poniedziałek, 31 października 2011

Cecelia Ahern i jej najnowsza powieść: ''The time of my life''

W przeciągu pięciu lat napisała siedem udanych, fantastycznych książek. Zwykłe tematy ujmuje w nietuzinkowy sposób, z domieszką magi- jakby pod innym kątem i z przeciwnej strony..Generalnie książki jej zaczynają się gdzieś od połowy, bo najpierw interesująco kreuje bohaterów, w każdej powieści był zawsze jakiś lub jakaś poboczna bohaterka, która niesamowicie intrygowała i aż żal, że tak mało było tego wątku. Wszystko to znalazłam w najnowszej, ósmej powieści ''The time of my life'' ale....uwaga , wyznanie miesiąca:

...coś nie do końca mi zaklikało:((((( Nie umiałam do końca wczuć się w perypetie Lucy- kobiety trzydziestoletniej, która notorycznie okłamuje przyjaciół i rodzinę a najbardziej samą siebie..Wiem, że przesłanie tej powieści jest jasne- jeśli nie szanujesz i nie przywiązujesz wagi do jakości swojego życia- wali się wszystko a najbardziej cierpisz ty, człowiek sie okłamuje notorycznie i szuka zastępczych argumentów. Fajny temat...no i pewnego dnia Lucy dostaje list od Życia, ma się stawić na daną godzinę i dzień. Bardzo podobał mi się wątek perypetii w pracy Lucy, świat jej rodzinnego domu, i sąsiadki, która nie umiejąc poradzić sobie ze stratą dziecka udaje,że ma dziecko w wózku w domu, a go tam nie ma- świetna postać. Ale już wątek Życia, który ma postać mężczyzny i towarzyszy Lucy wszędzie a jej znajomi czy bliscy na pytanie ''kto to, twoj chłopka?'' słyszą ''To moje życie'' i jakoś ich to średnio zastanawia- tego juz nie czuję i wydaje mi się zwyczajnie troszkę naciągane.  Nie przypadł mi do gustu wątek miłosny- nieprzetrawionej nieudanego związku Lucy. Nikt jej nie chciał pomóc i jakoś zwyczajnie Lucy nie stała się moją ulubioną bohaterką.
Przesłanie powieści jest fajne, podoba mi się w jaki sposób Ahern pisze momentami, ale cała powieść...na zachwyt taki, żebym skakała pod sufit...jednak nie zasługuje w moim odczuciu. Możliwe, że to sprawa tego, iż ostatnio miałam wiele na głowie i może nie miałam czucia do czytania...czy tak czy nie...troszkę się rozczarowałam..może porównuję za dużo poprzednie powieści, sama nie wiem...

12 komentarzy:

  1. Hmmm... mimo wszystko nie mogę doczekać się kiedy dotrze do Polski i mam szczerą nadzieję, że nie doznam rozczarowania.

    Spróbują ją przeczytać jeszcze raz za kilka miesięcy, może podczas urlopu - często w takich okolicznościach wiele rzeczy odbiera się inaczej:) Choć możliwe, ta powieść jest po prostu słabsza..

    OdpowiedzUsuń
  2. Scathach: może to tylko brak mojej głowy w tym czasie do czytania oraz przeczytane wszystkie powieści tej pani..może przesadziła tak ciutkę z ta magią, ale mogę się mylić, przeczytaj!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahern lubię, więc jak pojawi się polskie tłumaczenie dam jej szansę. A nuż mi się spodoba:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie przeczytałabym książkę w oryginale to raz, a dwa... skoro Ty, taka fanka pani Ahern, tak wypowiadasz się o książce to coś musi być "na rzeczy".

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytam na pewno, bo Ahern uwielbiam. Tylko niestety, również mam tendencję do porównywania jej książek, dlatego czasami książki dobre oceniam jako słabe, bo znam cały jej dorobek:) Coś czuję, że będę miała podobne odczucia do Twoich, ale nic to - tak czy siak i kupię, i przeczytam:D Ahern to Ahern:D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nie czytałam niczego Ahern. Co byś poleciła na początek...?
    Z tym "to moje życie" mogło być tak, że znajomi uznali to za taką romantyczną metaforę :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja myślę, że może po prostu z przyzwyczajenia wysoko ustawiłaś poprzeczkę. Przeczekaj troszkę i do niej wróć, może coś się zmieni.
    Ja oczywiście chętnie dopiszę do listy, Ahern pięknie pisze i uwielbiam jej książki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kupiłam sobie niedawno "Podarunek", czeka na półce na swoją kolej. Będzie to moje pierwsze spotkanie z Cecelią Ahern i zaplanowałam je na czas Świąt, bo przyda mi się wtedy trochę gwiazdkowej magii. Obym się nie rozczarowała.

    OdpowiedzUsuń
  9. Aithne: może ''podarunek''? to moja ukochana, albo ''Dzięki za wspomnienia''

    OdpowiedzUsuń
  10. Mani: pewnie masz rację. czasem nie ma sensu sie nakręcać...

    OdpowiedzUsuń
  11. Relskias: zazdroszczę...super czas na tę powieść...moja ukochana, zwruszyłam się na końcu mocno.

    OdpowiedzUsuń
  12. Też jeszcze nic nie czytałam tej autorki, ale mam zamiar się z nią zapoznać. Zamówiłam Dziękuję za wspomnienia. Ciekawa jestem czy spodoba mi się jej pisanie tak samo jak Tobie.
    Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń