środa, 16 listopada 2011

''Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia'' Iza Michalewicz, Jerzy Danielewicz

Jestem w Polsce i już odwiedziłam, rzecz jasna, księgarnie. Strasznie cieszę się, że natknęłam się na tę książkę..to naprawdę solidny obraz fascynującej osobowości jaką była Violetta Villas. Co najcenniejsze w tym wszystkim- poprzez lekturę można zrozumieć dlaczego jest tak a nie inaczej- czemu nikt nie jest w stanie pomóc tej kobiecie od lat. Klarowny i logiczny obraz życia i charakteru wybitnej piosenkarki, bez skandaliczynych wstawek, ale cóż, wesoła książka to nie jest...no i poraz pierwszy nowe, szokujące dosyć informacje, ale niestety, sprawdzone..

Czesława Cieslak - tak brzmi jej prawdziwe imię i nazwisko- zawsze lubiła się wyróżniać i zawsze miała wielką wyobraznię. Każdy potwierdza to samo- sposobem śpiewania wyprzedziła epokę, niestety nikt tego w szarej, komunistycznej Polsce nie zrozumiał. Nie pasowała do kraju, ale z drugiej strony polska mentalność była w niej mocno zakorzeniona. Ludzie, którzy ją znali twierdzą jednoznacznie: była światowa jeśli chodzi o talent, ale też posiadała prostacką naturę: nie była elestyczna, ani otwarta na nowości ani na to by siebie kształcić i rozwijać się, nie znosiła narzucania jej czegokolwiek. W Polsce miała kompleks Lewina, z którego pochodziła, w USA kompleks Polski z zażelaznej kurtyny. Okazało się, że ''do przodu też nie była'' gdyż udowodniono, iż pracowała dla służb wywiadowczych, stąd mogła wyjeżdżac za Ocean, jej nick to było imię ''Gabriella''.

Nie była pracowita, jej repertuar jest nierówny, masę prostych, wręcz wstydliwie ''przyśpiewkowych'' kompozycji. Zawsze jednak chciała zrobić światową karierę. Miała w sobie klejnot- niepowtarzalny, wybitny głos. Udało jej się wyjechać do USA i spiewać w Las Vegas, nosić sukienki od Diora oraz występować obok Franka Siniatry. Te wyjazdy odchorowywała mocno- nie znała języka, szok kulturowy był ogromny w tamtych czasach, kontrakty mierne i nastawione na wyzysk Violetty.

Przykre jest jednak to, że juz od początku swojej kariery zmyślała namiętnie, ubarwniała dzieciństwo, swoje małżeństwo w wieku 16 lat, młode macierzyństwo, które okazało się pomyłką bo kariera była zawsze najważniejsza. O okresie w Stanach- też mnóstwo bajeczek wymyśliła, co udowodniono i wiele kłamstw obalono. O tym, że zabroniono jej w pewnym momencie wyjazdów do Stanów- też układała własne historyjki na ten temat. Wielką tajemnicą było również to, że Stany zniszczyły jej psychikę. Wróciła w nałogu, mówiło się o narkotykach, tabletkach nasennych a potem doszedł alkohol. Spózniała się na próby, trwoniła majątek, chodziła w futrze i jezdziła mercedesem po szarej Polsce. Z czasem środowisko artystyczne przestało jej ufać, bo nie dotrzymywała umów, zobowiązań. Niezrozumiana, odrzucona, potwornie samotna Violetta Villas zamknęła się w swojej twierdzy wśród zwierząt. Ale w wywiadach wobec siebie bezkrytyczna i zarzucająca wszystkim, że się od niej odcieli. Jak był finał - wszyscy wiemy. Mnóstwo zwierząt w opłakanym stanie i sama artystka w ubóstwie, nędzy i biedzie...życie zdominowane przez koleżankę- pomoc domową, na którą wszystko przepisała w testamencie a tym samym rodzina artystki miała związane ręce gdy trzeba było pomóc piosenkarce. Kiedy robiono dokument na temat artystki i jej życia w tej chwili- wypowiadały się na ulicy jej ''koleżanki''- lokalne pijaczki bez trzech zębów z przodu i z napuchniętymi twarzami...strasznie to przykre..

Z dwa lata temu, jedyny syn piosenkarki udzielił wywiadu- pamiętam to do dziś. Facet przeszedł piekło, miał koszmarne dzieciństwo, podrzucany był wszędzie, nie stać go było na studia nawet i na obiad, odrzucony, zaniedbany- ale jego wywiad to była klasa- tak mówił o matce i jej życiu- taktownie, dyskretnie choć wymownie, bez niepotrzebnych słów. Kto umie myśleć, domyslił się wszystkiego. Klasa. Jak mówił, jest dumny, ze udało mu się wyjść na człowieka, że ma kochającą żonę od lat i swoją rodzinę.W jego przypadku to naprawdę sukces.

Obnarzone jest wiele w tej książce- ale również pokazane, jak talent a nasza osobowość to dwie różne rzeczy. To przede wszystkim delikatny ale dosadny obraz choroby psychicznej, której nie można ujarzmić czy pomóc przez polskie dziwne prawo i zaniedbania pracowników.
Smutne to wszystko....szkoda. Naprawdę. A talent to nie wszystko. To co się dzieje w głowie również ważne..a może nawet ważniejsze...

12 komentarzy:

  1. Zaczytywałam sie kiedyś w biografiach, interesowało mnie życie prywatne pisarzy, malarzy, wokalistów, teraz już mi przeszło i preferuję powieści, ale przyznam szczerze iż podczas ostatniej wizytyw księgarni poważnie zastanawiałam się nad zakupem tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam właśnie parę dni temu w Dużym Formacie artykuł o V. Villas, pióra tych samych autorów, którzy napisali książkę - byłam równie zasmucona i wstrząśnięta. Dobrze wiedzieć, że jest książka - z pewnością po nią sięgnę! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Wioletta Villas idzie w zapomnienie, ale niestety po części na własne żądanie. Szkoda...To takie smutne, że taka osobowość zaszyła się gdzieś przed ludźmi. Witaj w Polce. Miłego pobytu :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie żywiłam szacunku do VV. Po tym co przeczytałam w twoim poście wiem, że moja postawa była i jest w dalszym ciągu odpowiednia. Nie zmienię jej i nie sięgnę po książkę, choć opisane przez Ciebie wątki wzbudzają ciekawość. W dodatku sama artystka przypomina mi moją własną, właśnie taką zaściankową, babiastą i prostacką dalszą kuzynkę...:/

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowita jest historia tej kobiety, trochę przerażająca, trochę budząca niechęć do niej samej, a teraz to już chyba tylko współczucie. Świetna recenzja nie wiedziałam o niej za wiele dopóki do Ciebie nie zajrzałam.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja nie mogę spokojnie o niej czytać, bo widzę podobieństwa jej do mojej mamy, chociaż nie aż do takiego ekstremum, myślę, że to jest taki sam stan psychiczny. Nie dam rady przeczytać, ale ciekawy był Twój post. Kiedyś mi opowiesz więcej, dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że kiedyś przeczytam. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja mama uwielbia Villas, więc z pewnością przeczytałaby tę książkę. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, za mam już prezent mikołajowy dla Mamy. A potem ja się dorwę ...;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z Violettą zmagałam się całe liceum - kolega z klasy chory na zespół Aspergera miał na jej punkcie obsesję. Śpiewał jak ona, pisał jak ona, chciał zostać świętym jak ona i co byś tylko jeszcze nie chciała. Na prawdę uciążliwe, zważając na fakt, że zadręczał nas piosenkami all day, all night. Przeczytałabym to bardzo chętnie, wyklarowała sobie obraz artystki, która tak zdominowała licealne czasy... Jemu też bym poleciła, ale nie sądzę, żeby uznał te informacje za cokolwiek warte, najpewniej znów powiedziałby mi, że jestem wstrętną oszustką i chcę go zniszczyć. Cóż...
    Poszukam w każdym razie, choć Villas mam powyżej uszu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. biorę to jak ostrzeżenie, przeraża mnie bowiem obecność młodych na świecznikach sukcesu w którym rodziców jakby nie było, lub upojeni sukcesem zamiast dziecka mają zabawkę, którą uwielbiają się bawić. Violetta jest jedną z tych którym zaszumiał świat, w którym zniknęła od samego początku nie wiedząc nawet o tym i nie wie po dzisiejszy dzień. Kariera w tamtej i teraźniejszej Polsce jest łatwiejsza dla beztalencia byle z zapleczem, kryształy znikąd są nieustannie niszczone by w końcu pokłonić się w otoczce kpiny i zawiści. Nauka - no cóż Joe Cocker nie zna po dzisiejszy dzień nut i śpiewa i komponuje i jest na świeczniku, a u nas a u nas wtedy i teraz talent śpiewa o jajecznicy. Nic się nie zmieniło.

    OdpowiedzUsuń
  12. strasznie mnie korci, żeby zakupić tę książkę i od razu wziąć się za czytanie. najpierw jednak szukam potwierdzenia m.in. od takich ludzi jak Ty, że nie jest to szukanie przez autorów taniej sensacji, celowe ośmieszenie artystki, tylko rzetelny obraz jej dotychczasowego życia i być może jakaś próba pomocy tej biednej osobie. dzięki za ciekawą recenzję, czekam na kolejne.

    OdpowiedzUsuń