niedziela, 21 sierpnia 2011

'' The Homecoming Of Samuel Lake'' Jenny Wingfield

Do tej pory byłam beznadziejna jeśli chodzi o smakowanie powieści, gdzie jest przynajmniej siedmioro ważnych bohaterów, czy nawet więcej. Odstraszał mnie fakt, że pewnie trzeba bedzie wertować kartki wstecz, bo zaraz się pogubię kto co i jak, że za dużo treści, biadolenia, że potrzeba super koncentracji zabije radość czytania i pojawi się uczucie, że pisarz tylko się popisuje jak to nasmarować potrafi itp.
Tak było tej pory.
Teraz skończyłam czytać ''The homecoming of Samuel Lake" i wyjść z podziwu nie mogę. Zwyczajnie nie mieści mi się w głowie, że można tak genialnie opowiedzieć pozornie prostą historię i na dodatek stworzyć wielu bohaterów a każdy od razu zapada w pamięć, jest żywy, budzi emocje. Pisarka świetnie panowała nad wszystkim- wątki są klarowne, przejrzyste, znakomita dynamika przeplatania się sytuacji i każdy rozdział kończy sie taką puentą, że nie możesz odłożyć ksiażki na bok i czytasz dalej.
Kiedy myślę o tej powieści, nachodzi mnie jedne słowo- klasycznie dobra powieść o wielowymiarowym przesłaniu. Poznajemy rodzinę pastora Samuela Lake'a- jego żonę, trójkę dzieci, teściów, bratową z mężem, oraz- pewnego sąsiada- oj ta postać budzi emocje, generalnie tak, że ja się go zwyczajnie bałam, ale chciałam jak najszybciej odkryć co mu tam w głowie siedzi i co zrobi...Każda postać i dzieci wnoszą dużo do całej historii, w sumie twórzą interesującą całość, co sprawia, że można o tej historii dyskutować na wiele sposobów. Rodzina pastora z pewnych przyczyn musi zatrzymać się na dłużej u rodziny żony. Tło powieści to lata pięćdziesiąte, ''stolica trąb powietrznych''-czyli Arkansas. Podczas tego pobytu wydarzy się wiele. Każdy członek rodziny tworzy jakby ważną część całej tej histori. Symboliczna jest nawet nazwa rodzinnego baru: ''Never Close".

To opowieść o sile rodziny. O momentach, kiedy rodzina scala się w jedność. Pomimo naszych sekretów, ciemnych stron, rozdarciem między honorem, szacunkiem , miłością a tradycją.. są chwile, kiedy łączymy się natychmiastowo. Momentami okrutna to opowieść, ale bardzo wciągająca i równie dowcipna, i pełna ciekawostek.  A przede wszystkim pisarce udało się uniknąć tego, czego nie lubię w powieściach- miałkich sytuacji prze które nie przebija się charakter postaci. Chciałabym rzec, ze na jednym oddechu się czyta, ale nie mogę tak napisać...bo celowo zwalniałam, by chłonąć klimat tej książki, a nie było to trudne. Czysta przyjemność i emocje w najlepszym wydaniu.

Tych bohaterów się nie zapomina...zamknęłam książkę...i nadal widziałam ich twarze..i czułam co w ich duszach grało..

12 komentarzy:

  1. Kurczę no, ostatnio same dobre anglojęzyczne książki wyszukujesz. A ja tu biadolę, bo się boję, że po angielsku się w tym klimacie nie odnajdę :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja Tobie zazdroszczę takiej znajomości języka, że czytasz sobie książkę z lekkością. Jak ja bym tak chciał. Niestety, w szkołach do których uczęszczałem nie miałem języków obcych, a sam mam sterty kursów do angielskiego i włoskiego. Szybko się zniechęcam, gdyż często czegoś nie rozumiem. A może zechcesz zostać moim konsultantem i nauczycielem?

    Książkę którą opisałaś z przyjemnością bym przeczytał. Szkoda że takich dzieł nie wydają w języku polskim.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę podszkolić swój angielski. Tyle wartościowych i ciekawych książek mnie omija... Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem Ci, że ja początkowo nie mogłam połapać się w "Cukierni pod Amorem". Kto, gdzie z kim którędy. Zwłaszcza, że co rozdział to zmieniało się otoczenie, a także czas akcji i powracano do tego (albo i nie) po kilkunastu, czy też kilkudziesięciu stronach. Na całe szczęście przywykłam, i odczuwałam już tylko czystą frajdę.

    A po książkę z pewnością sięgnę, jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mani: no jakoś mam szczęście ostatnio, ale wyszukuję pieczołowicie, dużo czasu poświęcam zanim zdecyduje się co zakupić..

    OdpowiedzUsuń
  6. LENA173: tutaj nie ma histori w tle, wykopalisk, to czyście opowieść rodzinna, emocje. Ja się nigdy nie przyzwyczaje, nie lubię się męczyć z ksiażką ani dyplomatycznie pisać jak mi się nie podobała. Muszę czuć przyjemność- a tutaj- wow było tego tak dużo. Świetna ksiażka

    OdpowiedzUsuń
  7. http://pisanyinaczej.blogspot.com/ wiesz, ja nie wiem czy to jest sprawa szkół. Ja bardzo chciałam znać biegle angielski już w liceum, strasznie chciałam, a jak sie chce to wiesz jak jest...z językiem dużo samemu trzeba robić.
    Z wykształcenia jestem nauczycielką, więc kto wie? Moze kiedyś?;)
    To jest nowość wydawnicza, więc może przetłumaczą, a autorka pisała scenariusze wcześniej do kilku słynnych filmów i to zaprocentowało, bo widzę jak ta ksiażka jest napisana.

    OdpowiedzUsuń
  8. kasandra_85: ja miałam przerwę w czytaniu po angielsku a teraz mi wrócił atak...i szukam długo i czytam recenzje i ostatnio jakoś tak właśnie nie pudłuje..

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś pewnie przeczytam.. :) Jak lepiej rozwinę język angielski. ;]

    OdpowiedzUsuń