pewnej dziewczyny wywraca się do góry nogami. Traci ojca, który zbankrutował i wraz z matką przeprowadza się  do ciotki, do spokojnej, zabitej dechami wsi irlandzkiej. Pewnego dnia pojawia się przed domem ''biblioteka na kółkach''- a nasza bohaterka wypożyczy książkę...która zmieni całej jej życie ponownie...

Promocja książek Cecelii Ahern w Irlandii to wielkie wydarzenie. Schodzą jak świeże bułeczki. Miałam okazję widzieć na własne oczy. Ulice przemierza specjalny autobus, wystawy całe w jej książkach:







Kiedy mam ochotę na lekturę, która mówi o sprawach ważnych, przypomina mi o wartościach, daje siłę i ogromną dawkę pozytywnych emocji, choć zawsze w przejmujący sposób- czytam Ahern. Nie czuję tego czytając o domach nad rozlewiskiem czy klifach, walecznych ciotkach, niepowtarzalnych babciach i o chlebie z pieca. Zwyczajni, tak z ulicy bohaterzy książek Cecelii Ahern są uwikłani w niesamowite sytuacje a przesłanie z tego wynikające przemawia do mnie o wiele bardziej. Polecam jej książki, może komuś z was skradnie ta pisarka serce?

sobota, 15 stycznia 2011

"Córka nastawiacza kości" Amy Tan

Matka to słowo-klucz do naszego życia.  Decyzje, które podejmujemy, drogi, które obieramy, nasze lęki, podświadome działanie, wybory i nasza siła- na wszystko to ma wpływ obecność pierwszej kobiety w naszym życiu.

Są wspomnienia zamknięte w muszelce jak perły. Właśnie z nimi musi zmierzyć się Ruth-nigdy nie miała dobrej relacji ze swoją matką, ale gdy ta zaczyna poważnie chorować i zanika jej pamięć- dochodzi do zaskakujących wydarzeń. Ruth postanawia przeczytać zapiski matki- nie jest to proste, gdyż są w języku chińskim. Ruth chowała się już w Ameryce, więc w zasadzie nic nie wie o życiu swojej matki, o przeszłości swojej rodziny. Zna tylko brak porozumienia, toksyczną sumę emocji, które wiążą ją z własną matka.

O tym właśnie jest ta niesamowita książka-czasem warto spojrzeć wstecz, dowiedzieć się więcej o naszych najbliższych, o przodkach. Dzięki temu możemy zrozumieć siebie- tak jak bohaterka tej powieść, zaakceptować swój los, błędy bliskich a również lepiej pojąć siebie w związku z mężczyzną...może więc warto spróbować choćby po to , by osiągnąć wewnętrzny spokój. Książka pokazuje zderzenie dwóch kultur, porusza różne dylematy ale tak naprawdę to ''niesie pokrzepienie" i przypomina jaką ma wagę przeszłość- bo jeśli o niej nie pamiętamy lub jej nie znamy- tworzymy często własne -czarno-białe ideologie ''zastępcze''.

Książkę poleciła i pożyczyła mi blogowa Kasia http://www.notatkicoolturalne.blogspot.com/, za co serdecznie jestem wdzięczna. Jest to solidna, pięknie napisana historia, którą trzeba czytać powoli, smakować ją. Polecam.

piątek, 14 stycznia 2011

" Ludwig " David Albahari

Powieść przenosi nas do Belgradu-dziwnego miasta, które okazuje się ciekawym tłem historii. Miasto te kusi, męczy, przyciąga a jednocześnie budzi odrażające uczucia.
Ludwig jest geniuszem, wyjątkowym pisarzem, a tacy żyją w nienamacalnej osłonie paranoi, strachu i niezrozumienia. Narratorem opowieści jest przyjaciel Ludwiga-jego redaktor, agent, opiekun, asystent- S. pełnił wszystkie funkcje naraz.

Ta lektura to wspomnienia S. - obsesyjne myśli o byłej przyjażni z geniuszem. Wraca do przeszłości, analizuje, przywołuje różne , dość przykre wydarzenia np: gdy opowiadał Ludwigowi o swoich pomysłach, a ten w ukryciu spisywał je a następnie wydał bestseller i pominął S. w podziękowaniach. 
Tak naprawdę wyłania się z tej opowieści dyskusja o literaturze, ciekawy portret wyjątkowej, enigmatycznej osobowości człowieka o wielkim talencie.

Zaskoczyłam sama siebie. Nie sądziłam, że spodoba mi się ta książka. A jednak.

środa, 12 stycznia 2011

" Skąd wieje wiatr" Maja Margasińska

Zacznę tak: realizm magiczny w polskiej literaturze nie przemawia do mnie kompletnie. Mistrzynią tego gatunku jest dla mnie Cecelia Ahern - magia jest tak naturalnie wpleciona w proste i przejmujące historie, że człowiek wierzy w każde słowo. Jeśli macie inne zdanie na ten temat, byłabym wdzięczna za tytuły.

No, ale, przechodząc do rzeczy..Pewnego dnia mężczyzna o imieniu Alek wychodzi z domu po papierosy i ślad po nim znika..Jaki wpływ miał na życie czterech kobiet? Szybko zdajemy sobie sprawę, że jego zaginięcie zaburzy codzienność i spokój psychiczny tych kobiet.
Oto Lena, o której najwięcej wie jej biała kotka. Jest Milena w ciąży, która pewnego dnia uświadamia sobie,że jej mąż-Jerzy- ma romans i odkrywa, że kochanka-to kobieta nawiedzająca jego sny podczas nocy. Poznajemy samotną Julię- byłą żonę Alka, oraz Olę- siostrę Alka. Jedno jest pewne- one wszystkie znały go ze swoich snów.

''Skąd wieje wiatr" to opowieść, w której rzeczywistość ukazana jest na kształt snu, marzenia sennego- chwilami koszmaru. Nie zaczarowała mnie ta opowieść choć muszę przyznać- czyta się szybko i gładko. Po dłuższym zastanowieniu się, dochodzę do wniosku, że irytował mnie jeden, wyrażny zgrzyt- z jednej strony mamy dziwną, tajemniczą fabułę- ale sposób jej opowiadania jest zbyt  w stylu ''kawa na ławę''. Uważam, że magiczne fabuły trzeba również tajemniczo i intrygująco odsłaniać przed czytelnikiem.
To oczywiście tylko moje zdanie, jestem ciekawa innych recenzji czytelników tej książki ale jakoś nie bardzo mogę się natknąć w sieci.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

" Dłonie " Małgorzata Warda

Moim zdaniem, to jedna z najciekawszych młodych pisarek w Polsce. Posługuje się bardzo pięknym, malowniczym słownictwem, które sprawia, że wnikam w tę przestrzeń natychmiast. Widzę, czuję, jestem w historii. Na dodatek zawsze dostaję niebanalne stworzone wątki i intrygujące bohaterki.
" Dłonie'' to debiut Małgorzaty Wardy, jedyna książka pisarki, która  jeszcze czekała na mnie by ją odkryć. Dzięki blogowej Kasi- było to możliwe. Jestem zdziwiona, gdyż gdzieś tam podświadomie nie szykowałam się na coś wyjątkowego, myślałam- to debiut, różnie to bywa..a tu proszę! Kawał dobrej prozy.

Książka otwiera nam drzwi do Akademii Sztuk Pięknych. Do świata młodych ludzi zakochanych w sztuce, w rzeżbie, wszystko co z tym związane. Pięć dziewczyn- pięć przejmujących historii, które umiejętnie i zgrabnie przeplatają się. Jakie problemy mają młodzi artyści? Z czym muszą się zmierzyć, w co bywają uwikłani? Ta opowieść to również obraz szukania swojego miejsca w życiu szczególnie w pierwszych latach dorosłości.

Ciekawi bohaterzy, wartka akcja, wielowątkowość, interesujące informacje i to co chyba jest cechą charakterystyczną pisarki- zawsze świetne zakończenie.
Warto odkryć tę książkę jak i inne pozycje tej pisarki, która nie goni za modą ani za utartymi szlakami. Jestem strasznie wybredna jeśli chodzi o polskie książki dla kobiet- ale prozę Małgorzaty Wardy gorąco polecam. Inna, trochę niepokojąca, emocjonalna i spokojna. Trudno zaszufladkować. I oby nigdy się nie dało.

niedziela, 9 stycznia 2011

" Instytut " Jakub Żulczyk

Idealna lektura na noc. Łatwo wniknąć w tę opowieść. Agnieszka, kobieta po trzydziestce, dostaje w spadku duże mieszkanie w starej kamienicy w Krakowie. Mieszka w nim z kilkoma poznanymi osobami. Nagle, po dużej imprezie, wszyscy budzą się z rana i ...nie mogę wyjść z mieszkania. Zamurowane schody, winda za kratą, odcięty kabel od telefonu, komórki nie działają a po sąsiadach ani śladu. Co się dzieje?  Na dodatek przerażający napis ''to nasze mieszkanie''.

Wydarzenia, które będą miały miejsce w mieszkaniu, czyli chwile grozy, planowanie ucieczki, walka- wszystko to przeplata wątek życia Agnieszki- historia jej toksycznego małżeństwa, trudnego macierzyństwa, ucieczka do Krakowa. Nie wiem do końca czy był to dobry zabieg, bo przecież człowiek nie może przestać myśleć co za chwile stanie się w mieszkaniu, kto zginie, kim są terroryści- czy to siły nadprzyrodzone, czy ktoś z przeszłości jednego z bohaterów? 

Uważam, że książka jest bardzo dobra, choć gdyby była ciut bardziej dopracowana- mam na myśli- więcej zdarzeń w mieszkaniu- mówilibyśmy o majestrzyku. Osoby, które nie czytają pod rząd tego typu książek i nie są pedantycznie wymagający- tak jak mnie- na pewno ta książka spełni ich oczekiwania.

sobota, 8 stycznia 2011

" Gorące lato " Wacław Kostrzewa

Nie wiem, jak wy, ale osobiście nie zaliczam się do osób, które czytają tylko i wyłącznie bestsellery, najbardziej polecane i popularne lektury. Mam ten nawyk od czasów bycia młodą dziewczynką, która lubiła też czasem wyciągać z biblioteki książki mniej znane, obyczajowe, może nie tak przebojowe, ale jednak przyjemne i nie mające nic wspólnego z panującą modą literacką.

''Gorące lato'' czyta się jednym tchem. Przenosimy się na ziemie sandomierską, gdzie mieszka nasz bohater- były górnik. Człowiek kochający książki, mający oszczędności, choć trochę samotny. Pewnego dnia postanawia odwiedzić kolegę z dawnych lat szkolnych. Wyjeżdża do kurortu w Pieninach i tam przypadkowe spotkanie z kobietą zmieni jego dotychczasowe ciche życie, zabierze go do uroczej Hiszpanii i w marokańskie pejzaże Casablanki.

Czar i urok tej książki polega na tym, że oto poznajemy historię miłości prostych, zwyczajnych ludzi, takich, których się nie zauważa na ulicy. Coś nienamacalnego wpisane w zwykłą, polską rzeczywistość. Język oszczędny, ale i dbałość o szczegóły.

Jeśli macie dosyć czytania o przebojowych singielkach poszukujących miłości w Warszawie i pnących się po szczeblach kariery- polecam tę oto ciekawą książkę.

piątek, 7 stycznia 2011

" Dzikie palmy " William Faulkner

Ostatnio czytam dzień i noc jak szalona, gdyż uziemiła mnie w domu ostra grypa. ''Dzikie palmy'' dostałam od kuzynki. Pożółkłe  kartki starego wydania i wielkie nazwisko pisarza wznieciło ogień ciekawości.
Dziwna książka. Jest w niej coś klimatycznego a jednocześnie odczuwa się niemożność by poczuć całą sobą tę opowieść.
Para kochanków z Nowego Orleanu szamocze się ponoć ze swoim uczuciem jak palmy na wietrze. Żyją pod presją społeczeństwa. A czas jest dość ciężki-lata trzydzieste ubiegłego wieku. Wiem, że w tamtym okresie panowało inne wyczucie, styl, wrażliwość jeśli chodzi o prozę. Jak dla mnie, to strasznie mało tej miłości w opowieści, podniosłych scen, namiętności. Przyrównałabym tę książkę do średnio ciekawego amerykańskiego filmu obyczajowego z lat  trzydziestych, zaliczających się do pierwszych filmów w kolorze. Kochankowie uciekają do wynajętego domu w nadmorskiej miejscowości. Kobieta leży plackiem na plaży całe dni, patrząc się tępo przed siebie. Jej mężczyzna jest targany niemożliwością znalezienia pracy, na dodatek nie wie, jak uszczęśliwić swoją kobietę. Jest niechciana ciąża i nieumiejętność dostosowania się do życia z łatką 'kochankowie''.

Zaletą tej książki jest zdecydowania piękny, krwisty język. Fabuła jednak przeciętna jak na nasze czasy. Nie żałuję, że przeczytałam, ale nie poleciłabym tym, którzy chcą czytać tylko i wyłącznie lektury wyjątkowe...

czwartek, 6 stycznia 2011

'' Drewniany różaniec " Natalia Rolleczek

Przydarzyło się wam? Usłyszeć o książce starej jak świat, która za czasów waszej mamy, babci czy cioci robiła furorę, była poszukiwana, z rąk do rąk pożyczana, trudno ją było zdobyć? Ze wznowieniami na rynku polskim jest dziwna sprawa, chyba jakieś niekorzystne prawo mamy, bo tak mało tych wznowień.
''Drewniany różaniec'' Natalii Rolleczek zdobyłam przypadkiem, ot zauważona w księgarni. Lektura wzbogacona jest o niesamowicie interesujący wstęp - wywiad z Natalią Rolleczek, która ma w tej chwili dziewięćdziesiąt lat. Od razu mówię- wstęp należy zostawić sobie na deser po lekturze, gdyż przeczytany na początku, odbiera historii czar i urok, zbyt wszystko jest jasne, zupełnie niepotrzebnie.

Lata trzydzieste ubiegłego wieku. Młoda dziewczynka-Natalia zostaje wysłana do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne- Felicjanki. Jest to opowieść o okrutnym czasie i miejscu. Głód, brak wody, ciasne pomieszczenia, paradoksalne kary- bicie dziewczynek drewnianym różańcem, zmuszanie do żebrania, przymusowa praca fizyczna. Jak dorastać w takim środowisku? Jak poradzą sobie dziewczynki i do jakich absurdów dojdzie?

Owa książka była wykorzystana przez ówczesne władze komunistyczne jako nagonkę na kościół, co przyniosło uznanie i sławę książce, choć sama autorka podkreśla, że zwyczajnie spisała swoje wspomnienia i nie miała innych celów.
Ciekawa opowieść, którą połyka się szybko.

wtorek, 4 stycznia 2011

'' Ukryte godziny'' Delphine de Vigan

Ta książka wbiła mnie w fotel. Poraziła. Odbyłam wycieczkę po redbulla do lodówki w celu zarwania nocy gdyż oderwać się nie mogłam od czytania..

 Pisarka maluje opowieść bazując na codzienności dwojga ludzi, którzy się jeszcze nie zdąrzyli spotkać. Czy miną się w tłumie? Czy dojdzie do spotkania? To tak naprawdę kompletnie nie ma znaczenia. Bo z tych dwóch odrębnych opisów codzienności wyłania się przejmująca, głeboka i mądra opowieść...o samotności w tłumie.
To co poraża niczym pociski z pistoletu, to genialna precyzja wyczucia, uchwycenia przez pisarkę ludzkich myśli, momentów, tych chwil…kiedy czujemy się osamotnieni w pracy, w tłumie, wśród najbliższych.Tak naprawdę to jest to lektura o każdym z nas. Wszyscy mamy w sobie cząstkę samotności, której nie możemy dzielić z nikim. Jest nasza, własna, nieprzetłumaczalna na żaden język , nie do pojęcia nawet dla najbliższych, nie do określenia w słowach. 

To właśnie są te ukryte godziny, minuty, sekundy w nas. Mathilde jest wdową, która doświadcza destrukcyjnej siły mobbing'u w pracy-przejmujące i pełne emocji są to sceny.  Thibault to mężczyzna, który kończy kolejny toksyczny związek a przed oczami ma wciąż swoje niespełnione marzenia i wypadek, w którym stracił dwa palce. To lektura, która ukazuje smak życia w wielkiej metropolii :'' Miasto zawsze będzie narzucać własny rytm, pośpiech i godziny szczytu, nadal będzie ignorować miliony samotnych ścieżek, na których skrzyżowaniu nie ma nic, nic poza pustką albo iskra natychmiast gasnącą..''

Nie przegapcie tej książki. Świetna proza. Mocna i niesamowicie przejmująca.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

" Odległy brzeg " Caryl Phillips

Zaskakująco dobra książka, choć nie powiedziałabym, że przebojowa. Urzekł mnie ciekawy sposób prowadzenia fabuły- pozornie splątane nitki, z których szybko i równomiernie wychyla się klarowna opowieść.
 Do małej, spokojnej angielskiej wsi przeprowadza się Dorothy - kobieta pełna świeżych psychicznych blizn. Czuje się wyobcowana w nowym miejscu. Chce zacząć wszystko od nowa, ale przeszłość odbija się niczym czkawka, na każdym kroku, o każdej porze dnia. Salomon to jedyny czarny człowiek w owej wsi- to właśnie on stanie się jej bliski, na ile bliskość jest możliwa, gdy ludzie noszą w sobie ciężkie sekrety przeszłości a otoczenie przypomina o podziałach. Opowieść ilustruje problemy emigrantów napływających do Europy Zachodniej, napięcia społeczne, absurdy, które dotykają wszystkich. To również opowieść o samotnych sercach na wewnętrznej emigracji.  Dorothy zaczyna swoją historię od stwierdzenia ''Anglia się zmieniła'', ale czy nie jest tak, że gdy los łamie nas w pół, wszystko wkoło wydaje się obce?

Caryl Phillips to jeden z najwybitniejszych pisarzy brytyjskich średniego pokolenia, o czym muszę się przyznać, nie wiedziałam. Podobała mi się ta książka. Dobrze zbudowane postacie, wartka akcja, dość przejmujące spostrzeżenia, symboliczne sytuacje. Zwolennikom dobrej literatury zdecydowanie może przypaść do gustu.

sobota, 1 stycznia 2011

''Listy na wyczerpanym papierze'' Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory

Co jakiś czas tęsknie by ponowie dotknąć życia  Agnieszki Osieckiej. Szanuję niezmiernie jej córkę, która powinna dostać order za to jak dba o spuściznę literacką swojej mamy- wychodzą niesamowite książki: felietony, listy, wspomnienia..wszystko to wydane na fantastycznym papierze okraszone fotografiami.
Tęsknota moja bierze się z faktu, iż żyję w czasach, w których media obrały dziwny kierunek. Atakują nas plastikowe twory, szpetne informacje, chłam i nijakość. Do czegoś naprawdę wartościowego trzeba się dokopać. Teksty piosenek Agnieszki Osieckiej to poezja. Jej osobowość biła po oczach- była tak kolorowa, nietuzinkowa w szarych latach komunizmu, na które przypadła młodość artystki.

''Listy na niewyczerpanym papierze'' to prywatna korespondencja  Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory. Nie zaczęłabym przygody z poznaniem tej poetki od tej książki, jest to zdecydowanie pozycja na deser dla tych, którzy już dobrze znają życie Agnieszki Osieckiej. Listy miłosne dość wyjątkowego i dziwnego związku. Żywe, tętniące barwami słowa, z których wyłania się obraz wielkich osobowości.Ciągle nie mogli pogodzić dat by się spotkać, bez przerwy się mijali...ale może taki czasem los poetów- dusze mają między słowami, serce też...więc tam też miejsce na miłość jest...

Nie wiem kiedy pojawi się w Polsce osoba, która będzie pisała teksty piosenek na miarę talentu Agnieszki Osieckiej. Wszystkich, a  szczególnie młode czytelniczki, zachęcam do dotknięcia życia tej niesamowitej kobiety. Pojawiała się i znikała. Podróżowała, bez przerwy kochała i nigdy nie tłumaczyła się ze swoich decyzji. Miała w sobie wolność, kochała kapelusze i jak nikt, potrafiła żonglować słowami, z pomiędzy których wyłaniał się świat ludzkich emocji.