poniedziałek, 29 listopada 2010

Karaibski Stosik














Za oknem pierzyny śniegu pokryły dolinę i wrzosowiska wkoło domu.  Staram się nie martwić stanem naszych serpentynowych , wąskich dróg. Dopijam kawę i wyciągam kartkę z masą małych zadań do wykonania pod tytułem ''pakowanie'' i zapinanie na ostatni guzik domowych spraw.

Wyjeżdżam jutro na 17 dni. Tam, gdzie jest obecnie w pełni bezchmurne lato. Pieczołowicie wybrałam ze swojego pokoiku książki, które będą mi towarzyszyć. Starsze i najnowsze. Kilka kryminałów, parę obyczajowych, dwie romantyczne. Nie pokusiłam się o żadną ambitną, trudną lekturę, gdyż nie wydaję mi się by czas na karaibskiej wyspie temu sprzyjał.

Poraz pierwszy, z różnych powodów, w podróż zabieram laptopa, więc w sumie nie wiem, może uda mi sie napisać recenzję''na świeżo'', ale nie zaklinam się.
Więc w razie co, do zobaczenia niebawem :)

niedziela, 28 listopada 2010

Z literatury chińskiej: ''Panda Sex'' Mian Mian















Mian Mian to współczesna chińska pisarka, która wywołuje oburzenie społeczne. Pisze bez ogródek o ulicach Chin i sprawach,  których z pewnością nie wyczytasz w ulotce wycieczki do tego enigmatycznego kraju. Kilka lat temu w ''serii z miotłą'' ukazała się w Polsce pierwsza książka tej pisarki: ''Cukiereczki''-  gorąco polecam, niesamowita lektura.
Tak więc, jak tylko zauważyłam , że oto mamy drugą książke pisarki w zasięgu- bez namysłu kupiłam.

Z przykrością stwierdzam,że przeżyłam literacki zawód. Cały sęk w tym, że książka jest horrendalnie ciężka w odbiorze. Styl reportażu. To właściwie jedna długa rozmowa młodych ludzi, prowadzona w nocy i w dzień. Niby o miłości, życiu, a w sumie sama nie wiem. W tle słaby wątek sensacyjny. Bez polotu.

Jedyne, co interesujące, to opis na okładce- wyborowy, i pociągający: ''Podróż do spowitych tajemniczości undergroundowych Chin (...) Mian Mian nie wzdraga się przed pokazaniem ohydy tego świata, wszelkiej patologii, ale jej pełne empatii spojrzenie pozwala dostrzec coś pięknego nawet w trudnych doświadczeniach bohaterów''
Tyle, że treść już nie jest tak ciekawa i ma się nijak do tego opisu.

Wiele sobie po tej książce obiecywałam. Niestety, druga powieść Mian Mian nie jest nawet w połowie tak dobra jak jej debiut. Rozczarowanie na całej lini.

sobota, 27 listopada 2010

'' Mistrz '' Andy Andrews












Gdy owa książka znalazła się w moich dłoniach, pomyślałam, że nie będę zerkać na tylni opis. Popatrzyłam na okładkę i stwierdziłam, że czeka mnie jakaś podróż. Nie wiem gdzie, ale jestem gotowa.

I tak oto przeniosłam się do nadmorskiego, małego miasteczka. Pojawia się w nim enigmatyczny mężczyzna. Nie wiadomo ile ma lat, skąd przybywa, dlaczego się zjawił. Ciągle wygląda tak samo, co więcej, ma przy sobie zawsze walizkę. Jones sam wybiera ludzi, z którymi pragnie porozmawiać. Szybko okazuje się, że rozmowa z tym tajemniczym mężczyzną zmienia życie kolejnych napotkanych ludzi...

Można było by się uprzeć i stwierdzić, iż opowieść jest poradnikiem. Bo pełno tutaj przesłań do ludzi, mądrych słów, wielkich przemyśleń i prawd życiowych. I pomimo, że nie cierpię tego rodzaju książek, muszę przyznać, że tym razem jest inaczej. '' Mistrz'' to subtelna, pełna gracji opowieść. Nie irytuje, nie drażni. Prosta historia, w którą wplątane są przemyślenia na temat ludzkiego losu. Ale zgrabnie i z wyczuciem. Z delikatnością i jakąś nutką intrygującej ciekawości. Ta książka nie sprawia, że człowiek czuje się gorzej. Bo naprawdę kto ma ochotę na lekturę, po której stwierdza,iż ma problem i w ogóle jest ewidentnie żle?  Ta lektura delikatnie smyra nasze ego. Skłania do refleksji, ale nie szokuje. I dlatego podobała mi się.

Kiedy skończyłam czytać, wiedziałam, że tak naprawdę odbyłam podróż w głąb siebie.  Może czasem warto spojrzeć w lustro i dojrzeć coś więcej, niż rozmazany tusz na rzęsach? :)

piątek, 26 listopada 2010

''Kobiety z Czerwonych Bagien'' Grażyna Jeromin-Gruszka















Wszystkie domy nad jeziorami, rozlewiskami, bagnami, urwiskami, klifami,  koszarami - i co tam jeszcze wymyślą w nagłówkach- w polskim wydaniu literackim-  nie dla mnie.  Do takiego wniosku dochodzę choć naprawdę przyczepić się nie mogę do niczego. ''Kobiety z Czerwonych Bagien'' to ciepła opowieść o nieszczęśliwych kobietach z jednej rodziny, ciążących na nich klątwach a przede wszystkich o ich sile i umiejętności borykania się z losem. Świetne , dowcipne dialogi, wartka akcja. Jest sympatycznie i wzruszająco. Milionom ludzi pewnie się spodobało. Więc dlaczego nie przypadła mi ta książka zbytnio do gustu?

Kilka dni temu dosłownie połknęłam ''Osiem zeszytów'' brazylijskiej pisarki- ta sama tematyka- kobiety z jednej rodziny i ich naznaczone losy: energia, iskry, książka tętniła życiem, emocjami, mieniła się barwami, wątek sensacyjny i generalnie - wielowymiarowo. I może tu '' leży pies pogrzebany''.  Może dlatego książka  '' Kobiety z Czerwonych Bagien'' wydała mi się jednolita, taka kraśna, swojska i przez to nudnawa? Mamy prababkę, babcię, historię toczącą się na przełomie stu lat - takie rozłupywanie orzecha na drobny maczek. Niby wszystko fajne, ciekawe, a jednak dla mnie to za mało. Poza tym, momentami zupełnie niewiarygodnie i dość przewidywalnie.  Niestety, jestem na nie.

czwartek, 25 listopada 2010

'' Strzały w Stonygates'' Agatha Christie











Dziewiętnasta książka Agathy Christie w tym roku. Nałóg. Rozkosz. Literackie ''ciastko z kremem'' i nic na to nie poradzę. Świat wielkich angielskich rezydencji, podstępna i przebiegła służba, depesze, spadki rodzinne, podwieczorki, w trakcie których dochodzi do tragedii - jednym słowem: uwielbiam kryminały tej genialnej brytyjskiej pisarki. Za czar, urok, klimat i świetne grania na nosie czytelnikom. Bo jeszcze ani razu nie złapałam w myślach właściwego mordercy.

Tym razem pani Marple ( mój wymarzony obraz cioci) postanawia przypatrzeć się życiu swojej dawnej koleżanki z lat młodości. Odwiedza ją w Stonygates i bardzo szybko orientuje się, iż w domu przyjaciółki dzieją się dziwne rzeczy. Po pierwsze- mieszka tam dużo różnych ludzi, po drugie każdy zachowuje się dość dziwnie. Sprawę komplikuje niespodziewana wizyta mężczyzny...no i oczywiście dochodzi do morderstwa.  Jak zawsze niepozorna pani Marple w świetnej formie i błyska spostrzegawczością na kilometr i zmierzy się z rozwiązaniem zagadek i tajemnic..

Kolejny dobry kryminał. Może nie na miarę '' I nie było już nikogo'' ( majestrzyk), ale w każdym razie na  dobrym poziomie. Świetna , szybka rozrywka na chłodne wieczory. Nie potrafię przestać. I pochłonę z czasem wszystko, co wyszło z pod pióra Agathy Christie

środa, 24 listopada 2010

Z literatury brazylijskiej: '' Osiem zeszytów'' Heloneida Studart












Intensywna, barwna i pikantna powieść. Przede wszystkim świetna proza, ale zadziwiająco łatwa do przyswojenia. To jest opowieść, która ma pazur, emanuje siłą, dostarcza wielu emocji i rozbudza zachwyt. Nie wiem czemu, ale mam takie uczucie, że owa książka jest troszkę w klimacie filmów Pedra Almodovar'a.

Kobiety w rodzinie Nogueira nigdy nie miały szczęścia w życiu. Mariana straciła wyjątkowego kochanka oraz syna. Jej siostra marzy o dziecku chociaż tkwi w toksycznej relacji ze swoim odrażającym mężem. Na dokładkę jest matka serwująca istnie hermetyczny obraz rodziny i popełniająca typowe, najgorsze błędy wychowawcze.
Mariana pewnego dnia dostaje w spadku po swojej ciotce pamiętniki. Dlaczego ciotka szczelnie zabezpieczyła swoje mieszkanie po czym odkręciła gaz? Owe zeszyty zmienią bieg życia obu sióstr i ich postrzeganie świata.  Będą przeglądać się w nich jak w lusterku. Bo kobieca siła nie zna granic. Pragnąc przełamać dziedziczoną z pokolenia na pokolenie nienawiść i ból osamotnienia, kobiety obmyślą pewien plan...a to tylko krok od absurdalnych splotów wydarzeń..

Zbrodnia, kara, słodka zemsta i rodząca się chęć walki o siebie. Wszystko to w pięknie mieniących się barwach uczuć, czarnego humoru i rozbrajającej prawdy.
Oryginalna powieść, której się nie zapomina. Chcę więcej!

poniedziałek, 22 listopada 2010

'' Czerwony plomień Sebastiana'' Janina Zającówna















Ta powieść to dla mnie wielkie jajko niespodzianka. Nie przypuszczałam, że tak mnie porwie, dostarczy wielu wrażeń i z tak wielką przyjemnością będę ją czytać. Przede wszystkim dawno nie czytałam tego typu polskiej prozy.
 
Polska  końca lat 60tych ubiegłego wieku. Czas, gdy po Warszawie można było spacerować nocą,  w kawiarniach świeciła triumfy wuzetka, młodzież miała '' swój kąt ''w domu, a nie pokój z odrębną sypialnią. Namiastką rozrywki były domowe spotkania, wizyta w pawilonach lub wypad pod namioty nad polskie morze. Na tle tych szarych lat pisarka przedstawia nam historię wielkiej miłości, między Igą a Stefanem.  Niestety nadchodzi Marzec 68'- nie tylko rodzina, ale również ojczyzna nie przyzwoli im na szczęście.
Piękna historia gorącego uczucia na tle historii Polski.  Burzliwe losy dwojga młodych ludzi opisane bardzo detalistycznie, z wyczuciem. Szybko bohaterzy stają nam się bliscy. Na początku śledzimy ich losy na progu dorosłości- spotkania w domu przy muzyce Bacha i czerwonej świecy. Wielka namiętność na przekór wszystkim. Ale czy można pokonać historię? Stefan jest Żydem i decyzja o wyjeżdzie do Izraela naznaczy ich miłość już na zawsze...
 
Gorąco polecam ten niebanalny, świetnie napisany romans z ciekawymi polskimi realiami społecznymi w tle. Wartka akcja, barwny język. Naprawdę dobra lektura.





sobota, 20 listopada 2010

'' Płatek śniegu '' Maxence Fermine











Opowieść delikatna..jak płatek śniegu. Subtelność, prostota. Książka na jeden wieczór przy herbacie kaktusowej. Taka przypowieść, która ani nie uwiera ani jakoś specjalnie nie powala czy porusza. Historia przenosi nas do kraju kwitnącej wiśni, czyli Japoni.

Yoko ma w sumie z góry ustalone plany na przyszłość. Może zostać mnichem lub wojownikiem. Niestety, w jego sercu rodzi się silne marzenie aby zostać poetą. Chce pisać wiersze o śniegu i tak spędza swój czas. Yoko pragnie się kształcić więc potrzebuje inspiracji. Postanawia wyruszyć w ośnieżone stoki Fuji. Co sprawia, że człowiek staje się mistrzem? Jakich przestrzeni należy dotknąć?  Yoko musi dotknąc muzyki, malarstwa i może również miłości...

Nie zostałam oczarowana ani nie ma we mnie buchającego zachwytu ale nie żałuję, że przeczytałam tę książkę.  Jeśli ktoś akurat szuka silnych wrażeń, może sobie spokojnie tę lekturę podarować.
Był to miły i niesamowicie lekki czas. Czemu nie? Jak dla mnie może być. 

piątek, 19 listopada 2010

'' 68 pokojów '' Marianne Malone









Miałam chrapkę na przygodowo-magiczną opowieść zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Dzięki tej sympatycznej książce dowiedziałam się czegoś nowego. Instytut Sztuki w Chicago istnieje naprawdę. W jednym z muzealnych pomieszczeń znajdują się pokoje pani Thorne - miniaturowe wnętrza przedstawiające pokoje z różnych epok. Dzięki wielu podróżom, kolekcja pani Thorne osiągneła potężne rozmiary. Kobieta chciała wykorzystać to wszystko w celach edukacyjnych. Każde dziecko z Chicago wie o czym mowa. Malutkie pokoiki z tysiącem szczegółów zachwycają swoim urokiem.
 
Książka opowiada o Ruthie i Jack'u, dwójce przyjaciół, którzy podczas szkolnej wycieczki do Instytutu Sztuki, odkrywają niesłychaną rzecz: oglądając z zachwytem pokoje pani Thorne, w muzeum znajdują magiczny klucz. Dzięki niemu zmiejszą się i będą zwiedzać miniaturowe pokoiki. Prawdziwa podróż w czasie- każdy pokój posiada balkonik i okno, więc odkryją czasy rewolucji francuskiej, Amerykę w okresie palenia czarownic itd.. Dzieci przeżywają wiele przygód i ciekawych tajemnic.
 
Z przyjemnością pochłonęłam tę ciepła, ujmującą lekturę. Nie jest to może mistrzostwo świata i z pewnością daleko książce do klasyków dziecięcej literatury. W każdym razie było miło i ciekawie.




środa, 17 listopada 2010

'' Co z tym życiem? '' Kinga Rusin











Szanuję pracę pani Kingi Rusin -  lubię jak prowadzi telewizję śniadaniową oraz  inne programy. Z ciekawości sięgnęłam po tę lekturę i muszę stwierdzić, że mam mieszane uczucia i do końca nie wiem w sumie jak mam ją ocenić. Więc zamieszczam lużnie refleksje.

 ''Co z tym życiem?'' to zapis rozmowy Kingi Rusin z psychologiem Małgorzatą Ohme.  O związkach,  więzach rodzinnych, małżeństwie, kobiecych błędach, o tym jak dzieciństwo wpływa na nasze  relacje z otoczeniem. Można poczuć, że oto siedzimy w kawiarni przy kawie z przyjaciółkami  i rozkładamy na części pierwsze wszystkie dylematy dotyczące nas - kobiet. Pytanie - nas wszystkich? Czy z określonych grup społecznych?

Książka, która jest solidnie i ładnie wydana, momentami mnie irytowała. Miałam wrażenie, że zbyt detalistycznie mielony jest każdy aspekt tematu. Tak trochę na siłę. Słowo ''kryzys'' pojawiało się tak często i w takich odmianach i z takim podkreśleniem, że wydawało się , iż autorka chce mi wbić regułkę do głowy. Poza tym pani psycholog na każdej stronie nie odmawiała sobie słodzenia Kindze; gdzie się dało - tam komplement i komentarz w stylu ''Ale ty Kingo, masz już to za sobą''. Nie jest to biografia pani Kingi, więc rozumiem jej sprytne odpowiedzi na prywatne sprawy- jest ogólnie, zdawkowo- można by rzec  '' z klasą''. Natomiast nie zrozumiałam, lub nie załapałam -  jak kto woli, dlaczego rozmowy o lęku czy ambicji kobiet, samorealizacji, nawiązywały do ''rosnącej kariery pani Kingi, która wspina się po drabinie coraz to wyżej''. A ponoć ma to być książka dla wszystkich kobiet, co sugeruje fakt, iż każdy rozdział zaczyna się od listu od poszczególnych, bardzo różnych ludzi, które napłynęły na skrzynkę mejlową pani Kingi.

I tutaj zgrzyt. Coś mi nie gra i nie pasuje. Nie mogę przestać myśleć o tych kobietach, które maja trzydzieści pięć lat, brak siedmiu zębów w szczęce, gromadkę dzieci i mieszkają w malutkiej wiosce dojeżdżając w busie na skrzynkach do pracy na hali w jakiejś fabryce gdzie diabeł mówi dobranoc. Do nich nigdy nie dotrą owe przesłania i wywody. I jakoś nie przekonuje mnie w tym momencie argument pani Kingi, że ''wcale nie miała łatwiej, owszem jest kontaktowa, ale dużo ją to kosztowało''. Takie trochę '' pierdu-srerdu ''.

Reasumując, są ludzie, którzy zastanawiają się '' Co z tym miesiącem?'' i tacy, którzy mogą pomyśleć ''Co z tym życiem''- pod warunkiem, że chcą- ci drudzy z pewnością coś dla siebie znajdą w tej lekturze, skorzystają i wyniosą.

I tyle. Kilka refleksji, bo jakoś ocenić tej książki nie potrafię.

wtorek, 16 listopada 2010

''Napisane na moim czole'' Nafisa Haji











Zauważyłam, że książki zahaczające o tematykę kultury muzułmańskiej łączy jedna rzecz- okładka zawsze prezentuje kobietę o orientalnej urodzie. Dziwne, no ale to  w sumie nieważny szczegół. Przyznam się, że nie mam motywacji czytać o kolejnej kobiecie, którą bije mąż i traktuje jak psa. Uważam, że wyszło za dużo takich książek i jest to dość krzywdzące w takim sensie, że to tylko jedna cząstka ciekawych tematów dotyczących Wschodu.
Lektura '' Napisane na moi czole'' Nafisy Haji w sumie spełniła moje oczekiwania. Przede wszystkim dlatego, iż opowieść pokazuje zmagania muzułmańskich kobiet ze swoją religią na tle kultury zachodu. Dla nich samych też nie wszystko jest takie proste czy oczywiste i jest to ciekawie, moim zdaniem, ukazane w tej opowieści.
Saira urodziła się i wychowała w Ameryce. Od zawsze jest świadkiem zderzenia się dwóch kultur. W domu rygorystyczni rodzice o korzeniach hindusko-pakistańskich. Za oknem świat zachodu, w którym dorasta Saira. Dziewczyna jest buntowniczką, wszystko neguje, czuje mocno, że nie pasuje do swojej rodziny. Tak naprawdę opowieść zaczyna się gdy z różnych powodów Saira jako jedyna, musi udać  się sama na wesele kuzynki do Pakistanu. Ta podróż jest początkiem wielkich zmian. Saira odkrywa rodzinne tajemnice, sekrety, poznaje swoich krewnych. Pytania, domysły, kłamstwa i odkryte prawdy powodują rewolucję w umyśle głównej bohaterki...Czasem musi wiele się zdarzyć by docenić tradycje, które zakorzenione są w nas..
To dobre czytadło. Może nie mistrzostwo świata, ale warto przeczytać choćby dla opisów różnic kulturowych. Przyjemna historia rodzinna z tajemnicą w tle.


poniedziałek, 15 listopada 2010

''Piękne dni w Visby'' Ewa Maria Slaska










Tak to bywa gdy w szale głodu czytelniczego kupuję książki. Pazerność bierze górę a rozsądek znika. To jakaś choroba. Infekcja umysłu. No, ale. Na swoje usprawiedliwienie napisze tyle, iż opis lektury skusił mnie natychmiast: ''Dwanaście pisarek spotyka się zimą w Visby na Gotlandii, by używając intuicji poradzić sobie ze światem, w którym istnieją Al-Kaida, Osaba Bin Ladem i globalizacja. Pomiędzy kuchnią a komputerem rozćwierkane bohaterki opowieści odkrywają kilka istotnych prawd życiowych…'' Pięknie brzmi, nieprawdaż?

Myślałam, że oto spotkam niesamowite kobiety, podpatrzę ich frapujące wywody, intrygujące spostrzeżenia, polubię jedną bardziej, drugą mniej. Spodziewałam się, że będzie domowo, ciepło i serdecznie, a zarazem niebanalnie i nasunie mi się kłębek własnych refleksji. Z przykrością stwierdzam, że nic takiego w tej lekturze nie znalazłam. Bohaterki ciągle wybierają się do kawiarni i dojść nie mogą. Nuda. Bezbarwnie i monotonnie a przede wszystkim wybitnie sztuczne dialogi. I naprawdę, dziw mnie bierze, kiedy patrzę jak promuje sie tę powieść..

Jak dla mnie- gniot. Ale niekoniecznie dla innych. Kwestia gustu, rzecz jasna. A wy,  macie w tym roku na koncie gniota literackiego?

niedziela, 14 listopada 2010

Krzysztof Bizio '' Zresztą latem wszystkie kwiaty są takie piękne''











Moim pierwszym domem w życiu był blok. Jako dziecko miałam w sobie ciekawość innych ludzi, ale nie zastanawiałam kim i jacy są ci, których mijam i widzę codziennie. Ten pan przed blokiem na ławce  kopiący dołek gdy machał nogą. Kobieta z pod dziesiątki, która dokarmiała wiecznie koty i mówiła do siebie. Sąsiadka z nad przeciwka- wiecznie w oknie nocą i dniem. Tak. Sąsiedzi- nic w sumie o nich nie wiemy...
 
''Zresztą latem wszystkie kwiaty są takie piękne '' to zbiór opowiadań, którego wspólnym mianownikiem są polskie, szare blokowiska. Nie myślcie, ze pisarz opowiada o subkulturach, dresiarzach czy slangu podwórkowym. Nic z tych rzeczy. To po prostu ludzkie opowieści o sąsiadach i znajomych. 
Pisarz w sposób naturalistyczny, tak od trzewni, przedstawia często absurdalne, i komiczne historie. Język prosty i dosadny.  Każde z tych opowiadań to w sumie mała, odrębna powieść. Codzienne dylematy i nasze sposoby aby je rozwiązać. A wszystko w ciszy, we własnej głowie i żaden sąsiad nigdy się przecież nie dowie. Jest przejmująco i refleksyjnie. Czyta się naprawdę dobrze i z ciekawością.

Miałam kiedyś dziwaczą manierę. Nie zaopatrywałam się w książki polskich pisarzy. Byłam przekonana, że to co wychodzi z pod męskiego, polskiego pióra nie przekona mnie. Na szczęście proza pana Krzysztofa Bizio spowodowała, że moje absurdalne myśli wyparowały z mojej głowy na dobre. Jego powieść ''Sierpień'' od razu przypadła mi do gustu. Teraz, po lekturze tego zbioru opowiadań wiem, że z chęcią zakupie jego kolejne książki: zawsze chude, ale niezwykle treściwe.

sobota, 13 listopada 2010

Z literatury chorwackiej: ''Murzyn'' Tatjana Gromaca

Literatura chorwacka to dla mnie nieznany obszar-wciąż do odkrycia, a przynajmniej do liżnięcia w celu zaspokojenia ciekawości. Dlatego z chęcią zakupiłam książkę Tatjany Gromacy "Murzyn"

Rozdziały krótkie, na pól lub na całą strone, kazdy zakonczony puenta. Niezwykle wymowe. Ani jednego zbędnego zdania. Ku mojemu zdziwieniu, z tych mikroskopijnych zapisków wynurza się wyrazista, klarowna historia dzieciństwa, dorastania i dorosłego życia głównej bohaterki. Malownicze obrazki migoczą intensywnie, a ich siła polega na szczegółach. Drobinki wspomnień utkane z wyobrażni, która w dzieciństwie pracuje na pełnych obrotach. Poprzez oczy dziecka, dorosła bohaterkia pokazuje nam życie na chorwackiej wsi, a gdzieś tam w tle toczy się wojna. Kiedy dorasta i przemienia się w kobietę, w błyskotliwy sposób snuje dalej swoją historie.

Życie to pasmo zmian, zawirowań. W poetycki sposób czujemy to od samego początku obcowania z tą książką. Często bywa tak, że pamiętamy absurdalnie nieważne  szczegóły z dalekiej przeszłości. Okazuje się, że na ich podstawie, poprzez ich kolory, można opowiedzieć o swojej tożsamości.

Książka Tatjany Gromacy była dla mnie ogromnym, pozytywnym zaskoczeniem. Ujmująca lektura, którą zdecydowanie warto przeczytać.

piątek, 12 listopada 2010

Przeprowadzka

No i oto jestem w nowym miejscu. Najczęściej czytam na piętrze w mojej biblioteczce, więc może dlatego dobrze się czuję już na wstępie, w owej nowej blogowej szacie graficznej.  Do tej pory, dość intensywne zapiski czytelnicze zamieszczałam pod  tym adresem:  http://polsko-finskie-zycie.bloog.pl

W każdym razie, przeprowadzka zakończona i tutaj będzie się toczyć moja bieżąca historia czytelnicza.