poniedziałek, 15 listopada 2010

''Piękne dni w Visby'' Ewa Maria Slaska










Tak to bywa gdy w szale głodu czytelniczego kupuję książki. Pazerność bierze górę a rozsądek znika. To jakaś choroba. Infekcja umysłu. No, ale. Na swoje usprawiedliwienie napisze tyle, iż opis lektury skusił mnie natychmiast: ''Dwanaście pisarek spotyka się zimą w Visby na Gotlandii, by używając intuicji poradzić sobie ze światem, w którym istnieją Al-Kaida, Osaba Bin Ladem i globalizacja. Pomiędzy kuchnią a komputerem rozćwierkane bohaterki opowieści odkrywają kilka istotnych prawd życiowych…'' Pięknie brzmi, nieprawdaż?

Myślałam, że oto spotkam niesamowite kobiety, podpatrzę ich frapujące wywody, intrygujące spostrzeżenia, polubię jedną bardziej, drugą mniej. Spodziewałam się, że będzie domowo, ciepło i serdecznie, a zarazem niebanalnie i nasunie mi się kłębek własnych refleksji. Z przykrością stwierdzam, że nic takiego w tej lekturze nie znalazłam. Bohaterki ciągle wybierają się do kawiarni i dojść nie mogą. Nuda. Bezbarwnie i monotonnie a przede wszystkim wybitnie sztuczne dialogi. I naprawdę, dziw mnie bierze, kiedy patrzę jak promuje sie tę powieść..

Jak dla mnie- gniot. Ale niekoniecznie dla innych. Kwestia gustu, rzecz jasna. A wy,  macie w tym roku na koncie gniota literackiego?

16 komentarzy:

  1. No ba. "Kryształowy anioł" Grocholi, numer jeden na liście gniotów ustrzelonych w tym roku. Były też inne porażki, jakaś Picoult, Gavalda, ale to były po prostu słabe książki, a Grochola wymiata - rasowy, pełnokrwisty gniot:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. haha, no jakoś ewidentnie mi ''Kryształowy anioł'' nie pasuje do twojego smaku literackiego. Ja mam jeszcze gorzej, bo nie czytałam Grocholi, może kilka zdań tej książki o ''Judycie'' i nijak nie mogę się przekonać. No, ale czeka mnie te wyzwanie, gdyż jeśli moja blogowa Kasia przeczyta Cecelie Ahern, ja obiecałam przeczytać Grochole i będziemy wtedy dyskutować bez uprzedzeń a na podstawie przeczytanych lektur:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli nie warto sięgać ;) Czuję się dobrze ostrzeżona :)

    P.S. Masz piękną biblioteczkę ! Po prostu cudo :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuje:) Swoją biblioteczkę projektowałam w głowie zanim wylaliśmy fundamenty domu. ;))) Najważniejszy pokój hihihi
    P.S. No wiesz, może ci się spodoba ta książka, gusta są różne, dla mnie osobiście to masakra.

    OdpowiedzUsuń
  5. No to raczej nie przeczytam. Ale pocieszę cię, bo ostatnio też natrafiłam na tego typu książkę. I też byłam bardzo rozczarowana. Zresztą widziałaś u mnie na blogu co o niej myślę ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak, Madeleine:) Ja w ogóle to lubię babskie czytadła, lubię książki różne-czasem trudne, czasem ot tak na plaże coś lekkiego. No,ale wszystko ma jakieś granice smaku..:)))
    Polecam ci bardzo Cecelie Ahern- ksiażki dla kobiet ale niebanalne

    OdpowiedzUsuń
  7. Reklama reklamą a na biblionetce recenzje ma słabe. Kiedyś mogłam ją wziąć z serwisu wymiany książek, ale podziękowałam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. No i dobrze zrobiłaś, a ja nie poszperałam i kupiłam i mam za swoje.

    OdpowiedzUsuń
  9. owszem. "Udręki pewnej kasjerki" (piszę o niej również u siebie na blogu). reklamowana była chyba w każdym możliwym piśmie, a w treści nic szczególnego nie znalazłam i bardzo nijako ją odebrałam.
    tyle w tym szczęścia, że ją wygrałam i ani grosza na niej nie straciłam.
    a jak zamawiam książki to też nigdy pohamować się nie potrafię. przeważnie robię 3 razy w roku duże zakupy w księgarniach internetowych, a potem kurier wnosi mi paczkę do pokoju z pytaniem czy kowadło sobie kupiłam, bo ledwo podnieść ją może :)

    OdpowiedzUsuń
  10. :) No tak już mają fanatycy książek :))) A widzisz ''Udręki pewnej kasjerki'' podobały mi się. Ale czytałam tę książkę na lotnisku by zabić czas czekając na nocny lot- więc- czasem okoliczności mają wpływ na to jak odbieramy książki. Bo gdybym miała ochotę na sagę rodzinną i wzięła do ręki te kasjerkę no to wiadomo jakie były by skutki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nawet okładka mnie nie zachęca, a już po opinii raczej nie będę sięgać.
    Chciałabym zaznaczyć, że bardzo podoba mi się zdjęcie w nagłówku. Wszystko pięknie i schludnie poukładane. Pozazdrościć regałów. :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki :co do regałów- ja co jakiś czas zmieniam ustawienia książek...przekładam książki...przenoszę noblistów na półkę kryminalną a kryminały gdzieś indziej. Nie wiem, czemu to robię:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Biblioteczka boska :) Ja też maniacko przestawiam książki, ale głównie dlatego, że w żaden sposób nie chcą się pomieścić, a ciągle przybywają nowe :) A jeśli chodzi o gniot, to chyba nic nie przebije "Wypadku na ulicy Starowiślnej" Lucyny Olejniczak.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzieki:)
    Będę pamiętać o ''Wypadku na ulicy Starowiślnej''
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chciałam tylko napisać, że piękna biblioteczka! A co do gniota, to saga o Rudolfie Joanny Fabickiej - spodziewałam się polskiego Adriana Mole'a, ale cóż:d

    OdpowiedzUsuń
  16. Będę pamiętać o tej książce J.Fabickiej:)
    dziękuję za miłe słowa

    OdpowiedzUsuń