wtorek, 22 listopada 2011

Jerzy Kosiński: ''Wystarczy być''

Takie odkrycia są dla mnie zawsze cenne. Lubię tego typu pisanie, styl, stworzony świat. Pierwsze spotkanie z Kosińskim zaliczam do bardzo udanych, nie wiem, czy moje porównanie będzie trafne w sumie, ale troszkę przypomina mi ta powieść klimat książek Ian'a McEwan'a- którego uwielbiam.

Główny bohater intryguje od pierwszej strony. Oto poznajemy człowieka, który nie zna rzeczywistości a świat z telewizora. Nigdzie nie wychodzi poza dom, w którym mieszka kilka lokatorów. No i jest rzecz najważniejsza- serce jego życia- ogród. Prostaczek, bo tak nazywa się owy bohater- poświęca każdą chwilę na pielęgnację ogrodu. Przycina, podlewa, rzezbi roślinki dla wizualnych efektów. I tak sobie żyje spokojnie, nikt nic od niego nie chce, nie wymaga, nie płaci za nic. Kiedy natomiast umiera właściciel budynku, wkracza policja. Okazuje się że nasz Prostaczek nie jest nigdzie zarejestrowany, jakby nie istniał!..Kiedy zmuszony jest opuścić jego ''cały świat", nastanie cała lawina dziwnych zdarzeń...a jego los nieopacznie odmieni się o sto osiemdziesiąt stopni. Nagle spotka na swojej drodze różnych ludzi, którzy wyniosą go na piedestały glorii i chwały. A Prostaczek z niczego nie będzie zdawał sobie sprawy. Jak to możliwe? A przekonajcie się sami, nie będę zdradzać.

Przewrotna, zaskakująca powieść wyśmiewająca systemy społeczne,w których  żyjemy i jak funcjonujemy. Czyta się błyskawicznie, a sam bohater moim zdaniem ma coś z Foresta Gumpa. Bardzo fajna lektura i na pewno przeczytam coś jeszcze tego pana.

19 komentarzy:

  1. O Kosińskim słyszałem, ale nic nie czytałem. Sam sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachęciłaś mnie swoją rekomendacją- czytając ją miałam wrażenie, że ta książka z powodzeniem mogłaby być dla mnie terapią :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie to jest zupełnie nowe nazwisko, będę miała je w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po "Malowanym ptaku", który okazał się największą czytelniczą porażką mojego życia, mam w stosunku do Kosińskiego uraz. Chyba czas go przełamać. Bardzo zachęcasz! Powinno mi się spodobać.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm, ciekawe. Może kiedyś zajrzę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam, z przyjemnością przeczytałam recenzję, zwłaszcza, że akurat tej książki Kosińskiego nie znam, a z Pani opisu wnoszę, że odbiega ona od innych dzieł tego autora. Kosiński to dla mnie przede wszystkim brutalność, odkrywanie
    najmroczniejszych zakamarków ludzkiej duszy. Swoją drogą, Kosiński i jego życie to historia niezwykła, o czym pisze np. Janusz Głowacki w "Good night, Dżersi". Warto jednak przed lekturą owej książki zapoznać się z takimi pozycjami pisarza jak "Kroki", "Gra" czy najsłynniejszy "Malowany ptak". Swoją drogą, Kosiński często był osądzany o to, że nie napisał sam swoich prac (ponoć zbyt słabo znał język angielski, w którym tworzył), a oceniana przez panią książka miała być,
    delikatnie mówiąc,
    wzorowana na "Karierze Nikodema Dyzmy". Autor z pewnością godzien poznania, choć trudno nazwać go łatwym, a tym bardziej
    przyjemnym. Serdecznie pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kosiński już odkryty - lepiej późno niż później. Niezależnie od tego co o jego pisaniu myślimy, to to, że otwiera Pani po raz kolejny otwarte drzwi nieodmiennie mnie fascynuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lepiej byłoby użyć, "o sto osiemdziesiąt stopni" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. przeczytawszy:nie wiem, czy ta powieść odbiega od innych, bo nie czytałam, ale odkrywanie ciemnych zakamarków duszy też tutaj jest:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnes: tak? a czemu? tak pytam z ciekawości, lubię jak mnie poprawiacie, ale tutaj mam rebus, czy 360 stopni to błąd? pozdr.:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oleńka: ja się na pewno zmierzę z ''Malowanym ptakiem'' bo też duzo słyszałam o tej powieści ale pozytywnych komentarzy

    OdpowiedzUsuń
  12. Domi: a Kosiński to ponoć abrdzo znana postać w literaturze...jak dobrze że ciągle jest co odkrywać!

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczywiście, że nie błąd, tylko że po obrocie o 360 stopni jest się dokładnie w tym samym miejscu co przed obrotem, nic się nie zmienia, a o 180 - to zwrot jakby tyłem do przodu, plecami do dotychczas zajmowanego stanowiska, no i z recenzji wywnioskowałam, że bohater właśnie tak stanął jakby tyłem do przodu, zostawia za plecami dotychczasowe życie...

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnes: aaaaaaaaaaaaaa teraz rozumiem, dzięki za wytłumaczenie, wiesz ja zawsze trep z matematyki byłam nikumata za nic;) no to musze poprawić natychmiast gdyż w tym wypadku musi byc koniecznie 180 stopni, 360 nie jest adekwatne. dzieki sliczne!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Kosińskiego odkrywałam bardzo dawno temu, bo w II klasie liceum. Mam z tym tytułem piękne wspomnienie, bo polecił mi ją i pożyczył (w takim kieszonkowym wydaniu, niebieska była) chłopiec, który chwile później miał się stać moim osobistym chłopcem i moja miłością młodzieńczą. Sam związek trwał krótko, ale leczenie z niego długo:)
    Od rozmowy o Wystarczy być (ja nie czytałam, on mi ją odprowadzając do domu po raz pierwszy opowiadał) zaczęła się nasza znajomość i nasze sobą wzajemnie zauroczenie. Rzeczony Marcin tak mi dokładnie, tak sugestywnie opowiedział całą akcję, że czytając słyszałam jego głos:)
    Ehh cóż za piękne wspomnienie!
    Potem były następne książki Kosińskiego w tym Malowany ptak, przez którego ciężko było mi się przebić. Nie wiem czy teraz bym się na to zdecydowała. Wtedy mając 16 lat się troszkę człowiek snobował na Malowanego hihi
    Acha jest film według książki Wystarczy być z 79 roku z Peterem Sellersem:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  16. ja miałam chyba to samo wydanie co papryczka:-) i czytałam kosińskiego w podobnym wieku I-II klasa liceum i wówczas również po kilku pozycjach zakonczyłam.
    teraz widze ze Kosiński znow wraca na "salony":-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ach, Kosiński, mój ulubiony literacki skandalista.
    Zarzucono tej książce, że jest plagiatem "Kariery Nikodema Dyzmy" i trudno się z tym nie zgodzić. Zdaje się, że nagłośnienie tej sprawy przez amerykańskie media było początkiem końca wielkiej kariery Kosińskiego w Stanach - choć mogę się mylić, nie znam aż tak dobrze jego biografii.
    W czasach liceum był to jeden z moich najulubieńszych pisarzy.

    OdpowiedzUsuń
  18. papryczka, dea, rosemary: no to ja mam zapłon...okazuje się że tyle osób odkryło lata świetlane tego pisarza...no ale cóż ja w liceum NIE CZYTAŁAM KSIĄŻEK- miałam licealną przerwę nie wiem czemu, nic mi nie wchodziło uczyłam się słówek angielskich na okrągło i czytanki klepałam..

    OdpowiedzUsuń