piątek, 7 stycznia 2011

" Dzikie palmy " William Faulkner

Ostatnio czytam dzień i noc jak szalona, gdyż uziemiła mnie w domu ostra grypa. ''Dzikie palmy'' dostałam od kuzynki. Pożółkłe  kartki starego wydania i wielkie nazwisko pisarza wznieciło ogień ciekawości.
Dziwna książka. Jest w niej coś klimatycznego a jednocześnie odczuwa się niemożność by poczuć całą sobą tę opowieść.
Para kochanków z Nowego Orleanu szamocze się ponoć ze swoim uczuciem jak palmy na wietrze. Żyją pod presją społeczeństwa. A czas jest dość ciężki-lata trzydzieste ubiegłego wieku. Wiem, że w tamtym okresie panowało inne wyczucie, styl, wrażliwość jeśli chodzi o prozę. Jak dla mnie, to strasznie mało tej miłości w opowieści, podniosłych scen, namiętności. Przyrównałabym tę książkę do średnio ciekawego amerykańskiego filmu obyczajowego z lat  trzydziestych, zaliczających się do pierwszych filmów w kolorze. Kochankowie uciekają do wynajętego domu w nadmorskiej miejscowości. Kobieta leży plackiem na plaży całe dni, patrząc się tępo przed siebie. Jej mężczyzna jest targany niemożliwością znalezienia pracy, na dodatek nie wie, jak uszczęśliwić swoją kobietę. Jest niechciana ciąża i nieumiejętność dostosowania się do życia z łatką 'kochankowie''.

Zaletą tej książki jest zdecydowania piękny, krwisty język. Fabuła jednak przeciętna jak na nasze czasy. Nie żałuję, że przeczytałam, ale nie poleciłabym tym, którzy chcą czytać tylko i wyłącznie lektury wyjątkowe...

19 komentarzy:

  1. Jedyne co mnie zaciekawiło to okładka, poza tym książka jakoś nie zachęca do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  2. No w sumie można sobie ją darować, chyba że kocha się klimaty ameryki lat 30tych ubiegłego wieku, podniosłą tematykę miłosną opisaną bardzo ubogo i oszczędnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się również nie podobała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś z tej książki mogło by być, ale nie jest:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla mnie i miejsce i czas są dość ciężkie do przełknięcia. O Nowym Orleanie jedynie Wiśniewski potrafił ładnie "napomknąć"...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli chodzi o Wiśniewskiego- dla mnie nie do strawienia, ani ''Samotność w sieci''ani inne jego książki, a już jego listy z panią Domagalik to była makabra- nie jej, ale jego listy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam Faulknera "Swiatłość w sierpniu". Masz racje, mówiąc, że jego proza jest dość specyficzna i zbyt obrazowa jak na nasze czasy. Też się przy jego książce umęczyłam :) raz jeden, nie więcej :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też po tego pana już nie sięgnę. W sumie nie umęczyłam się czytając tę książkę, tyle że ciągle czekałam na jakąś akcje, mocno wyrazistą scenę, a tu nic. A przecież pisze jak byk na okładce, że to powieść o namiętnych kochankach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Faulkner kurzy się póki co na półce, nie wiem, kiedy go odkurzę.
    Zamierzam przeczytać "188 dni i nocy" Domagalik i Wiśniewskiego w ramach nocnego wyzwania. I też się zastanawiam, jak to będzie... Wszystkie książki Wiśniewskiego, które dotąd czytałam to były wariacje na temat średnio przyswajalnej dla mnie "Samotności w sieci"...

    OdpowiedzUsuń
  10. mnie się dobrze kojarzy seria wydawnicza z której pochodzi prezentowana przez Ciebie książka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tajemnica33: o, to przeglądnę inne pozycje z tej serii:)

    OdpowiedzUsuń
  12. J.szern: ''188 dni i nocy'' to dla mnie świetne listy Domagalik i beznadziejne listy Wiśniewskiego, w których tak się stara podzielić swoją wiedzą chemiczna i tysiącem innych rzeczy, że jest to wręcz nienaturalne i nudne. Tak jakby ktoś mu kazał wykazać się wiedzą książkową w iluś tam słowach..takie ja mam odczucia

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie dziwię Ci się. Podobne odczucia miałam przy czytaniu "Samotności" - te wtręty od DNA...
    ZA-SY-PIA-ŁAM...
    "188 dni i nocy" czytałam do tej pory na wyrywki, ale te wyrywki Wiśniewskiego niebezpiecznie mi się skojarzyły z jego sztandarowym produktem. Wg mojej kuzynki ja tej książki ("Samotności") nie rozumiem, bo jestem za młoda (hm... dobiegam trzydziestki) i jestem singlem - a ona pod czterdziestkę i "mężata" od piętnastu lat - więc rozterki bohaterki są jej rozterkami :)

    OdpowiedzUsuń
  14. takie wydania książek kojarzą mi się z biblioteczką mojej mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. j.szern: he he he...''Samotność w sieci''- dla mnie niestety durna, dziwna książka i miałam oczy jak pięć złotych, kiedy miliony ludzi zachwycały się tą lekturą. No, ale każdy ma inny gust.
    Dla mnie pan Wiśniewski nie jest prawdziwy i naturalny, w jego książkach wyczuwam takie staranie się na siłę wykazywanie się wiedzą i intelektem. I nic na to nie poradzę.:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Varia: mi się kojarzą z dawnymi czasami...lubię czasem czytać stare pozycje:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj chyba potrzebuję takiej grypy - nadrobiłabym wszystkie zaległości:)
    Widzę też, że nie tylko ja nie dostrzegłam "wspaniałości" "Samotności w sieci".

    OdpowiedzUsuń
  18. Marta: to chyba jedyna zaleta grupy: można czytać, czytac i jeszcze raz czytać!

    OdpowiedzUsuń
  19. Moje wrażenia były zupełnie inne... Trudny, piękny język Faulknera, angażujący każdą część ciała, odzwierciedla stosunek czasów i miejsc, które opisuje, do relacji między bohaterami. Są takie książki, których siła nie wynika z fabuły, a z użytych słów. W "Dzikich palmach" akcja rogrywa się za opadniętą kurtyną, gdzie realne tragedie i namiętności dzieją się dokładnie wtedy, gdy publiczność wyjada ostatnie ziarna prażonej kukurydzy i przed wyjściem z sali sprawdza, czy niczego nie zostawiła na krześle. Powieść wymaga podwójnego skupienia, analizy każdego słowa, przeprogramowania pamięci na umiejętność łączenia retrospekcji z czasem teraźniejszym, rzeczywistości i myśli, marzeń, snów. Osobiście uważam, że wszelkie zarzuty, dotyczące stagnacji, braku akcji, wynikają z braku skupienia, a co za tym idzie - niezrozumienia. "Dzikie palmy" to literacki odpowiednik filmów Ingmara Bergmana - zdecydowanie nie dla każdego.

    OdpowiedzUsuń