niedziela, 12 grudnia 2010

Historia miłości silniejszej niż los: ''Jak w niebie'', ''Jeszcze się spotkamy'' Marc Levy


Kiedy naczytam się solidnie o samotności różnorakiej w dużych porcjach pod rząd, mam wtedy chrapkę na romantyczną, zaskakującą opowieść o miłości. O ludziach żyjących w moich czasach, w moim wieku i koniecznie z literatury obcej. Niestety, zauważam, że takich książek brakuje ostatnio na rynku- cudownie lekkich ale i przejmujących, nietendencyjnych i na jedno kopyto. Tak naprawdę to jedynie Cecelia Ahern potrafi mnie zaskoczyć pisząc o miłości. Jest to w jej wydaniu ciut inne- a przez to intrygujące no i nie chwyta się fali- jak modne wampiry- to nie piesze o wampirach.
 
''Jak w niebie'' to pierwsza część opowieści o Lauren i Arturze. O dziwo- jest słabsza, niż druga część. Historia zapowiada się niezwykle ciekawie - Lauren to ambitna, z prawdziwego powołania lekarka. Kocha swoją pracę, mieszka sama i tkwi w jakimś tam niezobowiązującym związku. Pewnego dnia ulega wypadkowi i zapada w śpiączkę. Jej duch opuszcza ciało i w ten sposób wraca do swojego mieszkania, które zostało wynajęte. Dziwnym trafem Artur, który tam mieszka- jako jedyny, z nieznanych powodów ją widzi. I tak zaczyna się ich znajomość. Jednak matka Lauren, za sprawą namowy lekarzy, zgadza się aby odłączyć aparaturę od ciała Lauren.. I tak naprawdę to cała esencja tej pierwszej części książki. Trochę mało się dzieje, jakby autor rozciągał to co można było by napisać krócej. Ja bym dodała więcej jakiś romantycznych, zabawnych- symbolicznych momentów.

''Jeszcze się spotkamy'' - dalsze losy historii kochanków są o wiele ciekawsze, akcja przyspiesza, wydarza się wiele rzeczy. Rosną emocje. Jest barwnie  i przewrotnie. Ale nic nie zdradzę. Na kanwie tych dwóch powieści ponoć ma powstać film.
Obie książki czytało się przyjemnie i ciekawie, ale nie powiem, że to mistrzostwo świata. Uważam, że mogło być lepiej. A może po prostu jestem zbyt wymagająca co do  romantycznych miłosnych powieści. Ale jak człowiek czyta bardzo dużo, to czy chce tego czy nie, z czasem stajemy się wymagający. Dla tych co czytają dwie książki na rok- zachwycą się na pewno tym romansem. Dla mnie osobiście to fajne lektury, ale nie fantastyczne.

11 komentarzy:

  1. Podczas wakacji próbowałam się nieco "odprężyć" czytając też romanse, ale były kiepskie. Przynajmniej otrzymałam dzięki nim porządną dozę śmiechu, jak się tak zastanawiałam nad "dobrą i niewinną Marysieńką" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde za mna też ostatnio chodzi jakaś ochota na coś masakrycznie romantycznego osadzonego w teraźniejszości .... szukam i szukam, bo przecież muszę zaspokoić swój głód.

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie książki są niezastąpione, gdy chcemy pozbyć się zimowej chandry lub nie mamy chęci na trudniejszą literaturę:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. To chyba jednak nie dla mnie, ale kto wie... Może kiedyś nadejdzie mnie ochota? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Luna, ja nawet nie bralam ksiazek w typie dzielne poslkie kobiety z bagien, wrzoswisk z klifów itp bo mnie to kompletnie nie interesuje.:) Tesknie sama za świetna romantyczną książka..

    OdpowiedzUsuń
  6. Futbolowa- nigdy nie mów nigdy;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kasandra_85: dokładnie tak jest. Tylko tak mało takich książek...a może szukać w starszych książkach tego czegoś nienazwanego?

    OdpowiedzUsuń
  8. Tajemnica33: mam to samo...bede szukać...może na allegro starych jakiś nieznanych autorów..

    OdpowiedzUsuń
  9. Starych to może nie Lotta, ale jeśli znajdziesz coś teraźniejszego, dającego poczucie spełniania w dziedzinie czytadełko to daj mi natychmiast znać ;)
    Ja ostatnio połknęłam "Miłość przez małe m" i jakbym już poczuła smak, ale się kurde książka skończyła ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo to zapamietam. Jak wroce i tak przestudiuje wasze blogi moze cos znajde romantycznego...ale mam tez ochote na jakas trudniejsza ale dobra ksiazke. No ale to po powrocie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Może kiedy sięgnę, chociaż ostatnio mało czasu poświęcam romansom. :))

    OdpowiedzUsuń