wtorek, 1 marca 2011

O nadchodzącej Wiośnie i lekturze na relaks..

Marzec. Od jutra bite trzy tygodnie na powietrzu w pracy. Lubię. Choć intensywny to czas - jest w tym ład, a dla mnie to cenna rzecz. Potem lawina innych przyjemnych wydarzeń, więc już od kilku dni, wieczorami planujemy, idą w ruch kartki, kalendarze. Trzeba wszystko dopiąć na ''ostatni guzik'', wyczytać, zaznaczyc, przemysleć: którego, gdzie i jak. Z pewnych względów nadchodząca wiosna będzie dla nas wyjatkowa. Przede wszystkim dużo spotkań towarzyskich, wyjazdy zawodowe, ale i rodzinne uroczystości w Polsce, na które czekamy z wytęsknieniem. Dużo dzieje się też w pracy i oby tak jak najdłużej. Bardzo się tym cieszę.
Z tego powodu pisać będę mniej, ale na czytanie czas zdecydowanie będzie wieczorami.

A tymczasem przejdę do książki. Napiszę tak: jeśli byłabym zamknięta w pustym pokoju, gdyby przestał działać internet, telefon, nikt by mnie nie odwiedzał, gdyby wyjechali moi bliscy i nie miałabym żadnych innych lektur obok - wtedy może ''Miłość o smaku wina'' przypadłaby mi do gustu. Wszystko co lekkie, zabawne w tej opowieści podchodzi strasznie pod banał. Akcja jest tak błyskawiczna, że wręcz śmiesznie nieprawdziwa. Dziewczyna czeka na zaręczyny, nagle okazuje się, że jej ukochany zostaje aresztowany za przekręty finansowe, więc Magda wyjeżdża na południe Polski założyć winnice. ''Tak się składa'', że jej tata akurat podzielił majątek, więc we właściwym momencie Magda dostaje pieniądze. Nasza bohaterka oczywiście natychmiast spotyka w górach dobrych, szlachetnych ludzi z cudownej polskiej wsi. Oj, definitywnie wyrosłam z takich czytadeł. Ale ponieważ książki kupuję, to zawsze doczytuję do końca- taka mam zasadę. Umęczony relaks;) 

27 komentarzy:

  1. Oj pewnie nie sięgnę po tą pozycję. Nie za bardzo przemawiają do mnie banalne książki...

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnie to napisałaś ;) nie czytałam tej książki i po opisie domyślam się, że tez nie jest w moim stylu, ale pamiętam, że podobne odczucia miałam po którejś z książek Moniki Szwai gdzie również wszystko ułożyło się tak cudnie, że już lepiej być nie mogło:) Opowieści o konstrukcja harlequina :) pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  3. Nadmiar słodyczy zabija na miejscu i powoduje bliskie spotkanie książki z podłogą lub ścianą:) Przynajmniej u mnie:) Czy to zazdrość o super układające się życie fikcyjnych bohaterów??:))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasem jednak trzeba porzucić ambitną literaturę i się "odmóżdżyć" :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Katarzyna: banał banałem..ale są jakieś granice..a tu już chyba gorzej być nie mogło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sempeanka: to juz nie chodzi o to że'' wszystko cudnie się układa , natychmiast''co jest nudne jak flaki z olejem..naprawdę przeczytałabym z taką chęcią prostą, banalną wesołą ksiązkę o polskiej wsi, jak ludzie żyją,jakie mają sekrety, przyzwyczajenia, tyle tam się zabawnych rzeczy dzieje, czarny humor...a tu ciągle wspaniali cudowni ludzie ze wsi, którzy cię przygarnią , nakarmią itp itp itp itp nuuudyyyyyyy

    OdpowiedzUsuń
  7. marta: jak najbardziej. trzeba. I są takie książki:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Marta: to nie słodycz, a bajeczka, której nie da się wyobrazić sobie;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejna winnica, dar losu, chociaż lubię takie książki to nie wiem czy po nią sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję że przestrzegłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie przeczytam, na razie mam zdecydowanie dosyć lekkiej literatury i już nie mogę się doczekać kiedy za biorę się za coś "mocniejszego" :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za informacje, które książki omijać szerokim łukiem:). Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z Twoją opinią w 150%. Skusiła mnie tematyka - dziewczyna wyjeżdża na wieś, winnica, stary dom. Zasadniczo lubię takie klimaty. Przeczytałam, bo jak się zaczęło to skończyć trzeba. Ale nie polecam. Stylistycznie słabiutkie i naiwne takie, że aż w zębach zgrzyta. Pozostanę przy książkach Petera Mayle. Tam tez są winnice, a styl aż iskrzy...

    OdpowiedzUsuń
  14. Asia i Wojtek: dokładnie. Uwielbiam fajne, rpzyjemne książki, ale jakieś minimum pisarskie musi być.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hahaha, fajnie o niej napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  16. JA TAM LUBIĘ I TAKIE KSIĄŻKI , NAWET BANALNE:)
    POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  17. Domi:) w sumie długo nie wiedziałam jak napisać..

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też zawsze doczytuję do końca, czasem to bolesne doświadczenie;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Oczywiste oczywistości, ale dla niektórych osób to słodka lekturka. Okładka ciekawa, jednak się nie skuszę, mam jeszcze internet, telefon i znajomych, nie będę się chytać "Miłości o smaku wina"

    OdpowiedzUsuń
  20. Tą błyskawiczną akcję z "tak się składa" w tle sobie podaruję :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Skoro książka jest aż tak słodka i nierealistyczna to sobie ją podaruję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Monika chcesz lekko i przystępnie? Moją książką numer jeden, moim odmóżdżaczem, który pamiętam sprzed lat (wieeelu) jest książka Gaby Hauptmann Impotent pilnie poszukiwany :) Wracam do niej, kiedy mam ochotę na coś lekkiego i przyjemnego. Wiadomo, że po latach odbieram ją zupełnie inaczej niż za pierwszym razem, ale zawsze w trakcie lektury towarzyszy mi to uczucie sprzed lat.
    No i oczywiście nie można zapomnieć o Mam łóżko z racuchów (ale to zapewne czytałaś).
    Polecam:))

    OdpowiedzUsuń
  23. Moni: Dziękuję, zapisałam:) A jeśli chodzi o ''Mam łóżko z racuchów"- czytałam- świetna lektura.

    OdpowiedzUsuń
  24. Prawda?:)
    Mam nadzieję, że na Impotencie ... się nie zawiedziesz ... jakkolwiek to brzmi:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja też już wyrosłam z takich banałów ;). Może mało romantyczne jesteśmy ;)?

    OdpowiedzUsuń
  26. No co ty, Maya..ja mam strasznie romantyczną duszę...ale tutaj to jeden wielki nudny banał..

    OdpowiedzUsuń