czwartek, 21 kwietnia 2011

''Poduszka w różowe słonie'' Joanna M. Chmielewska

Piszę to z punktu widzenia osoby, która kilka lat z rzędu zaczytywała się przyjemną, lekką prozą kobiecą- z tym że w języku angielskim. Teraz, od dłuższego czasu, regularnie sięgam po te książki ale z gatunku literatury polskiej. I niestety, nadal twierdzę,że daleko nam do anglików, irlandczyków, amerykanów i australijczyków, którzy mają jakąś niesłychaną umiejętność łączenia wszystkiego w jednym- błyskawiczna, zaskakująca fabuła, lekkość, humor itp. I nadal jest to zwykłe czytadło babskie- ale ma jakość. Być może się mylę, możliwe, że ja zwyczajnie się już zaczytałam na śmierć takimi powieściami- ale przecież nadal od czasu do czasu chcę po nie sięgać i kupuję kolejną lekturę. Nikt mnie nie zmusza, nie dostaję tego od jakiegoś wydawnictwa. Więc już sama nie wiem.

''Poduszka w różowe słonie'' to dobrze napisana powieść o tym jak to młoda kobieta nagle dostaje ''w spadku'' dziecko przyjaciółki, która przegrała wojnę z chorobą. Sympatyczna opowieść o zmaganiu się ze zwykłym życiem ale też z własnymi barierami, wewnętrznymi lękami. Najciekawszą częścią były problemy i sytuacje bohaterki w biurze, w którym pracowała- ciekawie to autorka opisywała.

Tak więc dla mnie to za mało. Nie odpoczywam przy takich lekkim powieściach. W polskich czytadłach dla kobiet razi mnie jednolitość, powtarzalność schematów i zaczynam ziewać. Lubię wszystko ''w jednej pigułce'' nawet na deser czy relaks. W każdym razie ta książka na pewno znajdzie wielu zwolenników i pewnie warto po nią sięgnąć.

25 komentarzy:

  1. To chyba książka nie dla mnie...
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam już wiele recenzji tej książki. Wiele było negatywnych, ale znalazły się też pozytywne. Myślę, że w przyszłości sama sięgnę po tę książkę, by samej móc ocenić jaka ona naprawdę jest ;).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Różnie to bywa :) Może przyzwyczajenie robi swoje? Naprawdę nie mam zielonego pojęcia... Po książkę tak, czy inaczej nie sięgnę... Nie ciągnie mnie do niej, mimo, że ma śliczną okładkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie okładka się nie podoba, ale myslałam w księgarni, e tam co tam, okładka to okładka, a nóż tym razem zaskoczę sama siebie i spodoba mi się pełną parą historia?

    OdpowiedzUsuń
  5. Caroline Ratliff: a widzisz, ja żadnych recenzji tej ksiązki nie czytałam, więc hm, nie jest ze mną aż tak zle, bo momentami czuję sie dziwnie z tym..

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że być może przeczytalaś tych lekkich czytadeł za dużo. Ja się zwyczajnie przy takich książkach męczę. Pochodzenie książki nie ma znaczenia. No chyba, że trafi się zupełnie niezgodna z moim swiatopoglądem, wtedy chociaż mi ciśnienie podniesie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ją w swoich planach i z chęcią przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się,że mamy podobne spostrzeżenia. Również lubię sięgać po literaturę kobiecą, ale widzę po prostu milowe przepaście między np. tym, co tworzy Emily Giffin, a tym, co możemy spotkać u wielu polskich pisarek. Czasami drapię się po głowie i zastanawiam, kto coś takiego w ogóle wydał? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Domi: zgadzam się i jeszcze jedna różnica- rozwinięcie wątku miłosnego w polskim wydaniu to kilka dialogów. Dwie sytuacje i już wiadomo. Nie spotkałam sie z tym ''budowaniem napięcia'' Ale mogę się mylić

    OdpowiedzUsuń
  10. kasandra_85: z chęcią przeczytam jak odbierzesz tę powieść. Dla mnie średnia:(

    OdpowiedzUsuń
  11. Iza: możliwe, też nie wypoczywam, ale przy ''gorzkiej czekoladzie'' lesley Lokko jak najbardziej- swietnie napisana i tyle. Widocznie można.

    OdpowiedzUsuń
  12. Skreślam tę książkę z powodu żenującego zabiegu z nazwiskiem autorki na okładce - ciekawe ile osób kupi to czytadło w przekonaniu, że nabywają nową powieść Joanny Chmielewskiej, bardzo znanej i bardzo poczytnej autorki kryminałów.
    Może to przypadek, choć akurat gdy w grę wchodzi możliwość zarobienia kasy to ja w przypadki niekoniecznie wierzę - wygląda mi na to, że pani autorka czytadła ma ochotę podpiąć się pod cudzy sukces i żerując na oczywistych skojarzeniach zarobić trochę pieniędzy (nie wydaje mi się żeby bez tego jej książka sprzedała się jakoś rewelacyjnie). Z tego też powodu zupełnie nie mam ochoty zapoznawać się z tym dziełem, dla zasady, że tak powiem:-)

    OdpowiedzUsuń
  13. rosemary: ja bywam głupim pazerniakiem książkowym. I wychodzą kwiatki. Zgadzam się z twoją opinią, to jakby dopełnienie mojego postu.

    OdpowiedzUsuń
  14. kiedyś mieszkałam na wsi, w gminnej bibliotece były prawie same takie powieści, po trzech czy czterech doszłam do wniosku, że wszystkie są na jedno kopyto, mam nadzieję, że dziś w tej bibliotece mają większy wybór :)

    OdpowiedzUsuń
  15. bluedress lata świetlane nie byłam w bibliotece, strasznie za tym tęsknie, ale nie mam takich możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nawiązując do wypowiedzi Rosemary, wtrącę swoje trzy grosze. :)
    Wydaje mi się, że to nie jest chwyt marketingowy, a normalny zbieg okoliczności. Imię i nazwisko autorki zaliczają się do dość popularnych, więc mogło się tak zdarzyć. A może rodzice byli fanami twórczości tej "właściwej" Chmielewskiej?:)
    Moim zdaniem popełniono duży błąd nie namawiając autorki do przyjęcia jakiegoś pseudonimu. Pomyłki i nieporozumienia są gwarantowane, to M. pomaga tylko trochę.
    A powieść zdecydowanie nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Lirael: też mi to przebiegło przez głowę. Myślę,że pseudomim były lepszym wyjściem. Po pierwsze jest to spsób na uniknięcie zbędnych pytań, porównań. poza tym podziwiam autorkę za odwagę i ze tego wszystkiego się nie bała. A tak na marginesie, nie razi mnie to ale zwyczajnie zauważyłam: dlaczego 90 procent polskich autorek ma na zdjęciu z tyłu okładki zawsze kubek z kawą w ręku?

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz rację! Może autorka nie zdawała sobie sprawy z tego, co się może dziać. Nie odpowiadałaby mi rola "tej drugiej" Chmielewskiej.
    Może ta kawa ma wywoływać wrażenie, że oglądamy pisarkę w domowych pieleszach, że jest taką ciepłą, zwyczajną osobą.

    OdpowiedzUsuń
  19. Lirael: raczej nie kupuję opcji że autorka nie przypuszczała co się bedzie dziać..a tak poza tym zawsze można jej zarzucić to o czym pisała rosemary- promocja na nazwisku. Różne są sposoby, osobiście najbardziej mnie zraził chwyt pani Grocholi, która umieszcza swoje zdjecie na okładce swojej książki- ''patrz, to ja z tańca z gwiazdami, z telewizji śniadaniowych i z gali oraz vivy, kup, kup'' Bleeee

    OdpowiedzUsuń
  20. Lirael - gdyby ta pani nie słyszała o "pierwszej" Chmielewskiej to może byłaby usprawiedliwiona. Ale nie wierzę, że nie słyszała. Poza tym jest jeszcze wydawca i nawet jeśli to on zasugerował nie korzystanie z pseudonimu to pani początkująca pisarka zawsze mogła się nie zgodzić.
    Może tak być, że nazywają się tak samo i w tym przypadku, cóż, pani z literką M. ma po prostu pecha. Ale to tak jakbyś była początkującą aktoreczką, która nazywa się Meryl Kate Streep i na plakatach z twoim pierwszym filmem widniałoby Meryl K. Streep. No sorry, ale to zwykłe oszustwo - po prostu nie sposób nie zdawać sobie sprawy, że będzie całe mnóstwo ludzi, których mózg tego K. nie zarejestruje i pójdą do kina "na Meryl Streep".
    Dla mnie ta młoda pani jest skreślona, taka jestem okrutna;)

    OdpowiedzUsuń
  21. rosemary: nie okrutna jesteś, a mądra! Ot co. Nie dasz się nabić w butelke. A ja jak zwykle najpierw zrobię, potem pomyślę.I wszystko przez pazerstwo książkowe.

    OdpowiedzUsuń
  22. o, a ja nie lubię Grocholi, czytałam jej opowiadania, bo się wszyscy nią zachwycali, same ochy i achy, a ja po jednym opowiadaniu odłożyłam jej książkę, byłam rozczarowana i też bym się nie dała nabić w butelkę, bo Joanna Chmielewska jest jedna! No:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem bardzo ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  24. A ja przeczytałam książkę i uważam, że jest bardzo wartościowa i porusza ważne tematy. Poza tym przyjemnie się czyta i ta lekkość pisania... A to, że niektórzy z was wyrażają negatywną opinię o książce nawet do niej nie zaglądając jest nieodpowiedzialne. Co do nazwiska, to Joanna Chmielewska (ta od kryminałów)pisze pod pseudonimem, a jeżeli autorka "Poduszki" nazywa się tak samo, to ma prawo publikować pod swoim nazwiskiem, zwłaszcza, że gdyby chciała, mogłaby specjalnie nie dodawać tego M. A dodała.

    OdpowiedzUsuń
  25. Książka jest świetna. Przeczytałam ją jednym tchem i czekam na kolejne powieści autorki.
    Pisze lekko i bardzo ciekawie.
    a i napewno do niej wróce...

    OdpowiedzUsuń