środa, 17 listopada 2010

'' Co z tym życiem? '' Kinga Rusin











Szanuję pracę pani Kingi Rusin -  lubię jak prowadzi telewizję śniadaniową oraz  inne programy. Z ciekawości sięgnęłam po tę lekturę i muszę stwierdzić, że mam mieszane uczucia i do końca nie wiem w sumie jak mam ją ocenić. Więc zamieszczam lużnie refleksje.

 ''Co z tym życiem?'' to zapis rozmowy Kingi Rusin z psychologiem Małgorzatą Ohme.  O związkach,  więzach rodzinnych, małżeństwie, kobiecych błędach, o tym jak dzieciństwo wpływa na nasze  relacje z otoczeniem. Można poczuć, że oto siedzimy w kawiarni przy kawie z przyjaciółkami  i rozkładamy na części pierwsze wszystkie dylematy dotyczące nas - kobiet. Pytanie - nas wszystkich? Czy z określonych grup społecznych?

Książka, która jest solidnie i ładnie wydana, momentami mnie irytowała. Miałam wrażenie, że zbyt detalistycznie mielony jest każdy aspekt tematu. Tak trochę na siłę. Słowo ''kryzys'' pojawiało się tak często i w takich odmianach i z takim podkreśleniem, że wydawało się , iż autorka chce mi wbić regułkę do głowy. Poza tym pani psycholog na każdej stronie nie odmawiała sobie słodzenia Kindze; gdzie się dało - tam komplement i komentarz w stylu ''Ale ty Kingo, masz już to za sobą''. Nie jest to biografia pani Kingi, więc rozumiem jej sprytne odpowiedzi na prywatne sprawy- jest ogólnie, zdawkowo- można by rzec  '' z klasą''. Natomiast nie zrozumiałam, lub nie załapałam -  jak kto woli, dlaczego rozmowy o lęku czy ambicji kobiet, samorealizacji, nawiązywały do ''rosnącej kariery pani Kingi, która wspina się po drabinie coraz to wyżej''. A ponoć ma to być książka dla wszystkich kobiet, co sugeruje fakt, iż każdy rozdział zaczyna się od listu od poszczególnych, bardzo różnych ludzi, które napłynęły na skrzynkę mejlową pani Kingi.

I tutaj zgrzyt. Coś mi nie gra i nie pasuje. Nie mogę przestać myśleć o tych kobietach, które maja trzydzieści pięć lat, brak siedmiu zębów w szczęce, gromadkę dzieci i mieszkają w malutkiej wiosce dojeżdżając w busie na skrzynkach do pracy na hali w jakiejś fabryce gdzie diabeł mówi dobranoc. Do nich nigdy nie dotrą owe przesłania i wywody. I jakoś nie przekonuje mnie w tym momencie argument pani Kingi, że ''wcale nie miała łatwiej, owszem jest kontaktowa, ale dużo ją to kosztowało''. Takie trochę '' pierdu-srerdu ''.

Reasumując, są ludzie, którzy zastanawiają się '' Co z tym miesiącem?'' i tacy, którzy mogą pomyśleć ''Co z tym życiem''- pod warunkiem, że chcą- ci drudzy z pewnością coś dla siebie znajdą w tej lekturze, skorzystają i wyniosą.

I tyle. Kilka refleksji, bo jakoś ocenić tej książki nie potrafię.

17 komentarzy:

  1. Tak właśnie myślałam, że ta jej książka pójdzie w konwencję ą ę, chyba ją sobie podaruję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cała prawda po twojej stronie pewnie, ja nawet nie zbliżam się do tej książki

    OdpowiedzUsuń
  3. Sylvia,tak,wpada w tę konwencję, dobrze to określiłaś, poza tym nie ma tam wiary że się człowiekowi uda w małżeństwie, takie zgorzkniałe wywody pań po rozwodach, ale możliwe, że komuś to może odpowiadać i pomóc w dywagacjach jak ma takie doświadczenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasia Piec Zaczyna, pewnie nie cała prawda po mojej stronie, bo piękne zdania i ciekawe spostrzeżenia tam znajdziesz, tylko jakoś mi się razem do kupy to nie klei gdyż okraszone to wszystko listami ludzi- ''zwykłymi wyjadaczami chleba'' a tu przemyślenia pani Kingi względem siebie i jej znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  5. ja jej nawet nie tknę, musieliby mi chyba zapłacić. Co też Pani Kinga może mi ciekawego powiedzieć, poza autoreklamą, jaka jest dzielna i fantastyczna? Miliony kobiet jest dzielnych równie, jeżeli nie bardziej. Nie miała łatwo, proszę cię, a kto ma łatwo. Zycie generalnie jest raz fajne, raz nie i nie ma co wyważać zamkniętych drzwi
    Notatki Coolturalne
    Z babskiej perspektywy

    OdpowiedzUsuń
  6. No widzisz, a ja się dałam nabić w butelkę..:(

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepadam za tego typu książkami, więc raczej po nią nie sięgnę. Raczej na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  8. Madeleine, to nie sięgaj. Ja lubię czasem, ale tym razem to jakaś paranoja zderzeń, że nawet ocenić nie umiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. W DDTVN wolę Marcina Prokopa i Dorotę Welman. Za Rusin jakoś nigdy specjalnie nie przepadałam, taka już jej aura. Po książkę nie sięgnę, bo szkoda mi pieniędzy na takową. :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam wredne podejrzenia, że całość zostala zapewne napisana dla kasy:). Ale nie będę ich weryfikowac lekturą:).

    OdpowiedzUsuń
  11. Iza, staram się o tym nie myśleć czy dla kasy czy nie, ale moje zdanie jest jednoznaczne po lekturze: manifest singielki, która uporczywie chce stać przy swoim, iż życie w małżeństwie to niefajna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Vampire_slayer: Też uwielbiam duet Prokop-Welman: dowcip, uśmiech, dystans- aż miło pije się poranna kawę w ich towarzystwie. To fakt.

    OdpowiedzUsuń
  13. może i pani Kinga miała wewnętrzną potrzebę wydania tej książki, ale sam fakt, że stworzyła ją w formie wywiadu, który tak naprawdę spisał i zredagował ktoś inny (Małgorzata Ohme), sprawia, że nie do końca wierze w jej szczerość. rozumiem, że nie każdy ma talent do pisania ale szczycenie się wszędzie stworzeniem książki, które polegało tylko na udzielaniu odpowiedzi jakoś wydaje mi się tylko sposobem na autopromocję.

    OdpowiedzUsuń
  14. Varia, wiesz, może chyba być gorzej..Kasia Cichopek wydała książkę jak być ''super mamą'', promuje ją jak na pisarkę przystało, tyle,że okazało się iż ( co jest już faktem) napisała AŻ tylko jeden rozdział w tej książce :I Reszta pracy to sesja zdjęciowa w szpilkach przy wóżku dziecięcym:I

    OdpowiedzUsuń
  15. W 100% po nią nie sięgnę, nie interesują mnie takie książki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Samash: to ostatnia, z tego rodzaju, jaką kupiłam, koniec z poradnikami- autoreklamą!

    OdpowiedzUsuń
  17. nie przepadam za tą panią, wydaje się być sztuczna i nie przekonuje mnie ta książka, nie zwróciłabym na nią uwagi
    (bluedress)

    OdpowiedzUsuń