poniedziałek, 28 listopada 2011

Skandynawska powieść obyczajowa: ''Na Syberię'' Per Petterson

Przeniosłam się do Danii, w opustoszałą, północną jej część, gdzie wioski to cztery zagrody. W świat małych portów rybackich, do których dobijają kolejne kutry. Tańczące mewy na szarym niebie, wiszące dywany mgły nad ziemią. Porywisty wiatr. Latarnie na falochronie- miejsce zabaw dzieci. W zimne wieczory opowieści rodziców o przerażających legendach morskich. A na skraju lasu mieszka staruszka Sara, która wróży z fusów, zna wszystkie nazwy roślin i gwiazd. Po wioskach chodzi plotka, że zabiła własne dziecko.
W takiej scenerii rozgrywa się dzieciństwo głównej bohaterki, która sama wraca do wspomnień i bardzo detalistycznie wprowadza nas w ten świat. Opowieść o rodzeństwie, ich wcześnym życiu, doświadczeniach, przeżyciach. Samobójstwo dziadka, chłodni rodzice, zabawy po świt.  Nie sugerujcie się tutułem- to raczej przenośnia niespełnionych marzeń, które weryfikuje czas i życie. Nasz bohaterka marzy o tym by pewnego dnia zwiedzić Syberię, jej brat natomiast śni o Maroko.

Smutna, momentami smętna, ale tak klimatyczna powieść- właśnie dla tej aury, opisów- czytałam bez przerwy i to z zachwytem. Nie zawsze powieść musi być przebojowa by zachwycać sie czule. W taki mokry i zimny listopadowy wieczór czytało się niezwykle intrygująco tę powieść. Chyba najbardziej podobała mi się pierwsza połowa, czyli wczesne dzieciństwo rodzeństwa, niż ich dorosłe, dość tragiczne losy..
Jest to zdecydowanie lektura trudna, niełatwa i dość wymagająca. Mająca ''ukryte piękno''. Pisarz zdecydowanie potrafi przepięknie opisać miejsca, atmosferę, pogodę i nastroje dni i ludzi. To jego najmocniejsza strona.

Per Petterson to uznany  pisarz norweski, do tej pory przeczytałam ''Przeklinam rzekę czasu'', w kolejce jeszcze ''Kradnąć konie'' na mnie czeka, zakupiłam w języku angielskim jeszcze inną powieść pisarza.  Jakoś taka wyciszona jestem po tej lekturze.. lubię czasem wpaść w taki nastrój. Jakie to niesamowite, że tyle różnych nastrojów może nam zaoferować literatura. Chyba bym umarła, gdybym czytała na jedno kopyto książki. Albo smutne, albo tylko wesołe. Oj nigdy! To tak jak z jedzeniem, co nie?

9 komentarzy:

  1. Do Danii??? Przeczytać muszę, wszak to o moim obecnym kraju:) Poza tym chyba powoli zakochuję się w literaturze skandynawskiej!:) Czytałaś "Ziemię kłamstw"? Jeśli nie to MUSISZ!:P Również literatura norweska:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę wygrałam w konkursie i po Twojej recenzji wprost nie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam. Najpierw jednak muszę przeczytać to, co czeka już na swoją kolej od kilku miesięcy.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że książka przypadłaby mi do gustu, uwielbiam takie nastrojowe powieści :)

    Fakt książki oferują dużą różnorodność, nie tylko nastrojów, ale gatunków i czasów w jakich się rozgrywają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna, klimatyczna okładka i z tego, co czytam również cała opowieść utrzymana w smutnym klimacie. Masz rację, nie da się czytać książek na jedno kopyto, człowiek by się szybko znudził. Do przeczytania na pewno:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo nastrojowa recenzja - takiej książki mi teraz trzeba, dziękuję! :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Paula: nie czytałam!!! zaraz sprawdzę ten tytuł, dzięki:)

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest cała trylogia genialnej moim zdaniem pisarki norweskiej. Ja jestem od niej już uzależniona:D "Ziemia kłamstw" powaliła mnie na kolana, teraz czytam "Raki pustelniki" (drugą część) i tylko utwierdzam się w swoim zdaniu!:))) Szukaj i czytaj!:P

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam ją już na swojej liście. Po Twojej recenzji utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chyba jednak szukam też akcji w książce - chociaż miewam czasem ochotę na coś pięknego, spokojnego i poetyckiego ale to chyba nie będzie to :(

    OdpowiedzUsuń