wtorek, 3 maja 2011

Z literatury brazylijskiej:''Budapeszt'' Chico Buarque

No i dopadła mnie grypa. Sporadycznie choruję, odporność mam niezłą, no ale: kilka dni temu, przed wyjazdem z Polski, wieczorem byłam u dentystki, która kichała i prychała, a ja z buzią otwartą na fotelu godzinę przy niej...tak więc trudno w tej sytuacji nie podłapać wirusa i wyszło już tu, w Irlandii. Praca czeka, więc dziś kuracja przymusowa w łóżku, sterta książek obok mnie oraz tabletki, gorące napoje...i koty w nogach dotrzymujące wiernie towarzystwa. Na dodatek mamy gości wieczorem z Estonii i Danii, więc ogarnąć dom muszę oraz przede wszystkim siebie, bo wyglądam jak przeterminowany obiad z restauracyjki przy stacji kolejowej.

''Budapeszt'' zakupiłam dawno temu. Wielki sukces w Brazylii, więc wydała mi się intrygująca. Jest to monolog, dość ironiczny i błyskotliwy momentami. Jose Costa jest przykładnym mężem i ojcem w rodzinnej Brazylii. Pisze kolejną biografię znanej osoby i przez przypadek ląduje w Budapeszcie. Owy incydent jest podwaliną licznych przemyśleń i refleksji. Bo oto znajduje się nasz bohater w ''świecie na opak'' i ulega fascynacji, w jego odczuciu- najdziwniejszym językiem świata.
Powiem szczerze, że oczekiwałam trochę więcej po tej lekturze. Niby ciekawa, momentami męcząca i bezbarwa, w sumie odczucia średnie. Może być.

16 komentarzy:

  1. Okładka zagadkowa a recenzja interesująca, więc jak będę miała możliwość to chętnie przeczytam:).
    Wracaj szybciutko do zdrowia. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  2. To dużo zdrowia życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę zdrowia, a skoro książka nie przypadła Ci do gustu, to też ją odkładam na bok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej sobie daruję tę książkę...
    Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książkę czytałam. Zalicza się do tych, które w czasie lektury robią wrażenie, ale zapomina się o nich dość szybko. To raczej nie jest dobra lektura na grypę. Polecałabym coś lżejszego i radośniejszego.:)
    Trzymam kciuki, żebyś wkrótce poczuła się lepiej. Jestem pewna, że kocie kompresy zdziałają cuda!:) Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kuruj się :) Strasznie lubię w Twoim blogu to, że mogę na nim przeczytać o nowościach, dowiedzieć się o książkach, na które nigdy w życiu bym nie wpadła :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Życzę zdrówka!
    Po książkę chyba nie sięgnę, nie jest w moim typie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Od dawna chciałam tę książkę przeczytać, ale okazuje się, że chyba nic wielkiego nie straciłam. Zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oby szybkiego powrotu do zdrowia.
    Książka mnie zainteresowała. Monolog... to coś nietypowego. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Moich najbliższych też rozłożyła choroba.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję wszystkim, już mi lepiej, nie ma to jak whisky gorąca z pieprzem, i cytryną. Niech się gripeksy chowają :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Budapeszt - ech. pokochałam to miasto i zaraz potem musiałam przeczytać tę książkę - owszem zrobiła na mnie ogromne wrażenie, do tego stopnia, że nawet napisałam kilka poetyckich zdań, ale jakoś zupełnie nie pamiętam o czym była - hmm...

    "Za Budapesztem"

    zawsze myślałem, że Budapeszt jest szary. szary w swoich szarych blokach
    i twarzach. tymczasem on był żółty. żółty w słońcu i jej śmiechu



    samotne poranki w pokojach zamkniętych od wewnątrz coraz więcej już znaczą
    bo tylko w Copacabana nic się nie zmienia. białe w nagości piękno jest nią
    kiedy leży albo stoi przy framudze. a ja porównuję do innych nieobecnych pochyłości

    zmieniam widoki za oknem albo zmieniają się same gdy czeskie dzieci grają w klasy
    pod ciężkimi od kwiatów parapetami. nie dla nas porywy wiatrów i zagraniczne języki
    akcenty stawiane parą na szybie. tylko to że mogę jeszcze wrócić po ciemku
    trafiając w niewłaściwe miejsca. do rozsypanego na dywanie cukru. zdeptanych gazet

    i śladów deszczu na opaleniźnie. tam zwiedzam tylko mosty jakbym nie miał już nigdy zasnąć
    i kiedyś skończyć się jak kończą linie pisane na obcym ciele. poza kształtem
    pomarszczonych rzek. wracam

    i ani słowa o tobie. czarno białe filmy dopełniają reszty pod wieczór
    kiedy przechodzę częściowo szare budapeskie hole i nic mnie już nie dziwi
    żaden ominięty numer. żadna klamka. żadna śniedź

    OdpowiedzUsuń
  13. ta magda: to co napisałaś jest lepsze niż to co przeczytałam w książce. Serio :) gratuluje talentu pisarskiego:)

    OdpowiedzUsuń