piątek, 26 listopada 2010

''Kobiety z Czerwonych Bagien'' Grażyna Jeromin-Gruszka















Wszystkie domy nad jeziorami, rozlewiskami, bagnami, urwiskami, klifami,  koszarami - i co tam jeszcze wymyślą w nagłówkach- w polskim wydaniu literackim-  nie dla mnie.  Do takiego wniosku dochodzę choć naprawdę przyczepić się nie mogę do niczego. ''Kobiety z Czerwonych Bagien'' to ciepła opowieść o nieszczęśliwych kobietach z jednej rodziny, ciążących na nich klątwach a przede wszystkich o ich sile i umiejętności borykania się z losem. Świetne , dowcipne dialogi, wartka akcja. Jest sympatycznie i wzruszająco. Milionom ludzi pewnie się spodobało. Więc dlaczego nie przypadła mi ta książka zbytnio do gustu?

Kilka dni temu dosłownie połknęłam ''Osiem zeszytów'' brazylijskiej pisarki- ta sama tematyka- kobiety z jednej rodziny i ich naznaczone losy: energia, iskry, książka tętniła życiem, emocjami, mieniła się barwami, wątek sensacyjny i generalnie - wielowymiarowo. I może tu '' leży pies pogrzebany''.  Może dlatego książka  '' Kobiety z Czerwonych Bagien'' wydała mi się jednolita, taka kraśna, swojska i przez to nudnawa? Mamy prababkę, babcię, historię toczącą się na przełomie stu lat - takie rozłupywanie orzecha na drobny maczek. Niby wszystko fajne, ciekawe, a jednak dla mnie to za mało. Poza tym, momentami zupełnie niewiarygodnie i dość przewidywalnie.  Niestety, jestem na nie.

12 komentarzy:

  1. A mnie się "Kobiety z Czerwonych Bagien" podobały bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz:) Dla każdego coś innego, możliwe że gdyby nie ''Osiem zeszytów'' wcześniej, też byłabym zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, że zanim trafiłaś do mnie, to ja już u Ciebie byłam i zachwyciłam się "Ośmioma zeszytami"?! I zaintrygowało mnie jeszcze zdjęcie nagłówkowe - to Twoja biblioteczka? Ja mam swoją póki co w... szafie, a "gorsze" książki trzymam na strychu, natomiast czasopisma w piwnicy, a mieszkam w domku jednorodzinnym i powinna mieć wystarczająco dużo miejsca. Nieźle, co?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, to moja biblioteczka na piętrze. W sumie była opcja albo garderoba, lub biblioteczka...no i wybrałam te drugie:))) Zdjęci jest dość ciemne chyba. Półki są w kolorze karaibskiego błękitu. Sama wszystko zaprojektowałam a znajomy- złota rączka wykonał:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładna okładka, ale treść chyba mnie nie zadowala;)

    OdpowiedzUsuń
  6. To też nie dla mnie. Za bardzo oklepane historie się tu tworzą.

    PS. Zdjęcie u góry przedstawia Twój pokój, czy to gdzieś z sieci? Bo wygląda zjawiskowo!

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam, dziękuję za odwiedziny, zapraszam jak najczęściej:)
    Biblioteczka przypomina mi nie wiedzieć czemu pokój Ani Shirley taki, jakim go sobie wyobrażałam,na poddaszu:) Plus taka ilość książek to już chyba przedsionek do nieba:) Chyba bym stamtąd nie wychodziła:):):)
    Odnośnie książki nie wypowiem się, gdyż nie czytałam. Możliwe, że Twoja opinia spowodowana jest zmęczeniem materiału, ale ja do polskiej literatury podchodzę też raczej nieufnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzieki za mile slowa:) Strasznie dlugo obmyslalam w glowie wyglad wlasnej biblioteczki- pokoju, ktory przenosi mnie w inny swiat.
    Jesli chodzi o ksiazke, to niestety, do polskiej prozy jestem bardzo krytyczna i wybredna, no ale czytam tez po angielsku i generalnie duzo prozy obcej i niestety uwazam, ze srednio wypada proza polska na tle zagranicznej:(

    OdpowiedzUsuń
  9. Czasami mam ochotę na taką lekką literaturę. Wówczas nie przeszkadza mi ani swojskość, ani nadmierna lekkość, czy głupkowatość. Tak już mam :)

    Trafiłam do Ciebie całkiem przypadkiem, dzięki sznurkowi linków i bardzo mi się podoba. A biblioteczka wręcz bajkowa!

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć Claudette.
    Ja myślę ze w dużej mierze to czy spodoba nam się książka czy nie, zależy właśnie od nastroju i momentu.
    :)

    OdpowiedzUsuń