środa, 14 grudnia 2011

Zaległości, czyli przeczytane lektury, którym nie miałam czasu podarować notki..

Niedługo odejdzie miniony rok, a ja mam masę zaległości. Wynika to częściowo z licznych podróży, po dwa tygodnie mnie nie było a czytałam sporo w tym roku. Miałam plan codziennie umieszczać notkę ale też się nie da, czasem nie mam do tego głowy, a w błękitnej biblioteczce nic nie dzieje się na siłe i do niczego się tutaj sama nie zmuszam. Tak więc oto skrót zaległości:

Miałam koleżankę głuchoniemą w dzieciństwie, z którą bawiłam się kupę lat na podwórku. Czytała z ust, języka migowego nie znała. Pamiętam odważne, inteligente, fajne dziecko. Stąd byłam ciekawa jak ugryzie problematykę osób niesłyszących sama pisarka. Lektura cieniutka, ale ciężka, bohaterem jest dziesięcioletni chłopiec, który wychowuje się na pograniczu dwóch światów. Zabrakło mi ciepła i przejmującej, wciagającej narracji. Powieśc na takie tematy moim zdaniem powinna być delikatna, tym bardziej że jest krótka, a nie aż tak przyciężkawa.

Po znielubianej lata świetlane temu powieści o Judycie, sięgnęłam po tę autorkę bo zwyczajnie natknęłam się w księgarni na nią, bo powieść niedługa i z czystej ciekawości oraz czy nadal mam racje w swoich osądach.Koleżanka mnie przekonywała, że warto, ja ''mów do mnie jeszcze'' No i proszę. Powieść mnie nie denerwowała, co więcej- styl pisarki w tej książce mi się podobał- serio. Krótko, na temat, do sedrna. Nie cierpię zdań siedmiokrotnie złożonych gdy ktoś coś opowiada na papierze. Powieść prosto ze zdradzonego, skrzywdzonego kobiecego serca. Bardzo polska. Nadal nie podoba mi się,że ta pani umieszcza swoje zdjęcia na okładkach własnych powieści choć ma zajebiste nogi- to fakt. Ale zmieniam zdanie- pisać potrafi ciekawie. Ta powieść mnie przekonała.

''Zapasy z życiem'' to opowieść o uczniu i mistrzu. Nastoletni chłopak, wychowany na ulicach Tokio, wtrafia do szkoły, gdzie pod czujnym okiem odkrywa sztuki walki. Krótka, ale z przesłaniem powiastka. Nie wiem czemu, w tym roku jakoś nie gustuję w takich historiach, tzn nie trafiają do mnie tak mocno, jak może powinny by.Powieść o odkrywaniu własnej siły i blasku, o pokonywaniu lęku. Lubię tego pisarza, dla gorących wielbicieli- obowiązkowa lektura. W moim odczuciu nie jego naj, naj.

Erri Luce bardzo cenię za poetycki język, jego książka ''Montedido'' bardzo mi się podobała. Tym razem miałam do czynienia z głosem kobiety- Miriam, która opowiada o Historii Świętych Narodzin. Czyli Maria, poród kontrowersyjny, refleksje, wywody filozoficzne. Oj nie, nie nie. Ja nie należę do ludzi, którzy są bardzo religijni i ten temat im strasznie bliski, oraz nie należę do ateistów, których podniecają tematy religijne by się wyprówać z wywodów, myśli na forach i traktują ten temat jak zagadnienie nowej galaktyki we wszechświecie. Ja o religii nie rozmawiam, nie interesuje mnie co inni myślą- jest to moim zdaniem temat bardzo osobisty, w którym bardzo łatwo przekroczyć próg tolerancji w jakimkolwiek kierunku. Książka potwierdziła, że nie dla mnie takie tematy, znudziła mnie doszczętnie.

Trudno patrząc na okładkę nie być zaintrygowanym. ''Ptaszyna'' to powieść o relacji między rodzicami a dzieckiem, gdy ono wchodzi w dorosłość. Rzecz dzieje się na Węgrzech, Ptaszyna to 35-letnia stara panna, którą rodzice wyprawiają do wujostwa i bardzo to przeżywają. Gorzko-zabawna krótka powieść, od której jednak oczekiwałam dużo więcej. Dobra jest to powieść, z wymownym przesłaniem, ale troszkę taka z tych lektur obowiazkowych szkolnych, gdzie wiesz, że masz do czynienia z dziełem, a za cholerę nie możesz tego dostrzec czytając.

Przeczytałam kiedyś wszystkie powieści Marisy Mackle- lekkie, przyjemne kobiece powieści z dużą dozą humoru. Jedne lepsze, drugie mniej. Marisa nie pisze często, więc z rozpędu zakupiłam jej najnowszą powieść i co mogę powiedzieć- średnio bardzo. Ja zwyczajnie wyrosłam z opowieści o dziewczynach co idą napruć się do baru, poznaja Mr. Right a potem okazuje się że są w ciąży. Po polsku chyba w ogóle bym nie przebrnęłabym- w języku angielskim owszem. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale w języku angielskim pewne książki brzmią świetnie a tłumaczone na polski tracą wiele. Mam nadzieje, że nie wyrosłam z Marisy i owa powieść powstała bo akurat ona sama została matką, choć ma około czterdziestki na karku, nie wiem skąd ta powieść w tak młodym stylu nastoletnim, jakby nie podobne to do niej..

Uwielbiam angielskie księgarnie na lotniskach, jak jadę na wakacje czy w związku z pracą- zawsze dokupuję coś na lotnisku. Lecialam do Grecji, więc skusiłam się na lekką powieść o koleżankach, które również wylatują na greckie wyspy. Tak w razie, gdybym przypadkiem wybrała za zbyt smiertelnie poważne lektury- więc nabyłam tę. Podobała mi się. Smieszna, sympatyczna opowieść o koleżankach, których wymarzone wakacje przemieniają się w koszmarek a każda okazuje się, że oprócz walizki, zabrała ze sobą jakiś problem:)

9 komentarzy:

  1. Jejciu... I znowu "dorzuciłaś"" mi kilka pozycji, które bardzo chciałabym przeczytać - "Ptaszyna", "Zapasy z życiem", "W imię matki"... Dlaczego doba i życie są tak krótkie? :((

    Dziękuję i pozdrawiam cieplutko. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nati, to pierwsza część zaległości..:) Zgadzam się, doby są za krótkie...ufff

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ptaszynę" czytałam i bardzo mi się podobała. A Schmitta i Grocholę mam w planach:). Książką "Imię matki" mnie zaskoczyłaś i dopisałam ją do listy pozycji, które muszę przeczytać.
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mnie zaintrygowałaś recenzją książki pani Grocholi, bo ja po Judycie mam do niej uprzedzenie absolutnie i odrzuca mnie od tej pisarki. Chyba troszkę mnie skłoniłaś do przełamania się... :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Też się zastanawiam nad krótkimi notkami o przeczytanych książkach w zbiorczym wpisie, choć aż tak dużo teraz nie czytam.
    "Zapasy.." jak dla mnie były cieniutkie,jakby w biegu pisane. Bardzo lubię E. E. Schmitta, ale zaczynam się skłaniać ku opinii, że te wcześniej wydane książki były lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Domi, wiesz jaka ja anty byłam...ale akurat ta jest spoko, nic tam wow ale fajna, zwyczajnie, moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno Schmitta chętnie przeczytam, co do reszty mam mieszane uczucia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech, zaległości, zaległości... Dzisiaj oddałam książę, którą wypożyczyłam chyba ze trzy miesiące temu; myślałam, że pani bibiotekarka dla przykładu wywiesi mnie na słupie;p
    Straszny mi się zator zrobił i nie mam kiedy go rozładować, hi hi, trzeba by pożyczyć czas;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kto z nas nie ma takich zaległości.. czasami ciężko zmusić się do napisania posta o książce, która nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Nawet tak krótkie posty - minirecenzje na pewno zainteresują czytelników.
    Pozdrawiam ^.^

    OdpowiedzUsuń