wtorek, 10 maja 2011

''Gałka od łóżka '' Mary Norton

To prawdziwa rozkosz przeczytać po latach książkę z dzieciństwa, na dodatek to identyczne wznowienie, z tymi samymi ilustracjami, które dziwnym trafem zapadają w sercu na całe życie. Odkładałam tę lekturę celowo, ale już dłużej nie mogłam zapanować nad chęcią przeniesienia się na magicznym łóżku w przeszłość i to oczywiście za pomocą bardzo wyjątkowej gałki od wyrka. Przyznam sie bez bicia, dosłownie znikłam z tego świata zapadając się w krzaki, dołki i rowy wyobrazni.

Trójka rodzeństwa spędza wakacje na angielskiej wsi. Pewnego razu zauważają, iż lokalna nauczycielka, panna Price zwichnęła kostkę. Często dzieci widziały ją na rowerze, więc były tym bardziej zaskoczone, że...koło siedzącej na trawie nauczycielki, stała miotła...nie wyszły jej ćwiczenia, jednym słowem. No, ale żeby dzieciaki nie puściły pary z ust, panna Price podarowywuje im talizman...i tak trójka rodzeństwa przeżyje masę ciekawych przygód...podróżując na łóżku. 
Klasyka. Tyle napiszę:)

17 komentarzy:

  1. Moją książką dzieciństwa są zdecydowanie baśnie, zarówno braci Grimm, jak i Andersena. Zaraz później "Dzieci z Bullerbyn", choć wtedy byłam już świadomą dziesięciolatką i czytałam sobie sama :) Uwielbiam takie powroty i cieszę się, że zachowałam wszystkie swoje książki z tamtego okresu.
    PS. Za każdym razem, gdy odwiedzam Twojego bloga, urzeka mnie zdjęcie Twojej biblioteczki. Dla mnie jest to pomieszczenie marzeń.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepadam za takimi klasykami!:)pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam tej książeczki, ale chętnie to zmienię:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam "Gałkę od łóżka" sto lat temu, teraz mi o niej przypomniałaś :) Kochałam tę książkę w dzieciństwie. Jeśli dobrze pamiętam dzieci zwiedzały tam egzotyczne kraje... Tak mi się coś w każdym razie kojarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. super :) bardzo chciałabym przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak się zastanawiam skąd ją znam a przecież miałam ją w księgarni! :)
    W ogóle książki z tej serii są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jej nie czytałam w dzieciństwie... :-( Może poszukam teraz; pewnie już nie poczuję tej magii, ale dla przecudownych ilustracji Szancera warto.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tytuł tej książki coś mi mówi, ale samej książki na pewno nigdy nie czytałam. Ciekawe skąd ją znam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz rację, miło czasem po latach wrócić do takich lektur - to bezcenne :) Ja wciąż wracam do "Ani z ZIelonego Wzgórza" i wciąż mnie zachwyca. Wiem, że jeszcze nieraz ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna okładka. Poszukam jej dla mojej Marysi :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znałam tej książki. Wezmę ją pod uwagę, gdy będę szukała czegoś dla córki. Dzięki.

    Pozdrawiam
    Artsajke
    ksiazkiartsajke.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja w ogóle mam słabość do Wydawnictwa Dwie Siostry i ich cyklu Mistrzowie Ilustracji - co i rusz przynoszę którąś do domu :) zresztą sami zobaczcie - pewnie jeszcze jakąś sobie przypomnicie :) http://www.wydawnictwodwiesiostry.pl/mistrzowie_ilustracji.html
    zabawne jest to, że poza okładkami i ilustracjami nie pamiętam tych książek nic a nic ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kasia: Dzieci z Bullernym to moja najlepsza książka dzieciństwa, setki razy przeczytana. Kocham.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aneta: może kiedyś i ja wrócę do Ani Z Zielonego Wzgórza...

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie znam tego, ale ilustracje Szancera są jak dla mnie dostatecznym argumentem, by to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń