czwartek, 4 sierpnia 2011

Dziwny natłok a może się czepiam? Co myślicie?

A więc tak, od pewnego czasu dostaję meile. A to od osoby, która oświadcza, że doczepiła mojego bloga na swoją stronę i cytuje moje zdania z pewnych recenzji, po czym w tym meilu proponuje współpracę. Przepraszam, czy nie powinno być odwrotnie? Najpierw spytać, czy chcę współpracować a potem działać z tymi linkami i mnie cytować? Bo mi się wydaje, że najpierw jednak wypada spytać, szczególnie jak tytuł meila brzmi ''propozycja współpracy''. Dostaję też meile od wydawnictw. Fajna sprawa, ale zdecydowałam się nie korzystać, dlatego że za chwilę mam zadania do wykonania- umieszczać konkursy na swoim blogu, podczepiać linki, itp itd- nie mam na to czasu ani ochoty- żeby było jasne- nie  krytykuję tego- droga wolna, każdy może robić co chce. Fajnie dostać książki za darmo i nie widze w tym nic złego. Ale ja jednak dziękuję, nie.

 Dzisiaj dostałam meila od młodego poety, który wysłał mi swój tomik poezji i pewnie milionom innym ludziom też. Nie jestem oburzona, ale zwyczajnie nachodzi mnie myśl- gdzie granica? Jest to w jakiś sposób zobowiązujące. Chyba jednak sama chcę wybierać to co czytam, sugerować się waszymi recenzjami, dyskusjami i moimi własnymi poszukiwaniami i wizytami w księgarniach polskich czy stronach internetowych- zawsze tak było.

  Nagle okazuje się, że ludzie sami do ciebie docierają ze swoimi książkami, projektami, linkami, i nagle czujesz się że musisz to i tamto, a jak chcesz to, to doczep tamto. Nie odnajduję się w tym za bardzo. Co nie znaczy, że to neguje. Nie mam też na myśli konkursów, które są organizowane na blogach książkowych, bo uważam je za fajne, a jak nie biorę udziału, to zwyczajnie nie mam do tego głowy albo czasu. Poza tym, sama umieściłam swoj adres skrzynki meilowej, więc każdy może napisać, ale z drugiej strony, to nie znaczy, że cokolwiek muszę. Ale.

Chodzi mi zwyczajnie o to, że zauważyłam, że ludzie przestają pytać i wysyłają ci swoje rzeczy na skrzynkę pocztową- i to daje mi do myślenia. Czy to jest do końca w porządku?
A wy co myślicie? Jakie są wasze doświadczenia w tej materii?

34 komentarze:

  1. Ja kilka dni temu dostałam dziwnego maila, że mój adres bloga został umieszczony na czytanieszkodzi.pl i to akurat mnie ucieszyło:) W mailu napisane zostało również, że mogę się do nich zgłosić jeśli chcę recenzować książki dla wydawnictw, ale rzecz, która mnie całkowicie zaskoczyła i odrzuciała to to, że jeśli dostanę książkę do recenzji i mi się spodoba mam o niej napisać na blogu, ale jeśli mi się nie spodoba mam o niej nie wspominać!!!:/ Trochę byłoby to dziwne zachowanie z mojej strony. Skoro już miałabym poświęcić czas na czytanie to czego mam nie mieć prawa szczerze się o książce wypowiedzieć?!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam mieszane odczucia jeśli chodzi o takie praktyki. Faktycznie w przypadku propozycji współpracy logiczne wydaje mi się najpierw wysłanie maila z pytaniem, a dopiero potem cytowanie i linkowanie. To samo tyczy się wysyłania swoich tekstów. Warto najpierw zapytać czy jesteśmy współpracą zainteresowani.
    Istotne byłoby również ustalenie warunków takiej współpracy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na szczęście nie jestem popularną blogerką więc nie mam takich problemów ale czasami mnie denerwuje gdy muszę robić za tablicę ogłoszeń dla wydawnictw czy portali z którymi współpracuję.
    Ostatnio pomyślałam, że nie jestem aż tak napalona na książki za darmo (lubię biblioteki) więc powoli się wycofuję ze współprac. Jeżeli to fajne wydawnictw którego książki z chęcią czytam to ok, ale jak ktoś mi wpycha coś na siłę to podziękuję. Znajdą się inni.
    Jakieś dwa dni temu dostałam pierwszą propozycję od autora - czy chciałabym zrecenzować jego nową książkę? Ale miałam prawo wyboru. Taka sytuacja jak u Ciebie, że Ci ślą nawet bez Twojej zgody i oczekują opinii musi być wkurzająca i nie zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  4. ŁAł, mi na szczęście nic takiego sie nie zdarza i bardzo się cieszę. Nie chciałabym mieć takiej sytuacji.

    @Paula , to dziwne, też by mnie to odrzuciło, no bo przecież masz prawo wyrazic swoja opinię ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. W całej rozciągłości popieram Twój punkt widzenia. Ale każdy kij ma dwa końce. Ja zrezygnowałam ze współpracy bo zaczęło mnie drażnić czytanie na czas. Propozycja współpracy najczęściej wyglądała tak: My Pani prześlemy książkę a Pani w ciągu 14 dni ją zrecenzuje. Przy współpracy z więcej niż trzema Wydawnictwami czułam się jak na wyścigu. Dałam spokój i podziękowałam. Przecież czytanie ma być przyjemnością...

    OdpowiedzUsuń
  6. Maleństwo: tak, dokładnie, czytania ma być przyjemnością, to raz, poza tym z czasem właśnie dochodzą a pdoczep tutaj linka, a to rozdaj książki w konkursie- moim zdaniem same zamieszczenie książki z recenzją na swoim blogu są mega wielką reklamą dla wydawnictwa bo przeciez wielu ludzi robi to za darmo kompletnie a z miłości do książek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Soulmate: dlatego ja nie współpracuję, bo jak napisałam wyżej same zamieszczenie recenzji jest mega reklama i przysługą dla wydawnictwa, moim zdaniem, a one ciągle wymyślają kolejne , nowe sposóby promocji.

    OdpowiedzUsuń
  8. Paula: no tak, tylko pytanie po co czytamy? ja sobie nie wyobrażam jednak pisać pod dyktando i kropka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na szczęście nie mam takich problemów. Z nikim nie współpracuję, nie czytam "na czas", czytam to co chcę :)
    Całkowicie się z Tobą zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja na takie maile z załączonymi w pdf-ie książkami odpowiadam z reguły tym samym: dziękuję, ale nie jestem zainteresowana. A wydawnictwa o mnie zapomniały, jakoś ucichło, nawet jak wyrażę zgodę na jakąś pozycję, to potem jest zero odzewu, nie rozumiem tego, ale nie upominam się, bo mi to lata... :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozumiem Twoją sytuację, też bym się z tym dobrze nie czuła. Ostatnio zauważyłam, że każdemu się wydaje, że piszą do blogerów i proponując im książkę, czy wysyłając jakąś bez uzgodnienia, bo mają adres w bazie, jest robieniem jakiejś łaski. Że powinniśmy to przyjąć z podziękowaniami i ucałowaniem ręki. Jest to niestety bardzo niemiłe.

    Jakiś czas temu dostałam maila, w którym pewien autor proponował mi przeczytanie swojego ebooka, zachwalając mój blog i recenzje. z braku czasu nawet go nie ruszyłam, drugą sprawą jest brak komfortu czytania na komputerze. jednak po kilku dniach na blogach zaroiło się od recenzji tej książki, więc podejrzewam, że takiego słodkiego maila, całkowicie nie mającego pokrycia w rzeczywistości otrzymaliśmy wszyscy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Też mam podobne doświadczenia, aczkolwiek dostaję więcej emaili z treścią, w uproszczeniu: "Lubię twojego bloga, wybieram się do Londynu, co polecisz obejrzeć" itp., jakie restauracje, sklepy, co warto, a czego nie warto zobaczyć. Nie znam tych osób, trudno mi cokolwiek polecać obcym ludziom, a zresztą od czego przewodniki? A raz dostałam emaila, w którym chłopak pisał, że ma taki okres, że "poszukuje", więc może napiszę mu coś ciekawego i "wejdziemy w dialog". No żesz!
    A emaila o treści takiej, jakiego dostała Paula, też otrzymałam. Na razie nie odpisałam, ale odmówię, ostatnia rzecz, jaką chcę robić, to czytać "na zamówienie" i "na zamówienie" pisać recenzje. Potrafię sobie z powodzeniem sama wyszukiwać książki.
    Takie emaile z propozycjami dostajemy na konto Archipelagu, które tworzę z koleżankami. I to rozumiem, bo tu już nie działam jako jednostka ale redakcja magazynu - nie zmienia to jednak faktu, że ludzie podsyłają nam wiersze, a my jasno piszemy na stronie i w magazynie, że wierszy nie publikujemy. Wypadałoby choćby wejść na naszą stronę, z szacunku.

    OdpowiedzUsuń
  13. po pierwsze nie jestem popularną bloggerką, a po drugie nie udostępniłam maila ;)
    a, tak serio - uważam, że ktoś przekroczył pewną granicę wysyłając bez Twojej zgody

    OdpowiedzUsuń
  14. Edith: też mam takie wrażenie, że to nam robi sie przysługę, a jest odwrotnie kompletnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Chihiro: o rany...masakra ''poleć to poleć mi tamto'' w meilach- to już moim zdaniem lekka bezczelność. A jeśli chodzi o czytanie na zamówienie- naprawdę trudno uwierzyć, ze 45 książek za darmo od wydawnictwa- każda z nich będzie świetna i super i godna polecenia. Przecież czy książka się spodoba czy nie- za to odpowiada czasem nasz nastrój i czas kiedy czytamy, a przy takich ilościach trzeba czytać szybko i od razu. Tak mi sie wydaje, może się myle, bo nie byłam w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach, jakaż jestem mało popularna, maili dostaję mało, nikt mnie nie linkuje i nie pyta o radę...! :D

    Jeśli chodzi o książki do recenzji to miałam kilka i więcej nie chcę. Przeważnie nie sa dla mnie, a tempo czytania narzucone mi się nie podoba wcale. A cytowanie bez uprzedniego powiadomienia? Hmmmm.... Nie podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  17. hm... ja z wydawnictwami niektórymi współpracuję i jestem ze współpracy bardzo zadowolona, przede wszystkim dlatego, że i tak sama sobie ustalam co czytam i kiedy- wydawnictwa, które mi coś narzucają (coś co nie leży mi zupełnie) zazwyczaj ze mnie rezygnują bądź ja z nich...
    natomiast nie jestem w stanie zrozumieć przesyłania email np. z rozreklamowaniem swojego bloga, np. "czytam Twój blog, zapraszam na mój..." lub rozreklamowywania swojej strony lub książki przez przesłanie mi ebooka. I to, że osoby, które nigdy wcześniej na moim blogu się nie odezwały nagle piszą mi email, że bardzo mojego bloga cenią... Też dostałam tego email z ebookiem, niestety nie zajrzałam do niego- nie lubię czytać na komputerze, a słodzenie mi, że się nagle ceni mój blog- jakoś mi to wszystko obrzydza. Bloga piszę przede wszystkim dla siebie i dla Was- muszę czasem (często) wyrzucić z siebie te słowa, które nagromadzają się we mnie podczas czytania, a wiem, że najlepiej zrozumieją mnie ludzie, którzy sami czytają i o tym piszą:)

    OdpowiedzUsuń
  18. eee, ja bym nie chciała żeby ktoś narzucAł mi co i jak szybko mam czytać

    OdpowiedzUsuń
  19. Też dostaję takie maile. Często ktoś pisze, że mam fajnego bloga po czym każe do siebie zajrzeć. Albo przysyła autoreklamę, a robi to w taki sposób, że się człowiekowi aż odechciewa. Wyrzucam, nie odpowiadam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kaś: email z ebookiem przyszedł do mnie i wyobraz sobie nawet słodzenia nie było hihhi szybkie'' przesyłam pani moją ksiązke, jakby co, przepraszam'' kropka, koniec. Jak się człowiek dłużej zastanowi nad tym, to dochodzi do wniosku, że to bezczelność. A z na inny temat- widać można sobie wypracowac fajną współpracę z wydawnictwem- z tego co piszesz, to rozumiem. Ale mi sie nie przydarzyło. Prawie zawsze było tak, jakby mi łaske robiono- albo jak już nie chciałam doczepiać linków, konkursów przeprowadzać z rozdawaniem książek- to już się nie odezwali. Tak więc zrezygnowałam od razu.

    OdpowiedzUsuń
  21. C.S. popieram. A swoją drogą to niedługo człowiek nie trafi gdzie jest podlinkowany i gdzie go cytują..

    OdpowiedzUsuń
  22. bluedress: ja też szybko doszłam do tego wniosku, aczkolwiek wierzę, że pewnie niektórzy potrafią sobie wyrobić fajną współpracę.

    OdpowiedzUsuń
  23. Po części się zgadzam. Również zauważyłam, że zbyt wiele dostaję różnych informacji na e-mail, które niekoniecznie są mi potrzebne i tylko zaśmiecają skrzynkę. Ale cóż... Co do współpracy z wydawnictwami lub propozycji opisania książki to coraz częściej zdarza się, że odmawiam. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca otrzymałam 5 takich e-mailów i z wszystkich zrezygnowałam. Tak to już jest. W sumie przyzwyczaiłam się, choć jest to męczące. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Uff, jak dobrze nie mieć takich problemów....;-) Zgadzam się, że czytanie i pisanie na czas i na siłę to bez sensu. Sami wybieramy, sami decydujemy co, kiedy i jak. A niektórzy po prostu nie mają taktu, zarzucając kogoś taki mailami , o których mówicie.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja niestety jestem mało asertywna. Ja pisze do mnie jakiś początkujący pisarz to strasznie trudno mi odmówić, ale jest już lepiej. Z większości wydawnictwami na dzień dzisiejszy zakończyłam współpracę (przeczytałam to co musiałam i więcej nie zamawiałam). Nie ukrywam poczułam ulgę.To takie trochę błędne koło. Została mi Muza - czuję sentyment do wydawnictwa i współpraca jest ok i ostatnio dostaję książki, które sama chcę z Lubimy Czytać. Ale również nie chcę prowadzić konkursów, reklam etc. Troszkę myślę, wydawnictwa poczuły, że mogą wykorzystać blogerów jako tanią reklamę. Niestety. Mam nadzieję, że niedługo to się zmieni, a na razie dzielnie odpisywać "nie". Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Czy wykorzystywanie czyjejś twórczości bez zgody autora nie podchodzi trochę pod naruszenie praw autorskich (czy coś w ten deseń)?
    Obecnie współpracuję z jednym wydawnictwem, wyłącznie przez internet (otrzymuję wybrane przez siebie e-booki) i nie narzekam. Nawet mogę powiedzieć, że jestem zadowolona, bo czytam to, co chcę i nie mam żadnego limitu czasowego.
    Na co dzień korzystam z biblioteki, która dotąd rzadko mnie zawodziła i nie zamierzam zmieniać przyzwyczajeń. A poza tym mój blog nie jest tak popularny, że wydawnictwa walą drzwiami i oknami, więc na razie mam spokój. Na podobne maile nie zamierzam odpowiadać, bo bardzo nie lubię gdy ktoś się zbytnio narzuca.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Fajny tekst :) Jestem dość mało popularna, więc nie mam takich problemów. Załozyłam sobie, że czytam dla przyjemności, a nie z obowiązku i na razie mi się to udaje ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. jeśli tego nie chcesz, usuń adres mailowy ze strony i będziesz miała spokój. Ja nie mam pretencji, kiedy cytują, pod warunkiem, że piszą skąd to jest i linkują na bloga. Czytania na czas też nie lubię, ani pisania pod dyktando. Ale to już wiesz, bo nie raz o tym rozmawiałyśmy.

    OdpowiedzUsuń
  29. O rany, ale jestem naiwna. Byłam przekonana, że wydawnictwa przesyłają bloggerom "prawdziwe" egzemplarze książek. Pachnący świeżością papier i te sprawy :-) A oni ślą pdf-a w zamian za reklamę??????

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie współpracuje z wydawnictwami bezpośrednio, tylko z portalem, dzięki któremu mogę wybrać sobie książki jakie mnie interesują. Czas na czytanie jest określony, ale dla mnie to bardzo długi termin więc problemu nie mam. Co do wspomnianego ebooka w pdf to też go otrzymałam na skrzynkę z niesamowita ilością pochwał mojego bloga. Nie mam zamiaru męczyć oczu dla kogoś kto takie akcje urządza.

    OdpowiedzUsuń
  31. Maila z propozycją zrecenzowania wspomnianego e-booka też dostałam i również odmówiłam z podanych wyżej powodów - tzn. wrzuciłam w SPAM. Nie zrobiłabym tego, gdyby nie pojawiły się tam jakże rozkoszne komplementy, które zapachniały mi nieszczerością. Bo rozumiem, że wszystkie blogi ów pan pisarz podczytuje od dłuższego czasu i uważa za takie fantastyczne? Dużo czasu ma w takim razie na to czytanie, aż dziw, że na pisanie wystarczy :/

    OdpowiedzUsuń
  32. Recenzenci (zawodowi) maja czasami naprawde ciezkie zycie, bo nie do konca wybieraja co czytaja. Bodajze Anna Bojarska w swoim zbiorku swietnych brawurowych recenzji zamiescila tekst na temat "Wiezy Babel" w ktorym otwarcie napisala "Przyznam, ze lektura tej ksiazki byla dla mnie udreka, panszczyzna i gdyby nie koniecznosc napisania recenzji nigdy bym przez to nie przebrnela." No chyba ze jest sie Szymborska - mam wrazenie, ze ona wlasnie sama wybiera ksiazki do "Lektur nadobowiazkowych".
    No ale ci recenzenci ciesza sie wolnoscia slowa przynajmniej teoretycznie - moga pisac otwarcie krytycznie i nie wspolpracuja z wydawnictwem tylko dana gazeta wiec dwuznacznosci "zabraniania" negatywnych uwag tam byc nie powinno.
    A juz takie atakowanie o wspolprace bez pytania o zgode jest po prostu okropne. Dopoki sie szanuje czyjes prawo do odmowy - OK, ale to cienka granica.

    OdpowiedzUsuń
  33. Chyba wszystko zależy od tego, jak sobie ustawimy taką współpracę - w życiu nie doprowadziłabym do sytuacji, że nie mam czasu czytać tego, co sama wyszperałam gdzieś na półkach. Jeśli recenzuję czy reklamuję za darmochę, nie przyjmuję żadnych warunków, tylko sama je ustalam. Nie oszukujmy się, darmowy egzemplarz recenzencki nijak się ma do reklamy, którą robimy wydawnictwom (czy pisarzom) na blogach. Proponuję odpisywać, że napiszesz recenzję za tyle i tyle, a sami się szybko odczepią:)) I już nasz blog nie będzie taki fajny...Nie dajmy się zwariować, a wszystko będzie dobrze. No a jeśli udostępniamy adres mailowy, sami zapraszamy do spamowania.

    Twoja sytuacja jednak przeraża - ktoś używa fragmentów Twoich recenzji bez pozwolenia - toż to kryminał!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  34. Inez: twoje podejście jest bardzo fajne i sensownie. I masz rację.

    OdpowiedzUsuń